Kompromitacja państwa

af79351c1e3975bd7295d8ceb24e8ca1.jpgOpublikowanie prywatnych rozmów knajpianych polskich polityków nie tyle pogrążyło państwo w chaosie, co poświadczyło, w jakim chaosie to państwo jest. Lukrowana medialnie polityka objawiła swoje drugie dno - prymitywne, wulgarne, pospolite, obskurne i obłudne. Mnie nie oburza fakt, o czym i jak mówią wybrańcy narodu przy wołowych policzkach i wódce. Musiałbym być skończonym idiotą wierząc, iż gładkie słowa wypowiadane w oficjalnych sytuacjach są normą w codziennej, pozapublicznej komunikacji. Nawet nie obrusza mnie gadanie o długości przyrodzenia, bo to może być wynik kompleksów względnie tendencja do rubasznych zachowań. Nie! Oburzającym jest fakt pojawiających się w pogawędkach wątków dotyczących działań pozakonstytucyjnych: Narodowy Bank Polski nie jest, jak się okazuje, niezależny i narodowy, ale prywatny i partyjny. Jego prezes nie ucina natychmiast sugestii o finansowanie przed wyborami, lecz chętnie ten wątek podejmuje twierdząc, że wszystko jest możliwe, jeśli tylko dotychczasowy minister finansów zostanie zdymisjonowany, a jego partnerem do rozmów będzie Donald. Jest oczywiście Rada Polityki Pieniężnej, ale...ale można z nią zagrać. Oburzającym jest fakt, że po ujawnieniu takiej rozmowy prezes NBP nie podaje się do dymisji. Co więcej, reaguje w wywiadzie dla jakiejś telewizji tak, jakby nic się nie stało, a szczytem hipokryzji było sugerowanie publiczności, że to działanie patriotyczne. Pomyśleć, że ten człowiek onegdaj stał na czele rządu III RP!

Kolejne pytanie, jakie ciśnie się na usta, dotyczy reakcji premiera Tuska na ujawnione nagrania. Standardowym działaniem w każdym demokratycznym państwie byłaby dymisja ministra, który w rozmowie konstatuje, że państwo działa teoretyczne i fragmentarycznie, który negocjuje deal z prezesem NBP, który pozwoliłby sypnąć groszem przed wyborami. Jak zachowuje się premier przynajmniej nominalnie demokratycznego kraju? Pozostawia ministra na stanowisku, dając mu dodatkowo zadanie wyjaśnienia sprawy nagrywania. Na efekty długo nie trzeba było czekać! Minister gorliwie zabrał się do realizacji tegoż zadania. Niezależna prokuratura (niezależna od kogo? czego?) zleca ABW, której przełożonym jest premier rządu, aby zarekwirowała materiały pozostające w dyspozycji tygodnika "Wprost". Tam dochodzi do skandalicznych scen, nagrywanych na żywo przez kamery różnych stacji. Naczelny bohatersko broni swojego laptopa jak niepodległości. Zwraca się do braci dziennikarskiej z orędziem, aby za wszelką cenę bronili wolności słowa. Heroiczny dziennikarz obnaża w ten sposób słabość państwa, potwierdzając jednocześnie słowa ministra Sienkiewicza. Czwarta władza kompromituje na oczach widzów władzę wykonawczą. Czwarta władza staje się oto władzą pierwszą. Jeden dziennikarz jest zdolny zachwiać całą powagą państwa, zresztą na życzenie tegoż państwa.

Dlaczego premier nie dymisjonuje swojego skompromitowanego urzędnika? Istnieją, według mnie, trzy zasadnicze hipotezy. Albo szantaż i szef rządu boi się kwitów, które ma na niego minister spraw wewnętrznych, albo dała o sobie znać największa słabość Donalda Tuska, to znaczy lenistwo, albo wreszcie strategia polegająca na tym, że opozycja i dziennikarze nie będą dyktować takiemu mężowi stanu, co ma robić.

Koalicja rządowa stworzyła zamulającą narrację, której rdzeniem jest pytanie - kto to nagrał i na czyje polecenie. W ten oto sposób weksluje cały problem na to, komu zależało na nagrywaniu polityków, a nie co jest treścią tych nagrań. A wszak to właśnie jest najbardziej interesujące.

Jeszcze bardziej skandaliczną jest rozmowa (jeśli oczywiście jest prawdziwa) szefa MSZ Sikorskiego z Rostowskim. Minister Spraw Zagranicznych wyraźnie twierdzi, że w stosunkach z USA cechuje nas murzyńskość. Mówi to minister urzędującego rządu, którego oficjalne polityka zmierza do utrwalenia strategicznego sojuszu z Ameryką. Ja nie twierdzę, że Sikorski nie ma racji. Od lat bowiem w polskiej polityce mamy do czynienia z odwróconą regułą Palmerstona mówiącą o tym, że stała jest racja stanu, a sojusze są zmienne. W Polsce to racja stanu jest zmienną, a sojusz ze Stanami stałą. Jednakże Sikorski mógłby wygłaszać takie poglądy jako publicysta i nic nie byłoby w tym zdrożnego. Jutro okaże się, czy premier i jemu każe wypełniać w dalszym ciągu swą misję.

***

Trudno wyrokować, czym jeszcze dysponuje Latkowski. Pewne jest jednak, że w kolejnych numerach pojawiać się będą następne rozmowy nagrane w zaprzyjaźnionej restauracji. W tej sytuacji, by uniknąć dalszej kompromitacji państwa na arenie międzynarodowej, rząd premiera Tuska powinien podać się do dymisji. Skoro opozycja nie potrafi się w tej jakże trudnej sytuacji porozumieć, niech inicjatywę w swoje ręce weźmie Prezydent RP. Im dłużej będzie trwać ta chora sytuacja, tym gorzej dla państwa i jego obywateli. Nowy rząd niech administruje krajem do czasu wyborów, a sejmowa komisja śledcza do tego momentu niech zajmuje się wyjaśnianiem spraw podsłuchu polityków. Problem jest zbyt poważny, by nie dowiercić się do samego rdzenia. Nie może być bowiem tak, że naczelny jednego tygodnika w Polsce (zresztą dosyć paskudnego) trzyma za gardło całe państwo.