Kaskaderzy

" ...w życiu chodzi o to, by być trochę niemożliwym..." Oskar Wilde

 

Marcinowi Sznajderowi dedykuję…

 82d334e2f65f12666fa41a8eba7bbd7d.jpg

Obserwowałem ich latami – bliżsi odwadze? czy okazji?

Ludzie, którzy zafundowali sobie na życie pogardę ryzyka, pomysł na popularność za parę złotych.

Anonimowi, lecz w naśladownictwie nieosiągalni… dla wielu….

Utkani z instynktu samozachowawczego, któremu sami stawiają  warunek - przetrwanie.

Odważniejsi od swojego strachu, który skrada się za nimi jak kot.

Gotowi dla swojego mitu na wiele, np.:

-        rzucać się głową w dół z  wielopiętrowego poziomu,

-        skakać z helikoptera na czubki drzew, wierząc, że trafią w zabezpieczenie zrobione z materacy i tekturowych pudełek,

-        przedłużać pobyt pod wodą do granic wytrzymałości,

-        skakać do rzeki z  dachu pędzącego pociągu,

-        wyskakiwać z palących, jadących samochodów,

-        oblewać się  napalmem i podpalać z nadzieją zaledwie, że azbestowo-ochronny kombinezon ich nie zawiedzie…itp.

Obserwowałem ich na planach filmowych i  rewiowych popisach. Zawsze stawiali sobie jedno zadanie - znaleźć się poza krawędzią pozornego rozsądku, sprzedać swoją odwagę, może desperację?

Mistrzowie kilku sekund zaistnienia..

c5d7fd998e2e5cd0e568ec59805f2ab7.jpg

A splendor spadał na wykonawcę roli. Aktora, aktorkę, którzy często, bezradni, o ryzyku nie mieli wielkiego pojęcia..

Bohaterowie kilku sekund ujęcia. Ci najlepsi, zaproszeni przez Polańskiego do jego słynnych „Piratów”. Zadziwieni filmowcy całego świata nie mogli zrozumieć ich wielostronności  Pukali się w czoło –  sztuka tej skali bez specjalizacji?

Podejmowali się rzeczy niemożliwych.

Sami wymagali od widzów tylko jednego - wiary…że się im  uda, że będą mieli szansę na następnego dubla…

Wiele razy nie mieli.

Stanowili elitarną grupę do dyspozycji nie tylko polskiej kinematografii. Upływający czas był ich  największym przeciwnikiem. Ryzyko rosło. Z czasem mieli wielu naśladowców o różnej skali umiejętności.

Ogień, skoki, walki na pięści i wszelką białą broń, konna woltyżerka, wybuchy…cieszyli się swoimi wyczynami, ryzykiem jak dzieci…

I przez kierowników produkcji finansowo byli opłacani i traktowani jak dzieci.

To jeden z tych nielicznych zawodów, w którym nie da się oszukać nikogo ani niczego a najmniej samego siebie.

Opowiadając o swej pracy ubarwiali ją, tworząc anegdoty i legendy jak starzy myśliwi.

Ziutek, Bogdan, Władek, Dziunek, Krzysiek - kilku zaledwie tu wymienionych, a było wielu innych. Były też dziewczyny – nieliczne.

Kilkoro z nich nie wróciło z tej podróży…

527b18ea0c6924525614595449df5a4e.jpg

Czas,  który opisuję był dla nich okrutny. Prawnie pozbawieni możliwości odszkodowań i  formalnych ubezpieczeń. Firmy asekuracyjne śmiały się im w twarz „he he praca na własne ryzyko, na własne życzenie…”

A oni, mimo to zapisali wspaniałe kadry na filmowej taśmie.

Pokaleczeni,  poturbowani, połamani, poparzeni oczekiwali od losu tylko jednego…wiary w siebie.

Wieczorami w hotelu potrafili mówić i analizować swoje wyczyny bez końca, klecąc ze sznurka, skóry, plastiku i blachy swoje zabezpieczenia. Kilka godzin potem  już byli na planie,  kiedy ekipy filmowe jeszcze słodko spały…

Teraz, po latach, spotykamy się i chyba najgłupszym pytaniem jakie chcą usłyszeć -  to pytanie: „jak zdrowie?”

Zmęczeni, anonimowi,  przez wiele lat  bez prawa do emerytury.

Spotykamy się czasem przypadkiem  i po prostu idziemy na piwo.

Wiem, że i Marcin należał do nich…

© Janusz D.