Lechu, wróć!

W połowie stycznia społeczność Eioby opuścił Lech Galicki. Wielka szkoda. Lechu, przeczytaj to. Zatęsknij do nas i wróć. Masz tu przyjaciół i wiernych czytelników.

 

Chyba 14 stycznia ze zdziwieniem zauważyłem, że klikając na link do jakiegoś artykułu Lecha, pojawiała się informacja o błędzie. Po kilku próbach zrozumiałem — konto Lecha zostało skasowane. Dlaczego? Co się stało? Ktoś napisał mi, że to on sam tak zdecydował, nagle. Napisał, że zmusiła go do tego „siła wyższa”, że sam by nie odszedł. I tyle, i tylko tyle.

Wierzę, że to musiały być ważne powody. Jakie? Mogę się tylko domyślać. Kiedyś w swoim komentarzu do jednego z moich artykułów napisał: „Sam doświadczony walką o życie, każdą jego chwilę, najbliższej mi osoby, mogę tylko podziękować”. Może o to chodzi, o tę osobę? Nie wiem. Ale wiem, że ktoś taki, jak Lechu, bez naprawdę ważnych powodów nie opuściłby tak nagle przyjaciół.

Nie waham się tego napisać — tak, przyjaciół. Myślę, że nie we mnie jednym, Lechu, znalazłeś na Eiobie przyjaciela. Zauważ, że przeszedłem od pisania "o Tobie", do pisania "do Ciebie". Liczę, że choć przestałeś tu pisać, to pewnie dalej nas czytasz. Twoja poezja i proza podbiły wiele serc. Prawda, autentyzm, ciepło, mądrość biły z każdego Twojego tekstu. „Życie według Idy”, „Jancio przebudzony”, „Anioł Stróż”, „Dom albo nie dom”, „Krótka, wystrzałowa szkółka pisanego słowa”, „Ślimak po polsku”, „Wiara Racheli”, „Kucharz pod wodą”, „Inny”, „Pieśń strzelista” — to tylko niektóre z Twoich utworów, za które chciałbym Ci osobiście podziękować. Twoje teksty uczyły Eiobowiczów wrażliwości i kunsztu dziennikarskiego. Brak mi ich.

Zwracam się teraz do Eiobowiczów, których podobnie do mnie zsmuciło tak nagłe zniknięcie Lecha z Eioby. Ktokolwiek z Was, Drogie Koleżanki i Koledzy, chciałby podzielić się  swoją refleksją na temat twórczości Lecha, podziękować mu, zachęcić do powrotu, wesprzeć dobrym słowem w być może trudnych dla niego chwilach, które zmusiły go do rozstania się z nami — może to uczynić w komentarzu do tego artykułu. Zapraszam.

Andrzej Siciński