Maria Sokołowska bohaterką ?

Skandaliczne i kryminalne zachowanie bezczelnej licealistki z Gorzowa Wielkopolskiego. Rozważanie wyłącznie prawne.

 

Casus 17- letniej licealistki Marii Sokołowskiej z Gorzowa Wielkopolskiego słusznie - moim zdaniem - budzi krytyczne (in genere) głosy opinii publicznej. To dziewczę nazwało Prezesa Rady Ministrów, zdrajcą Polski i dokonało tego publicznie, w obecności Premiera. Postawę taką nazywam bezczelną, prostacką, arogancką,  a w świetle prawa nielegalną. I nie ma tu nic do rzeczy to, co ja czy ktokolwiek inny sądzi o Donaldzie Tusku. To rzecz inna i nie do rozważania w tym temacie. Istota problemu zasadza się na tym, że Sokołowska znieważyła konstytucyjny organ RP, do czego nie miała jakiegokolwiek prawa. I tym aspektem się tutaj zajmiemy.

Kodeks Karny w art. 226 penalizuje przestępstwo znieważenia funkcjonariusza publicznego i przewiduje za to karę do 2 lat pozbawienia wolności (w przypadku znieważenia konstytucyjnego organu RP). Autorytet organów państwowych wymaga szanowania ich funkcjonariuszy. Bez tego założenia trudno mówić o państwie demokratycznym w pełnym znaczeniu tego słowa. Dlatego też przestępstwo to ścigane jest z oskarżenia publicznego czyli z urzędu. Aby odpowiedzieć na pytanie czy nieopierzona licealistka znieważyła Premiera Donalda Tuska, odpowiedzieć nam wypada na pytanie czym jest zniewaga organu konstytucyjnego w świetle prawa?

Znieważenie nazywane też obrazą polega na uwłaczaniu czci drugiego człowieka przez okazywanie mu pogardy, ubliżanie, obraźliwe zachowanie w stosunku do innej osoby. Warunkiem karalności jest, by zachowanie obraźliwe miało miejsce w obecności osoby znieważanej (tzw. znieważenie bezpośrednie), albo pod njej nieobecność, o ile było publiczne, lub w zamiarze, aby zniewaga dotarła do tej osoby (tzw. znieważenie pośrednie, zaoczne).  Jak słusznie zauważa się w orzecznictwie: "Termin 'znieważa'  oznacza takie i tylko takie zachowanie, które według określonych przez normy kulturowo-obyczajowe i powszechnie przyjete oceny stanowi wyraz pogardy. Znieważenie organu państwowego zachodzi zatem wtedy, gdy sprawca swoim zachowaniem okazuje pogardę wobec tej instytucji, gdy uwłacza godności tej instytucji przez uzycie wobec niej inwektyw, obelg, epitetów, obelżywych słów bądź gestów" (Wyrok SN a dnia 17 lutego 1993 r. - III KRN 24/92, Wok. 1993, Nr 10, poz.8). Jak najbardziej słusznym jest twierdzenie judykatury, że: "Pojęcie poniżania naczelnych organów obejmuje obejmuje publiczne wypowiedzi i zachowania się - bez względu na ich formę zewnętrzną - zmierzające do pozbawienia tych organów w opinii publicznej należnego im szacunku i autorytetu" (Wyrok SN z dnia 10 maja 1982 r., N 21/82, OSNKW 1982, Nr 9, poz. 61). Zachowanie musi być publiczne, czyli podjęte w takim miejscu lub w taki sposób, że może dotrzeć do bliżej nieokreślonej liczby osób (Uchwała SN z dnia 20 września 1973 r. - VI KZP 26/73, OSNKW 1973, Nr 11, poz. 132).

Czy słowo "zdrajca" jest słowem mogącym dotknąć czci organu konstytucyjnego, w tym wypadku Prezesa Rady Ministrów? Pochylając się nad tym pytaniem sięgnijmy do słownikowej definicji określenia "zdrajca". Wg prof. Jana Miodka zdrajca to ktoś, kto oszukuje, bądź zdradza swój naród, kraj społeczność (Jan Miodek, Słownik ojczyzny polszczyzny, oprac. Monika Zaśko-Zielińska, Tomasz Piekot, wydawnictwo Europa, Wrocław 2002, s. 796). Dalej Profesor zauważa: "Zdrada – w ogólnym znaczeniu, świadome i intencjonalne zawiedzenie zaufania danego przez osobę, organizację, państwo lub grupę społeczną, które z tego powodu ponoszą straty tudzież uważają, że ponoszą straty. Zdrada jest zwykle moralnie potępiana społecznie i w zależności od jej charakteru może też prowadzić do samosądu, być karana przez państwo lub w inny sposób sankcjonowana". W świetle etymologii słów "zdrada" i "zdrajca" należy opowiedzieć się jasno za stwierdzeniem, że są to określenia pejoratywne i mogące głeboko ugodzić w cześć organu konstytucyjnego. Nie ma co do tego wątpliwości.

Czy zatem doszło do zniewagi Prezesa Rady Ministrów w gorzowskim liceum: w mojej ocenie doszło.

"Biedna" Sokołowska żali się w Internecie: "W internecie pojawiają się straszne obelgi na mój temat. Nie wiem nawet, kto to pisze, ponieważ są to często anonimowi ludzie. Pojawiają się wrogie komentarze, a pytania skierowane do mnie (...) obrażają nie tylko mnie, ale Pana Boga, naszą ojczyznę i wielu dobrych ludzi".  Owszem, komentarze takie pojawiają się i - o ile zawierają groźby karalne, obelgi itp. - są niedopuszczalne i również bezprawne. Jednakże czego spodziewało się to cwane i cyniczne dziewczę? Czy liczyło na to, że społeczeństwo przyklaśnie jednogłośnie jej bezczelności? Krytyczne opinie pod adresem haniebnego zachowania Sokołowskiej należy przyjąć z wielkim uznaniem, gdyż są one dowodem na to, że u większości obywateli istnieje zdrowe poczucie, że organy konstytucyjne RP muszą sensu largo spotykać się z szacunkiem. Proszę zauważyć, że nie chodzi tu o znieważenie Donalda Tuska jako osoby prywatnej, ale mówimy cały czas o znieważeniu Prezesa Rady Ministrów. Różnica jest zasadnicza. Sokołowska napisała, że wpisy w internecie obrażają naszą ojczyznę, a nie rozumie jednocześnie, że ona w ta ojczyznę sama ugodziła. Biedna sierotka Marysia udaje teraz niezwykle uciemiężoną i atakowaną ze wszechstron. Liczyć się powinna wszakże z tym, że zachowanie jej jest przede wszystki głęboko prowokacyjne dla ogromnej rzeszy obywateli. Istnieje w polskim prawie karnym pojęcie prowokacji, które znosić może ewentualną winę czyniących wpisy pod adresem Sokołowskiej. Prowokacja zachodzi wtedy, gdy do dokonania czynu (tu mianowicie "krzywdzących" Sokołowską komentarzy w Internecie) dochodzi w wyniku wyzywającego zachowania pokrzywdzonego.  Słuszne stanowisko utrwaliło sie w judykaturze: "Zachowaniem wyzywającym jest nie tylko znieważenie lub naruszenie nietykalności cielesnej bezpośrednio poprzedzającej zniewagę, ale i wszelkie działanie pokrzywdzonego i to także w przeszłości, jeżeli było skierowane do znieważającego i pozostawało w związku przyczynowym z jego zachowaniem polegającym na znieważeniu oskarżyciela” (Wyrok SO w Tarnowie z dnia 30 stycznia 2004 r. – II Ka 582/03, KZS 2004, Nr 2, poz. 66.). W orzecznictwie wskazuje się także,  że zachowaniem prowokacyjnym jest  obraźliwe lub drażliwe zachowanie pokrzywdzonego. Zarzuty licealistki, twierdzącej że jest gnębiona poprzez jakieś internetowe wpisy i opinie i że są to zachowania nielegalne - jest bezprzedmiotowe (o ile - jak wspomniałem wyżej - nie zawierają terści niezgodnych z prawem). Krytyczne, nawet krytyczne w stopniu najwyższym opinie Internautów wywołało prowokacyjne zachowanie Sokołowskiej.

Przyzwalanie na zachowania, które zaprezentowała Maria Sokołowska, brak ich penalizacji, niewyciąganie konsekwencji, ich pochwała czy nawet nagradzanie byłoby działaniem głęboko niepedagogicznym i promującym zachowania nieuprawnione. Pozostawienie czynu, o którym przychodzi mi tu pisać, bez stosownej reakcji w postaci sankcji (nie koniecznie karnej, sankcją jest wszakże już społeczne napiętnowanie), stanowiłoby dla obywateli przekaz, że lżenie konstytucyjnych organów RP jest czymś neutrlanym, a może i godnym pochwały - co jest absurdem. Pochwalanie zachowań kryminalizowanych w Kodeksie Karnym upowszechniło by w powszechnym odbiorze przekonanie o słuszności tego typu postępowania, jaki zaprezentowała Sokołowska i czyniło "furtkę" dla podobnych zachowań w przyszłości. Zaczęto by pytać: "Skoro przyzwala się na znieważenie Prezesa Rady Ministrów, to dlaczego nie wolno mi lżyć Prezydenta RP, Rady Ministrów itd?" Byłoby to czymś wysoce niepożądanym i utrwalającym postawy niezgodne z aktualnym porządkiem prawnym.W doktrynie i filozofii prawa karnego utwrwalił się pogląd, że jedną z naczelnych funkcji kary jest jej charakter wychowawczy. Marię Sokołowską należy właśnie za pomocą kary - wychować.

Rozwiązaniem całego problemu i stosowną nauczką dla pyskatej Gorzowianki byłoby (i pewnie będzie, albo już jest) wszczęcie przez Prokuraturę wg właściwości miejscowej dochodzenia z urzędu, zaś ze strony szkoły udzielenie nagany. Samo przebrnięcie przez tok postępowania przygotowawczego, przesłuchania, kontakt z wymiarem sprawiedliwości w charakterze podejrzanej, pozostawanie w rejestrach wymiaru sprawiedliwości ze znamieniem podejrzanej o czyn z art. 226 par.2 - stanowiłoby dla tej Pani wystarczający - wg mnie - "środek zapobiegawczy" w popełnianiu tego typu czynów in futuro. Miejmy nadzieję, że tak się stanie. Że Prokuratura podejmie ex officio odpowiednie kroki procesowe. Chociażby dochodzenie zostało umorzone (wielkie prawdopodobieństwo, że tak sie stanie) dokumenty, z którymi pójdzie w dorosłe życie pozostaną. Tak zwana "nieposzlakowana opinia" - wymagana do wykonywania licznych zawodów w Polsce - nie ostanie się.

Nazwanie tej dziewczyny przez wielu "bohaterką" jest kompletną pomyłką. Nikt, kto łamie prawo bohaterem być nie może, chyba że dla tych, którzy prawo łamać przywykli. Jej zachowanie było zwykła głupotą - za którą mam nadzieję - odpowie.

Autor: Przemysław Lis