Kiedy słuchawka milczy…

Na pewno niejednemu i niejednej z was zdarzyło się w życiu przez własną głupotę zrezygnować ze szczęścia. Na własne życzenie. Później tego żałowaliście. Duma nie pozwalała być pierwszą osobą, która wyciągnie rękę… 

 

Bo też z jakiej racji? Dlaczego ja mam być pierwsza, niech on do mnie zadzwoni. Dlaczego ja mam być pierwszy, mogłaby chociaż napisać sms…

 

Przyjmując taką postawę, raczej niewiele osiągniemy, co? Ale ten tekst nie ma na celu pokazać ci, że należy odpuścić, poddać się i prawdopodobnie zbłaźnić. Chociaż tak naprawdę nie byłoby w tym niczego, co można określić tymi kryteriami. Jestem głęboko przekonany, że nieważne jak poważna jest sytuacja pomiędzy dwiema skłóconymi stronami, sprawa się prędzej czy później wyjaśni. Jeśli te osoby tylko tego chcą. Co do tego nie ma wątpliwości. Jeśli tym osobom wciąż zależy, żadna siła nie pokona ich uczucia.

Co innego, kiedy poddajemy taki związek w wątpliwości. Kiedy niby już wiemy, że nic z tego nie będzie, ale było przecież tak fajnie, że może jednak warto to kapkę przedłużyć? To przypomina trochę jazdę bez trzymanki, a już na pewno wygląda jak bieg pod wiatr. Ludzie myślą wówczas, a co tam, dobra, zaryzykuję i spróbuję, przecież warto, ale dla mnie nie jest to żadne ryzyko, to tylko poddanie się złudnym nadziejom. To ze strachu przed tym, że będziemy sami, trwamy w związkach bez przyszłości.

Ryzykiem – odwrotnie,  jest odejście, wybranie czegoś lepszego. I ja tak ryzykowałem. Rezygnowałem z jednego, na rzecz… niczego. Bo nie miałem absolutnie żadnej alternatywy. Czasami sam sobie się dziwiłem, ale po prostu robiłem to, co podpowiada mi moje wewnętrzne JA. Gdyby nie tamte decyzje, prawdopodobnie dzisiaj niewiele by się zmieniło. Wciąż bym trwał, zamiast iść za głosem serca. I nie ma tu mowy o żadnym rozsądku, bo gdyby się człowiek przez chwilę zastanowił, może by dostrzegł, jak wiele stracił, a jak mało zyskał. Ja nie mam na to jednak czasu, dlatego będę dryfował jak najdłużej się da, byleby nie dobić do portu.

Na pewno niejednemu i niejednej z was zdarzyło się w życiu przez własną głupotę zrezygnować ze szczęścia. Na własne życzenie. Później tego żałowaliście. Duma nie pozwalała być pierwszą osobą, która wyciągnie rękę… i bardzo dobrze! To wszystko minie, kiedy na horyzoncie pojawi się jakaś inna, dryfująca tratwa.