List otwarty do Szwagra Kolaski…

… i innych rozliczeniowców komunistycznego terroru PRL-u. Jest to „wstęp’ do jeszcze dwóch tekstów, które mam w głowie: o „trzecioerpeowskim kombatancie” i opowieści starego kabewudowca, obydwie prawdziwe.

Ostatni tekst Szwagra Kolaski, zamieszczony od innego znakomitego autora jest niezły.  http://www.eioba.pl/a137444/s_u_by_specjalne_w_czasie_transformacji Ale w przeciwieństwie do innego, szacownego uczestnika Eioby, nie mam złudzeń, co do zamieszczania kolejnych, równie skrajnie potępiających komunę jak poprzednie, tekstów znalezionych przez Szwagra w przyszłości. I żeby było jasne: jestem jak najdalszy od wybielania komuny, komunistów i tamtych czasów. Jednak, choć z krwawiącym sercem przywitałem w niedzielny świt trzynastego grudnia (słyszałem w radiu pierwszy komunikat o 6. rano bo byłem wtedy w pracy), stan wojenny, i choć z euforią przywitałem wyniki wyborów, a więc i nadzieje na przyszłość kraju i swoją własną w roku 89.,, pozostaję realistą, starając się jak najmniej kierować emocjami i nie dając bezgranicznej wiary wieściom, rewelacjom i domysłom jedynie słusznych głosicieli typu Żaryn, Kaczyński, Fotyga czy inni młodzi znawcy tematu.

O dziwo, nie jestem odosobniony. Ludzie, którzy doświadczyli najwięcej zła: od Niesiołowskiego i Czumy, poprzez Frasyniuka na Michniku i Kuroniu kończąc, równie spokojnie podchodzą do tematu przeszłości. Najwięcej do powiedzenia mają mają kombatanci tacy jak mój niegdysiejszy przyjaciel (o którym kiedyś napiszę – czekam na okazję), albo młodzi, karmieni komunistycznym terrorem całego społeczeństwa.

Terror komunistyczny wobec społeczeństwa lat 70. i 80. to kompletna bzdura. Oczywiście, byliśmy europejskimi biedakami. Krajowe i radzieckie produkty, daleko odbiegające jakością od podobnych wytworów zachodnich technologii, budziły frustracje i tęsknoty. Ceny używanych samochodów wielokrotnie przewyższające nowe auta też. Jednak w tym samym okresie Polacy stanowili, wraz z Jugosłowianami najliczniejszą grupę gastarbeiterów niemieckich, austriackich czy holenderskich. Cała masa młodzieży (ja niestety nie) obnosiła się wycierusami, słuchała winylowych płyt sprowadzanych z zachodu, chodziła z bezpiecznikami w klapach i znaczkami „EA” (element antykomunistyczny), za co ganiani byliśmy przez milicję, świetnie się przy tym bawiąc, aż pały i durne wezwania na milicję nas śmieszyły bardziej niż straszyły – mandatami przypalaliśmy papierosy na oczach milicjantów. Za dużo nas było, żeby wszystkich pozamykać albo pozabijać albo zastraszyć. Czuliśmy się mocni, bo było nas masa i obnażaliśmy ich bezsilność. To dlatego skupiali się na najgroźniejszych – przywódcach (o których nie mieliśmy, albo mieliśmy bardzo mgliste) pojęcia, typu Niesiołowski czy Michnik albo Kuroń. Większość, śmiem nawet twierdzić, że znakomita, przygniatająca większość dzisiejszych kombatantów – pokrzywdzonych przez system komunistyczny, to zwyczajne…, eeech, nie chce mi się używać niecenzuralnych inwektyw. Dość podać przykład, że jeden z posłów PiS-u, jako trzynastolatek w roku 89., jest dziś właścicielem dokumentu: „pokrzywdzony przez system komunistyczny”, czy jakoś tak to się nazywa, za to, że… roznosił z miejsca na miejsce ulotki. Ja z bratem mieliśmy takich ulotek pół szafy, rozdawaliśmy kolegom skolko ugodno i pies z kulawą noga się tym nie zainteresował. Chociaż „blondynę” na komendzie w stanie wojennym (nie wiem czy w UB czy gdzie indziej, bo Milicja i UB mieściły się u nas w jednym „Białym Domu”) nie zapomnę do końca życia. Po prostu, załapali się do odpowiedniego środowiska i kreując wobec tego środowiska poprawność, uzyskują co chcą. I tyle. Zwykłe szm… , korzystające z okazji.

Prawdziwych kombatantów było w tym kraju niewielu, może kilkuset, może bliżej tysiąca, nie wiem. Reszta to ludzie, którzy po prostu znaleźli się oko w oko ze Służbą Bezpieczeństwa za to, co robiły miliony: za demonstracje, za ulotki, za strajki, itp. Wystarczy wspomnieć, że status pokrzywdzonego przez PRL ma Jarosław Kaczyński – i wszystko na ten temat dla o obiektywnych odbiorców tamtych czasów.

Jak więc na początku stwierdziłem, doświadczyłem tamtych czasów. Nie, nie – nie bili mnie (prawia) i nie internowali, ani chyba nie mam żadnej teczki (no coś takiego, toż to nieprawdopodobne – byłem w opozycji, nigdy nie podpisałem żadnej lojalki i nie mam teczki… nawet pustej?... Muszę chyba wstąpić do… i „załatwić sprawę”). Skoro więc tak jest, to apeluję, i do Ciebie Szwagrze i do zwolenników Twojego punktu widzenia: Nie wierzcie we wszystko co przeczytacie, nieważne czy przez jakiegoś opozycjonistę czy jakiegoś „znawcę” tamtych czasów. One nigdy nie są prawdziwe. Zarówno te o totalitarnym zniewoleniu, AK i te o powszechnej szczęśliwości i władzy sprzyjającej obywatelom. Prawda, jak to zwykle bywa, zawsze leży gdzieś pośrodku.

Doświadczyłem, jako jeden z głównych współtwórców pewnej „mikrostruktury” Solidarności, „rozpychania się” o ważniejszość i przez swoją naiwność i kompletne niezrozumienie powodów zostałem wyautowany. Doświadczyłem Solidarności’89 w swoim miejscu pracy, która była kompletną karykaturą myśli, celów i marzeń roku 80. (karykaturą dzięki wybranym mikrowładzom). Doświadczyłem „opozycjonisty”, któremu na kilka miesięcy umożliwiłem dach nad głową, doświadczyłem komunistów, którzy oprócz pracy w komitecie lokalnym, byli zupełnie przyzwoitymi i niemającymi „magicznych”, nadludzkich możliwości ludźmi, ukształtowanymi na modłę leninizmu na skutek wojny i ówczesnego prania mózgów przyszłych „działaczy”, więc wiem o czym piszę. W przeciwieństwie do Ciebie Szwagrze, który z pasją czytasz i przytaczasz „znakomite” treści tworzone przez „znakomitych” ich wytwórców.

Sam nie wiem, czy poczekać z pozostałymi tekstami na odpowiednie okazje (typu jakieś rocznice), czy je utworzyć. Zbaczę…