Koniec kija u ołtarza

Mamy w tym kraju starą skłonność rzucania się ze skrajności w skrajność. Zupełnie, jakby kij miał tylko końcówki i nic pomiędzy nimi. Z pozdrowieniem dla Bachira

 

   spacer.gif spacer.gifspacer.gifspacer.gif                                                            

spacer.gif     Mamy w tym kraju starą skłonność rzucania się ze skrajności w skrajność. Zupełnie, jakby kij miał tylko końcówki i nic pomiędzy nimi. Dzieje się tak dlatego, że końcówkę nawet małpie łatwo uchwycić, żeby kijem po wywijać .  Zmierzenie go wymaga już zastosowania wyższego poziomu intelektualnego, a cóż dopiero mówić o zastosowaniach. Teoria Darwina usprawiedliwia ten atawizm u ludzi, ale nie skutki społeczne.

   spacer.gif   Są w Polsce tacy, którzy wiedzą najlepiej i tacy, którzy nie chcą nic wiedzieć; co nie oznacza, że nie istnieje cała inna reszta. Dotyczy to także wiedzy o nas samych, wiedzy socjologicznie niezbędnej dla funkcji cywilizacyjnych. Pewien Japończyk ogłosił koniec historii, bo pewnie uwierzył, że zastąpi ją ekonomia – jakby ta nie była składową procesów dziejowych rozmieszczonych na osi czasu.

spacer.gif    Tu historia wciąż ma znaczenie szczególne, ponieważ zbyt długo nie mieliśmy, a i wciąż nie wiemy czy mamy, szanse obiektywnej oceny skutków naszych zbiorowych poczynań. Zapominamy czasem, że za czasów plemiennych historia mówiona przez dziada do wnuka była podstawą przekazu doświadczeń. Dlatego szczególnie ta najnowsza stała się narzędziem manipulacji ludzi cynicznych, egoistów z bardzo krótkim, lecz zadartym nosem. Rocznice Powstania Warszawskiego stają się niestety przykładem  politycznej nekromancji z żenującą zamianą postu na odpust z jarmarkiem grzechów oraz inscenizacjami zbiorowej golgoty. Tylko czekać, aż nas przyjezdni obśmieją, albo co gorszego. A wystarczyłoby ciszej nad tymi trumnami.

spacer.gif    Ostatni wyrok w sprawie stanu wojennego też jest tak kuriozalny, jak ostatnie lata tematycznej dyskusji publicznej. Bo, czy obywatele tego kraju stosujący się do zarządzeń, są wobec wyroku, wspólnikami zbrojnych bandytów, czy może ich ofiarami? A ówczesne Wojsko Polskie to też bandyci w zmowie z kacykami? Dawno oddaliśmy sprawiedliwość tym co odsiedzieli (przynajmniej mentalnie), ale indywidualnych oprawców żaden kij nie sięga.

spacer.gif    Czy ktoś pamięta czym na przykład groziła wtedy w wojsku odmowa wykonania rozkazu? Nie znamy postaw ludzi, którzy nazwani „huntą” w rzeczywistości starali się jej przeciwstawiać, a warto się zastanowić na ile realna była groźba kary. Kto nie wie niech sprawdzi.

spacer.gif     Od lipca 1981 roku jednostki lądowe ćwiczyły na poligonach zajmowanie miast. Do manewrów podano im mapy konturowe bez nazw miejscowości. Oczywiście każdy żołnierz rozpoznał swoje lub znane mu miasto i wielu po powrocie powiadomiło kolegów z Solidarności. Najczęściej otrzymali odpowiedź, że to celowy cyrk na destrukcję Związku. Po ogłoszeniu stanu  cyrk okazał się realny. Wielu z młodej kadry wojskowej podjęło akcję „zasypania jaruzela blachami”, wysyłając odznaczenia w kopertach do sztabów na Jego nazwisko. Naturalnie akcja nie mogła się przedrzeć do wiadomości publicznej. Zdarzały się strajki w pododdziałach jednostek, zdarzały się próby samobójstw wśród kadry, bo próśb o zwolnienie nie przyjmowano. Powszechna była postawa bojkotu działań milicyjnych i wszelkich ekstremalnych rozkazów. Kto, przeżywszy tamten czas, nie zna takich przykładów z autopsji? Niechęć wojska wobec milicji była widoczna na co dzień i znana władzom. Oczywiście kontrwywiad działał w szeregach i po stanie wielu „rozliczono” skutecznie, a pod byle pretekstem. Dziś nie chcą mówić, bo „nie warto”. Czy zatem można powiedzieć, że nie miało to znaczenia dla przebiegu zdarzeń? Wobec braku zagrożenia z zewnątrz. Zadziwiające ilu ludzi wierzy wciąż miłemu dziadkowi Jaruzelskiemu… że musiał.

spacer.gif     Zapominamy, że państwo ma armię, każdy żołnierz ma karabin, a karabin lufę. Komu przypisać skutki tej zależności, jeśli państwo to „oni’? Chyba tylko grabarzowi, sądząc po naszych ostatnich krucjatach.

spacer.gif     Z tematem trzeba się zapoznać, żabo go ogarnąć, ale nie koniecznie na sali sądowej. Zaniedbań na tej ziemi są całe hektary. Niech fachowcy wezmą się do roboty, wszak instytucji jest już trochę. Ostatnio administracja znów sama próbuje nazywać się Państwem, wyszukując dla „reszty” coraz to nowych określeń typu: petent, klient, czy kapitał ludzki. Znosimy te inwektywy bez buntu jak muchy latem, a sprzeczamy się o stare karabiny. „A jak Pan Bóg dopuści, to i z kija wypuści” – jak mawiają strażnicy tradycji, chwytając za jego koniec.

spacer.gif     Nasi bohaterowie są zbyt zmęczeni, żeby protestować albo politykują. Nie klękajmy więc przed historią; od tego są ołtarze i bliskie nam kobiety. Poznawajmy ją raczej dla wzajemnego zrozumienia, bo nikt nam go nie da w prezencie. Daleko stąd jeszcze do wybaczenia, ale też trudne i przy tym, niestety, trzeba świadczyć i dokumentować prawdę. Ona rzadko daje się wynieść na ołtarze; łatwiej do kosza. Dlatego warto go w domu sprawdzać przed wyniesieniem na śmietnik, albo gdzie indziej.

                                                      alt