Kiedy miłość zamienia się w posiadanie

Przecież cię kocham. I daję ci siebie, ale nie mogę dać ci wszystkiego. Jest część mnie, która należy tylko do mnie, a ty tej części pragniesz najbardziej.

Przecież cię kocham. I daję ci siebie, ale nie mogę dać ci wszystkiego. Jest część mnie, która należy tylko do mnie, a ty tej części pragniesz najbardziej.

 

Czasami jestem kolcem i na zewnątrz wystawiam tylko ostry szpikulec. Boję się wtedy przytulić do ciebie, żeby cię nie zranić. Będziesz widział wtedy moje oczy i będziesz wiedział, że nie jestem naprawdę z tobą. Moje ciało nie reaguje na twój dotyk, bo nawet moje ciało też wtedy nie jest z tobą.

- Powiedz, co się stało?- ściągasz mnie z powrotem na ziemię i widzę, jak z uwagą wpatrujesz się w moją twarz. Twoje oczy ciepłym blaskiem przypominają mi, dlaczego tu jestem i przez chwilę patrząc na swoje odbicie w źrenicach zatapiam się w tobie. Jest mi dobrze, kiedy głaskasz moje włosy, lekko próbując przytrzymać w palcach niektóre kosmyki. Nie chcę jednak rozmawiać z tobą. Nie chcę dzielić się swoim oddaleniem. To tylko ja, gdziekolwiek jestem. To tylko ja mam dostęp do tego gdziekolwiek.

Przestaję zaglądać w głąb twoich oczu i jeszcze przez chwilę staram się wynagrodzić ci niedawną nieobecność. Dotykam ust, lekko je całuję i odsuwam się. Z daleka łatwiej jest odmówić.

- Dlaczego o to pytasz?- staram się, żeby pytanie brzmiało naturalną ciekawością, ale mam wrażenie, że wiesz, że tylko odwlekam odpowiedź.

- Chciałbym wiedzieć- dotykiem tak miękkim jak głos nadal pieścisz moją twarz.

- Nie musisz- odsuwam się znowu, budując bezpieczną odległośc między mną, a twoimi pytaniami. Trochę zaskoczona jestem  poirytowaniem, którego jeszcze starasz się nie okazywać.

- Może mógłbym ci pomóc- mówisz i teraz już wyraźnie wyczuwam w twoim głosie jakąś zaczepkę, choć z pozoru w całym obrazku nic się nie zmieniło.

- To nie chodzi o ciebie- kłamię, ale pocieszam się, że to tylko część prawdy. O reszcie przecież nie wspomniałam.

- Tym bardziej chciałbym ci pomóc- rozwiewasz moją nadzieję, że zrezygnujesz z tematu, który ciebie nie dotyczy.

- Dlaczego?- chłód już bije z mojego tonu, a ty reagujesz zupełnie niespodziewanie:

- Bo cię kocham!- krzyczysz, a ja ze zdziwieniem stwierdzam, że to solidny argument, żeby wejść ze mną w to moje gdziekolwiek. Mimo to nadal jestem kolcem, choć przez chwilę pozbawionym zdolności mówienia.

A ty wykorzystujesz tą chwilę, żeby przekazać mi to, czego sama powinnam być świadoma. Czego jestem świadoma, ale...to nie są moje potrzeby; to nie ja czuję się jak ulubiona maskotka, którą można odłożyć na półkę kiedy się znudzi, a później znów po nią sięgnąć.

Czy maskotki potrafią płakać?

Patrzę ci w oczy i staram się, żebyś zobaczył, że rozumiem to wszystko, o czym mówisz. Ja tylko nie wszystko chcę wypróbować na sobie. Nawet dla ciebie.

Słucham chyba długo tłumionego potoku słów i czuję się jak dziewczynka, która zapomniała o lalce zgubionej pod drzewami.

A ty przecież nie jesteś pozbawiony prawa decydowania o swoim szczęściu. Ty tylko chcesz, żebym cię kochała. Przecież cię kocham. I daję ci siebie, ale nie mogę dać ci wszystkiego. Jest część mnie, która należy tylko do mnie. A ty tej części pragniesz najbardziej.

- Chcę być razem z tobą- mówisz- chcę nie tylko bawić się z tobą, ale jestem też po to, żeby ci pomóc. Chciałbym, żebyś oczekiwała mojej pomocy i mówiła mi o tym- patrzysz na mnie oczekując chyba, że ci to obiecam. Moje milczenie prowokuje cię do kolejnego ataku:

- Chcę być w twoim życiu, a nie tylko w twoim łóżku!

- Jesteś moim życiem- odpowiadam, choć zraniło mnie ostatnie zdanie. Nie powinieneś tego mówić, nie tonem prawdy.

- Więc powiesz mi, co się stało?- w głosie słychać coś na kształt nadziei.

- Nie- szybko udało mi się zgasić dopiero co rozpalone iskierki. Czytam teraz z westchnienia, że nic nie dały wszystkie twoje argumenty, nie udało ci się mnie przekonać.

- Nie ufasz mi?- stwierdzasz raczej niż pytasz.

- Nie zamknę oczu i nie pozwolę ci się prowadzić- próbuję powoli przyzwyczajać cię do tego, że nie jesteś mi niezbędny.

- Jest ktoś, komu pozwolisz? Znam go?

- Tak- świadomie prowokuję cię do zaciśnięcia szczęk- To ja- dodaję po chwili.

- Więc po prostu nie zależy ci na mnie- kolejne stwierdzenie pada z twoich ust- nie kochasz mnie.

- Kocham- patrzę na dym unoszący się z zapalonego właśnie przez ciebie papierosa.

- Ale nie tak bardzo, jak siebie, prawda?- zarzucasz mi znowu egoizm i zaczyna mnie już to męczyć.

- Nie wiem, co do siebie czuję- odwracam się do okna i zastanawiam się, jak wytłumaczyć ci, że dusi mnie twoja opiekuńczość. Jak przekazać ci, że lubię, kiedy otwierasz przede mną drzwi, dbasz o wygody i okazujesz mi swoje uczucia, ale nie znoszę, kiedy budujesz nade mną klosz, gdy jakaś część codzienności daje mi się we znaki. Gdy czasami brakuje mi chęci, żeby z kimkolwiek podzielić się wiadomością, że nagle mocno dostałam po głowie. Zamykam się i milczę; sama szukam swojego odbicia. Milczę, chociaż wiem, że milczenie boli.

A może chcę cię zranić. Może właśnie dzisiaj chcę ci pokazać, że nigdy nie zatracę się w tobie bez reszty. Już tak nie potrafię.

Czy wiesz, czemu ginie tak dużo ślimaków? Mają kruche muszle i są takie delikatne. Moją muszlę kiedyś ktoś zdeptał. Udało mi się wtedy schować w samym jej rogu. To wystarczyło, żeby odbudować ją na nowo, ale zanim to się stało, zapomniałam, jak wyglądała kiedyś. Teraz w środku nie jest już taka ciasna, ale niełatwo z niej wyjść. Wejść do niej też nie.  Zbudowałam ją odwrotnie, teraz to ja mam duże wnętrze, gdzie mam miejsce tylko dla siebie. Tam jest krucho i delikatnie, to tam potrafię jeszcze płakać, chociaż czasami łzy kapią do kieliszka z czerwonym winem. Tam cię kocham, chociaż trudno jest ci to dostrzec przez ciasne wejście, zbudowane z tego rogu, w którym się kiedyś schowałam. I nawet nie wiesz, jak ten róg stwardniał od tamtej pory. Jak z łatwością przebija teraz skorupki innych ślimaków. Tych, których jeszcze nikt nie zdeptał i tych, które budują nowe muszle. Czy twoja skorupka jest jeszcze bardzo krucha?

Ja nie staram się jej zniszczyć, robisz to sam. Rozbijasz się, próbując głębiej wejść we mnie.  Skruszysz się, zanim znajdziesz drogę do mojego wnętrza, a ja ci w tym nie pomogę, chociaż nigdy nie chciałam cię stracić. Nigdy nie chciałam cię odtrącić.

Nigdy nie pozwolę ci wejść do wnętrza mojej muszli.

Możesz próbować, ale już teraz widzę, jak dużo tracisz. Cały czas płacisz za to, ale tylko u ciebie dostrzegłam coś, co mimo wszystko pozwala ci iść naprzód. Ty mnie kochasz i dlatego nie widzisz, że rozbijasz się próbując dotrzeć do środka mojej niezależności. Nie wiesz, że jeszcze nie udało ci się tam dotrzeć i nie wiesz, że jeszcze dużo stracisz, żeby nie dotrzeć tam nigdy.

Nie usłyszysz, że jesteś w centrum mojego istnienia, że masz mnie bez reszty, że pozwoliłam ci dotknąć tego, na co tak długo czekasz.  I przez cały ten czas to przestajesz być ty. Każdy kolejny krok naprzód kosztuje cię kawałek siebie i sam widzisz, że stajesz się słabszy; a ja znam już tyle miejsc, gdzie mogę uderzyć.

Jednak kobieta nie niszczy swojego mężczyzny, nie musi. Wystarczy, że jakaś jej część nie dostanie się w jego ręce, a on rozbije się, próbując za wszelką cenę dostać wszystko. Nie chcę, żebyś chciał ode mnie wszystkiego; nie chcę, żebyś zgubił się próbując mnie odnaleźć.

W twoich oczach znowu widzę pretensję. Znów całowałeś mnie, a ja nawet tego nie czułam. Teraz już jednak otwieram się pod dotykiem palców. Znam sposób, w jaki udowadniasz samemu sobie posiadanie mnie, a ja lubię ci się wtedy poddawać. Z niecierpliwością przesuwam się w twoją stronę i pozwalam zanurzać ci się tak głęboko, jak tego chcesz. Lekko sięgam ustami twoich warg, a ty natychmiast wykorzystujesz to, żeby jeszcze raz delikatną pieszczotę zamienić w przekonanie mnie, że tylko ty masz prawo całować mnie tak zachłannie. Zawsze, kiedykolwiek zechcesz.

Na chwilę zapomniałeś o zawłaszczeniu mną bez reszty. Twoje tętno zaczyna już jednak zwalniać i zbliża się moment kolejnych pytań. Mam nadzieję, że nie powrócisz do poprzedniego tematu. Nie chcę cię ranić, a mimo to nie usłyszysz odpowiedzi, chociaż wiem, że moje milczenie też boli.