Legendarny mit o kunie syberyjskiej

Z przymrużeniem oka, ale na serio

 

Za bazylionem wzgórków, za bazylionem gąszczy i za równie niejednoznacznie brzmiącą ilością akwenów z tlenkiem wodoru żył sobie eony temu wielki ród Kabuntu. Żył w jaskimi, albo i nawet w czterech, ale że nikt nie był w stanie policzyć do pięciu, więc to nie gra tu tak wielkiej roli. Ważne jest, że wielki ród Kabuntu w liczeniu do czterech był ewidentnym mistrzem.

Wodzem tego rodu był Karghagoli Kundu-Findu. W skrócie Mr Bum-Bum. Jego matką była zarazem jego siostra, bo mieli wspólnego ojca.

Któregoś gorącego kamienia zaatakował ich wędrowny lud, który przywędrował z daleka, ale wytrzebiono ich w pień i lud Kabuntu zgarnął wszystko co wartościowe, w tym licząc egzotyczne kobiety. Mr Bum-Bum przykolegował się do najfajniejszej i spłodził z nią syna (w sumie to około dziesięciu, ale tego nikt potrafił wtedy oszacować). Synowi nadano imię Urgh.

Urgh był wyjątkowy. Wyjątkowy ponad wszystko i był "wyśpiewany", czyli nie podążał drogą starych, czyli na nasze "nie poddał się tabu" - jakoś się nie dało nikomu go zaskoczyć. Urgh przyprowadzał do jaskini mnóstwo przedziwnych zwierząt i miał w głowie "kolory".

Pewnego dnia przegiął i przyprowadził wilki. Ojciec miał do wyboru - albo syna zabić, albo pójść jego tropem z duchami prerii. Zdecydował się na to drugie i wilki uwięził, ale zebrał starszyznę co mają robić. Imprezowali tydzień czasu przy samogonie, ruchanku i opowiastkach, a Urgh wszystkiemu temu się przysłuchiwał. Nie wiadomo dlaczego, a tak naprawdę wiadomo by było, gdyby nie samogon, ale Urgh powiedział, że przyprowadzi jeszcze lisy i spowoduje, że i wilki i lisy najpierw brat z siostrą, a potem lisy w wilkami dadzą młode, które nazwie się "kuną syberyjską". Stąd nazwa "Syberia" zresztą - to oczywiste.

Wszyscy byli fest na bombie, a młody tak opowiadał, że uznano go szamanem, a szamanem może zostać tylko "wyśpiewany", który udowodni swe racje i pozycję społeczną. Dano mu szansę pod rygorem powieszenia za worki moszny.

Zrobił to, co zrobił, a dziwnym zbiegiem okoliczności uzyskał coś podobnego do dzisiejszego psa. Niestety nie do końca się to udało, ale syn Urgha, który był jednocześnie jego bratem (mieli wspólną matkę) i też był "wyśpiewany" zrobił to samo z hieną i wspomnianą hybrydą. Tak uzyskano pierwszą "kunę syberyjską", którą dziś nazywamy "psem". Najlepszym przyjacielem człowieka. Nikt nie zdaje sobie jednak sprawy, że to, iż tak się sprawy mają zawdzięczamy gorzałce i chęci wygrzmocenia wszystkiego co się rusza i ma drugie usta między nogami. Wystarczy tylko przyjąć, że eony temu ludzie mieli inny stosunek do kazirodztwa i gwałtów na ludziach odmiennych od siebie. Jeśli stosujemy pompę genetyczną inbred-outbred-inbred, albo w wersji hadrcore kazirodztwo-hybrydyzacja-kazirodztwo, to wszystko staje się jasne. Oczywiście jasne to my mamy dziś piwo przy grillu i turbince Kowalskiego.