Kwantowe przejście umysłu

Tylko bardzo niewielka liczba wszystkich wzorów rezonansowych, czyli drgań struny, "tworzy" cegiełki służące do budowy widzialnej części naszego wszechświata. Skoro tak jest, to nie będzie wielkiej przesady w stwierdzeniu, że jesteśmy ślepi.

Znalezione obrazy dla zapytania kształty calabiego-yauJeden z możliwych kształtów C-Y

Wyróżnione w Modelu Standardowym cząstki elementarne powinny odpowiadać - według fizyków zajmujących się teorią strun - wzorom drgań o najniższych energiach. Co więcej, takie struny powiązane są z "wielowymiarowymi dziurami" w przestrzeni Colabiego-Yau. Liczba dziur determinuje fakt istnienia trzech generacji cząstek, różniących się od siebie masą. Mówiąc językiem matematyki, liczba generacji jest połową wartości bezwzględnej liczby Eulera przestrzeni Colabiego-Yau, przy czym liczba Eulera jest to przemienna suma wymiarów grup homologii rozmaitości. Znane nam cząstki są zatem efektem drgań strun tylko w takich przestrzeniach Colabiego-Yau, których liczba Eulera wynosi plus-minus 6.

Wszystko, o czym mówimy, należy opatrywać trybem warunkowym. Jeśli zatem teoria strun jest prawdziwa, rzeczywistość zbudowana jest z większej liczby wymiarów niż cztery składające się na widzialną czasoprzestrzeń, wyższe wymiary są zwinięte, a geometrię ich zwinięcia przybliżają kształty Colabiego-Yau, to widzialna część materii i energii jest wyłącznie niewielkim procentem całości energii i całości materii oraz promilem promila promila sumy zdarzeń generowanych przez praktycznie nieskończoną wzorów drgań struny. Dostępny naszym zmysłom świat "stwarzany" jest tylko wówczas, jeżeli ściśle spełnione zostaną pewne warunki brzegowe. W tym przypadku warunkiem takim jest geometria wymiarów zwiniętych (liczba dziur w przestrzeni Colabiego-Yau musi wynosić trzy. A według badaczy ich liczba może wynosić 4, 5, 25 czy nawet 480.

Znane nam prawa natury określa geometria zwinięcia wyższych wymiarów. Ich porządek określa liczba trzy.

Znalezione obrazy dla zapytania geometria grawitacji

Podobnie zresztą jak w przypadku Einsteinowskiej makroprzestrzeni, której piękno i porządek określa geometria "uwięzienia", czyli po prostu grawitacja.

Pozostając w porządku trybu warunkowego, powiedzmy: jeżeli uda nam się teorię strun, przynajmniej częściowo, zweryfikować nie tylko matematycznie, ale również eksperymentalnie, to zrozumiemy, że tzw. prawa natury, a więc te, które rządzą światem przez nas doświadczanym, są jedynie efektem niskoenergetycznych przejść, niejako skutkiem ubocznym wysokoenergetycznych zdarzeń w wyższych wymiarach

Dostrzegamy tu zbieżność z pewnymi intuicjami natury religijnej (postrzegana rzeczywistość jako zasłona Mai, czyli złudzenie - w buddyzmie), filozoficznej (to, co postrzegamy, ma naturę fenomenalną; do "rzeczy samej w sobie" nie docieramy - Kant) czy też w wyobraźni postmodernistyczno-popkulturowej (postrzeganie rzeczywistości jako matrixa - film braci Wachowskich).

Fundamentalna dysfunkcja nasze (ludzkiej) percepcji polega na tym, że przyjmujemy za całość to, co jest promilem promila promila, łącznie z całym widzialnym kosmosem. Prof. Heller konstatuje, że nie skonsumowaliśmy jeszcze efektów rewolucji w obrazie świata, jakie przyniosła fizyka kwantowa. To jednak tylko - jak się wydaje -  część prawdy. Technologicznie wykorzystujemy te odkrycia z dużym powodzeniem. W sferze mentalno-świadomościowej faktycznie nie! Tutaj wciąż funkcjonujemy w mechanistyczno-deterministycznym modelu fizyki Newtonowskiej.

Pewnie tak być musi, bo gdyby nastąpiło - tak to nazwę - kwantowe przejście ludzkiego rozumu, byłaby to rewolucja, jakiej jeszcze świat nie widział. W dosłownym sensie!

Już przecież starożytni stoicy podkreślali, że warunkiem życia szczęśliwego i uporządkowanego jest egzystencja zgodna z prawami natury i własnego rozumu. Kwantowe przejście umysłu - traktujemy to wyrażenie jako skrótową i elastyczną metaforę - nie byłaby niczym więcej niż faustowskim pędem, którego konsekwencje mogą być niebezpieczne. Krótko mówiąc, wiedza może zaszkodzić!

Znalezione obrazy dla zapytania kwantowe przejście

Kwantowe przejście umysłu polegałoby przede wszystkim na odrzuceniu tradycyjnych wyobrażeń o świecie, schematów myślenia, logiki poznania oraz rozumienia, i "wejściu w świat", którym rządzą paradoks i prawdopodobieństwo.

Tak należy - moim zdaniem - rozumieć ostry protest największego geniusza XX wieku, Alberta Einsteina, który powtarzał, iż "Bóg nie gra w kości". Późniejsze odkrycia eksperymentalne potwierdziły słuszność założeń twórców fizyki kwantowej, a nie autora teorii względności. Rzeczywistość ma naprawdę charakter probabilistyczny. 

Trudno ocenić, jakie byłyby konsekwencje, gdybyśmy faktycznie skonsumowali rewolucję kwantową na poziomie świadomości (Heller), czy - jak ja to nazywam - kwantowego przejścia umysłu. To jak skok z dużej wysokości do wody bez znajomości jej głębi. Taki skok zawsze może spowodować skręcenie karku.

Tego rodzaju zastrzeżenia, trudności i niebezpieczeństwa nie zniechęcają fizyków podejmujących ryzyko, o którym była mowa wyżej.

A zatem, na jakim etapie badań znajdujemy się obecnie? Zniechęcenie mogą rodzić dwa fakty. Po pierwsze, wciąż nie istnieją podstawowe kryteria wyboru jednego kształtu Colabiego-Yau. Nie dysponujemy też aparatem pojęciowym, za pomocą którego moglibyśmy formułować wnioski płynące z takiego właśnie wyboru. Zachęcające jest jednak to, że fizycy już wiedzą, czego szukać; jaki mniej więcej kształt winna posiadać przestrzeń Colabiego-Yau, która odpowiadałaby fizyce naszego świata. To ogromny postęp! Z ogromnej liczby kształtów C-Y wybrany został pewien ich rodzaj, ale to i tak nie przybliża nas na razie do sukcesu. Wciąż mamy do czynienia wyłącznie z przybliżeniami, które badacze zwą rachunkami zaburzeń.

I tak toczy się ta gra! O co w niej chodzi, jako pierwszy bodaj zrozumiał W. Heisenberg, którego w fizyce mikrocząstek najbardziej fascynowało to, że w żaden sposób nie możemy precyzyjnie określić dwóch najważniejszych parametrów - położenia cząstki i jej pędu. Mierzyć dokładnie możemy tylko jedną z tych wartości. Uczony najpierw myślał, że jest to wynik niedoskonałości pomiarów, braku subtelnych narzędzi. Aż pojął, że zasada nieokreśloności jest fundamentalnym prawem natury. Jest to gra, której reguły wyznacza natura poznawana, a nie podmiot poznający. Jakież to jest epistemologiczne upokorzenie!

Znalezione obrazy dla zapytania zasada nieoznaczoności heisenbergaWydaje się jednak, że ważniejsze są wnioski wynikające z zasady nieokreśloności Heisenberga. Bo cóż to naprawdę znaczy, że natura wyznacza nam reguły gry? To znaczy, że u swych podstaw ma ona charakter świadomy. W badaniu eksperymentalnym świadomość badacza styka się ze świadomością badanego obiektu (o problemie tym pisałem w artykule "O istocie dwukierunkowej epistemologii"). Przy czym obecnie nie wykluczam, że wyniki eksperymentu mogą być - poza ich obiektywnym walorem - także obrazem poznającego umysłu. Jakby jego wewnętrzną strukturą rzuconą na ekran.

W tym momencie jesteśmy już blisko teorii zjednoczonego pola. Różnorodność jest wynikiem pracy porządkującego i różnicującego rozumu. W istocie cała rzeczywistość jest jednym polem energii lub - jak chcą niektórzy - polem informacji. Kartezjański dualizm poznającego podmiotu i poznawanego przedmiotu, który to podział - podobnie jak mechanika Newtonowska - stał się podstawą paradygmatu zachodniej nauki, ulega falsyfikacji na naszych oczach. Res cogitans jest po obu stronach, względnie - mówiąc bardziej precyzyjnie - staje się elementem zróżnicowanego pola jedności.