Krótka historia o losie człowieka

 

To co jakiś czas temu do mnie dotarło, było jak koszmar ze snu. Krew nie będzie się lała, ale sięgnie do czasów upiornych II wojny i obozów koncentracyjnych.

Gdy Niemcy dochodzili do miast i je zajmowali, mieli listy z nazwiskami ludzi których zabierali z domów. Jednym z nich był pewien Człowiek. Niemcy zabrali go wyrywając rodzinie, gdzie była chyba trójka dzieci. Niestety nie pamiętam dokładnie szczegółów. Wywieżli go do Dachau. Tam przez jakis okres robiono na nim doswiadczenia medyczne. Jakie nie powiem. Przez jakiś okres, dlatego że udało mu się uciec. Uciekło ich dwóch. Za dnia chowali się gdzie popadło a nocą biegli. Do domu. Jedli co popadło. Zdarzało się, że zabijali koty i jedli na surowo. Niestety, kompan naszego bohatera został złapany. Jemu jednak udało sie dotrzeć do domu i doczekac końca wojny. Po wojnie pojawiły się w ich rodzinie następne dzieci. On jednak z roku na rok był co raz słabszy i podupadał na zdrowiu. Najpierw oślepł na jedno oko, i utykał, aż w końcu żył na wózku inwalidzkim z bardzo słabym wzrokiem. W domu Żona niosła cięzar wychowania dzieci. A te najstarsze zaczeły zajmować się młodszymi. Nie dojadali. Chleb ze smalcem był czasem rarytasem. Ale też szkoła czy opieka medyczna były znacznie miej kosztowne niż dzisiaj. Więc jakoś szło. Dzieci wyrosły i założyły swoje gniazda i miały własne pociechy. I tu rozgrywa się dalszy ciąg historii, która zaczęła się wraz ze strzykawką w Dachau. Wszystkie dzieci tego człowieka urodzone po wojnie miały duże kłopoty ze zdrowiem. Umierały szybciej od starszego rodzeństwa i z regóły nie miały za dużo własnych pociech. Ale to jeszcze nie koniec tej historii. Wnuczkowie  tej gałęzi powojennej, maja tez wieksze kłopoty ze zdrowiem, niż wnuczkowie przedwojenni i ich zycie naznaczone jest takze tamtą historią.

Chciałoby się powiedzieć, ze cierpimy za grzechy ojców naszych. Choć to nie ich wina. A jedynie czasów, w jakich przyszło im, a teraz i nam żyć. Mozna by było powiedzieć że to wina Niemców, ale czy to coś pomoze? Oni też swoje przeszli. A dziś to zupełnie inne pokolenie. Dlaczego więc nie potrafimy wybaczyć przeszłości innym? Moze i Kościołowi Katolickiemu? Dziś to jest teraz. A co było to było. Czy rzucanie w twarz katolikom dawnych grzechów nie jest tym samym, jak wytykanie Niemcom przeszłości? Czas wigilijny to czas wybaczania, zadumy, a moze też pokory przy budowaniu dzieciom ich świata.