Lista grzechów szpitalnych

Z punktu widzenia przeciętnego pacjenta

 

Któż z nas przynajmniej raz nie był w szpitalu? Pierwszym wrażaniem każdego pacjenta, a także każdego odwiedzającego są przegrzewane pomieszczenia. Sezon grzewczy trwa właściwie od września do końca kwietnia i nie zawsze w tych wszystkich miesiącach jest mróz. Często trzeba otwierać okna, żeby się nie udusić, oczywiście otwierając okno nikt nie myśli o wyłączeniu grzejnika, często nie ma nawet takiej możliwości bo brakuje głowicy lub pokrętła. W efekcie grzejnik aż gotuje się i huczy pod otwartym oknem, a cenne ciepło ulatnia się na zewnątrz. Gdyby szpital miał prawdziwego zarządcę, prawdopodobnie udałoby się uzyskać 10 zł oszczędności w przeliczeniu na każdy grzejnik. Według rocznika statystycznego mamy w Polsce około 600 szpitali publicznych, a w każdym z nich jest około 1000 grzejników. Przy właściwym zarządzaniu ciepłem można by więc zaoszczędzić około 6 mln zł miesięcznie, nikt jednak nie jest tym zainteresowany, bo przecież i tak za wszystko zapłaci NFZ.

41adfe2e06777dafc60d89e737dbac8e.jpg

Następna rzecz, która rzuca się w oczy pacjentom to  cieknące spłuczki w ubikacjach. Kilka razy miałem okazję być pensjonariuszem różnych szpitali i za każdym razem stwierdzałem, że pewna część spłuczek jest nieszczelna. Niestety nie były to przypadki chwilowe typu: dziś cieknie, a następnego dnia jest naprawiona. Nie. One sobie ciekły w sposób ciągły, nikt nic z tym nie robił i nikogo to nie obchodziło. Takie marnotrawstwo musi dziwić, zwłaszcza dlatego, że nasze szpitale są notorycznie zadłużone i ciągle potrzebują pieniędzy. Przez jedną spłuczkę potrafi wyciec 50 metrów sześciennych wody miesięcznie, a na przykład w Bydgoszczy 1 metr wody z kanalizacją kosztuje już prawie 11 złotych.

Być może marnowanie ciepła i wody nie wpływa znacząco na zwiększenie ogromnych długów szpitalnych, ale pozwala przeciętnemu pacjentowi wyrobić sobie opinię na temat gospodarności szpitala. Niefrasobliwość w szastaniu pieniędzmi NFZ-etu, które są przecież  pieniędzmi nas wszystkich, pozwala powziąć wątpliwość co do uczciwości i rzetelności szpitali przy zawieraniu kosztownych kontraktów z firmami sprzątającymi, ochroniarskimi, farmaceutycznymi, dostawcami sprzętu, materiałów i środków czystości. Przecież jedynym celem tych wszystkich firm jest zwiększanie zysku, o który nie zawsze walczą uczciwie. Dlaczego przeciętny pacjent miałby wierzyć, że szpital oszczędnie gospodaruje pieniędzmi NFZ-etu zawierając kontrakty z tymi firmami, jeżeli widzi ich marnowanie w przypadku wody i ciepła? 

Oprócz marnotrawstwa w szpitalu, przeciętny pacjent musi zwrócić uwagę na traktowanie w szpitalu właśnie pacjentów. Zwłaszcza gdy oglądamy, któryś z odcinków serialu "Ostry dyżur", zauważamy że w polskich szpitalach jest coś nie tak. Mój znajomy udał się na izbę przyjęć dużego szpitala z otwartym złamaniem ręki i czekał w kolejce od godz. 16.00 do godz.21.30 zanim ktoś się nim zajął. Z powodu oszczędności na dyżurze był zatrudniony jeden lekarz.