Lubiła Burze...

Istnieją jeszcze ludzie którzy w burzy widzą spokój , w deszczu wytchnienie , a wodnych odmętach drugie Ja....

 

Ona  lubiła burze , nie wie kiedy to się zaczęło - może kiedy miała te 25 lat  i wędrowała po lesie , na horyzoncie niebo robiło się ciemne , aż granatowe z ciężaru wody w sobie, taki ocean ale tuż nad nią ...postanowiła jak najszybciej dojść do myśliwskiej wiaty , by schronić się przed deszczem , kolory lasu stały się bardziej magiczne , słońce właśnie przesłaniały coraz większe chmury - bała się , chociaż to nie był taki strach do jakiego była przyzwyczajona , to był strach przed czymś nie pojętym..inny strach taki którego nie znała , stopy poruszały się szybko na leśnym poszyciu , szła prawie truchtem - w oddali majaczyła myśliwska wiata - zdążę pomyślała . Nie lubiła zbytnio takich finałów jej wędrówek po lesie , jeszcze tyle ziół było do zobaczenia , tropów zwierząt , i tego jednego którego poszukiwała zawsze - tropu samotnego wilka , kochała te zwierzęta , jej oczy były odcieniem podobne do koloru oczu wilka , sprawiały zawsze dreszcze u ludzi którzy głęboko się w nie popatrzyli, były w jakiś sposób magiczne , kiedyś cyganka chwyciła ją za rękę i popatrzyła głęboko w oczy i dziwnym uśmiechem powiedziała- ty nasza jesteś - masz starą dusze. Czuła to i ona , właśnie dochodziła  do wiaty kiedy za plecami rozległ się pierwszy grzmot , zanosi się na długa burzę pomyślała . To nic - po obserwuje . Wiatr się zmagał , obserwowała taniec liści brzozy - hmmm gdzieś wyczytała o nich historie miały wspaniały wpływ na ludzi , kochała dęby - drzewa mocy , one też tu były . Poczuła lekki powiew wiatru na karku - jak lekkie muśniecie ust , lekki dreszcz przebiegł po całym jej ciele dziwny magiczny jakby elektryczny impuls wprawił ją w drżenie , coś jej mówiło że to jeszcze nie koniec , to dopiero początek - grube ciężkie krople deszczu zaczeły spadać kropla po kropli na dach wiaty, wiatr stał sie coraz mocniejszy - bardziej drapieżny . Niebo przekreśliła pierwsza błyskawica nie bała się, wręcz przeciwnie czekała na teatr na niebie , wiedziała jakby od szepczącego wiatru że to dla niej , że była gotowa do ofiarowania siebie. Nie wiedziała skąd miała te myśli były dziwne ale wiedziała że tego chce , coś w niej się otworzyło, coś bardzo starego - dawna ona ukrywana w tym ciele . To był jej czas , jej chwila na którą czekała , jej ponowne narodziny - wiatr był coraz silniejszy , deszcz mocniej uderzał kroplami , błyskawice mówiły - wyjdz na tą polanę przed wiatą.. najpierw wychyliła obie dłonie nabierała w nie wody i przepuszczała przez palce , delektowała sie poznaniem tego zjawiska , intensywne dreszcze przebiegały przez ciało , chciała więcej. Lekko wychyliła twarz , serce uderzało  równo z grzmotami , delikatnie zaczeła rozpinać guziki w jej bluzce , rozbierała się powoli delektując każdą kroplą na jej ciele , kiedy już stała naga - postanowiła wejść w burzę , to co stało się chwilę potem było najpiękniejszym momentem jej zycia - została ofiarowana burzy  , jej instynktowi , sile , ona była siłą , ona była instynktem , tańczyła naga na tej leśnej polanie , chwilami zdawało jej się że deszcz przybiera postać mężczyzny który tańczy z nią , całuje , kocha ... była teraz jednoscią z burzą i w jakby w głębi duszy z nim , nie określonym , pierwotnym , zachłannym była jego. Padła w którymś momencie , obudziła się kiedy było po wszystkim, całkiem naga , trawa przylegała do jej nagiego ciała , tworzyła z nia całość, od tej chwili cała natura była nią a ona naturą .Pozbierała swoje rzeczy ubrała się powoli i wróciła do domu , nigdy nikomu nie opowiadała co się stało tego dnia , mogła za to godzinami obserwować burze , stać w deszczu i delektować się . czasami tylko wiatr obejmował ją czule a ona się uśmiechała - dziwnym nie jej uśmiechem . Nigdy już nie była sobą , była cicha i inna. Dalsze życie jej nie rozpieszczało , wyszła za mąż , on nie był dobrym człowiekiem - bił ją ciągle , kiedy padało uciekała wędrować w deszczu , lub stała na wzgórzu podczas burzy , ludzie mieli ją za wariatkę , mąż po każdej takiej eskapadzie bił mocno, prawie do nieprzytomności , jej ciało miało dosyć było zmęczone. Kiedyś po takim pobiciu stała na swoim wzgórzu , czekała na swoją burzę , powoli się zbliżała do niej - jak tamtego dnia,  w myślach prosiła- zabierz mnie, przyjdz , już nie moge...poddaje się. To była znowu ta niesamowita burza , tym razem przyszedł On - jego czarne włosy sięgały za ramiona , oczy miały migotliwy kolor , jakby tysiące burz uwięzionych w jego jestestwie....skóra była taka deszczowa , jakby przezroczysta - objął ją i wyszeptał jakby powiewem wiatru - chodz teraz . Kim był ? bóstwem leśnym? demonem lasu ? nikt nie wie , wiadomo tylko że ona z nim poszła , nigdy jej nie znaleziono , zostały tylko ubrania , mąż się kiedyś napił - ponoć płakał za nią i dlatego pił, jego ciało znaleziono w kałuży deszczu , chociaż deszczu nie było , na leśnej drodze , ludzie potem mówili że się zemściła na nim, tylko czasami co niektórzy ze wsi słyszą w  nadchodzącej burzy jej wesoły śmiech - szybko wtedy odwracają głowy i zamykają okiennice ...