''Koko Euro spoko'', spójrzmy na to z innej strony.

''Koko Euro spoko'' zostało dnia 2 maja 2012 roku oficjalnie wybrane piosenką Reprezentacji Polski na Euro2012. Utwór ten wzbudził jednak wiele kontrowersji.

 

 Telewidzowie Gali TVP 1 z 2 maja w głosowaniu za pomocą esemesów zdecydowali, że ''Koko Euro spoko'' otrzyma najwięcej głosów. Utwór ten ma być wykonywany przed każdym meczem w jakim zagrają biało - czerwoni. Utwór wzbudził jednak kontrowersje. Na reakcję nie trzeba było długo czekać. Krótko po ogłoszeniu wyniku głosowania w internecie wybuchła dyskusja na temat polskiego przeboju Euro2012. Część społeczeństwa o nieco bardziej lewicowo - liberalnym światopoglądzie, głównie młodzież zaprotestowała twierdząc, że ''Koko Euro spoko'' jest beznadziejna. Pojawiły się określenia typu: ''wiocha'', ''dno'', ''zacofanie'', ''będzie wstyd przed całą Europą'' itd.

 W medialno - internetowym, zagłuszającym jazgocie mało kto przywiązuje wagę do obiektywnego przypatrzenia się tej kwestii. Mianowicie utwór zespołu Jarzębina nawiązuje bezpośrednio do folkloru i kultury ludowej. Nie ma tu więc nic dziwnego w tym, iż piosenka ta nie powiela nowoczesnych utworów. Ponad to krytyczna postawa Polaków, głównie młodych nie zakrawa na pochwałę. Mają oni co prawda prawo mieć swoje zdanie. Mogą krytykować zespół Jarzębina i być przeciwni jego utworowi, ale nie można pochwalać wyzwisk i pogardy jaką sączą w internecie pod adresem ludowości. Kultura ludowa, stare zwyczaje i tradycja są częścią kultury i tożsamości narodowej. Postawa wielu dzisiejszych Polaków jest czymś wręcz odwrotnym od nacjonalizmu. Nacjonalizm wywyższa wszystko, co narodowe. Obecni Polacy wyśmiewają i atakują wszystko co ma związek z polskością. Co jest przyczyną takiej postawy? Moda na kopiowanie Zachodu? Moda na unifikację? Kosmopolityzm i niechęć do przeszłości? Jeśli tak, to krytycy Jarzębiny powinni wiedzieć, że ludowość zachodu jest o wiele bardziej kontrowersyjna i prześmiewcza od polskiej. Szkoccy mężczyźni ubrani w tradycyjne, ludowe stroje wyglądają niemęsko i wręcz śmiesznie.  Nie noszą bielizny, a intymne okolice ciała zakrywają kiltem, czyli spódniczką w celtycką kratownicę. Jednak żaden Szkot nie stwierdzi, że jest to powodem do wstydu. Naród ten z dumą prezentuje kilt jako część swojej kultury. Podobnie jest też z muzyką country w Stanach Zjednoczonych, z Niemcami z Bawarii, którzy w spodenkach na szelkach tańczą popijając piwo, ze śmiertelnymi gonitwami byków w Hiszpanii, czy ze smakołykami narodowej kuchni francuskiej obfitującej w żaby i ślimaki. Narody te nie gardzą swoją kulturą, promują ją w świecie i są z niej dumni. Słowianie z nad Wisły mają jednak inną mentalność i zawsze będą czuli się gorszymi od reszty, toteż z chęcią porzucają to, co swoje, aby powielać to, co cudze, rzekomo lepsze. Co ciekawe słowo ''wieś'' stało się synonimem czegoś złego, niebezpiecznego, a zarazem głupiego i śmiesznego. Takie zdanie powielają często ci ludzie, którzy sami pochodzą ze wsi, oraz ich potomkowie w pierwszym pokoleniu. Wielki odsetek mieszkańców miast stanowią ludzie, którzy wychowali się na wsi, a do miasta wyemigrowali za pracą i lepszymi warunkami bytowymi. Dzieje się tak obecnie, tak było również i przed laty. Największa taka migracja miała miejsce w drugiej połowie PRLu, kiedy to powstawały nowe dzielnice, często blokowiska. Dlatego też wielu Polaków ośmiesza swoje własne korzenie. Może więc obecny utwór na Euro jest rodzajem promocji naszej kultury i przeszłości? Przełamaniem obecnej polskiej mentalności?

 Osobiście uważam, że ''Spoko Euro koko'' niekoniecznie jest odpowiednią muzyką na mistrzostwa, jednak nigdy nie ośmieliłbym się publicznie obrazić pań z zespołu Jarzębina i naszej kultury ludowej twierdząc, że jest głupia, paskudna i śmieszna. Za sto lub więcej lat hip hop może być uważany przez kolejne pokolenia za niemodny, zacofany i głupi. Nad wyborem piosenki na Euro toczyło się głosowanie. Najwidoczniej Polacy nie chcieli już patetycznych, zagrzewających do walki pieśni. Postawili na coś wesołego, niedzisiejszego. Powinniśmy mieć pretensje sami do siebie, że nie zmobilizowaliśmy się i nie zagłosowaliśmy w większej liczbie na inny utwór.