Kruche Drogi Intelektu

Troszkę o tym, że warto czasem zburzyć to, co uważamy za pewne

 

Każdy z nas ma jakąś teorię umysłu, intelekt, ego. Jest to swoista ciałopłaszczyzna, która może być albo większa, albo mniejsza. Składa się głównie z pewników w postaci modeli, które są pewnym uproszczeniem rzeczywistości. Są prawdziwe dla naszego punktu widzenia, nawet jeśli są ściśle zobiektywizowane.

Są ludzie, którzy świetnie operują językiem zobiektywizowanym i świetnie definiują jego nowe gałęzie. Jednak najczęściej ich opisy mogą być co najwyżej zrębem, swoistym szkieletem dla pojęć składających się na opis złożoności wszechświata. Dopiero po uwzględnieniu subiektywności i aspektu towarzyskiego – to, co „przylega” do tego szkieletu, nie jest tylko brudem, ale też skomplikowaną konsekwencją złożoności wszechświata.

Ciałopłaszczyzna intelektu nie przyjmie do siebie i nie zaadoptuje wszystkiego, co twierdzą inni. Zaadoptuje tylko to, co do niej pasuje. Zaadoptuje modele, które są pewnym uproszczeniem rzeczywistości. Innymi słowy na przykład ciastko z dziurką jest tym ciastkiem z dziurką dla nas, którzy je konsumujemy i wiemy mniej więcej czego się po tym ciastku z dziurką spodziewać. Gdy je kupujemy, prosimy o ciastko z dziurką i dajemy pieniądze. Nie cytujemy całej tablicy Mendelejewa, nie mówimy o ewolucji roślin, roli rolnika, cenach paliw za transport i ich wpływie na rolnictwo, czy też nie zanudzamy sprzedawczyni o tym, że być może na poziomie mniejszym, niż poziom atomowy, w tym ciastku z dziurką też są inne wszechświaty. Korzystamy z modelu, który jest pewnym uproszczeniem.

Mamy takich modeli wiele i są one do pewnego stopnia spójne ze sobą. Niestety nie zawsze, ale od czego mamy intelekt… Ten intelekt, tą ciałopłaszczyznę, którą tworzy sieć takich puzzli w postaci modeli – pewników, bo koń, jaki jest, każdy widzi. Niestety te puzzle, modele, pewniki nie mogą dać nam 100% pewności. Gdyby tak było, nie bylibyśmy ich w stanie do siebie wzajemnie dopasować – zresztą wszystko, co da się udowodnić nie daje absolutnych 100% pewności. Nawet dlatego, że jest prawdziwe tylko w prawie zupełnej pewności obarczonej interpretacją obserwatora i warunkami, w jakich obserwator przebywa.

Inaczej jest z religią – ta daje 100% pewności, o ile się uwierzy, że nie jest to 0%. Ale ewangelizował nie będę, bo ludzie robią to głównie po to, aby samemu utwierdzić się w wierze.

Jest jednak tak, że margines niepewności dotyczy każdego. Składamy różne puzzle na swój sposób – czasem pasują bardziej, czasem mniej – a czasem są tak zwarte, że uznajemy, iż mamy rację absolutną. Sednem jest to, aby wiedzieć, że luzy być muszą i czasem warto w sobie samym „zburzyć to, co pewne”, bo pewność absolutna zaprowadzi nas tylko drogą od paradoksu do absurdu.