Kukułka

Rozmawiać z drzewami i słuchać kukułki jest trudniej niż klepać różance...

 

Żyć wśród pijących, a nie zaglądać do kieliszka ,to nie lada sztuka.  W kraju, gdzie przy ołtarzu piją wino  owieczki naśladują swoich pasterzy i po mszy walą do knajpy. A świąt, chrzcin, styp bez wódki,tak jak  boga w kościele i ze świecą nie znajdziesz. Te  uroczystości bez gorzały, to jak wiosna bez kwiatów. Tradycja w narodzie jest rzeczą świętą ,ma wartości katolickie i swoje piosenki "pij bracie, pij' " i " za sto lat nie będzie nas ",a kto nie wypije to, go we dwa kije łupu-cupu ,łupu-cupu I  kto nie pije razem z nami, jest  przeciw nam!. Nie każdego stać na radykalną zmianę nawyków, na samodyscyplinę w pracy nad sobą. Łatwiej pic wiele lat-do utraty świadomości i obiecywać judaszowską poprawę niż ujarzmić zmieniające się emocje i ciąg do wódki. Życzliwi ludzie z tego powodu nad alkoholikiem stawiają przysłowiowy krzyżyk.,a  kieliszek jak magnes ciągnie go  do  picia! Na jego  widok ślina cieknie jak u psa,gdy zobaczy  kiełbasę. ! W takim kontekście  z depresji, lęków   ratuje go  tylko dalsze picie. Alkoholizm  bowiem pacyfikuje pozytywne wizje przyszłości, doprowadza do rezygnacji z życia, zabiera wszystkie szlachetne uczucia. Ale jeśli mu jeszcze zostały WIARA I NADZIEJA, a ONE czynią CUDA, to resztkami sił, jak deski ratunku winien ich się trzymać. Mieć świadomość, że w kieliszku ginie więcej niż w morzu i na wojnie. I tym szlakiem wtedy winien podążać do trzeźwości. Nauczyć się medytować nad ocaleniem siebie! Medytacja jest skupieniem się nad swoim wnętrzem. Jest słuchaniem ciszy! Jest wielką przygodą, uczy zmiany myślenia. Sam medytuję, kiedy czuję, ze mam wenę.  Zostawiam za sobą pośpiech i zgiełk dużego miasta. Siadam w ogrodzie obok oczka wodnego. Wchodzę w ciszę leśnych polan, w szum morskich fal. Zanurzam się w swoje marzenia, dopóki słonce nie schowa się za horyzontem, a spokój ducha nie przeniknie, nie ogarnie.

Odpoczynek z brzmieniem natury nie tylko relaksuje lecz skutecznie odpędza upiory z przeszłości. W hamaku afirmuję zachód słońca, śpiew ptaków, rozmowę gwiazd z księżycem. Te chwile chciałoby się zatrzymać. Nie przychodzą jednak na zawołanie jak kelner z półlitrówką.. Przylatują na skrzydłach wiatru i siadają na gałązkach brzózki. Wówczas serce zaczyna bić radością, pragnie  się być lepszym na zawsze. Medytacja z muzyką tez uskrzydla, wizualizuję dźwięki i słowa. Tworzą one jakby jedność: nieba, wiatru i szeptu brzózki. Muzykoterapia to moja odnowa duchowa, jak modlitwa w ekstazie. Jest zbawieniem bez pokuty i udziału ziemskich pośredników Boga! Zbawienia za pieniądze już dawno nie szukam. A nie mieszam Boga z kościołem tak jak gówna z  jedzeniem. .A dialog z nim o nieustanym przemijaniu prowadzę  w ogrodzie ! Bez świadków rozmawiali z  przecież jego wybrańcy: Abraham, Mojżesz, Sara, alkoholik Noe, cnotliwa Madonna. W odległych czasach Budda, Konfucjusz i wielu innych tez tworzyli  wiarę bez pomagierów. U nas większość konsumuje gotową papkę z rąk kapłanów.

Wszechmoc czuję w samotności, na polanie leśnej. Przyroda wskazuje mi DO NIEJ DROGĘ.  Rozgrzeszenie dają mi: las, ptaki i błękitne niebo i dzięki nim odzyskuję  wiarę w człowieka. Wracam do domu z plecakiem napełnionym optymizmem.  A dusza nieśmiertelna - najważniejsze, żeby tu na TYM PODOLE być JAK  najdłużej, ponieważ  wiem, że każdy poczęty drogą płciową żywy nie odejdzie. A  spowiedź w lesie przekonuje , że jeśli sam sobie nie pomogę, to Bóg kościelny nawet palcem nie kiwnie.

Kiedyś szukałem  jego w świątyniach, ale sprzeczności pomiędzy amboną a faktycznym zachowaniem kapłanów wyprowadziły mnie do lasu, znak pokoju czynię tylko tam i modlę się z brzózkami, krasnoludkami,na wzór starożytnych Słowian a kukułka  jak  DOBRA KOBIETA odmładza moje życie i obiecuje długowieczność.