Królowa nocy czy cnotka niewydymka

Gdzie te wszystkie czerwone wstążki występujące w konkursie: "kto wyżej podciągnie sukienkę, żeby jeszcze nie pokazać majtek". Gdzie to wszystko, pytam?

 

b55be9dc11e69ef5146fdc62e910ce3a.jpg

Coś wam zacytuję. Tylko proszę, nie odchodźcie.

"Studniówka - potoczna nazwa balu, który odbywa się na około sto dni przed rozpoczynającymi się w maju maturami. W balu udział biorą uczniowie klas maturalnych z osobami towarzyszącymi oraz z zaproszonymi przez nich nauczycielami, którzy uczyli ich przez cały okres szkoły średniej. Uczestnicy balu są zazwyczaj elegancko ubrani, w garnitury i suknie wieczorowe. Bal rozpoczyna się zazwyczaj toastem wznoszonym szampanem. Pierwszym tańcem jest polonez (klasyczny Ogińskiego lub współczesny Kilara), który tańczą maturzyści z zaproszonymi osobami towarzyszącymi."

Nudne, co? Mam nadzieję, że wytrzymaliście. To definicja z Wikipedii. A gdzie fryzjer, gdzie kosmetyczka, gdzie wódka rozlewana przecież już oficjalnie na stołach? Gdzie moja sukienka Chloe, fryzura od Czajki czy Wróblewskiego (bo przecież to obciach czesać się u kogoś innego niż BZF, czytaj. Bardzo Znany Fryzjer). Gdzie te wszystkie czerwone wstążki występujące w konkursie: "kto wyżej podciągnie sukienkę, żeby jeszcze nie pokazać majtek". Gdzie to wszystko, pytam?

Jak cnotka niewydymka...

Swoją studniówkę będę obchodziła w tym roku. Już teraz wiem co się święci. W zeszłym roku byłam na balu ze znajomym starszych o rok koleżanek. Każda dziewczyna, która odważyła się założyć zwykłą czarną kieckę, musiała czuć się jak przysłowiowa "cnotka niewydymka". Nawet pomimo dekoltu i rozcięcia aż do...

Przyznaję ze skruchą, też wtedy ogarnął mnie szał. Korzystając z porad dziesięciu nie mniej podnieconych niż ja koleżanek, wyszykowałam się jak stróż na boże ciało. Sukienka co prawda pożyczona, bo budżet miałam ograniczony, ale fryzjer, kosmetyczka, paznokcie,  butki, rajstopki, sropki... wszystko dopracowane w najmniejszym szczególe. Do ostatniej nitki i muśnięcia kredką. Wyglądałam jak księżniczka.

Rafał. Przeciętniak.

Na studniówce był też niejaki Rafał. Przeciętniak. Rafał zaprosił na studniówkę niejaką Gośkę, ot tak, z braku laku. Gośka jednak przewidująco zaciągnęła go dwa miesiące wcześniej na zajęcia z tańca. To była jedyna studniówka, po której głównym tematem nie było kto ile wypił, a kto miał ładniejszą sukienkę, tylko rumba, którą Rafał zatańczył z Gośką. Po tym jak skończyli, pół klasy stało z otwartymi szczękami, a brawa były dłuższe niż po szampańskim toaście. Obok Rafała i Gośki nawet najpiękniej ubrane królowe balu wyglądały dość żałośnie, niezdarnie poruszając mocno opiętymi w kuse sukienki tyłkami, machając przy tym rękami, kręcąc zachwiane piruety i próbując naśladować tańczącą parę. Było nam zwyczajnie wstyd. Dwumiesięczne przygotowania, bieganie za sukienkami, umawianie wizyt upiększających, prześciganie się w tym, która będzie lepsza, piękniejsza, będzie miała bardziej odjazdową kieckę i wymyślniejszą fryzurę. Szkoda tylko, że w najważniejszym momencie, w większości mogliśmy się pochwalić tylko... scenicznie dopracowanym imagem.  

Studniówkowy szał?

Na swojej studniówce nie zamierzam popełnić tego samego błędu. Zapisałam się z chłopakiem na zajęcia z tańca do Maćka Zakliczyńskiego. Chodzimy, ćwiczymy uparcie po zajęciach i śmiejemy się ze "studniówkowego szału". A przy okazji świetnie się bawimy. Owszem, będę ładnie wyglądać. Kupię nową sukienkę, umaluję się i uczeszę u znajomej fryzjerki. Nie zamierzam odstawać, bo wiem, że ten bal jest dla mnie jednym z ważniejszych i na długo będę mieć go w pamięci. Nie chciałabym jednak, żeby głównym zapamiętanym motywem były kroje sukienek, ilości wypitego alkoholu i cała ta cekinowo-taftowa otoczka. Zamierzam zaskoczyć wszystkich czymś, z czego naprawdę będę mogła być dumna.