Klauzula niezgody

Najbardziej zapiekłym krytykom obecności klauzuli sumienia, głoszącym wyższość prawa stanowionego nad prawem naturalnym i głosem sumienia, wypada przypomnieć... Norymbergę.

 

Lekarze powołujący się na sumienie to fanatycy, ich działania są nielegalne, usuwanie ciąży to leczenie i samo dobro, a odmowa jej usunięcia przez lekarza to odmówienie kobiecie prawa do... reprodukcji — takie wrażenie można odnieść z komentarzy liberalnych mediów do faktu podpisania Deklaracji Wiary przez ponad 3000 katolickich lekarzy i studentów medycyny.

 

Do wybuchu afery taśmowej nic ostatnio tak bardzo nie poruszyło ani nie podzieliło polskiej opinii publicznej jak kwestia Deklaracji Wiary lekarzy katolickich i tak zwanej klauzuli sumienia. Sztandarowym przykładem powołania się na tę klauzulę stała się sprawa prof. Bogdana Chazana — przez jednych uznanego za niemal bohatera narodowego, przez drugich, w tym media głównego nurtu, niemal za przestępcę.

Z przytaczanych argumentów można było odnieść kuriozalne wrażenie, że wszyscy lekarze powołujący się na sumienie to fanatycy, ich działania są nielegalne, usuwanie ciąży to leczenie i samo dobro, a odmowa jej usunięcia przez lekarza to odmówienie kobiecie prawa do... reprodukcji. Co chwila ktoś powoływał się na sprzeniewierzenie się przez tych lekarzy przysiędze Hipokratesa, ale więcej w tym było hipokryzji niż uczciwej argumentacji, gdyż przysięga ta zawiera fragment wręcz pokrywający się z tematyką Deklaracji, bo potępiający eutanazję i aborcję: „Nikomu, nawet na żądanie, nie dam śmiercionośnej trucizny ani nikomu nie będę jej doradzał, podobnie też nie dam nigdy niewieście środka poronnego. W czystości i niewinności zachowam życie swoje i sztukę swoją”.

 

Deklaracja Wiary

Zatem co takiego stwierdza ta feralna Deklaracja Wiary? Jest potwierdzeniem wiary jej sygnatariuszy w Boga, który nas stworzył na swoje podobieństwo, zatem ludzkie ciało i życie są nietykalne. Czytamy w niej dalej, że ludzkiego życia należy strzec od jego poczęcia oraz że nie tylko aborcja jest złem, ale także antykoncepcja, zapłodnienie in vitro i eutanazja. Ponadto że płeć człowieka dana jest przez Boga i zdeterminowana biologicznie (w domyśle: a nie kulturowo), co jest nawiązaniem do dyskusji o ideologii gender. I dalej — że lekarz katolik ma prawo kierować się swoim sumieniem i etyką lekarską, która uwzględnia prawo sprzeciwu wobec działań z sumieniem niezgodnych. Sygnatariusze deklaracji uznają pierwszeństwo prawa Bożego nad prawem ludzkim, ale także potrzebę stałego pogłębiania wiedzy zawodowej i wiedzy o teologii ciała. Nie chcą nikomu narzucać swoich poglądów i przekonań, ale też oczekują i wymagają dla nich szacunku i wolności w wykonywaniu czynności zawodowych zgodnie ze swoim sumieniem.

Tylko tyle i taka awantura — że na ok. 130 tys. lekarzy trochę ponad 3000 (wraz ze studentami medycyny) podpisało tę Deklarację. Na dobrą sprawę nawet gdyby podpisało ją 30 tys. lekarzy i tak byłoby jeszcze komu dokonywać aborcji. Skala nagonki liberalnych mediów na w gruncie rzeczy tak małą grupę konserwatywnych religijne lekarzy, którzy podpisali Deklarację, każe przypuszczać, że chodzi o coś więcej niż obecność w prawie i praktyczne stosowanie klauzuli sumienia. Może za tym sporem ideologicznym stoją bardzo wymierne interesy? Może jakieś lobby poczuło się zagrożone i przypuściło atak niewspółmierny do skali zagrożenia?

A czego to nie zarzucano tym lekarzom... Nie mam nawet zamiaru powtarzać, żeby nie stać się tubą liberalnych mediów i prezentowanych w nich poglądów. Kogo interesuje ich argumentacja, znajdzie ją w obfitości w internecie.

Skupmy się raczej na samej klauzuli sumienia — czym tak naprawdę jest? Czy jest wymysłem lekarzy, którzy o nią dopiero walczą, czy też już ma umocowanie w obowiązującym prawie?

 

Klauzula sumienia

Klauzula sumienia to uprawnienie do odmowy wykonania określonych czynności, które są sprzeczne z poglądami religijnymi, moralnymi, etycznymi osoby, która się na tę klauzulę powołuje. To uprawnienie przysługuje każdemu, kto potrafi wykazać, że dana czynność jest sprzeczna z jego przekonaniami.

Najczęściej powołują się na nią osoby wykonujące zawód medyczny. Ich sprzeciw sumienia wynika z konfliktu między wyznawanym przez nich prawem naturalnym (Bożym) a obowiązującym prawem świeckim oraz z napięcia między prawem jednostki do działania w zgodzie z sumieniem a prawem pacjenta do żądania określonych świadczeń medycznych.

Klauzula sumienia nie jest instytucją, o którą lekarze dopiero się starają. Ona już jest obecna w prawie polskim, i nie tylko. Jej obecność niejako wymusza nawet Konstytucja RP, zapewniając każdemu wolność sumienia i religii. Wolność sumienia zaś oznacza m.in., że nie wolno nikogo zmuszać do działań sprzecznych z jego sumieniem. Klauzulę tę wyraźnie przewidują ustawa o zawodach lekarza i lekarza dentysty oraz ustawa o zawodach pielęgniarki i położnej. Czytamy w nich o prawie tych osób do powstrzymania się od wykona­nia świadczeń zdrowotnych niezgodnych z ich su­mieniem, z tym że w takich wypadkach mają one również obowią­zek wskazać realne możliwości uzyskania tego świadczenia u innego lekarza lub w podmiocie leczniczym oraz uzasadnić i odnotować ten fakt w dokumentacji medycznej.

W szeroko omawianej sprawie prof. Chazana problemem nie tyle było skorzystanie przez niego z klauzuli sumienia, co niewypełnienie przepisu nakazującego dostatecznie wczesne wskazanie pacjentce innego lekarza, który w tym konkretnym przypadku mógłby wykonać aborcję. Nie ulega wątpliwości, że profesor skorzystał z uprawnienia danego mu przez prawo, ale już nie spełnił nałożonego na niego przez prawo obowiązku. Można oczywiście próbować wmawiać społeczeństwu, jakiego to strasznego czynu dopuścił się ów profesor, jak bardzo pogwałcił prawo. Ale fakty są takie, że w proteście przeciwko czynowi profesora przyszło przed sejm może kilkadziesiąt osób, a w tym samym czasie przed kliniką prowadzoną przez profesora zgromadziło się półtora tysiąca jego zwolenników. To tylko świadczy o tym, że społeczeństwo niekoniecznie podziela poglądy mediów głównego nurtu i nie rozdziera szat z powodu czynu profesora, jak to robią niektórzy dziennikarze. Swoją drogą jest wiele racji w argumentacji prof. Chzana podnoszącego niekonsekwencję ustawodawcy, który pozwala mu w zgodzie z sumieniem odmówić aborcji, ale jednocześnie zmusza do wskazania, gdzie można jej dokonać, czyli w istocie do współuczestnictwa w niej — od czego klauzula sumienia miała lekarzy uwalniać. Wydaje się, że na przyszłość najlepszym rozwiązaniem byłoby zwolnienie lekarzy z tego obowiązku, a przerzucenie go na specjalnie stworzoną w tym celu np. ogólnopolską infolinię telefoniczną, gdzie każdy, niejako z automatu, będzie się mógł bez udziału lekarza dowiedzieć, kto i gdzie przeprowadza aborcje.  

 

Za, a nawet przeciw

Generalnie sam bym się pewnie pod taką deklaracją podpisał, gdyby nie... No właśnie, gdyby nie co?

Pierwsze zastrzeżenie — Pan Jezus zalecał swoim naśladowcom, żeby się ze swoją religijnością tak publicznie za bardzo nie obnosili, bo to trąci sztucznością. Czy sygnatariusze Deklaracji są więc pozorantami? Broń Boże, żebym tak o kimś pomyślał! Ja nie pomyślę, ale za innych nie ręczę. Zwłaszcza że już znaleziono takich, co się podpisali, nie wiedząc, co podpisują, czy takich, co się podpisali, że aborcji nie robią, a robią, tyle że po godzinach i w swoich prywatnych gabinetach.

Po drugie, nie przepadam za masówkami — takimi akcjami obliczonymi na tysiące podpisów. Nie mam wtedy pewności, czy chodzi o indywidualne silne przekonanie danej jednostki o słuszności i potrzebie takiego gestu, czy o poddanie się instynktowi stadnemu — podpisali wszyscy z mojego oddziału czy szpitala, łącznie z szefem, to i ja podpiszę, na wszelki wypadek.

Po trzecie, zastanawiam się, czy bardziej chodzi tu o słuszną walkę jednostek o prawo do wolności sumienia, czy może o dążenie Kościoła katolickiego, by rękami lekarzy doprowadzić do faktycznego naruszenia kompromisu aborcyjnego i zaostrzenia obecnie obowiązującej w tym zakresie ustawy.

A skoro o aborcji mowa, to — po czwarte — choć uznaję, że człowiekiem jest się już od poczęcia, to jednak warto pamiętać, że nie oznacza to wcale jednakowej wartości życia prenatalnego i tego już pourodzeniowego. W starotestamentowej Księdze Wyjścia znajduje się kłopotliwy dla obrońców życia poczętego, w tym i dla mnie, passus: „Jeżeli dwaj mężowie się biją, a przy tym uderzą kobietę brzemienną tak, że poroni, ale nie poniesie dalszej szkody, to sprawca zapłaci grzywnę, jaką mu wyznaczy mąż tej kobiety (...). Jeżeli zaś poniesie dalszą szkodę, to wtedy da życie za życie”[1]. Widać wyraźnie, że gdy kobieta w wyniku tak sprowokowanego poronienia zmarła, sprawca musiał zapłacić za to własnym życiem, ale gdy zmarło jedynie dziecko poczęte, poprzestawano na grzywnie. I to życie, i to życie, a jednak konsekwencje różne. Tak mówi Pismo Święte. Nie jest to oczywiście fragment dopuszczający swobodę aborcji, ale też nie można nie zwracać na niego uwagi, formułując z pozycji chrześcijańskich postulaty zaostrzenia prawa aborcyjnego.

Po piąte, trochę mnie razi brak konsekwencji u tak zdecydowanych obrońców życia, a zwłaszcza u ich duchowych liderów. Zastanawiam się, jak można tak bezkompromisowo bronić życia poczętego, szermując hasłem, że każde życie jest święte, a jednocześnie utrzymywać (i to za państwowe pieniądze) wojskowych kapelanów, których zadaniem jest w istocie rzeczy rozgrzeszanie żołnierzy z zabijania wrogów.  

Po szóste, ten brak konsekwencji rozciąga się nie tylko na kwestię obrony życia w kontekście przykazania: „Nie zabijaj”. Należy docenić uznawanie przez sygnatariuszy Deklaracji Wiary pierwszeństwa prawa Bożego nad prawem ludzkim. To postawa bardzo biblijna i chrześcijańska. Już apostoł Piotr, gdy mu zabraniano głosić ewangelię, wołał: „Trzeba bardziej słuchać Boga niż ludzi”[2]. Lekarze mogą tego nie wiedzieć, bo nie są teologami, ale dlaczego ich duchowi mentorzy w tym pierwszeństwie prawa Bożego nad ludzkim zatrzymują się tylko na przykazaniu: „Nie zabijaj”? Przypomnę, że dekalog to dziesięć przykazań, a nie tylko jedno. A gdzie bezkompromisowa walka o drugie przykazanie? Jest kompletnie nieznane, a brzmi tak: „Nie czyń sobie podobizny rzeźbionej czegokolwiek, co jest na niebie w górze, i na ziemi w dole, i tego, co jest w wodzie pod ziemią. Nie będziesz się im kłaniał i nie będziesz im służył, gdyż Ja Pan, Bóg twój, jestem Bogiem zazdrosnym, który karze winę ojców na synach do trzeciego i czwartego pokolenia tych, którzy mnie nienawidzą. A okazuję łaskę do tysiącznego pokolenia tym, którzy mnie miłują i przestrzegają moich przykazań”[3]. Oj, wiele by się musiało w wystroju kościołów pozmieniać, gdyby tak potraktować to przykazanie serio... A gdzie bezkompromisowa walka o czwarte przykazanie? „Pamiętaj, abyś dzień sobotni święcił. Sześć dni robić będziesz i będziesz wykonywał wszystkie roboty twoje; ale dnia siódmego sabat Pana, Boga twego, jest: nie będziesz wykonywał weń żadnej roboty, ty i syn twój, i córka twoja, sługa twój i służebnica twoja, bydle twoje i gość, który jest między bramami twymi. Przez sześć dni bowiem czynił Pan niebo i ziemię, i morze, i wszystko, co w nich jest, a odpoczął dnia siódmego; i dlatego pobłogosławił Pan dniowi sobotniemu i poświęcił go”[4]. Też kompletnie nieznane, prawda? Zastąpione wieki po Chrystusie nic nieznaczącym: „Pamiętaj, abyś dzień święty święcił”.

Bezkompromisowość w sprawach wiary i sumienia jest dobra, ale pod warunkiem że nie jest wybiórcza. A tu najwyraźniej taka właśnie jest. Dlatego choć doceniam intencje sygnatariuszy Deklaracji, trudno by mi było, gdybym był lekarzem, się pod nią podpisać.

 

Przestroga

Nie znaczy to jednak, że popieram jej krytyków. Tym najbardziej zapiekłym krytykom obecności klauzuli sumienia, głoszącym wyższość prawa stanowionego nad prawem naturalnym i głosem sumienia, wypada przypomnieć Norymbergę. Tak właśnie tłumaczyli się zbrodniarze wojenni — że oni nie chcieli, ale takie mieli rozkazy, takie było prawo, więc musieli zabijać niewinnych i bezbronnych. Właśnie tu było miejsce na kierowanie się sumieniem. Tyle że oni go już nie mieli.

Na koniec puszczę wodze fantazji. Wielu ekonomistów pesymistycznie przewiduje, że w niedalekiej przyszłości mogą upaść systemy emerytalne, nie tylko w Polsce. Emeryci zostaliby pozbawieni środków do życia. Już dziś krąży dowcip, że na pytanie do premiera, jak żyć, pada odpowiedź: krótko. Jednocześnie dziwnym trafem media promują „postępowe” rozwiązanie problemu starości w postaci eutanazji jako „godnej śmierci”. Wypada życzyć dzisiejszym krytykom klauzuli sumienia, by nie obudzili się w niedalekiej przyszłości na łóżku szpitalnym, nad którym lekarze „bez sumienia” zdecydują za nich, że eutanazja będzie dla nich najlepszym wyjściem.

Olgierd Danielewicz

 

[1] Wj 21,22-23. [2] Dz 5,29. [3] Wj 20,4-6. [4] Wj 20,8-11 Biblia Jakuba Wujka.

 

[Artykuł ukazał się w miesięczniku „Znaki Czasu” 7-8/2014].

 

 

Autor: Olgierd Danielewicz