Magia górskich szczytów

Zawsze, gdy jest mi źle to marzę o wyjeździe w góry. Gdy jest mi dobrze to marzę o tym samym.

 

60a216a82ca6a8ee2688e4c526e239dd.jpg

 
Już jako dziecko przeszedłem Bieszczady, Tatry, Pieniny, Beskidy i Karkonosze zbierając pieczątki, punkty i oznaki turystyczne. Wtedy nie zawsze sprawiało mi to przyjemność. Teraz myślę o górach jako nieskończonej enklawie wolności oraz jako miejscu gdzie zawsze trwa młodość i przygoda.
 
Pod Turbaczem
W Sylwestra jak zwykle poszedłem spać o ok. 22. Zabawa mnie nie bawi, a to czego najbardziej nie lubię w życiu to nie móc spać w nocy. Wstałem ok. 7 rano. W ośrodku panowała cisza. Na korytarzu unosił się jeszcze zaduch bigosu przemieszanego z alkoholem i dymem papierosowym. Założyłem buty i poszedłem w góry. Po godzinie marszu spotkałem jakąś starszą panią. Zaczęliśmy ze sobą rozmawiać. Polubiliśmy się i od tej pory po górach chodziliśmy już razem. W schronisku na szczycie wszędzie suszyły się buty. Gwarno tam było i wesoło. Ci ludzie też musieli wyruszyć wcześnie rano. Poczułem, że są moja rodziną.
 
W Dolinie Pięciu Stawów
W lutym 1989 z dwoma kolegami pojechałem w Tatry. Brodząc po pas w zaspach w końcu doszliśmy do schroniska w Pięciu Stawach. Było tam ciepło i tłoczono, a wszyscy chętnie ze sobą rozmawiali. Zjedliśmy szarlotkę i poszliśmy spać na karimatach w korytarzu. Z łazienki dobiegały przekleństwa osób, które pod prysznicem próbowały zmyć z siebie mydło wodą o temperaturze 5C.
 
Czarek miał śliskie buty. Tytus chodził w bardzo miękkich butach pozjazdowych i nożem wycinał w lodzie schodki. Wtedy po raz pierwszy zobaczyłem raki i czekany. Taki sprzęt powinniśmy wtedy mieć na tej zmrożonej pustyni.
 
Góry były oblane lodem niczym porcelaną. W cieniu było –20C, a my w słońcu chodziliśmy bez podkoszulek, bo było gorąco. Bez silnych okularów przeciwsłonecznych człowiek nie dałby rady.
 
Pewnego dnia wspinaliśmy się pod sześciometrowy lawinowy nawis. Pewnie w takich okolicznościach wiele osób zginęło. Gdy Czarek poślizgnął się i obok mnie zjechał z dużą prędkością zatrzymując się tuż nad przepaścią po skutecznym wbiciu kijka narciarskiego, myślałem jedynie o tym co powiem jego mamie, gdy wrócę sam.
 
Gdy na przełęczy Zawrat moi koledzy uparli, aby zejść na drugą stronę pomimo, że łańcuchy były zatopione w dwudziestocentymetrowym przezroczystym lodzie podjąłem decyzję o natychmiastowym wyjeździe. Nie chciałem już dłużej ryzykować. Ten wyjazd był ekstremalny. Czarek z Tytusem zostali tam jeszcze przez tydzień. Przeżyli. Tytus został potem prezesem dużej firmy w Warszawie, a Czarek analitykiem w Departamencie Skarbu Stanów Zjednoczonych.
 
Pod Giewontem
Z grupą znajomych pojechaliśmy do Zakopanego. Wkrótce odkryłem, że ja jechałem w góry, podczas gdy oni na Krupówki. Basen rano i obiady w barze przy rondzie miały swój klimat, ale po dwóch dniach picia koktajli i jedzenia lodów byłem już zmęczony tym dogadzaniem sobie. Postanowiłem pójść na szczyty, a ze mną jedna z dziewczyn. Słońce przygrzewało niemiłosiernie, a ona przez całą drogę szła uśmiechnięta w białej podkoszulce pod którą swobodnie falowały jej dziewczęce kształty. W drodze powrotnej z Giewontu padliśmy spoceni na trawę, aby odpocząć w cieniu. Koleżanka szczęśliwa z zaliczonego szczytu, w ferworze zwycięstwa zaproponowała, abym sprawdził ręką jak mocno biło jej serce.
 
Pod Czantorią
Pewnego dnia po kłótni z dziewczyną. Wsiadłem na rower i pojechałem na dworzec PKP. Całą noc spędziłem w przedziale z ośmioma innymi osobami i moim TREKiem pomiędzy nami. Było niezwykle ciasno. Na szczęście ta sytuacja bawiła pasażerów, którzy pół nocy śmiali się, a potem zasnęli.
 
Następnego dnia doświadczyłem jeżdżenia rowerem po górach zimą. Przede wszystkim dowiedziałem się że istnieją trzy typy gór:
1. takie, na które można wjechać, ale nie można zjechać.
2. te, na które nie można wjechać, ale można zjechać.
3. takie, na które nie można, ani wjechać, ani zjechać i tych jest najwięcej.
 
Przez większość czasu mój rower nosiłem na plecach. W końcu z powodu silnego mrozu zatrzymałem się w domu kolegi w Wiśle, gdzie przez kilka dni oglądałem filmy. Moje akcje w oczach mojej dziewczyny poszły wtedy mocno w dół. Do dzisiaj unikamy tego tematu.
 
Pod Szrenicą
W wakacje zabrałem grupę moich uczniów, aby odtruli się na górskich szlakach od miejskiego, niezdrowego powietrza. Było ich dziesięcioro. Gdy pierwszego dnia szliśmy na zamek Chojnik jedna z dziewczyn doświadczyła co to znaczy nosić na górskim szlaku sandały i koronkowe majtki w upał. Z powodu bolesnych ran w pachwinach drugą pod rząd noc spędziła w pociągu, tym razem jadąc z powrotem do domu.
 
Podczas marszu młodzież co chwilę umierała ze zmęczenia. Gdy dotarliśmy wieczorem do schroniska ja padłem wyczerpany do łóżka, a oni poszli przez całą noc tańczyć na dyskotece.
 
Moja żona zabrała ze sobą gitarę. Jako że jest liderem uwielbienia w kościele zna przede wszystkim utwory o najsłynniejszym stolarzu. Nasza młodzież, zupełnie niereligijna,  uwielbiała śpiewać i było im wszystko jedno o czym. Gdy na jednym z postojów na całe gardło śpiewali jakiś utwór poświęcony Bogu podeszła do mnie jakaś starsza pani pytając: „Czy nie ma ksiądz przypadkiem chusteczek higienicznych?” Był to jedyny raz w życiu kiedy byłem księdzem. Nie będę jednak pisał o tym książki.
 
Przy Morskim Oku
Zaczęliśmy spokojnie od relaksującej wycieczki do Morskiego Oka. Po drodze mijaliśmy tłumy ludzi. Niektórzy z nich byli w klapkach, sandałach i plażowych ciuchach. Pogoda faktycznie była plażowa. Uzbrojony w górski sprzęt patrzyłem na nich z politowaniem. W drodze powrotnej szedłem już jednak z trudnością. Na moich stopach pojawiły się duże, krwiste odciski. W grubych butach na rozgrzanym asfalcie moje stopy zagotowały się. Kolejne cztery dni spędziłem w łóżku trzymając nogi w zimnej wodzie, aby nie czuć bólu. W końcu dostałem katar i do domu wróciłem chory. Tymczasem osoby w klapkach bez problemów doszły do schroniska, wróciły z niego i pojechały w następne miejsce. Była to cenna lekcja pokory.
 
Maciej Strzyżewski