Lewica i pedofilia – niebezpieczne związki

W 1981 roku gazeta homoseksualistów „Gai Pied” pisała, że „pedał”, który odrzuca pedofila, jest „taki sam”, jak „Murzyn, który potępia Żyda”.

 


Paryska prokuratura wszczęła niedawno śledztwo w sprawie aktów pedofilii pisarza Gabriela Matzneffa. Chodzi o wydaną niedawno książkę „Zgoda”, w której edytor Vanessa Springora opisała swoje relacje z pisarzem w latach 80. Ona miała wówczas lat 14, on 50. Sprawa została wszczęta z urzędu, chociaż zapewne skończy się umorzeniem ze względu na przedawnienie. To tylko wierzchołek góry lodowej.

 

Po latach książki Matzneffa są wycofywane ze sprzedaży, ale to tylko kolejny przykład na to, że lewicowe przemiany społeczne zainicjowane buntem 1968 roku, łącznie z rewolucją seksualną, szły bardzo daleko w kierunku akceptacji libertynizmu, w tym także pedofilii.

 

Dzieci roku 1968

Właśnie na fali buntu 1968 roku rodziła się popularność pisarstwa Nabokova, autora „Lolity”, a także ekscesy pedofilskie Polańskiego czy Cohn-Bendita. Wspomniany Matzneff w latach 70. podpisał razem z m.in. Jean-Paul Sartre'em i Michelem Foucaultem list otwarty, w którym domagali się zniesienia limitu wieku w podejmowaniu współżycia seksualnego.

 

Nieoczekiwanie, wraz z zainicjowaniem akcji „MeeToo”, po lewej stronie pojawił się obecnie silny nurt swoistego „purytanizmu”. Dawni idole lewicy chcieliby pewnie o ekscesach młodości zapomnieć, ale przeszłość powraca. Niegdysiejsi zwolennicy rewolucyjnych haseł o „dekryminalizacji miłości” i o tym, że „zabrania się zabraniać”, dzisiaj okazują się patronami zboczeń.

 

Sprawa pisarza Gabriela Matzneffa, dandysa i libertyna, pozwala jednak postawić pytania o związki nowej lewicy wyrosłej na buncie 1968 roku z pedofilią. Hasłami tego czasu były: komunizm, maoizm, trockizm, LSD, wolna miłość, ale też... pedofilia. Czasami zresztą te elementy o siebie zahaczały.

 

Fronty Wyzwolenia Pedofilów

Opiniotwórcze gazety jak „Le Monde” i „Liberation” w latach 70. uparcie broniły pedofilów. Domagały się nawet dekryminalizacji takich czynów. Kiedy przed sądem w Wersalu toczyła się sprawa trójki pedofilów i zażądano dla nich kar więzienia, pisarz oraz publicysta Gabriel Matzneff oburzał się na łamach „Liberation” za tak „wysokie” wyroki z powodu „uścisków i pocałunków”. Wśród 69 sygnatariuszy listu w obronie sieci zwyrodnialców znaleźli się m.in.: Louis Aragon, Francis Ponge, Roland Barthes, Simone de Beauvoir, Patrice Chéreau, Gilles Deleuze, André Glucksmann, Guy Hocquenghem, Bernard Kouchner, Jack Lang, Catherine Millet, Jean-Paul Sartre, René Schérez i Philippe Sollers – śmietanka intelektualna francuskiej lewicy. Pedofile otrzymali wówczas wyroki… w zawieszeniu i stał za tym także nacisk owych „intelektualistów”, a chodziło o orgie i akty sodomii na dzieciach w wieku 12 i 13 lat. Dzisiaj żyjący jeszcze sygnatariusze listu chcieliby pewnie o tym zapomnieć.

 

W 1979 roku „Liberation” ponownie opublikował petycję, tym razem wspierającą Gérarda Roussela, pedofila, który został „zamknięty w więzieniu za miłość”. Zboczeniec wykorzystywał dziewczęta w wieku od 6 do 12 lat. Według autorów apelu, to jednak on był „ofiarą”. Pod listem podpisani byli: Gabriel Matzneff, Tony Duvert, Georges Moustaki, Luc Rosenzweig, Guy Hocquenghem, René Schérez, Catherine Millet i… Pascal Bruckner. Ten ostatni to pisarz i eseista, który współpracuje z „Le Nouvel Observateur” i „Le Monde”.

 

Z kolei „Liberation” wspierało w imię rewolucji 1968 roku permisywizm moralny. Na łamach gazety opisywano pedofilię jako rodzaj „wyzwolenia”. Daniel Cohn-Bendit mówił w jednym z wywiadów: „Dzięki doświadczeniom z dziećmi, zabawie z nimi, stosunkom emocjonalnym, a nawet seksualnym, seksowi emocjonalnemu, pieszczotom itp., wiele się nauczyłem o sobie”.

Owocem atmosfery przyzwolenia była tragedia wielu dzieci.

 

Kolejne „dziecko 1968 roku”, dziennikarz i pisarz Jean-Luc Hennig wykpiwał przeciwników pedofilii: „Nie dostaliśmy wyzwolenia poprzez politykę, dostaniemy go przez d..ę”. „Liberation” stało się nawet trybuną założonego przez libertynów „Frontu Wyzwolenia Pedofilów” (FLIP). Wszystko, co służyło „do zburzenia burżuazyjnego porządku moralnego i jego wstecznych wartości, jak sprawiedliwość, rodzina i kapitalizm”, było dla francuskiej lewicy dobre i uznawane za słuszne.

 

Sprawa Henionna

Dobrym przykładem jest tu sprawa molestowanego seksualnie od 10. roku życia Francka Demulesa. Jego prześladowcą był przez 8 lat dziennikarz Christian Hennion z… „Liberation”, a jego koledzy z redakcji doskonale wiedzieli, jakie stosunki łączą go z chłopcem. Przypadek był podobny do sprawy Matzneffa. Po latach, bo w 2009 roku Demules napisał książkę (Un petit tour en enfer), w której opisał swoją historię.

 

Christian Hennion był w latach 1977-1986 cenionym redaktorem lewicowego dziennika. W wieku 10 lat Franck Demules zamieszkał ze swoją matką w Paryżu, w komunie maoistów. Tutaj poznał Henniona, w którym matka chłopca widziała „zastępczego ojca”. Dziennikarz szybko przeniósł się do pokoju Francka. Gwałcił chłopca przez 8 lat. Pedofil został nawet jego prawnym „opiekunem”.

W 2015 r. były szef „Liberation” Serge July pisał, że wszyscy byli świadomi relacji małego Francka z Hennionem, który przedstawiał go oficjalnie w redakcji jako przybranego syna lub siostrzeńca: „Christian powiedział nam, że co wieczór kąpał się z Franckiem i żartowaliśmy z tego, pytając co wyrabia z tym dzieckiem?”. July przyznał po latach, że „akceptacja pedofilii była zgodna z libertyńskim duchem ówczesnej linii gazety”.

 

Pedofilskie sympatie lewicowych mediów

„Liberation” broniło Romana Polańskiego, skazanego w Stanach Zjednoczonych za narkotyki i stosunki z 13-letnią dziewczyną. Przedstawiało racje pedofila Jacques'a Dugué, który twierdził, że 11-letni chłopiec „sam poprosił o sodomizację”. Mężczyzna został aresztowany za wykorzystywanie seksualne nieletnich i oskarżony także o dostarczanie dzieci innym zboczeńcom. Wykorzystywał to, że był trenerem juniorów koszykówki. Na ślad tej siatki pedofilów wpadli Amerykanie. Kiedy policjanci wpadli do domu zwyrodnialca, organizował właśnie „pornosesję fotograficzną” z udziałem dzieci.

 

W jego obronie stanęła prasa prohomoseksualna i lewicowa. Twierdzono, że atakuje go „skrajna prawica”, udowodniano, że dzieci były z seksu zadowolone, a sam Dugué publikował na łamach prasy pochwały sodomii.

 

Na kanwie jego sprawy w artykułach pojawiały wówczas się postulaty ograniczenia bariery wieku dla „uprawiania seksu” do lat… 4. Były nawet ubrane w formę literacką opisy molestowania 5-latki. Obrońcy pedofilii uskarżali się na prześladowania, „linczowanie” i „polowania na czarownice”. Porównywali nawet sytuację pedofilów do sytuacji... Żydów prześladowanych podczas II wojny światowej.

 

Związki pedofilii z homoseksualizmem

W 1981 roku gazeta homoseksualistów „Gai Pied” pisała, że „pedał”, który odrzuca pedofila, jest „taki sam”, jak „Murzyn, który potępia Żyda”. „Filozof” René Schérez porównywał w magazynie odtrącenie przez społeczeństwo pedofilów do... „ostatecznego rozwiązania” sprawy żydowskiej. Pojawił się nawet termin „pedofobia”, a krytycy stosunków z nieletnimi byli nazywani „purytanami”, „reakcjonistami”, a nawet „faszystami” i „nazistami”. Okazuje się, że pewne schematy na lewicy pozostają niezmienne.

 

Idea dekryminalizacji pedofilii jednak zbankrutowała. Dzisiaj środowiska LGBT mocno protestują przeciw łączeniu pedofilii z homoseksualizmem. Trudno jednak zapomnieć, że niecałe pół wieku wcześniej aktywiści „gejowscy” takich oporów nie mieli i stawali na pierwszej linii frontu obrony pedofilów. „Front Homoseksualny Akcji Rewolucyjnej” (FHAR), utworzony w 1971 r., wzywał do uznania „innych seksualności” i uznawał za nie także relacje z nieletnimi i dziećmi.

 

Podczas pierwszego marszu dumy LGBT we Francji w 1977 r., w Paryżu, w kinie „Olympic”, zorganizowano wydarzenia odnoszące się do „seksualności dzieci” i „seksu z dziećmi”. Pismo „Gai Pied”, które założono dwa lata później, krytykowało zaś „moralistyczne społeczeństwo judeochrześcijańskie” i jego tezy, o tym, że „dziecko jest święte!”. Magazyn otwarcie promował pedofilię. Filozof Guy Hocquenghem, komunista i kolejne „dziecko 1868”, który jako 15-latek został kochankiem swojego nauczyciela, otwarcie stawiał znak równości pomiędzy pedofilią i homoseksualizmem. Poglądy te podzielała wówczas większość lewicowych „intelektualistów”.

 

Odkrywanie „zakazanych lądów”

 „Dziecięca seksualność jest nadal zakazanym kontynentem, chociaż odkrywcy XXI wieku zbliżają się do jego brzegów” – pisał Frank Arnal, twórca francuskiego aktywizmu LGBT w magazynie „Gai Pied” jeszcze w 1991 roku. Filozof Michel Foucault proponował usunięcie terminu „wieku zgody” na seks. „Le Monde” w 1977 r. publikował skierowaną do parlamentu petycję, która wzywała do depenalizacji stosunków seksualnych między osobami dorosłymi i nieletnimi w wieku poniżej piętnastu lat. Félix Guattari, francuski psychoterapeuta i filozof, opublikował w 1975 roku pracę „Trzy miliardy perwersów”, w której twierdził, że „nie ma czterdziestoletniego mężczyzny, który nie chciałby oglądać czternastoletniego chłopca nago”.

 

Teraz chcieliby o tym zapomnieć. Pedofilia zeszła do podziemia, „stała się” znowu „grzechem”. Lewica dzisiaj wrabia w nią najchętniej... katolickich księży. Nie zapominajmy jednak, że przez lata nie tylko dostarczała do takich ohydnych aktów filozoficznego uzasadnienia, ale traktowała to zboczenie jako element walki z systemem kapitalistycznym czy burżuazyjną i wsteczną ideą rodziny. Dzisiaj te same gazety wspierają już „purytański” ruch „MeeToo”…

 

Źródło: Valeurs Actuelles i Amaury Brelet

Bogdan Dobosz



Read more: http://www.pch24.pl/lewica-i-pedofilia---niebezpieczne-zwiazki-,73369,i.html#ixzz6BGnsyXzX