Kościół w Polsce jest bliski znaczącego kryzysu

Można powiedzieć, że sytuację ratują polskie seriale telewizyjne przedstawiające księży katolickich w bardzo pozytywnym świetle, często sprzecznym z obrazem rzeczywistości. Polacy coraz częściej sięgają po kalkulatory, by zastanowić się nad faktyczną kondycją finansową Kościoła. Z prostych obliczeń wynika, że gros duchownych cierpi na chciwość, mimo tego, co mówił Chrystus z pogardą wypowiadający się o pieniądzach. Współczesny Kościół nie jest oskarżany na podstawie pomówień. Oskarżają fakty, „żelazna wymowa faktów”, sięgając po cytat ze słynnej książki Arkadego Fiedlera „Dywizjon 303″ wydanej już w czasach PRL-u.

W marcu 2012 roku „Super Ekspres” opublikował cennik usług kościelnych. Pokusiłem się o policzenie średniej dla 40 polskich miast. Średnio za pogrzeb księża biorą 2076 złotych. Za chrzest 345. Do tego dochodzą niebagatelne wpływy ze ślubów, mszy oraz wypominków. Łatwo policzyć, że parafia organizująca tylko jeden pochówek tygodniowo inkasuje rocznie ponad 107 tyś. złotych, co w przeliczeniu stanowi ponad ośmiokrotną wysokość najniższej płacy krajowej. Już ta kwota powinna wystarczać na utrzymanie kościoła łącznie z ogrzewaniem, pokryciem kosztów pochówku, a także wynagrodzeniem kościelnego i księdza. Wpływy jednak są znacznie większe. Do chrztów, ślubów, zamówienia mszy i wypominków należy doliczyć również pieniądze zainkasowane od wiernych podczas chodzenia „po kolędzie”, zbierania na tackę oraz wypłat za nauczanie lekcji religii, czyli wychowanie przyszłych wiernych za pieniądze każdego podatnika, co łącznie kosztuje Polaków ponad miliard złotych rocznie. Jedna skromna parafia może zarabiać pół miliona złotych każdego roku, nie wspominając o parafiach większych. To ogromne pieniądze. W kraju jest ponad 10 tyś. parafii.

Kościół katolicki oczywiście nie widzi problemu w pozyskiwaniu od wiernych tak ogromnych kwot. Pecunia non olet. Na słowa Chrystusa dotyczące pieniędzy przymyka się oko. Wszystko jest w porządku, póki wierni się nie zbuntują. Prawdziwi duchowni z powołania nie mają prawa głosu. Maszyna będzie się kręciła aż do momentu, w którym większość wiernych uświadomi sobie, że Bóg nie potrzebuje pieniędzy, żeby wysłuchiwać próśb. Owszem. Należy ogrzać kościół, zapewnić księdzu wyżywienie, czasem wysłać na wczasy, przeprowadzić remont, wymienić meble. Jednak półmilionowy roczny zysk dla małej parafii, to zdecydowanie gruba przesada. Nie sądzę, że Bóg – zakładając istnienie – jest zadowolony, widząc, że odprawienie człowieka do nieba kosztuje rodzinę, często biedną, średnio 2076 złotych na rzecz bogatego księdza. Proboszcz w mojej parafii potrafił udawać skromność. Nigdy nie kupował luksusowych aut jak biskupi. Jeździł Peugeotem średniej klasy. Pewne zamieszanie pojawiło się dopiero, gdy okazało się, że jest właścicielem willi na Mazurach. Miał zbyt długi język. Część wiernych poczuła, że ich pieniądze nie poszły na Kościół, lecz lepsze życie księdza. Oczywiście babcie odejmujące sobie od ust były tak zapatrzone w świętość kapłana, że w ogóle nie poczuły się oszukane. Inni zrozumieli. Wpływy z tacki wprawdzie zmalały, mimo to wątpię, że proboszcz odczuł sprawiedliwość. Podobnych sytuacji jest znacznie więcej. Polacy w końcu zaczynają liczyć i rozumieć, że nie da się wykupić miejsca w niebie poprzez udobruchanie księdza. Dlatego Kościół katolicki w Polsce jest bliski znaczącego kryzysu.

Teraz głośna jest sprawa księdza, który być może przyczynił się do śmierci własnego dziecka. Poród odbywał się w budynku na terenie parafii. W „Gazecie Wyborczej” mogliśmy przeczytać: „Jak ustalił „Głos Wielkopolski „, ksiądz nie ukrywał podczas przesłuchań, że dziecko było mu nie na rękę. Twierdził, że żył tak, jakby go po prostu nie było. Swojej postawy nie zmienił nawet podczas porodu. /…/ „Głos Wielkopolski” twierdzi, że ksiądz przygotował jej posłanie i udał się do innego pokoju, by posłuchać muzyki. Pierwsze skurcze pojawiły się około godziny 20, ale dopiero nad ranem ciężarna zasugerowała wezwanie karetki, krwawiła. Ksiądz przyznał, że zignorował jej prośbę”. Prokuratura umorzyła sprawę. Ksiądz starym zwyczajem został przeniesiony przez władze kościelne w inne miejsce, by sprawa przyschła. Część wiernych nie czuje oburzenia, ale większość tak. Niebagatelna chciwość Kościoła w połączeniu z przymykaniem oka na występki księży szokuje coraz więcej Polaków.

Wygląda, że zdecydowany sprzeciw społeczny jest kwestią czasu. Najprawdopodobniej już teraz Kościół byłby w tarapatach, gdyby nie rola, jaką odegrały polskie telenowele, w których przedstawiano wyłącznie pozytywny wizerunek duchownych, unikając wbrew prawdzie obrazu pokazującego, co dzieje się naprawdę. Kościół wciąż jest strukturą, której daleko do wypełniania słowa bożego. Nie brakuje obłudy. Podczas mszy rzadko mówi się o nauce Chrystusa dotyczącej bogactwa. W polskim społeczeństwie mimo wszystko budzi się pragnienie sprawiedliwości. Wierni nie chcą już przepłacać za śluby, chrzty, a także pogrzeby. Czują podświadomie, że ksiądz pobierający średnio 2076 złotych za pogrzeb popełnia za przyzwoleniem Watykanu grzech wołający o pomstę do nieba, którym niewątpliwie jest „uciskanie ubogich, wdów i sierot”, bo odbiera się im pieniądze w niebywale trudnym życiowo momencie. Zmiany będą na pewno. Są wyłącznie kwestią czasu. Polscy biskupi powinni podziękować Telewizji Polskiej za pielęgnowanie mitu i przypuszczalnie nieświadome wprowadzanie opinii publicznej w błąd, bo w rzeczywistości nie jest tak kolorowo, jak rysują. Prawda przebija się do świadomości.