Lubię patrzeć na Niego, gdy śpi...

Dla tych, którzy nie znają tkliwej TM:P

 

Lubię patrzeć na Niego, gdy śpi... 

Jeszcze przed chwilą Jego twarz była pokryta bruzdami dnia, a teraz... wszystkie zmarszczki codzienności rozmyły się w świetle nocnej lampki, która mruży oczy jaskrawością zdarzeń.
Co chwilę jeszcze jakiś mięsień drży pod wpływem niedawnego wysiłku, nie burząc już jednak spokojnej tafli pościeli. Boję się głębiej oddychać, by nie zmącić tej oazy spokoju. 

Lubię śledzić ostatnie kropelki na jego skórze, które piszą tkliwe historie w mojej głowie.
Piszą o górach, rzekach, polach, lasach.
Piszą o miejscach, które chciałby mi pokazać i o tych, w których już byliśmy.
Snują opowieści o śniegu, deszczach, słońcu i wietrze... o zbyt wczesnych śniadaniach i zbyt późnych kolacjach.
O dwóch poduszkach i jednym kocu.
I o podróżach, które nigdy się nie odbędą.
Wędrując opuszkami palców po jego skórze, czytam Braille'em wszystkie niewypowiedziane słowa, odgaduję zawieszone w próżni gesty.
Wszystko staje się takie proste, choć na chwilę...

Lubię słuchać Jego oddechu, który, niczym spokojne morze, kołysze mnie do snu w łódce zapomnienia.
Spokojne fale, na które przez cały dzień sobie nie pozwolił, nadają sens tej nocy.
Wtulam się mocniej, by usłyszeć bicie Jego serca.
To ono daje tyle ciepła, by Jego dłoń ogrzała mój policzek.
Ono śmieje się razem ze mną, a cierpi tylko samotnie.
Ono bije szybciej, gdy tęskni...

Lubię zatapiać się w jego zapachu, co, ulotny jak senne marzenia, otula mnie choć na chwilę spokojem... i smutkiem, bo świt już blisko. 
Zagryzam więc wargi, by zapamiętać smak nocy i wtulam moje stopy w Jego.

Chcę zatrzymać tę chwilę jak najdłużej, bo wiem, że dziś śniadania nie będzie...

 

0f02d595fcbfe64519ae94dbfaf77f58.jpg

Zdjęcie z netu.