Kto potrafi myśleć - wystąp!

To nie było tak, że człowiek zszedł z drzewa. Po prostu złamała się gałąź.

 

Kto  potrafi  myśleć  -  wystąp!

Wielu jest przekonanych, że z myśleniem to tak, jak z oddychaniem: żyję, czyli oddycham, żyję – czyli myślę. W rzeczywistości trudno o większą i bardziej brzemienną w skutki pomyłkę.

Pozostając przy obrazkach, prędzej bym porównał myślenie do sztuki chodzenia. Niby też nabywa się jej niemal z urodzeniem, w każdym razie jakoś o czasie zbliżonym. Jednego i drugiego nikt nas nie uczy nazbyt szczegółowo, pominąwszy serdeczne i mało fachowe wysiłki rodziców. Jednakże, tak czy owak, umiemy chodzić i myśleć też umiemy. Naszym własnym zdaniem, nie tylko wystarczająco, ale i prześwietnie. Na palcach można policzyć tych, którzy jedną albo drugą sztukę decydują się doskonalić, określając zaś ściślej, po prostu się nauczyć.

Z umiejętnością chodzenia i myślenia jest przeróżnie, ale naprawdę podobnie.

Są tacy, którzy chodzą lekko, łatwo i wytwornie, w niedościgłym stylu, potrafią przejść w ten sposób wiele kilometrów. Potrafią nawet w tym wytwornym, lekkim stylu wypoczywać. Ale są i tacy, dla których kilka kroków to już zbędny wysiłek, nie wart żadnych starań. Irytację ten wysiłek budzi, często złość – a zmęczenie, to zdarza się, że nawet wcześniej. By to podsumować: są ludzie, którzy chodzą, i są, którzy łażą.

Acha, dla jasności: w obu wypadkach pomijam, rzecz oczywista, „legalne” kalectwo, natomiast chcę podkreślić kalectwo nielegalne. Czyli tych, którym się nie chce. Którzy zrównują łażenie z chodzeniem. I wymyślają chodzącym, że durnie z nich i frajerzy. No i, rzecz jasna, nigdy, za żadne skarby, nie pójdą na niepotrzebną naukę chodzenia.

Tak samo z myśleniem. Wielu nie odróżnia myślenia od tego, co przychodzi do głowy. A to wielka różnica. Jeżeli potrafi ktoś formułować swoje, powiedzmy, emocje i przeważnie pobożne życzenia, to wcale nie znaczy, że myśli. Idea przedstawiania świata nie tak, jak naprawdę wygląda, lecz tak, jak wyglądać powinien, też stara jest jak ten świat. I mimo, że jest głupsza, niżeli szyja u żyrafy albo dziurki w serze, wielu tę ideę z uporem wciela w życie. To nic, że im się nie udaje. Szyja u żyrafy oraz dziurki w serze także beztrosko istnieją.

To się fachowo nazywa, że ktoś „tylko myśli, że myśli”. Nie ma z czego się śmiać, określenie jest bardzo precyzyjne. Rzecz w tym, że instrukcja obsługi dla rozumu tak naprawdę nigdy nie została napisana, z przyczyny oczywistej: nikt by jej nie czytał. Ściślej, czytaliby ją wyłącznie ci, dla których byłaby całkiem bezużyteczna. To znaczy ci, którzy tak czy owak potrafią posługiwać się rozumem – oraz ci, którzy sami sobie chcieliby udowodnić, że ta instrukcja jest głupia. Bo ona nie pozwala widzieć świata w tej formie, w jakiej by się chciało.

Obowiązkowym podręcznikiem i podstawą do egzaminu taka instrukcja nie mogłaby w żaden sposób zostać. Pół świata i całą Amerykę ogarnęłyby natychmiast rozruchy. Straszno nawet pomyśleć.

Bieda polega na tym, że tych, którzy „myślą, że myślą” jest przeważna większość. I tych, którzy nie potrafią chodzić, też. Oni na siedząco przekazują nam, jak świat powinien ich zdaniem wyglądać. Tyle tylko, że zapominają zupełnie o słówku „powinien”. Oni przedstawiają ten świat tak, jakby faktycznie wyglądał w sposób przedstawiony. I chociaż te przedstawienia zawsze kończą się klapą, gawiedź nieustannie kupuje na nie bilety. Płaci, psiakrew.

Od czasów jaskiniowych niewiele się zmieniło. Pomruki i wymachiwanie pałką to są nadal poważne argumenty. Kultura obrazkowa tak samo wspaniale kwitnie. Tak samo nikt nie uczy myślenia. Zaś entuzjastą chodzenia człowiek był zapewne tylko przez krótki czas po tym, kiedy spadł z drzewa.

Bo człowiek z drzewa nie zszedł. Po prostu złamała się gałąź.