"Mądrzy ludzie" naprawiają polską szkołę

6433f8192a10551da967e96e6c2802b4.jpgChociaż obecny system oświatowy w Polsce jest coraz mniej wydolny, a kolejne tzw. reformy przypominają bardziej zabiegi reanimacyjne, ma on jeszcze wielu obrońców. Dyrektorzy szkół organizują konferencje, na których próbują  przekonać nauczycieli, że ich pracę organizują "mądrzy ludzie" (ja sam ostatnio doświadczyłem na własnej skórze takiej orwellowskiej propagandy). Tymczasem polska szkoła coraz bardziej przypomina ponurą krainę absurdów, o czym zresztą pisałem na tym forum niejednokrotnie. Nawet wykazując najlepszą wolę, nie można nazwać "tego" systemem, ponieważ, posiłkując się definicją Tomaszewskiego, system to zbiór elementów, powiązanych ze sobą relacjami w taki sposób, że stanowią one całość zdolną do funkcjonowania w określony sposób. Musi on być zatem logiczny, koherentny i funkcjonalny.

Zacznę od kwestii najbardziej bulwersującej. O nowej formule egzaminu maturalnego nauczyciele języka polskiego i matematyki dowiadują się ponad koniec ubiegłego roku, kiedy pierwszy rocznik licealistów mających zdawać według nowych zasad jest w połowie drugiej klasy. I zaznaczam, nie są to kosmetyczne poprawki, ale całkowicie nowe zasady.

Do tej pory na egzaminie ustnym z języka polskiego obowiązywała prezentacja. Uczeń rok wcześniej wybierał temat, przygotowywał bilbliografię podmiotową i przedmiotową, by na końcu zaprezentować materiał komisji. Zasadnicze zmiany, a nie modyfikacje, obejmują również egzamin pisemny. Nie będę wchodził w szczegóły, ponieważ czytelników nie musi to wcale obchodzić.

Podam jeden przykład, jak działają "mądrzy ludzie" na polu edukacji, który jest świadectwem nie tylko skrajnej niekompetencji, ale również - jak przypuszczam - jawnego sabotowania pracy nauczycieli i uczniów. Otóż ćwiczenia przygotowujące licealistę do nowej formuły maturalnej pojawiły się dopiero w II części podręcznika. Co to oznacza? Ano to, że nawet wydawcy i autorzy podręczników do języka polskiego nie wiedzieli dokładnie, w jakim kierunku zmiany pójdą. Dopiero w drugiej części podręcznika "Nowej Ery" (z którego korzystam) zauważyłem tematy wypracowań, które spełniają standardy egzaminu pisemnego obowiązującego od roku 2015. Z tego wynika, że w roku szkolnym 2012/2013 zarówno nauczyciele języka polskiego w szkołach średnich, jak i ich uczniowie mogli kierunkować swoją pracę na nowe wymagania. Mogli! Stracony został cały rok, co najmniej!

Sprawą nie mniej bulwersującą są same podręczniki. Profesor Żurek, który jest twarzą obecnych reform, był uprzejmy stwierdzić na spotkaniu z polonistami w Bielsku-Białej, że najlepsze podręczniki do języka polskiego piszą niepoloniści. Żadne inne stwierdzenie nie oddaje lepiej filozofii zmian obejmujących polską szkołę. To chyba jeden z takich właśnie autorów umieścił fragment mojego tekstu o Wielkiej Improwizacji  i zestawił go z fragmentem pochodzącym z książki Aliny Witkowskiej Mickiewicz - słowo i czyn. Moim zdaniem jest grubym nietaktem zestawianie tekstu zupełnie nieznanego autora, bez żadnego dorobku naukowego, z tekstem wybitnej badaczki romantyzmu, autorki bodaj najważniejszej książki o polskim wieszczu. Proszę mi wierzyć! Żaden autor podręcznika, który jest znawcą tematu, czegoś podobnego by nie zrobił.

Jeszcze jedna smutna refleksja na zakończenie tej części artykułu. Chodzi mianowicie o najnowszy radosny pomysł naszych, pożal się Boże, reformatorów oświaty. Nauczyciel każdego przedmiotu na do zrealizowania określoną liczbę godzin w cyklu nauczania ( nauczyciel języka polskiego pracujący w technikum - 360). "Mądrzy ludzie" zapomnieli oczywiście o tym, że są praktyki zawodowe, dni wolne od zajęć, dyżury nauczycieli na egzaminach maturalnych itp. I, na całe szczęście, odpowiedzialność za niezrealizowanie odpowiedniej liczby godzin nie spada na nauczyciela, tylko na dyrekcję szkoły. Przynajmniej za tę jedną rzecz nie ponosi odpowiedzialności nauczyciel.

O kolejnych absurdach polskiej oświaty wymyślanych przez "mądrych ludzi" w drugiej części.

 

Jan Stasica.