Kościelna korupcja

Artykuł zarysowuje regulacje prawa kanonicznego odnośnie pobierania przez duchowieństwo katolickie opłat za sprawowanie sakramentów i posług duszpasterskich.

 

Rozbawiło i jednocześnie zdenerwowało mnie dziś zdjęcie zamieszczone na jednej ze stron na FB (nie chodzi o zdjęcie tu zamieszczone), którego wymowa sprowadza się do tego, iż kler katolicki niezwykle bogaci się na sprawowaniu posług (sic!) liturgicznych, natomiast pracownik budowy haruje jak wół za marną miskę soczewicy. Oczywiście jest to prawda i nikt nie odkrył przysłowiowej Ameryki, tworząc tą fotografię wraz z komentarzem.
Dlaczego jednak duchowieństwo, tak niezmiernie się wzbogaca (wbrew wszelkim zaleceniom i osobistemu przykładowi ubóstwa, jakie daje Ojciec św. Franciszek)? Skąd bierze duchowieństwo, zwłaszcza parafialne oraz to znajdujące się w hierarchii kościelnej nieco wyżej środki do prowadzenia życia niezgodnego w rażący i oczywisty sposób z duchem Ewangelii Chrystusowej. Odpowiadam: MY te środki im dostarczamy. Oni od nas żądają opłat za sakramenty, a my (używam liczby mnogiej nie zaliczając siebie jednakowoż do tej grupy) pokornie płacimy im owe haracze.
Mówię jasno: na gruncie obowiązującego Kodeksu Prawa Kanonicznego (1983) żądania kleru w przedmiocie opłat za sakramenty i akty kultu są nielegalne i stanowią przestępstwo kanoniczne. Rozwińmy myśl.
Jak napisałem żądanie przez kapłana konkretnie oznaczonych co do wysokości opłat i uzależnienie od ich uregulowania dokonania czynności duchownej jest niezgodne nawet z prawem kanonicznym. Powtarzam, z prawem. A więc żądanie opłat i uzależnianie od ich wniesienia podjęcia posługi sakramentalnej jest działaniem bezprawnym na gruncie Kodeksu Prawa Kanonicznego i stanowi analogię do przestępstwa korupcji biernej określonej w Kodeksie Karnym (jednak nie widzę możliwości ścigania tego typu zachowań na mocy przepisów wynikających z Kodeksu Karnego, jako że przestępstwa przewidziane w art. 228-230a KK dotyczą wyłącznie osób pełniących funkcje publiczne, a duchowny w rozumieniu KK osobą taką nie jest). To nie ulega wątpliwości. Wróćmy do Kodeksu Prawa Kanonicznego, który wiąże bezwzględnie duchownych (dalej będę używał skrótu KPK). Kodeks ten zawiera kanony (nie artykuły jak to jest w kodeksach cywilnych). W kan. 848 czytamy: "Szafarz ... nie może się niczego domagać za udzielanie sakramentów, przy czym biedni biedni nie mogą być pozbawieni pomocy sakramentów z racji ubóstwa". Zapytana w tej kwestii Papieska Rada do spraw Tekstów Prawnych w Rzymie przez swojego przewodniczącego - kardynała Juliána Herranza Casado - udzieliła w dniu 14 marca 1999 r. następującej, wiążącej i ostatecznej odpowiedzi: "Przepis ten jest zrozumiały i należy go interpretować w kontekście słów Chrystusa <Darmo otrzymaliście - darmo dawajcie>. Pod żadnym pretekstem i w sposób bezwzględnie absolutny nie wolno uzależniać udzielania sakramentu od zapłaty. Nie godzi się bowiem sprzedawać lub kupować rzeczy duchowej za cenę materialną; tego rodzaju symonia stanowi przestępstwo z kan. 1380 KPK. Rada uważa udzielona odpowiedź za ostateczną." Takiej oto pięknej odpowiedzi udzieliła w/w Rada rozwiewając w tej materii wszelakie wątpliwości. Chciałbym wrócić jeszcze do przestępstwa z kan 1380 KPK, o którym Komisja wspomina. Działanie przestępne nazywane symonią polega na swoistej umowie kupna-sprzedaży dobra duchowego (sakramentu) za cenę doczesną (pieniądz, rzecz materialna). Symonia suponuje umowę, wyraźną lub milczącą, ale dostatecznie ujawnioną na zewnątrz, między kapłanem a przyjmującym dany sakrament, na mocy której dobro sakramentu jest przekazywane lub otrzymywane przez kogoś w formie rekompensaty za wyświadczone dobro doczesne (np. udzielenie sakramentu małżeństwa za określoną przez proboszcza sumę pieniędzy).
Wybitny komentator prawa kanonicznego i teolog moralny Hieronymus Noldin w traktacie napisanym w jęz. łacińskim pt. "De Simonia Ecclesiastica" (w "Summa Theologiae Moralis") pisze następująco (tłumaczenie moje): "Przez symonię czyli świętokupstwo rozumiemy wszelką umowę pod tytułem obciążającym (kupno-sprzedaż, zamiana etc.) o rzeczy duchowe lub rzeczy doczesne z duchowymi złączone, zabronioną przez prawo Boże lub kościelne /.../. Zachodzi najcieższa postać symonii przeciw prawu Bożemu jeżeli żąda się opłaty materialnej i od niej uzależnia udzielenie sakramentu lub innej posługi liturgicznej (np. żądanie konkretnej opłaty za celebrację mszy na określoną intencję, a w razie nie wniesienia opłaty w żądanej wysokości odmowa celebracji mszy). Nie ma nic do rzeczy, czy ową rzeczą stanowiącą opłatę materialną będzie pieniądz czy inna rzecz doczesna wartość materialną przedstawiająca. Może to być nadto nawet usługa (munus a lingua; Noldin podaje tu przykład symonii zachodzący wówczas, gdyby np. kapłan uzależnił odprawienie sakramentu małżeństwa od pomalowania pokoju w budynku plebanii nawet z materiału zakupionego przez proboszcza. Chodzi o bezprawność żądania samej czynności malowania w zamian za sakrament.)". Dalej pisze Noldin: "Rzecz w sposób symoniacki otrzymaną kapłan ma zwrócić. Obowiązek restytucji nigdy nie wygasa (Restitutionis obbligatio numquam extinguitur)".
Dodam, że w dawnym Kodeksie Prawa Kanonicznego, ze przestępstwo symonii groziła kara ekskomuniki i to zastrzeżonej Stolicy Apostolskiej. Istniał także obowiązek (nie możliwość) obłożenia duchownego karą suspensy.
Sankcją karną dla duchownego w nowym Kodeksie jest suspensa, czyli zawieszenie w obowiązkach kapłańskich (niektórych lub wszystkich). Kare suspensy otrzymał np. ks. W. Lemański, choć oczywiście nie za przestępstwo symonii.
Powołujmy się na te przepisy, spotykając się z nieuprawnionym żądaniem zapłat konkretnych sum pieniężnych przez "naszych" przewielebnych w związku z udzielaniem posługi sakramentalnej. A jeśli przystajemy na ich żądania (co przestępstwa nie znosi) - to nie narzekajmy później na nadmierne bogactwo kleru, gdyż nie mamy wówczas do tego żadnego moralnego tytułu.
Duchowni, licząc oczywiście na nieznajomość uregulowań jakie przytoczyłem, "doją" naiwnych (i często w dobrej wierze działających) wiernych jak im sie podoba, a strumień owego "mleka" tryska obficie wprost do ich kieszeni - tymczasem nie jest to nic innego jak kościelna korupcja w sposób wyraźny zakazana przez prawo kościelne.
Naturalnie wszelkie dobrowolne ofiary (podkreślam: dobrowolne) są dozwolone i symonii nie stanowią (nie istnieje bowiem niedozwolona presja na wolę i uzależnienie udzielenia czynności świętej od wniesienia wynagrodzenia).