List otwarty do 57kerenor


Keren 


Obiecuję Ci, że w tym liście nie będę używał żadnych (no, prawie żadnych) cytatów z biblii. Z prostego powodu. Można je tak dowolnie wybierać i używać w tak dowolnym celu, a także wywodzić z nich takie wnioski, jakie nam się żywnie podoba. Tej broni więc nie użyję. Z pełną świadomością, czego się pozbawiam...


Bardzo lubię ludzi z pasją. Bo zawsze są oni nietuzinkowi. Lubię też ludzi o wyrazistych poglądach, o ile są one czymś wsparte. Mają jakieś uzasadnienie. Z czegoś wynikają. I Ciebie Keren też lubię. Choć się z Tobą nie zgadzam. A raczej nie zgadzam się, z wieloma, Twoimi poglądami. Ani z formą, ani z treścią, która ma je wyrażać.


Człowiek, z woli Boga, jest wolny. Tak dalece wolny, że może, w zgodzie ze swoją wolnością, odrzucić Boga. Bóg dał człowiekowi prawo do odrzucenia go. Inaczej wolność nie byłaby wolnością. A wolny człowiek nie byłby wolny. Byłby zniewolony.  Granicą wolności człowieka, jest drugi człowiek. A więc jestem wolny dotąd, dokąd nie zniewalam drugiego. Jest to jedyna granica. Za to nieprzekraczalna. Gdyż jej przekroczenie jest gwałtem na wolności, którą obdarzył człowieka Bóg. Jest więc zaprzeczeniem decyzji Boga. Co nie jest niczym innym, jak Jego odrzuceniem. A więc odrzuceniem wolnej i suwerennej decyzji Tego, na którego się powołujesz.


Powyższe, w żaden sposób, nie zmienia faktu, że za wyborami wolnych ludzi, idą tych wyborów konsekwencje. Tak w wymiarze doczesnym, jak i wiecznym. Tak w świecie materialnym, jak i duchowym. Ale wolny człowiek, dlatego jest wolny, że może wybierać. Także konsekwencje. Może też je odrzucać i przyjąć pogląd, że nie ma konsekwencji. I ma do tego prawo, dane mu przez Boga, nawet wówczas gdy sądzi, że Boga nie ma. Jest wolny.


Bóg, którego ja znam, po to dał nam Chrystusa, by przez Niego, zbawić świat. Świat Keren. Nie adwentystów, zielonoświątkowców, katolików, świadków Jehowy, mormonów. Nie tych wszystkich zaangażowanych członków "jedynozbawczych" kościołów czy denominacji. I nie tych wszystkich, którzy myślą, że wiedzą. Ale i buddystów, mahometan, czcicieli czerwonych dębów. A także zaangażowanych członków stowarzyszenia wielbicieli nibynóżek. Wszystkich! I mądrych i głupich. I pedałów i cyklistów też. 


Bóg, którego ja znam, nie dzieli ludzi, nie klasyfikuje, nie potępia. Bo wszyscy (WSZYSCY!) są, w jego oczach, grzesznikami. I, w jego oczach, nie ma "większych" i "mniejszych" grzeszników. A Chrystusowe, "wykonało się", dotyczy wszystkich (WSZYSTKICH), w każdym czasie i w każdym miejscu. Bo stał się On przekleństwem, za wszystkich przeklętych. Wszystkich. I nikt nie został, przez Niego, wykluczony. 


Dlaczego więc Ty, wykluczasz? Dlaczego więc Ty, oceniasz? Dlaczego więc Ty, stygmatyzujesz? Ty, w oczach Boga, grzesznik, godny jedynie potępienia.


Tak, jak każdy. 


Tak, jak ja.


Keren


Naćpana prostytutka leżąca w rzygowinach, w zaszczanej bramie, może być bliższa Bogu i bliższa Boga, niż starotestamentowi patriarchowie. Czy pamiętasz może, że oni wszyscy byli też, potępienia godnymi, przestępcami zakonu?
Zapijająca się na śmierć bita i maltretowana matka, może być bliższa Bogu i bliższa Boga, niż wszyscy natchnieni nauczyciele i ewangeliści, i pastorzy. Razem wzięci.


Jeśli wydaje Ci się, że wiesz o wierze i Bogu więcej niż inni wierzący. Mylisz się.
Jeżeli myślisz, że dano Ci więcej, to możesz się mylić. Jeśli jednak dano Ci więcej, to uważaj. Bardzo uważaj!
Jeżeli myślisz, że znasz Boga lepiej i bliżej niż inni. Mylisz się.
Jeżeli myślisz, że jesteś lepszy, mylisz się.
Bo jedynie na tyle Go znasz, na ile On pozwolił Ci Siebie poznać. Tylko na tyle i aż na tyle.


A jeśli tak myślisz, jak ja myślę, że Ty myślisz, tzn: JA i "on", JA i "oni", MOJA wiedza i "ich" wiedza, MOJA wiara i "ich" wiara, MOJA miłość i "ich" miłość, etc. To znaczy, że jesteś wbitym w pychę obłudnikiem. I tylko krok Cię dzieli, abyś pomyślał: JA i "bóg". Tylko krok. 


Był już jeden "Nosiciel Światła". Jemu też się wydawało. On też miał przekonanie. Bardzo silne przekonanie! Obawiam się o to, byś i Ty, do takiego przekonania nie doszedł. Bo, obawiam się, że możesz być na "dobrej drodze"...


Jakie "owoce" przynosisz? Jakie owoce? Czy jesteś zachętą i propozycją, czy, tak często, jedynie, powodem do zdziwienia?


I dlaczego Keren, nie przyciągasz, wielu, do Boga, tylko wielu, od Niego odpychasz?


Czy aby tylko dlatego, że "to lud ciemny i brak mu Chwały Bożej?"


A jeśli nie? 


Czy brałeś pod uwagę taką możliwość? Czy dopuszczałeś może myśl, że przyczyna leży w Tobie, nie w "nich". Czy kiedykolwiek dopuściłeś do siebie jakąkolwiek myśl, że może, czasem Ty się mylisz, nie "oni"?


Jakże często, w Twoich tekstach, pojawiają się zwroty typu: Wy, tacy a tacy, jesteście... Macie... Myślicie... Wierzycie... Wy, kłamiecie, macie za nic, ważniejsze dla was jest(...) niż... 


A JA, Keren-Or wam mówię.... Oświadczam... 


Nie to, nie tamto, nie owo. Lecz wyłącznie to (co Ja wam mówię)...


Ergo. Wy wszyscy nie wiecie. Ja wiem. Wy wszyscy błądzicie. Ja znam prawdę. 


A, może, już jesteś i prawdą, i drogą, i życiem? Albo, może, Ty już  poznałeś tak, jak jesteś poznany? 


Aż boję się dopuścić myśl szatańską, że może jednak nie wszystko wiesz i nie wszystko rozumiesz? I nie wszystko poznałeś?


Niestety skutek jaki osiągasz, jest dokładnie odwrotny do zamierzonego. Bo metoda walenia bliźnich po łbie jest może i skuteczna. Ale w przedszkolu. Albo w domu wariatów. I to jedynie do czasu...


Ale zawsze jest głęboko infantylna. I zawsze świadczy o poziomie umysłowości tego, kto jej używa. I zawsze świadczy o charakterze człowieka.


Źle świadczy.


Powinieneś się zastanowić, czy to co robisz i w jaki sposób to robisz, jest wolą Boga, czy jedynie Twoim wymysłem. I Twoim przekonaniem. Pozwolę sobie dać Ci podpowiedź:


Owoce, Keren, owoce...

Pozdrawiam Cię:

Grzesiek