List od Lennona

Czy jeden list może zmienić życie człowieka? Ja w to nie wierzę.

 

01be304d9fead82db572f236e3f45e40.jpg

„Idol” reżyseria i scenariusz Dan Fogelman

Czy jeden list od Johna Lennona może zmienić charakter człowieka? Szczególnie bogatego, podstarzałego, popularnego, zmanierowanego i zgorzkniałego piosenkarza? Zagłuszającego swoją frustrację alkoholem i wciąganymi kreskami kokainy?

Ja w to nie wierzę.

Jednak reżyser obsadzając w głównej roli Ala Pacino czyni tę historię bardzo prawdopodobną.

Tym bardziej, że prawdziwy Danny Collins na końcowych napisach opowiada o liście od Lennona, który dotarł do niego dopiero po wielu latach.

Tak więc Danny na urodziny od swojego managera (Christopher Plummer) dostaje oprawiony w ramkę ten list. Czyta go i postanawia zmienić swoje życie. Odwołuje trasę koncertową i odwiedza nigdy niewidzianego syna. Ale to nie jest film familijny, więc syn i jego rodzina nie są zachwyceni.

Także jego zalotów z zachwytem nie przyjmuje szefowa hotelu Mary z którą czasami dobrze mu się rozmawia.

Z tłumem bohater porozumiewa się łatwo śpiewając wciąż te same przeboje. Ale kochanka go zdradza z dużo młodszym facetem, więc Danny, aby nabrać dystansu nazywa go „Młyn”.

To film o przyjaźni – manager mówi o podopiecznym: on ma wielkie serce ale czasem chowa je w dupie. O próbie zbudowania relacji rodzinnych, których dotąd nie potrzebował. O samotności i o tym, że duże pieniądze można wydawać nie tylko na swoje przyjemności, przedmioty i używki.

Ten obraz to połączenie dramatu z elementami komediowymi lub komedia częściowo dramatyczna. Ale wnuczka ma na imię Hope, więc mimo wielu perturbacji jest nadzieja na lepsze jutro, a nawet pojutrze.

Rewelacyjny Al. Pacino niesie nas przez opowieść z brawurą ale nie szarżując. Jest śmieszny i wzruszający, kabotyński i sentymentalny, zabawny i wkurzający, zadbany i rozmemłany, ale przez cały film rewelacyjny. Dla niego samego ten film obejrzeć warto.