Koniec świata ciągle odraczany?

Przeżyliśmy już kilka nominalnych „Końców świata”, czy doczekamy go za naszego życia?

 

21 grudnia 2012 r. to nie pierwsza określona data końca świata, przeżyliśmy (tzn. ludzkość) już ich co najmniej 6 (z tego 5, za naszego żywota). Pierwsza to 31 grudnia 999 r., kiedy to po tysiącu lat Jezus Chrystus miał wrócić na Ziemię, aby dokonać Sądu Ostatecznego - czytamy w Wikipedii. Jaka była radość ówczesnych chrześcijan, gdy nic się nie stało. Świętowanie z tej okazji (31 grudnia) przerodziło się w zwyczaj zabaw sylwestrowych.

 

Druga data końca świata to listopad 1992 r. Za ogłoszenie jej odpowiada południowokoreańska sekta "Kościoła misyjnego Dami", która twierdziła, że koniec świata związany jest z oznaczeniami systemu komputerowego funkcjonującego w EWG, a oznakami zbliżającego się końca, miały być dla nich także: olimpiada w Barcelonie i jednoczenie się Europy. Kolejny raz nic się nie stało.

 

Trzecia data to 24 listopada 1993 r. Wtedy koniec przepowiadała ukraińska sekta „Białe Bractwo”. Członkowie sekty zorganizowali w tym czasie manifestację w Kijowie. Jak zwykle, nic się nie stało. Czwarta data to 1 stycznia 2000 r. Zmieniała się wtedy pierwsza cyfra w zapisie roku, przewidywano więc globalną awarię komputerów i chaos na ziemi. Komputery, podobnie jak znany nam świat, przetrwały jednak kryzysową noc i 1 stycznia wszystko działało normalnie i niezmiennie żywotnie.

 

Piąta data końca świata to 21 maja 2011 r.. Zdaniem Harolda Campinga, pastora i badacza Biblii, koniec świata miał rozpocząć się od serii gigantycznych trzęsień ziemi. Już w pierwszym dniu kataklizmu miało zginąć 98 proc. ludności, ale dopiero 21 października miał nastąpić Sąd Ostateczny. I ten koniec świata udało nam się bez szwanku przeżyć. Szósta, data końca świata to 21 grudnia 2012 r. Wtedy kończył się kalendarz Majów.

 

43df43b819c0f314a6b6518af3d8688b.jpgKoniec świata John Martin, Koniec świata, ok. 1853, olej na płótnie, Tate Britain, domena publiczna

 

Kalendarz Majów, Proroctwo Oriona i wiele innych przepowiedni zapowiadało koniec naszego świata 21 grudnia 2012 roku. Miał on ulec zniszczeniu w wielkim kataklizmie. W roku 2012 większość planet i gwiazd osiągnęła to samo położenie względem siebie, jak w roku 9792 przed naszą erą. Z tą datą wiąże się fakt zniszczenia Atlantydy. Cywilizacja Atlantydy była bardzo rozwinięta i jeżeli części jej ludności udało się przetrwać „na emigracji” (w Ameryce Północnej i Egipcie), to tylko dlatego, że zdawali sobie sprawę z nadchodzącej zagłady.

Jeżeli przeżyliśmy 21 grudnia 2012 r., doczekaliśmy 2020 r, to zostanie nam lat do 2060 r., który to rok uznał za datę końca świata na podstawie badań Biblii, angielski fizyk, matematyk, astronom, Isaac Newton. To już druga data końca świata, wyznaczona przez badaczy Biblii, ale i siódma (miejmy nadzieję, że szczęśliwa) w tej wyliczance, mam nadzieję, że nie krytyczna.

 

Następny koniec świata (już nie za naszego życia) jest obliczony na 3036 r. (polski astronom Jan Latosz, z zespołem astrologów, matematyków i filozofów obliczył, że koniec świata nastąpi właśnie w 3036 r.), lub na 3044 r., gdy według przypuszczeń astronomów, kometa Swift-Tuttle może zderzyć się z Ziemią. Wielu jasnowidzów za swój obowiązek uważa wyznaczenie daty końca świata, jedni przepowiadają go na 2027 r (cholera, już nie długo), z kolei Baba Vanga, bułgarska jasnowidz, spodziewa się go w 5079 r., kiedy to ludzkość przekroczy "granicę wszechświata".

 

Najbardziej pozytywnym (dla nas) określeniem końca wszechświata, jest usytuowanie go według wyliczeń astronomów za 5 miliardów lat, w związku z przeobrażeniami słońca. Przy 2019 latach naszej ery, jest to liczba niewyobrażalnie daleka, więc na pewno nas (i naszych dzieci) nie dotyczy. Jak na razie koniec świata (wszechświata), mimo ścisłych dat i powagi badaczy określających te daty, jakoś nie nadchodzi, a wszelkie kataklizmy, które mają rozpoczynać tą zagładę znanego nam świata, mają na szczęście zakres tylko lokalny.

 

Trudno nawet wyobrazić sobie kataklizm, który objąłby całą ziemię, chyba że przyjdzie do nas z kosmosu. Miejmy nadzieję, że jak skończył się kalendarz Majów, to rozpoczniemy kalendarz Nowej Ery, ery trwającej przynajmniej drugie tyle lat.