Lament Jarkacza

 

 

Władzo, obsesjo moja, ty jesteś jak zdrowie

Ile cię cenić trzeba ten tylko się dowie

Kto cię stracił, dziś piękność twą w całej ozdobie

Widzę i opisuję bo tęsknie po tobie.

Choć nie było na niebie jakichkolwiek znaków

Jakże łatwo mi przyszło omamić Polaków

Gdym w mass mediach wygłaszał swoje słowa szczere

Że gdy brat zajmie urząd – nie będę premierem.

Układzie lewicowy, jam cię tępił żwawo

Nadzieją przepełniony, że lud krzyknie – brawo!

Ale naród nie dorósł i w efekcie tego

Układ musiałem znaleźć we własnych szeregach.

Areszcie wydobywczy, sposobie na zbójów,

Co miał pomóc w zgnojeniu lewicowych… członków,

Coś politykę wzmacniał swą karzącą ręką,

Nie wymyśliłby tego nawet Łukaszenko

A wzorców przecież z niego czerpałem bez liku.

Choć na koncie mych rządów paru nieboszczyków

Samobójstwo popełnić zdążyło niestety

I z wyroku-m nie zdążył urządzić już fety…

Ach, Temido, justycji ty wielka bogini

Jam hołubił cię widząc, jak Ojczyzna ginie,

Jam cię twórczo rozwijał i nikt mnie nie zgani

Bowiem nie ma niewinnych, są źle przesłuchani.

A Ziobro, dziś renegat, w tym wspierał mnie hardo

Jakobińską niespełna się strojąc kokardą,

Karze śmierci jest Unia przeciwna – to kpiny!

Jam na miejskich chciał placach stawiać gilotyny,

A że z diabłem pakt wziąłem, gdy byłem już w biedzie

Przecie dnia następnego kazałem go śledzić.

Pewnym jest, że łapówek był nabrał bez liku

Słusznie życie swe skończył na włochatym stryku,

No a prawdy już z tego dziś nikt nie wyłuska

Lepper wziął się powiesił – no to wina Tuska!

Dziś przed Trybunał Stanu zaciągną me blizny,

Jedynego, wielkiego obrońcę Ojczyzny.

Ojciec Rydzyk mnie poprze lecz brak w sejmie głosów

Tak więc czarno wnet widzę moje przyszłe losy.

Na ulice wysyłam moherów dziś armie

Lecz wiem, prędzej czy później policja ich zgarnie.

Może jednak mą pasję ten naród doceni,

Może wygram wybory… ech, piękne marzenia.

 

Teraz pointa autora: Jarku, nie chcę nużyć

Polska zieloną wyspą, w sklepach sznurków dużo…