Język polski wg Mirnala

Jako Polak jestem rozczarowany niektórymi słowami zamieszczonymi w słownikach języka polskiego. Według mnie nie spełniają pierwiastka polskości.

 

dyktando  

 

   Poprawnie utworzone (np. spolszczone) polskie słowa są zapisane i wymawiane wg polskich zasad językowych. Wyrazy weekend, Bhutan, bizneswoman, stewardessa nie są (wg mnie) wyrazami polskimi.

   Moje propozycje mogą wydawać się kontrowersyjne i z pewnością nie wszystkim przypadną do gustu. Sympatyczna dyskusja to jedna z form międzyludzkich kontaktów w kulturalnym społeczeństwie.

   Myśleć należy konstruktywnie, a nie delektować się istniejącymi brakami

                                                                                                     Inny słownik języka polskiego PWN

                                                                                                                                       Warszawa 2000

 

blog – D. blogu, B. blog zamiast D. i B. bloga   

post – D. postu, B. post zamiast D. i B. posta (niezależnie od znaczenia) 


min – międzynarodowy skrót minuta jako jednostka stosowana wespół z h, s (podobnie dr.)

min. – polski skrót minuta jako jednostka stosowana wespół z godz., sek. (podobnie dr)

   Nazwy geograficzne

   Proponuję polskie nazwy w miejsce dotychczasowych spolszczonych lub niespolszczonych nazw.

   Historyczne lub współczesne nazwy miast, regionów, państw mogą posiadać swe odpowiedniki w każdym języku naszej planety, Ziemi. Im bardziej znana jest miejscowość, tym więcej kultur przyswaja jej nazwę, a czyni to poprzez ukucie dla niej swej lokalnej (językowo) nazwy. Można przyjąć z niedużym błędem, że Kraków, Londyn, Moskwa, Paryż, Troja, Warszawa, Wenecja i tysiące innych nazw geograficznych mają niemal w każdym języku inne brzmienie i pisownię. Nic w tym złego, wręcz przeciwnie - jest to oznaką i miarą sławy takiej nazwy w świecie. Są polskie miejscowości trudne do wymówienia, jak choćby Gdańsk, Wrocław czy Łódź, które ze względu na brak typowo polskich czcionek mogą być pisane przez nie-Polaków jako Gdansk, Wroclaw czy Lodz. Świat może je także przyswajać za pośrednictwem języka niemieckiego lub łacińskiego, przy czym na jedną z tych dróg spoglądamy życzliwiej.

   Istnieje szereg znanych nazw, które w wielu językach mają identyczną pisownię - Australia, Berlin, Oslo czy Panama. Są to nazwy niejako uprzywilejowane - wprawdzie niemal w każdym języku wymawiane są nieco inaczej (w szczególności podlegają rozmaitym sposobom akcentowania), ale ich pisownia (przynajmniej dla Ziemian posługujących się alfabetem łacińskim) jest przypadkiem wyjątkowo przyjazna - nie ma potrzeby tworzenia nowych wyrazów, które będą stosowane jedynie przez lokalnych mieszkańców pewnych rejonów naszego globu. Większość nazw jest mniej przyjazna dla języków naszej globalnej wioski.

   Na Brześć, Pekin, Rzym czy Wiedeń, mówimy (a w ślad za tym również piszemy) zupełnie inaczej, niż mieszkańcy tych miast.

   Biorąc pod uwagę wszelkie deklaracje chroniące nasz język przed obcym zalewem i polskawą twórczością, dla wielu geograficznych nazw należałoby utworzyć polskie odpowiedniki zastępujące nazwy oryginalne, które z różnych powodów są dla Polaków trudne do zapamiętania, napisania lub wymówienia, zwłaszcza że wymykają się odwiecznemu językowemu poczuciu naszych rodaków. Jeśli mówimy o przyjazności w wielu dziedzinach, to należy także wyraźnie powiedzieć - istnieje szereg niepolskich nazw funkcjonujących w naszej mowie, które nie są przyjazne naszemu językowi.

   W dobie internetu należy poznawać obce języki, zwłaszcza język angielski, ale niepolskie słowa należy (w miarę możliwości) czynić przyjaźniejszymi naszej mowie, czyli należy je uprzyjaźniać.

   Tworząc polskie nazwy geograficzne (spostrzeżenia dotyczą także innych dziedzin) należy kierować się zasadami, które w większości zostały wyartykułowane w internecie przez Radę Języka Polskiego -  www.rjp.pl.

   Zatem polskie odpowiedniki obcych geograficznych nazw:

  1. nie powinny zawierać liter spoza polskiego alfabetu, w szczególności q, v oraz x;
  2. nie powinny rozpoczynać się od litery y;
  3. nie powinny zawierać niewymawianego (niemego) h;
  4. nie powinny zawierać zdwojeń (dwóch kolejnych jednakowych liter), chyba że mają one być wyraźnie wymawiane;
  5. zasadniczo nie powinny zawierać par gy, hy, jy, ky, ly; di, łi, ri, ti, żi; także czi, dżi, szi, rzi;
  6. zasadniczo pary ci, ni, si, zi powinny być wymawiane zgodnie z zasadami naszego języka;
  7. powinny być wymawiane (poza omówionymi wyjątkami) zgodnie z polskimi zasadami odwzorowania pisma za pomocą mowy;
  8. powinny mieć zakończenia umożliwiające łatwą identyfikację rodzaju;
  9. powinny być odmienialne przez przypadki;
  10. powinny być akcentowane zgodnie z zasadami naszego języka.

   Oczywiście, stosowanie polskich nazw nie przekreślałoby używania dotychczasowych oryginalnych nazw. Wszak na pocztowych kopertach, informacjach kolejowych i lotniczych - z oczywistych powodów - powinny być stosowane nazwy oryginalne. Mamy uznane pary (oryginalne i polskie) nazw geograficznych: Aachen – Akwizgran, Andorra – Andora, Assisi – Asyż, Bayern – Bawaria, Bruxelles – Bruksela, Edinburgh – Edynburg, Elbe – Łaba, Firenze – Florencja, Hannover – Hanower, Istambul – Stambuł, Kaunas – Kowno, Kiel - Kilonia, Leipzig – Lipsk, New York – Nowy Jork, Nürnberg – Norymberga, Po – Pad, Schleswig-Holstein – Szlezwik-Holsztyn, Stockholm – Sztokholm, Thames – Tamiza, Tokyo – Tokio, Vaticano – Watykan, Versailles – Wersal, Washington – Waszyngton, Wien – Wiedeń.

   Pewne nazwy funkcjonują wyłącznie w języku polskim (rzadziej także w innych obcych językach, i to raczej przypadkowo), gdyż stosowanie oryginalnej pisowni jest niemożliwe z powodu braku niektórych czcionek - Bukareszt i Kopenhaga (większość Polaków nie napisze tych nazw poprawnie w oryginalnych językach). Istnieją nazwy niestosowane nie tylko przez Polaków, ale także przez innych mieszkańców naszego globu - Bangkok zamiast Krung Thep, Dublin zamiast Baile Atha Cliath.

   Istnieją nazwy przyjęte poprzez tłumaczenie - Morze Czarne, Przylądek Dobrej Nadziei, Wybrzeże Kości Słoniowej, Żółta Rzeka, choć - zwłaszcza dla nazw miast i krajów - nie wydaje się ta metoda zbyt elegancka (słusznie nie przetłumaczono na nasz język szeregu nazw (niemieckie miasto Essen, największa wyspa Grenlandia).

   Szereg nazw przystosowano na drodze fonetycznej: Abidżan, Dżakarta, Dżibuti. Wiele geograficznych nazw jest protoplastami słów dzisiaj powszechnie stosowanych, o czym często nie pamiętamy, zaś inne mogą w naszym języku przypadkowo oznaczać słowa najzupełniej pospolite: Akron, Arak, Arras, Azory, Bikini, Czad, Karat, Karimata, Katar, Komory, Koper, Kreta, Kura, Lima, Marmolada, Marna, Oka, Ospa, Rabat, Ronda, Saloniki, Sejm, Sens, Sitka, Skopie, Tuła, Uda, Wolta, Włochy, Zagrzeb, Zero; także fonetycznie - Piura. Dla Anglików interesująca może być nazwa polskiego miasta Police.

  Propozycja - obecna nazwa

Piongiang (IDENTYCZNIE po baskijsku; po chorw., słoweńsku, fińsku i isl. oraz zapewne po polsku przed 1936 Pjongjang; po czesku, słowacku i dolnołużycku Pchjongjang, niem. Pjöngjang, wolapik Pyöngyang, łac. Pyeongyang, hiszp. Pionyang, ang. i fr., port., est., szw., norw., niderl., ital., turecku Pyongyang, po rum. i w językach cyrylickich Phenian; ta dawna nazwa podobnie w węg., łot i lit.) - Pjongjang (stolica Korei Północnej)  [jeśli wymawiamy J, to po P oraz po G piszemy I]

Dublin [dublin] (w białor., czuwaskim, kazaskim, kirg., mongol., czeczeńskim, ros. i ukr. druga litera U i tak wymawiana - cyrylica; w esper. i ital. Dublino, sardyńskim Dublinu, łac. Dublinum, łot. Dublina, lit. Dublinas, isl. Dyflinn, irl. Baile Átha Cliath) - Dublin [dablin] (w rusińskim i serbskim druga litera A i tak wymawiana - cyrylica) [w wielu językach wymawiane jest U; w starszych słownikach taka była właściwa wymowa]

Darwin [darvin] (po azerbejdżańsku Darvin, łot. Dārvina, lit. Darvinas i esper. Darvino; w białor., bułg., kazaskim, jakuckim, serb., mongol., ros. i ukr. czwarta litera W i tak wymawiana - cyrylica) - Darwin [daruyn [w wielu językach wymawiane jest W - winda]

Erewań (po bośniacku, czesku, słowacku, duńsku, est., isl., węg., niderl., norw., szw. i fińsku Jerevan, niem. Jerewan, ang. i wolapik Yerevan, hiszp., fr., chorw., ital., port., rum., bask. i słoweńsku Erevan, esper. Erevano, łac. Erevanum, łot. Erevāna, lit. Jerevanas) - Erywań [należy pozostać przy dawnej nazwie; w żadnym języku drugą literą nie jest Y]

Newada (IDENTYCZNIE po śląsku) - Nevada [nie ma przeszkód, aby niepolską literę V zastąpić W]

Odesa (IDENTYCZNIE po asturyjsku, baskijsku, gagausku, bośniacku, chorw., rum., słowacku, słoweńsku, łot., lit., turkmeńsku i wolapik; w śląskim Uodesa; jedno S także w czeskim, esper., bułg., białor., maced., rusińskim, serb. i ukr.) - Odessa  [w wielu językach pisane i wymawiane jest jedno S]

Rejkiawik (asturyjski i hiszp. Reikiavik, galicyjski Reiquiavik, esper. Rejkjaviko, irl. Réicivíc, łac. Reykiavica, łot. Reikjavīka) - Reykiavik  [w wielu językach nazwa nie jest kopią oryginału; w starszych polskich słownikach taka była właściwa pisownia]

Lichtensztajn lub Lichtensztyn (po bawarsku Liachtnstoa, bośniacku, chorw. i słoweńsku Lihtenštajn, czesku Lichtenštejnsko, słowacku Lichtenštajnsko, esper. Liĥtenŝtejno, farersku Liktinstein, gagausku i turkmeńsku Lihtenşteyn, turecku Lihtenştayn, hawajsku Likenekaina, łac. Lichtenstenum, łot. Lihtenšteina) - Liechtenstein  [w wielu językach nazwa nie jest kopią oryginału, lecz przystosowano ją do danego języka] 

Waducja lub Waduza (po azerbejdżańsku Vaduts, irl. Vadús, łot. Vaduca, lit. Vaducas; w językach cyrylickich na końcu -C) - Vaduz  [w wielu językach nazwa nie jest kopią oryginału; zakończenia są charakterystyczne dla tych języków] (stolica Lichtensztajnu lub Lichtensztynu)

Kosowia (po łac. Kosovia; po gagausku i kornijsku, łot. i alb. Kosova, asturyjsku Kosovu, lit. Kosovas, wolapik Kosovän, ang. i inne Kosovo) Kosowo [w wielu językach nazwa nie jest kopią oryginału; patrz w łacinie] (stolica Prisztina, alb. Prishtina; prop. Prysztyna)

Fareria (po farersku Føroyar, lit. Farerai, niem. Färöer, węg. Feröer, niderl. Faeröer, szw. Färöarna, esper. Ferooj, łac. Faeroae) - Wyspy Owcze [w wielu językach nazwa nie jest kopią oryginału, lecz przystosowano ją do danego języka] 

Gwinea Bisawa lub Bisawia (fulani Gine-Bisaawo, esper. Gvineo Bisaŭa, po malt. Ginea Bissaw, łot. Gvineja-Bisava, isl. Gínea-Bissá, walijsku Gini Bisaw, chorw. Gvineja Bisau, śląsku Gwinyjo Bissau) - Gwinea Bissau [w wielu językach nazwa nie jest kopią oryginału; patrz pojedyncze S oraz W zamiast U]  (stolica Bissau - prop. Bisawa)

Leonia (esper. Sieraleono, wolapik Sieraleonän, po łot. Sjerraleone, chorw. Sijera Leone, farersku, hiszp. i bask. Sierra Leona, port. Serra Leoa) - Sierra Leone  [w wielu językach nazwa nie jest kopią oryginału; patrz różne zmiękczenia S, pojedyncze R i zakończenia inne niż -E]

Iworia (po niderl. Ivoorkust, łot. Kotdivuāra, wolapik Viorajolän, słowacku Pobrežie Slonoviny, śląsku Wybrzeże Elefantowych Gnatůw) - Wybrzeże Kości Słoniowej [nazwa nie powinna być tłumaczeniem i powinna być lapidarna] (stolica Jamusukro - fr. Yamoussoukro)

Malia (IDENTYCZNIE po łacinie; w esper. Malio, lit. Malis, weneckim Małì) Mali [w paru językach nazwa nie jest kopią oryginału, lecz przystosowano ją do danego języka; deklinacja; patrz w łacinie] (stolica Bamako - po fr. i niemal we wszystkich innych Bamako)

Malawia (łac. Malavia, łot. Malāvija, esper. Malavio, zachodniofryzyjski Malawy) Malawi [w paru językach nazwa nie jest kopią oryginału, lecz przystosowano ją do danego języka; deklinacja; wymowa W; patrz w łacinie] (stolica Lilongwe, esper. Lilongvo - prop. Lilongwa

Suazja lub Swazja (łac. Swazia) Suazi (od 2018 Eswatini - po polsku raczej Eswatynia[problem typu Ruanda - Rwanda; deklinacja; patrz w łacinie] (stolica Mbabane w niemal wszystkich językach, esper. Mbabano - prop. Mbabana

Burkinia (po słowacku Burkina, wolapik Burkinän, esper. Burkino, malgasku Borkina Faso) Burkina Faso [w paru językach nazwa nie jest kopią oryginału, lecz przystosowano ją do danego języka; także skrócono] 

Burundia (IDENTYCZNIE po łacinie; w łot. Burundija, malgaskim Borondy, esper. Burundo) Burundi [w paru językach nazwa nie jest kopią oryginału, lecz przystosowano ją do danego języka; możliwa deklinacja] (stolica Bużumbura - w wielu językach Bujumbura; w lit. i łot Bužumbura)

Malgasja (w znakomitej większości języków Madagaskar lub podobnie; kongo Malagasi, wolapik Malagaseän) - Republika Malgaska (obecnie po polsku Madagaskar) [od wielu lat ponownie Madagaskar] (stolica Antananarywa - ang. i inne Antananarivo)

Zymbawia (po farersku Simbabvi, irl. tSiombáib, łac. Zimbabua) Zimbabwe [w paru językach nazwa nie jest kopią oryginału, lecz przystosowano ją do danego języka; możliwa deklinacja] (d. Rodezja - ang. i inne Rhodesia; stolica Harare - prop. deklinowalne Harara)

Mianmar (IDENTYCZNIE po bułgarsku; w lit. Mianmaras, italskim, weneckim i łac. Birmania - w kilku językach, w tym po śląsku, poprzednia nazwa, czyli Birma/Burma) Myanmar lub Mjanma [jeśli wymawiamy J, to po M piszemy I; obecne nazwy przyjęte do słownika NIE są zgodne z zasadami języka polskiego!]

Bengalia Bangladesz [proponowana nazwa stosowana tuż po uzyskaniu niepodległości w 1970] 

Brunea (po białor., ros., serb., ukr., czesku, chorw., maced., słowacku i słoweńsku Brunej, esper. Brunejo, lit. Brunejus, łot. Bruneja) Brunei [w paru językach nazwa nie jest kopią oryginału, lecz przystosowano ją do danego języka; możliwa deklinacja] 

Saudia Arabia Saudyjska [krótka nazwa; mieszkańcy - prop. Saud, Saudzi] (stolica Rijad - podobnie w innych językach, także Riad i Riyad)

Maledywia (państwo; lit. Maldyvai) i Maledywy (wyspy; białoruski -dywy) - Malediwy [w paru językach nazwa nie jest kopią oryginału; DY zamiast DI]

Lanka lub Lankia (esper. Srilanko, łac. Srilanca, słoweński i łot. Šrilanka, maoryjski Hīraka) Sri Lanka [w paru językach nazwa nie jest kopią oryginału]

Welington (esper. Velingtono, łot. Velingtona, lit. Velingtonas; w białor. bułg., maced., serbskim również jedno L)  Wellington [wymowa W oraz jedno L - patrz kalosze welingtony(stolica Nowej Zelandii)

Brasylia - Brasilia (stolica); Brazylia (państwo)

Chilia [chilja] (IDENTYCZNIE po łacinie; po bask. Txile, korsyk. i italsku Cile, walijsku Tsile, farersku Kili, zachodniofryzyjsku Sily) Chile [w paru językach nazwa nie jest kopią oryginału; CH wymawiane jak Chiny; deklinacja; patrz w łacinie] 

Beliza (po bośniacku Beliz, farersku i islandzku Belis, łot. i łac. Beliza, lit. Belizas) - Belize [w paru językach nazwa nie jest kopią oryginału; możliwa deklinacja]

Peruwia (łac. Peruvia; po ajmarsku Piruw, walijsku Periw, albańsku Peruja, ) Peru [w paru językach nazwa nie jest kopią oryginału; możliwa deklinacja; patrz w łacinie; nazwa sugerowana wyrazem peruwiański] (stolica Lima - w niemal wszystkich językach)

Kwitia (po ajmarsku Kitu, azerbejdżańsku, łot. i esper. Kito, lit. Kitas) - Quito (stolica Ekwadoru, nie Ecuadoru[w paru językach nazwa nie jest kopią oryginału; KW zamiast QU; możliwa deklinacja]

Asuncja (pod. Florencja, Francja, Moguncja, Walencja; po islandzku Asúnsjón, lit. Asunsjonas, łot. Asunsjona) - Asunción (stolica Paragwaju, nie Paraguayu) [w paru językach nazwa nie jest kopią oryginału; możliwa deklinacja]

Montewideo - Montevideo (stolica Urugwaju, nie Uruguayu) [w naszym języku piszemy W zamiast V]

Rejkiawik (po irlandzku Réicivíc, esper. Rejkjaviko) - Reykjavik [w paru językach nazwa nie jest kopią oryginału; w naszym języku piszemy J zamiast Y oraz I po K, jeśli wymawiamy J] 

Bordo (IDENTYCZNIE po azerbejdżańsku, piemoncku, lit., łot. i w kongo) Bordeaux [w paru językach nazwa nie jest kopią oryginału - EAUX zastąpiono O]

Wankuwer (po litewsku Vankuveris, łotewsku Vankūvera, esper. Vankuvero) Vancouver [w paru językach nazwa nie jest kopią oryginału; w naszym języku piszemy W zamiast V]  

Waleta (IDENTYCZNIE po białorusku, bułgarsku i macedońsku; w lit. Valeta) - La Valletta [w paru językach nazwa nie jest kopią oryginału - pojedyncze L oraz T; w naszym języku piszemy W zamiast V] 

Talin (także po białorusku, bułgarsku, macedońsku, serbsku i słoweńsku; w lit. Talinas, esper. Talino) - Tallinn  [w paru językach nazwa nie jest kopią oryginału - pojedyncze L oraz N, jeśli nie wymawiamy podwójnie] 

Kanbera (IDENTYCZNIE po litewsku i łotewsku oraz w ten sposób zapisano w Rozporządzeniu MSZ z 2004 pod. lp. 8) - Canberra  [w paru językach nazwa nie jest kopią oryginału - pojedyncze R oraz piszemy K zamiast C] 

Karakas (IDENTYCZNIE po azerbejdżańsku i islandzku; do Karakasu; lit. Karakasas, łot. Karakasa) - Caracas [w paru językach nazwa nie jest kopią oryginału; piszemy K zamiast C; deklinacja] 

Butan (IDENTYCZNIE po aragońsku, hiszp., farersku, chorw., isl., malt. i słoweńsku; w esper., łac., portug., lit. i łot. bez H) - Bhutan [w wielu językach nazwa nie jest kopią oryginału; w piśmie ignorujemy nieme H]

Lesoto (IDENTYCZNIE po aragońsku, hiszp., esper., farersku, chorw., islandzku, malt. i łot.; w lit. bez H) - Lesotho [w wielu językach nazwa nie jest kopią oryginału; w piśmie ignorujemy nieme H]

Gana (IDENTYCZNIE po farersku, lit., łot., portug., słoweńsku, irlandzku, islandzku, chorwacku i turecku; w esperanto bez H) - Ghana [w wielu językach nazwa nie jest kopią oryginału; w piśmie ignorujemy nieme H]

Deli (IDENTYCZNIE po portug. i turkmeńsku; w czeskim, słowackim, islandzkim, łacińskim, lit. i łot. bez H) - Delhi [w wielu językach nazwa nie jest kopią oryginału; w piśmie ignorujemy nieme H]

Lasa (IDENTYCZNIE po islandzku i słoweńsku; w irlandzkim, portug., esperanto i lit. bez H) - Lhasa [w wielu językach nazwa nie jest kopią oryginału; w piśmie ignorujemy nieme H]

Magreb (IDENTYCZNIE po bask., rumuńsku, słoweńsku i węg.; w portug., katalońskim, esperanto, estońskim, lit. i łot. bez H) - Maghreb [w wielu językach nazwa nie jest kopią oryginału; w piśmie ignorujemy nieme H]

   Przykładem udanego spolszczenia nazwy amerykańskiego państwa jest Portoryko (Puerto Rico), w której dokonano trzech fonetycznych przeobrażeń oraz zredukowano liczbę wyrazów. Podobnie postąpiono z nazwą państwa Kostaryka (Costa Rica).

   Dobrym przykładem spolszczenia może być również nazwa stolicy Laosu - Vientiane, którą teraz określamy jako Wientian, choć może byłaby ładniejsza jako Wientiana, zwłaszcza że w obecnej formie może kojarzyć się z Wietnamem...

   W naszym języku nie piszemy niemego h. W przeciwnym razie mielibyśmy słowa: Afghanistan, Esthera, ghetto, letharg, marathon, Nazareth, pathos, Rhen, rhytm, Thailandia, thalia, theza, zenith. Powinniśmy przypomnieć sobie tę zasadę i... zastosować ją: Bhutan – Butan (a. Butania), Lesotho – Lesoto (a. Lesotia), Ghana – Gana (a. Gania), Delhi – Deli (a. Dela). Region w pn.-zach. Afryce to raczej Magreb (nie Maghreb). Stolica Tybetu to Lasa (nie Lhasa). Mieszkańcy Nepalu to Gurkowie (nie Gurkhowie). Po polsku, bowiem w innych językach o stosowanych nazwach decydują tamtejsze zwyczaje i reguły.

   Większość Polaków nie zna obecnej nazwy stolicy Armenii (Hajastanu) - encyklopedie, słowniki i atlasy podają Erewan, ale także Erewań, Erywań (ros. Jeriewan).

   Nazwy miast Dublin oraz Darwin winny być czytane (w naszym języku) [dublin] oraz [darwin]. Podobnie – Botswana, oraz inne (także już wymienione) nazwy państw zawierających w nazwach literę w (czytane jako polskie [w]).

   Dawne polskie atlasy podają nazwy Alger i Algeria (pod. Niger i Nigeria). Obecnie Algier i Algieria. W języku angielskim... Algiers i... Algeria.

   Jeszcze niedawno stolicę środkowoamerykańskiej republiki Salwador nazywaliśmy (San) Salvador. Salwadorka to obywatelka państwa, a salvadorka zamieszkiwała stolicę (pisząc salwadorka popełniano językową niekonsekwencję). Obecnie w obu przypadkach obowiązuje pisownia Salwador. Oznacza to, że zachodzą pewne zmiany w polskojęzycznym geograficznym nazewnictwie...

   Przy okazji - weekend słusznie nie przyjmuje formy łikend. Według zasad naszego języka powinien być raczej wekend i takoż czytany (pod. Kuwejt, Darwin, Waszyngton - także w oryginałach mają głoskę [ł], a jednak po polsku przechodzą w [w]). Pod. wekendowy, wekendowo.

   Nieco upraszczając - polskie słowa poznajemy po sposobie czytania - po polsku!

   Proces tworzenia polskich odpowiedników nazw obcych nie zakończył się, wszak jest to (a przynajmniej powinno być) zjawisko ciągłe – jeśli językoznawcy wespół z geografami dojdą do porozumienia, to należy poszerzyć zbiór polskich nazw geograficznych. 

   Przeglądając polskie mapy oraz informatory (np. międzynarodowe połączenia telefoniczne) można dostrzec znane polskie nazwy niebudzące językowych obaw. Widać również szereg nazw o egzotycznym brzmieniu, których obecność w języku potocznym oraz w literaturze fachowej powoduje zgrzyt w duszach miłośników polskiego języka.

   Wysłano do RJP 1 sierpnia 2002.


   Królewia zamiast obwód kaliningradzki

   Proponuję obwód kaliningradzki zmienić na Królewia (ros. Королевия, niem. Königsland, ang. Queensland).

   Według Małej Encyklopedii PWN A-Z (1995) - Kaliningrad, do 1946 Köenigsberg* dawniej Królewiec, miasto obwodowe Federacji Rosyjskiej, port nad Morzem Bałtyckim, u ujścia Pregoły. Obecna nazwa nadana na cześć radzieckiego działacza komunistycznego - Michaiła Kalinina.

   Miasto Kalinin powróciło do nazwy Twer, ale było to znacznie łatwiejsze, gdyż znajduje się ono w głębi Rosji i... miało do czego (rosyjskiego) wracać.

   Co ciekawe, Kaliningrad jest bodaj ostatnim postradzieckim miastem należącym do Rosji, którego nazwa nie powróciła do oryginału. Co jeszcze ciekawsze – państwa i narody, które stosowały inne, wcześniejsze nazwy, nie wydają się być zainteresowane powrotem do nobliwszych historycznych nazw. Czyżby nazewniczy zastój wynikał z wypalenia się rosyjskiego zapału powracania do tradycyjnych mian? Cóż stałoby się, gdyby Polska jednostronnie zaczęła stosować nazwę Królewiec? Dziwne, że po rozpadzie ZSRR i po wielkich zmianach, które zaszły (i trwają) na europejsko-azjatyckim bezkresiu, nie powrócono do poprzedniej nazwy, choćby nawet w potocznym prasowym języku. Na biletach komunikacyjnych wprawdzie obowiązują nazwy kraju, do którego administracyjnie należy obszar, ale nic nie stoi na przeszkodzie podawać starą nazwę w nawiasie - Kaliningrad (Polacy - Królewiec, Rosjanie - Кёнигсберг, Niemcy - Königsberg). Wprawdzie stosunki polsko-rosyjskie oraz unijno-rosyjskie są napięte z powodu dyskusji na temat bezwizowego przemieszczania się obywateli największego państwa przez ziemie sąsiednich (niepodległych!) państw (a nie mogliby Rosjanie wybudować drogi na pograniczu polsko-litewskim do Białorusi i to przed zmianą orientacji tego państwa?), to zapewne nie będzie większych protestów - wszak to sami Rosjanie dali przykład, w jaki sposób można zadziwiająco sprawnie powrócić do starych nazw... Przy okazji - nasi słowiańscy bracia obmyślają nazewniczy oscylator (kolejna zmiana nazwy): planują referendum na temat powrotu nadwołżańskiego miasta do nazwy Stalingrad, co z rosyjskiego emocjonalno-historycznego punktu widzenia może być zasadne.

   Na mapach wydawanych w duchu braterstwa oraz internacjonalizmu (dawniej) lub globalizmu (obecnie) powinna być zamieszczona nazwa obiektu geograficznego w języku narodu, który zamieszkuje ów obiekt oraz (mniejszymi czcionkami) nazwy w innych językach - Dresden/Drezno, Kaliningrad/Królewiec/Königsberg, Paris/Paryż, Roma/Rzym/Rome/Rom, Szczecin/Stettin.

   Trudno wymagać od Polaków, aby pisali byłem w Dojczlandzie, Nürnberdze, Leipzigu (zamiast byłem w Niemczech, Norymberdze, Lipsku) i również wymagać od Niemców, aby pisali Polska, Śląsk, Gdańsk, Wrocław (zamiast Polen, Schlesien, Danzig, Breslau). Natomiast można sobie wyobrazić, że w prasie obu krajów umieszczane byłyby w nawiasach odpowiednie nazwy sąsiedniego kraju, także z czcionkami wybiegającymi poza łaciński alfabet, co byłoby dodatkowym a sympatycznym gestem.

   Kiedyś te tematy były bardzo delikatne, ale dzisiaj zapewne są mniej ryzykowne. Możemy silić się na uprzejmości i starać się w Niemczech wymawiać Bayern, zaś Niemcy mogą kokietować nas nazwą Pomorze, ale wiedzmy, że pomiędzy Polakami będzie funkcjonować nazwa Bawaria, zaś pomiędzy Niemcami - Pommern. Od kultury każdego Europejczyka będzie zależało w jakim kontekście zastosuje daną nazwę - czy będzie to przyjacielska, czy raczej w rewizjonistycznym tonie rozmowa. Oczywiście, nie ma historycznej i psychologicznej symetrii - Polacy mówią bez jawnych i ukrytych emocji Nadrenia na Rheinland, natomiast musimy zaufać, że Niemcy pisząc Bromberg, Köslin, Liegnitz, Oppeln, Thorn mają na myśli polskie miasta Bydgoszcz, Koszalin, Legnica, Opole oraz Toruń, i to bez żadnych podtekstów.

   W identycznie delikatnych związkach emocjonalnych i językowych są Polacy i mieszkańcy byłych polskich ziem na wschodzie Europy. Oceniając Niemców nazywających po niemiecku nasze ziemie i miasta musimy także siebie ocenić, kiedy w rozmowie z Litwinami, Białorusinami, Ukrainami** i Rosjanami dajemy upust naszym rewizjonistycznym tęsknotom. Jeśli chcemy gwarancji szczerości ze strony zachodnich sąsiadów, to zastanówmy się nad naszą uczciwością wobec wschodnich przyjaciół.

   Na drogowskazach, w ogłoszeniach prasowych powinny być stosowane aktualne lokalne nazwy, w podręcznikach geograficznych - nazwy obecne, ale różnojęzyczne (w polskim podręczniku wyłącznie Olsztyn, w niemieckim - Olsztyn/Allenstein i to w tej kolejności; w niemieckim podręczniku wyłącznie Hannover, w polskim - Hannover/Hanower; w ukraińskim podręczniku Lviv, w rosyjskim - Lviv/Lvov, w niemieckim - Lviv/Lemberg, zaś w polskim - Lviv/Lwów) oraz aktualne granice administracyjne.

W wydawnictwach historycznych – granice oraz nazwy powinny odpowiadać epoce, do której nawiązuje rozdział lub mapa (Christiania/Oslo, Konstantynopol/Stambuł, Kwidzyń/Kwidzyn, Nowy Amsterdam/Nowy Jork). Problem nazw zmienionych przez nazistów na ziemiach przez nich okupowanych i obowiązujących jedynie podczas II wojny światowej jest nader delikatny, ale mieści się również w powyższej kategorii (Gotenhafen/Gdynia). Wraz ze zmianą systemu społecznego, zmieniono (na cześć mniej lub bardziej wybitnych działaczy na rzecz nowego ładu) nazwy szeregu miast w krajach socjalistycznych (Chemnitz/Karl-Marx-Stadt, Frunze/Biszkek, Katowice/Stalinogród). Przy nazwach miejscowości pożądane byłoby określenie przedziału czasowego obowiązywania danej nazwy. Przypomnieć należy, że niniejszy akapit dotyczy wyłącznie wydawnictw historycznych.

   Powyższe uwagi dotyczyłyby także map obejmujących polskie ziemie oraz naszych wschodnich przyjaciół (Słowian i nie-Słowian), przy czym nazwy tych pierwszych powinny być dodatkowo opisane cyrylicą. W obszernych encyklopediach i atlasach powinny być umieszczone możliwie wszystkie nazwy (w kilku językach) omawianego geograficznego obiektu, zaś encyklopedyczne wyjaśnienie powinno znajdować się przy haśle podanym w języku właściwym dla państwa, w którym to państwie znajduje się ów obiekt (Madryt patrz Madrid, Szlezwik-Holsztyn patrz Schleswig-Holstein, Wilno patrz Vilnius, Królewiec, Königsberg patrz Kaliningrad). W polskich i niemieckich encyklopediach powinno być hasło Danzig patrz Gdańsk, w niemieckiej encyklopedii - hasło Krakau patrz Kraków (w polskiej - jedynie Kraków), w polskiej encyklopedii - hasło Lubeka patrz Lübeck (w niemieckiej - jedynie Lübeck).

   W małych encyklopediach oraz w niewielkich atlasach można byłoby umieszczać nazwy wyłącznie w jednym (brak miejsca) języku (jeśli po polsku, to Gdańsk, Warszawa, Wenecja, Rzym; jeśli po włosku, to Danzica, Varsavia, Venezia, Roma; jeśli po niemiecku, to Danzig, Warschau, Venedig, Rom; jeśli po angielsku, to Gdansk, Warsaw, Venice, Rome).

   Jeśli w danym języku nie byłaby utworzona rodzima nazwa geograficzna, to odnotowana byłaby jedynie nazwa oryginalna.

   Pewien słownik wydany w 2001 roku ma hasła Kaliningrad i Królewiec (alfabetycznie, zatem oczywiście w różnych miejscach), ale przy każdej z tych nazw nie zamieszcza ich odpowiedników, czyli redaktorzy nie zauważyli, że są to dwie różne nazwy tego samego miasta... Przy innych nazwach twórcy słownika byli jednak sumienniejsi i spostrzegli związki - Mołdawia/Mołdowa, Birma/Myanmar, a nawet Leningrad/Sankt Petersburg oraz Stalingrad/Wołgograd... Zaniedbanie?

   Obszar administracyjny należący do Rosji określany jest jako Obwód Kaliningradzki, a mógłby nosić nazwę Obwód Królewiecki. Ponieważ nasz język słynie z wielu dość niezrozumiałych zasad, przeto wzorem obecnie obowiązującej nierozsądnej pisowni (województwo pomorskie, powiat radomski, ziemia dobrzyńska, gmina białowieska) króluje forma obwód kaliningradzki (zatem obwód królewiecki), choć... Księstwo Warszawskie, Królestwo Polskie oraz Kraj Chabarowski. Widuje się (jednak rzadko) - obwód Kaliningradzki (czyżby obwód Królewiecki?), co mogłoby się wydać dość zaskakujące, gdyby nie obowiązujące dzisiejsze dziwaczne formy - skwer Kościuszki, plac Kaszubski, aleja Zwycięstwa, rondo Waszyngtona (powinno być - Skwer Kościuszki, Plac Kaszubski, Aleja Zwycięstwa, Rondo Waszyngtona, wszak Kanał Augustowski oraz Zatoka Pucka). Pewna multimedialna encyklopedia proponuje jeszcze jedną formę - kaliningradzki obwód...

   Alaska należy do Stanów Zjednoczonych Ameryki Północnej (onegdaj była częścią Rosji, zatem mogłaby zostać... obwodem alaskańskim). Jest stanem, ale zwykle nie mawiamy stan Alaska, ale krótko Alaska. Gdybyśmy chcieli napisać tę nazwę w innej formie, to raczej Stan Alaskański, niźli stan alaskański; podobnie Bałtyk, morze Bałtyk, Morze Bałtyckie, ale nie morze bałtyckie (czymże nazewniczo różni się Morze Bałtyckie od województwa pomorskiego, a to od obwodu alaskańskiego albo od Stanu Alaskańskiego?).

   Trzecia Rzesza rozpętała najkrwawszą wojnę wszech czasów i poniosła wielkie straty, także terytorialne (w tym ziemie zwane obecnie obwodem kaliningradzkim) na rzecz ówczesnego Związku Radzieckiego (obecna Rosja). Straty te mają być przestrogą, że naród wywyższający się ponad inne nacje, może i powinien ponieść konsekwencje swego szaleństwa. Rozpatrując ten fakt pod kątem zadośćuczynienia i sprawiedliwości oraz w aspekcie ewentualnych roszczeń kilku państw, zaistniały stan wydaje się być optymalnym rozwiązaniem. Istnieje szansa, że w przyszłości ziemie te, jakże przesycone sprzętem wojskowym, przekształcą się w strefę zdemilitaryzowaną i rozkwitną w branżach pozamilitarnych, może nawet w drugą Szwajcarię.

   Aby zadośćuczynić tradycji oraz dokończyć proces rozpoczęty przez Rosjan, proponuję zmienić nazwę stolicy Obwodu Kaliningradzkiego (obwodu kaliningradzkiego) - przynajmniej na wewnętrzny polski użytek - z Kaliningrad na Królewiec. Gwoli ścisłości i zdumieniu, po rozpadzie ZSRR, na widokówkach, obrazach i innych pamiątkach umieszczano niemiecką nazwę Königsberg, choć jeszcze kilka lat wcześniej za taki (wy)czyn groziłby co najmniej psychiatryczny szpital... Niesprawdzona plotka mówi, że Niemcy nie mogąc poznać swego utraconego starego hanzeatyckiego miasta, obrazili się i nie chcą stosować swej przedwojennej nazwy... Nazwy owego obwodu próżno by szukać we wspomnianej encyklopedii, natomiast jest o nim wzmianka w haśle Sambia – półwysep w Federacji Rosyjskiej (obwód kaliningradzki), między zalewami Wiślanym i Kurońskim; na zachodnim wybrzeżu złoże bursztynu (największe na Ziemi). 

   Nazewnictwo geograficzne zna podobne związki pomiędzy nazwą kraju a jego stolicą - Algieria/Algier, Tunezja/Tunis (w innym miejscu zaproponowano - Belizja/Beliza, Bisawia/Bisawa oraz Brazylia/Brasylia).

   Mamy Królestwo KongresoweKrólewiak oraz królewiacki; Królewieckrólewiecki. Po przyjęciu wyrazu Królewia możemy mieć - Królewianka, Królewianin, Królewianie oraz królewiański. Istnieją podobne nazwy – Boliwia, Jugosławia, Mołdawia, Skandynawia (w innym miejscu zaproponowano – Kosowia, Peruwia, Malawia, Maledywia oraz Zymbawia).

   Pozostał jeszcze jeden problem do ustalenia - odmiana wyrazu Królewia (Królewi/Królewii). Istnieje bowiem zasada, że polskie rzeczowniki (uchodzące za wyrazy nieobcego pochodzenia) o mianownikowym zakończeniu –ia w niektórych przypadkach przyjmują na końcu wyrazu jedno i (Cedynia, dynia, Frania, Gdynia, Hania, Jadwisia, Jadzia, Julcia, Karwia, Linia, Mania, Marynia, trzewia, Warmia, Ziemia, Zuzia). Takie zakończenie przyjmują również wyrazy pochodzenia innosłowiańskiego (Ksenia, Mołnia, Sonia, Tania, Wania).

   Wyrazy pochodzenia niesłowiańskiego o omawianym mianownikowym zakończeniu w niektórych przypadkach przyjmują zakończenie –ii (Adria, aronia, chemia, cukinia, Fabia, Finlandia, Gloria, Hilaria, Kia, Klaudia, Kornelia, Leonia, Maria, Mazovia, Natalia, Nexia, Oktawia, Silesia, utopia, Walia).

   Gdyby niepolskim geograficznym obiektom z jakichś powodów nadano nazwy przypadkowo słowiańskie, to w dopełniaczu mielibyśmy – Gdynii (Sardynii), Karwii (Monrowii), Sonii (Saksonii), Tanii (Mauretanii), Warmii (Mezopotamii). Gdyby rozważane nazwy miały zakończenia –cia, -sia oraz -zia, (Julcia, Jadwisia, Zuzia), to podczas przyjaznego przyjmowania w poczet polskich wyrazów, owe nazwy zmieniałyby zakończenia na -cja, -sja oraz -zjaJulcja/Julcji (Francji), Jadwisja/Jadwisji (Prowansji), Zuzja/Zuzji (Andaluzji).

   Gdyby państwo Węgry nazywało się Węgria, to prawdopodobnie (mimo polskiej formy) w dopełniaczu byłoby Węgrii, a nie Węgri. Gdyby Rosja nazywała się Moskalia, to zapewne Moskwa byłaby stolicą Moskalii, a nie Moskali. Można przyjąć, że polskie mianownikowe nazwy krain i państw o omawianej strukturze, w dopełniaczu przyjmują na końcu zdwojone i, niezależnie od pochodzenia nazwy, zwłaszcza że w języku rosyjskim jest Венгрия i byłoby Москалия, a to jest wystarczający powód, aby w polskim dopełniaczu uzyskać –ii...

   Jeśli to rozumowanie nie byłoby wystarczające, to proponuję ziemie te nazwać w niesłowiańskich językach Crolevia albo w języku rosyjskim Королевия, a następnie (prawidłowo) spolszczyć - Królewia/Królewii... Wiele działań we współczesnym świecie opartych jest na racjonalnym dążeniu do wyznaczonego celu niezupełnie w zgodzie z nauką i dobrymi obyczajami, zatem jeden wybieg więcej nie powinien zanadto nikogo oburzyć... Wszak wstawiając kratkę do niewielkiego samochodu możemy go nazwać ciężarówką i uzyskać zwrot niemal ćwierci poniesionych kosztów auta. Kupując bilet na morską podróż z Trójmiasta do Bałtyjska (także w Królewii) nie tylko nie dopływamy do tego rosyjskiego portu (co jest komunikacyjną osobliwością), ale możemy zaopatrzyć się w tańsze (niż w naszym kraju) napoje wyskokowe (i o to chodzi, a nie o podróże!). Aż dziwne, że nie powstała wysyłkowa firma sporządzająca na promie paczki poza polskimi wodami terytorialnymi – pasażerowie nie udawaliby turystów...

   Wyrazy Dania/dania, ksenia/Ksenia, linia/Linia oraz mania/Mania w zależności od pochodzenia w dopełniaczu przyjmują -ii/-i (ponadto mają parami różne znaczenia). Mimo zakończeń o jednakowej mianownikowej pisowni, czytają się niejednakowo: [–ńja]/[-ńa], zaś w dopełniaczu: [-ńji]/[-ńi] (wyjątek dania/dań).

   Aby jeszcze trochę pofilozofować, można rozważyć nazwę Kantia na cześć urodzonego w omawianym mieście Immanuela Kanta (jest Boliwia, Kolumbia i Tasmania - geograficzne nazwy od nazwisk), choć po wojennych architektonicznych roszadach, należałoby przyjąć raczej nazwę... Dekantia.

   Ustrój monarchistyczny należy uznać za społecznie przestarzały, jednak nazwa Królewia może być traktowana jako językowy pomnik dawnych dziejów nawiązujący do nazwy Królewiec. W Gdyni jest Ulica Czechosłowacka***, co także jest przyjaznym ukłonem w stronę historii, choć znacznie bliższej...

* - powinno być Königsberg albo Koenigsberg (nawet renomowane encyklopedie zawierają błędy);

** - Ukrain, Czeczen, Słowen, Słowin (niesympatyczne -niec);

*** - Ulica (nie ulica, ale wyłącznie w nazwie; podobnie Morze, Jezioro, Góry...). 

   Wysłano do RJP 17 września 2002.

   Nieoficjalnie Czechy

   Stosowanie nazwy Republika Czeska proponuję uznać za niefortunne; powinna być używana krótka nazwa (podobnie jak w innych przypadkach) Czechy, niezależnie od ustroju omawianego państwa.

    Wysłano do RJP 17 września 1998.


   Eskimosja oraz iglosy

   Obszary (Syberia, Alaska, Labrador i Grenlandia - bez dokładnych administracyjnych granic) zamieszkałe przez Eskimosów (Innuici/Inuici) proponuję określić jako Eskimosja, zaś ich domki jako iglosy (pod. dropsy, dżinsy, pilersy), co ułatwiłoby odmianę przez przypadki.

   Wysłano do RJP 29 sierpnia 1999.

 

   Nazwy lokalne

   Jeżeli nazwa mikro- lub makrogeograficzna składa się z co najmniej dwóch członów, z których pierwszy jest rzeczownikiem, zaś drugi jest określeniem odpowiadającym na pytania jaki, czyj, to wszystkie rozpatrywane wyrazy proponuję pisać od  wielkiej litery:

Bulwar Nadmorski           nie    bulwar Nadmorski                

Nabrzeże Albańskie         nie    nabrzeże Albańskie             

Skwer Kościuszki             nie    skwer Kościuszki         

Plac Kaszubski                 nie    plac Kaszubski                    

Ulica Stoczniowców         nie    ulica Stoczniowców            

Aleja Zwycięstwa              nie    aleja Zwycięstwa               

Cmentarz Łostowicki        nie    cmentarz Łostowicki          

Jezioro Drwęckie               nie    jezioro Drwęckie                

Morze Śródziemne             nie    morze Śródziemne              

Ocean Spokojny                nie    ocean Spokojny                  

Trasa Łazienkowska          nie    trasa Łazienkowska         

Las Kabacki                        nie    las Kabacki                        

Góra Kościuszki                nie    góra Kościuszki                

Dworzec Białoruski           nie    dworzec Białoruski             

Most Śląsko-Dąbrowski    nie    most Śląsko-Dąbrowski      

   Niektóre z powyższych terminów są już od dawna pisane w proponowanej formie, ale celowo zostały przemieszane wraz z jeszcze nieuznanymi formami, aby przekonać sceptyków do zunifikowanej zasady proponowanej na wstępie. Powyższe propozycje nie dotyczą - a zatem nie naruszają dotychczasowej pisowni przykładowych określeń - kontynent Europa, państwo Polska, stolica Warszawa,  miasto Gdynia, dzielnica Redłowo, morze Bałtyk, wyspa Wolin, rzeka Wisła, jezioro Śniardwy, wodospad Niagara, cieśnina Dardanele, zatoka Alaska, ulica Zakręt.

   Wysłano do RJP 19 września 1998.

   Nazwy historyczne i administracyjne 

   Nazwy historycznych i współczesnych okręgów administracyjnych proponuję pisać od wielkich liter:

Województwo Gdańskie        niwojewództwo gdańskie        

Województwo Pomorskie      nie  województwo pomorskie        

Powiat Radomski                   nie  powiat radomski                   

Ziemia Dobrzyńska                nie  ziemia dobrzyńska                

Gmina Białowieska                nie  gmina białowieska                 

   Propozycja ta jest logicznym rozciągnięciem uznanej zasady każącej pisać:

Morze Bałtyckie                      nie    morze bałtyckie

Półwysep Skandynawski       nie    półwysep skandynawski

Pustynia Błędowska               nie    pustynia błędowska

Puszcza Kampinoska             nie    puszcza kampinoska

Królestwo Polskie                   nie    królestwo polskie

   Wysłano do RJP 16 grudnia 1998.

   Nazwy mieszkańców

   Proponuję ujednolicić pisownię - wszystkie nazwy mieszkańców (tu mieszkanek wg obecnych zasad) piszmy od wielkiej litery, niezależnie od kategorii geograficznej miejsca ich zamieszkiwania:
ałmatka, Ałtajka, Amharka, ammanka, Andegawenka, Apulijka, asuanka, Asyryjka, Awarka, bakijka, Balijka, Banglijka, Baskijka, bazylejka, Beduinka, bejrutka, Bengalka, bernenka, Bhutanka, Białorusinka, białostoczanka, Brabantka, Bretonka, Brytyjka, Bukowinka, Chinka, czorsztynianka, Czuwaszka, Dahomejka, dąbrowianka, delhijka, erewanka, Estonka, Etruska, Filipinka, Finka, Frankonka, Galijka, gdynianka, genuenka, Ghanka, hanojka, Hawajka, hawanka, Hinduska, Iberyjka, Inflantka, Jakutka, Jamajka, Jawajka, Judejka, kabulka, Kabylka, Kananejka, Karaibka, Karelka, Kaszubka, kocczanka, kolnianka, kopenhażanka, Koptyjka, książanka, Kurlandka, Lakonka, Lankijka, Laponka, Lechitka, lizbonka, Lombardka, londynka, Lotarynka, Lozanka, lublanka, Madziarka, Malajka, malborka, Maledywka, Malgaszka, Maltanka, marburka, marsylianka, maskatka, Mesenka, mesynka, modenka, Mongołka, moskwianka, Multanka, Nepalka, Niemka, Nigerka, nikozyjka, norymberka, Nowogwinejka, nowohucianka, Nubijka, Omanka, oranka, Osetyjka,  ostendka, Palestynka, Papuaska, Patagonka, pekinka, phenianka, Polka, Pontyjka, Portorykanka, Prasłowianka, przemyślanka, rawianka, rudzianka, Rumunka, ryżanka, Saharyjka, sajgonka, Samarytanka, Samoanka, Sardynka, Sarmatka, Senegalka, sławnianka, Słowenka, Słowianka, sofijka, strasburka, Styryjka, Sundajka, Sycylijka, Syjamka, Syryjka, Szkotka, sztokholmka, Szwabka, Ślązaczka, Tadżyjka, Tajwanka, tangerka, Tanzanka, Tasmanka, taszkientka, teheranka, tiranka, Togijka, tokijka, toledanka, triestenka, Trojanka, tucholanka, tulonka, tunetanka, turczanka, Turczynka, Turkmenka, turynka, Tybetanka, Tyrolka, Udmurtyjka, ułanbatorka, Uzbejka, Walijka, Walonka, wałczanka, Warmiaczka, warszawianka, Watykanka, wersalka, Westfalka, Węgierka, wiedenka, Wietnamka, wilnianka, Wirtemberka, włochowianka, Włoszka, wołgogradka, Wołoszka, wrześnianka, zabrzanka, zakopianka, Zambijka, zamościanka, zaporożanka, zgierzanka, Żydówka.

   Wysłano do RJP 13 grudnia 1998.


   Ukrain mieszkańcem Ukrainy

    Zamiast Ukrainiec proponuję - jeden Ukrain, dwaj Ukraini, pięciu Ukrainów, Ukrainka, podobnie jak jeden Rumun (nie Rumuniec), dwaj Rumuni, pięciu Rumunów, Rumunka.

   Powyższą zasadę proponuję rozciągnąć także na określenie mieszkańca Czeczenii (Czeczen, nie Czeczeniec), Słowenii (Słowen, nie Słoweniec), Wybrzeża Słowińskiego (Słowin, nie Słowiniec).

   Wysłano do RJP 20 września 1998.


   Gwiaździe i ofiarze

  Jeżeli gwiazdą lub ofiarą jest człowiek, zwierzę o takim imieniu lub jest to nazwisko, to proponuję celownik:

gwiazda - gwiaździe, Gwiazda - Gwiaździe; ofiara - ofiarze, Ofiara - Ofiarze.

   W pozostałych przypadkach, w szczególności deprecjatywnie, celownik ma formę tradycyjną: gwieździe i ofierze.

   Wysłano do RJP 1 marca 1999.


    Części Polski, np. północna Polska

   Zapis Polska Północna proponuję uznać za niewłaściwy i zastąpić go przez północna Polska. 

   Wysłano do RJP 27 grudnia 1997

 

    Imię Inesa

   Imiona Inez, Ineza i Ines proponuję przyjąć jako imię polskie w formie Inesa. Podobnie Mercedesa i Doloresa (Jest Larysa). Zdobnienie - Ineska lub Inusia (nie Inezka lub Inuzia).

   Wysłano do RJP 22 lipca 1999.

 

  Hobbysta, lobbysta i rugbysta

   Polskie wyrazy pochodne od angielskich słów hobby, lobby i rugby powinny przyjąć postać hobbysta, lobbysta i rugbysta (nie zaś hobbista, lobbista i rugbista), przy czym wszystkie (w tym rugby i rugbysta) powinny być wymawiane po polsku. 

   Wysłano do RJP 12 września 1999. 


   Silnik Diesla to dizel

   Popularne silniki, zwłaszcza samochodowe, zasilane olejem napędowym, o zapłonie samoczynnym, nazywane są - na cześć niemieckiego wynalazcy - silnikami Diesla. Proponuję je nazywać dizlami, nie dieslami.

   W układzie SI (lub w innych układach) - na cześć wielkich wynalazców i naukowców - natężenie, napięcie, opór, ładunek, pojemność, przewodność elektryczną mierzymy (kolejno) w amperach (nie Ampere’ach), w woltach (nie Voltach), w omach (nie Ohmach), kulombach (nie Coulombach), faradach (nie Faradayach), simensach (nie Siemensach); siłę określamy w niutonach (nie Newtonach), ciśnienie w paskalach (nie Pascalach), energię, ciepło i pracę w dżulach (nie Joule’ach), moc w watach (nie Wattach), temperaturę w kelwinach (nie Kelvinach), częstotliwość w hercach (nie Hertzach), strumień magnetyczny w weberach i makswelach (nie Weberach ani Maxwellach), indukcję magnetyczną w teslach lub gausach (nie Teslach ani Gaussach), natężenie pola magnetycznego w erstedach (nie Oerstedach), indukcyjność w henrach (nie Henry’ach), zaś w dziedzinie promieniotwórczości stosujemy bekerele (nie Becquerele).

   Przyrząd Guillotina to po prostu gilotyna, promienie Röntgena to promienie rentgenowskie, przegub Cardana to kardan, sterowiec Zeppelina to cepelin. Odkrycia Marii Skłodowskiej-Curie i Piotra Curie, ale pierwiastek kiur. Podobnie mendelew (nie Mendelejew), lorens (nie Lawrence), ferm (nie Fermi).  

   Na cześć Pasteura nie określamy pasteryzację pasteuryzacją, zaś na cześć Balzaca mówimy o wieku balzakowskim, a nie balzacowskim. Matematycy mówią o kartezjańskim układzie współrzędnych, a nie o układzie Descartesa.

   Rozumując w powyższy sposób – jeśli ludzkość chciałaby uhonorować pana Rudolfa Diesla określając jego nazwiskiem pewną jednostkę fizyczną lub pierwiastek, to w języku polskim byłby to zapewne dizel, a nie diesel ani Diesel.

   Zatem również dizelizacja = dieselizacja, dizlowski = dieslowski, dizlowy = dieslowy.

   Wysłano do RJP 3 października 2000.


   Kowboje na grylowanku w Newadzie

   Angielskie słowo grill proponuję spolszczyć jako gryl. Powinniśmy zastosować metodę ignorowania jednego L, wszak nie piszemy: allasz, ballet, ballon, beryll, billion, Bruksella, dollar, futboll, galleria, gillotyna, Hollandia, illuminator, illuzja, intellekt, karawella, kollaż, kollekcja, kollektor, kollizja, konstellacja, kontroller, Marsyllianka, mortadella, pillers, pugillares, pullower, satellita, syllaba, trollejbus, żylletka. W przypadku pewnej grupy słów (obok zdwojeń), mielibyśmy innego rodzaju rozterki - brillant czy bryllant, oscillator czy oscyllator.

   Skoro nie wymawiamy obu L w słowie grill, to może przyjmiemy gril. Ponieważ nie ballastujemy, a balastujemy, przeto nie grillujmy, a grilujmy. Pójdźmy dalej – jeśli nie brillujemy i nie drillujemy, a brylujemy i drylujemy, to może zamiast grillowania spróbujmy grylować?

   Zatem, jeśli ktoś nie chce piec kiełbasek lub kurczaka na ruszcie, tudzież nie chce sprzedawać rusztowej przyprawy, to niech przynajmniej gryluje wspomniane wiktuały oraz sprzedaje grylowe kiełbaski i przyprawy.

   Zwolenników słowa grill jakoś nie razi brak konsekwencji - masa z cukru palonego i migdałów albo orzechów to grylaż, a powinna zwać się grillaż lub gryllaż albo i grillage (po francusku - pieczenie na ruszcie). Naszych mniej rozgarniętych kuzynów moglibyśmy nazywać gorille albo gorylle (zadziwiające podobieństwo do... grille albo grylle), jednakże nasi starsi rodacy mieli więcej rozsądku, niż nowocześni Polacy i określili owe naczelne polskim mianem goryle.

   O zgrozo - w dyktandzie z języka POLSKIEGO poprawna pisownia, to Kowboje (lub cowboye) na grillowanku w Nevadzie!

   Wysłano do RJP 27 sierpnia 2001.


   Europejska waluta to... europ 

   Zamiast nazwy waluty euro proponuję europ.

   Nazwy walut podlegają językowym regułom typowym także dla innych nazw (imiona, miasta, państwa, fauna, flora...). Im częściej są stosowane w języku polskim, tym powinny lepiej przystawać do zasad naszego języka.

   Nazwy najpopularniejszych walut przyjęły się w przyjaznych (dla naszego języka) formach - dolar, forint, frank, funt, korona, lir, marka, rubel, szyling... Mniej popularne waluty nie doczekały się właściwego potraktowania przez naszych polonistów i nazwy tych walut pozostają w ich oryginalnej pisowni czekając na przyjęcie w poczet polskich słów po niewielkich zmianach.

   Euro jest nazwą nowej waluty Unii Europejskiej. Zapewne spełnia kryteria języków, które wcześniej przyjęły nazwy swych narodowych walut. Jednak nazwa ta nie jest przydatna do zastosowania w naszym codziennym języku.

   Ponieważ euro pochodzi od nazwy Europa, przeto (wracając do źródeł) należy rozważyć wprowadzenie do naszego języka nazwy europ. Obecnie istnieje pierwiastek chemiczny o identycznej nazwie (symbol Eu), co nie powinno być jakąkolwiek przeszkodą, zwłaszcza że omawiane słowo jest stosowane bodaj wyłącznie przez naukowców (w powszechnym języku jest praktycznie nieznane). 

   Przykładowe zdania zawierające nową nazwę europejskiej waluty -

Postanowiono, że nowa waluta będzie nazywać się europ i będzie dzielić się na sto centów.

Od pojawienia się europa w rozliczeniach bezgotówkowych, praktycznie wyrównał się poziom cen w państwach należących do UE.

Można przypisać wiele zalet europowi - nowej walucie nowoczesnej Europy.

W kantorze dostrzegłem nowego europa wydanego specjalnie dla hobbystów.

W sklepach z europem nie powinno być kłopotów.

Jeszcze kilka lat temu o europie niewiele wiedziano.

Europie, kiedy trafisz na polski rynek?

*** 

Europy zastąpią kilkanaście europejskich lokalnych walut.

Od 2002 roku klient banku będzie miał prawo dokonać transakcji kupna europów za polskie pieniądze.

W ostatnich miesiącach wiele uwagi poświęca się europom.

Banknoty i monety walut narodowych należy wymienić w banku na europy.

Z europami można zwiedzać niemal całą Europę.

Wszystkie transakcje krajowe i zagraniczne będą rozliczane w europach.

Dolary i europy, kredytobiorcy liczą na was!

   W językach romańskich istnieje wiele słów zakończonych na –o (także nazwy walut), jednak dla Polaków (oraz innych Słowian) istotna jest odmiana rzeczownika oraz tworzenie liczby mnogiej, co omówiono wcześniej. W naturalny sposób tworzy się przymiotnik - banknoty dolarowe, markowe, złotowe i europowe będą wymieniane także w kantorach oraz zdrobnienia - mareczki, dolarki, rubelki, złotów(ecz)ki takoż europki.

   Skoro mamy słowa dolarowiec oraz dolaryzacja, zatem może i europowiec oraz europizacja...

   Jeśli mamy eurocentryzm i europocentryzm, to może przyjmiemy dwie nazwy - euro oraz europ?

   Nie sądzę, aby w państwach zmieniających swe narodowe waluty na eura/europy, protestowano przeciwko przystosowywaniu owej nazwy do językowych wymogów narodów wprowadzających kolejną nazwę waluty do swego słownika...

   Pozostając przy nazwie euro zamykamy drogę rozwoju naszemu językowi w wielu omówionych kierunkach, choć i euro można odmieniać (podobnie karo - euro, eura, euru, euro, eurem, eurze, euro; eura, eur, eurom, eura, eurami, eurach, eura).

   Wysłano do RJP 1 listopada 2001.

 

   Jedynie prefiks, bowiem X nie ma w polskim alfabecie

   Walka o klienta w branży łączności telefonicznej przeniosła się na ekrany naszych telewizorów, na których przemykają numery telefonów z wplecionym (kolejnym!) niepolskim słowem prefix. Stacje telewizyjne (choć nie wszystkie) z uporem maniaka i niezgodnie z ustawą o języku polskim propagują ów wyraz utrwalając milionom telewidzów niewłaściwą (dla naszego języka) pisownię. Czyżby redaktorzy nie korzystali ze słowników? Może telefon (albo faks) do przyjaciela polonisty? A wrodzone wyczucie naszego języka?

   Gdybyśmy obserwowali sprzedaż podobnych towarów i usług (ostatnio wszystko można nazywać produktami) o dwóch podobnych nazwach (Bałtyk/Baltic, ekspres/express, gryl/grill, Nikola/Nicole, Rzym/Roma, Teksas/Texas) to większe zyski osiągałyby firmy (sklepy, salony, biura turystyczne) mające obce nazwy lub oferujące artykuły o takich nazwach. Rozważmy zatem propozycję całkowitego wyeliminowania języka polskiego z handlu wewnętrznego; na początek – z reklamy...

   Mamy polskie słowa - indeks, pumeks oraz sufiks. Cokolwiek tytułowe hasło by nie znaczyło, po polsku jedynym możliwym słowem (skoro już ma być podobne do oryginału) na określenie telefonicznego numeru operatora międzystrefowego jest prefiks. Jak można znając wyraz sufiks lansować prefix? Dyletanctwo czy sabotaż językowy? Zapewne nasi przodkowie baczniej przyglądali się napływowi obcych słów. Telewizyjnym decydentom nie przyszło do głowy, aby myśleć po polsku.

   Wielki słownik ortograficzno-fleksyjny pod redakcją Podrackiego zamieszcza jedynie prefiks (nie prefix!), co w towarzystwie wyrazów afiks, infiks, postfiks oraz sufiks jest oczywiste. Inne słowa także nie budzą obaw (boks, boraks, ekstra, Maks, maksymalny, mikser, oksydować). Tamże jest wprawdzie faks i fax, ale krótsza forma przeznaczona jest zapewne do zamieszczania numerów (jednak) faksowych (a nie faxowych) na wizytówkach, na których trzeba zrobić ukłon w stronę cudzoziemców (podobnie taxi i xero, choć powszechne są taksówka i kserokopia).

   Pewna trójmiejska gazeta ustawicznie informuje, że ogłoszenia prasowe można nadawać osobiście, telefonicznie i faxem. Koszmar! Za treść cudzych ogłoszeń redakcje nie odpowiadają (na listy także...). A za treść swoich anonsów? Korektorzy przygotowują się do dyktand i wygrywają je, a gazety... odłogiem leżą.

   Czy my, Polacy, nie czujemy swym językowym instynktem w jaki sposób można spolszczyć obce słowo? Przecież to potrafią niemal wszystkie dzieci! Proszę przeczytać wyraźnie słowa przyjęte z obcych języków - napiszą poprawnie w naszym języku z dokładnością do błędu ortograficznego (ale polskiego!). Mogą mieć wątpliwości, czy napisać ó czy u, ale w znakomitej większości napiszą taksówka a nie taxówka.

   Czy nasi rodacy, którzy zawodowo upowszechniają język polski mają wyczucie tegoż (ich i naszego) języka? RJP nie ma środków, aby zamieścić ogłoszenie prasowe wyjaśniające wybrane kwestie językowe. Należy sądzić, że większość redakcji bezpłatnie zamieściłaby krótki tekst wysłany przez RJP (jednak) faksem (nie faxem), gdyby tylko komuś się chciało.

   Rozgardiasz panujący w naszym języku ugruntowany jest modnymi dyktandami, w których powinny być także (a jakże!) wyszukane słowa (archaiczne i współczesne), jednak polskie!!! Ryba psuje się od głowy...

   Z witryny RJP (Opinie o imionach) możemy się dowiedzieć, że po polsku piszemy jedynie Aleks (nie Alex), ponieważ polski alfabet nie ma litery x! Skądinąd wiadomo, że nie piszemy Felix lecz Feliks.

Zatem explicite, express, extra, fax i prefix nie mogą być uznane za polskie słowa i nie powinny być stosowane przez urzędy, media i... RJP

   Wysłano do RJP 16 grudnia 2001.


   Wiliam Szekspir - jedno L

   Jeśli mamy na myśli wielkiego poetę, to piszemy William Shakespeare, jednak w spolszczonej formie proponuję pisać Wiliam Szekspir.

   Istnieje szereg nazwisk, które mogą funkcjonować w oryginalnej pisowni albo w pisowni spolszczonej. Słynnym poetą był William Shakespeare. Jednakże większość Polaków zapisuje dane tego geniusza jako William Szekspir (nazwisko zostało możliwie wiernie przyswojone na drodze fonetycznej), a wymawia [uyljam szekspir]. Zapewne nikogo nie razi dysonans polegający na czytaniu imienia według angielskich, zaś nazwiska według polskich zasad. Mnie także nie irytowało do momentu przeczytania interesującej opinii Rady Języka Polskiego na temat imienia William. Okazuje się, że istnieje polski odpowiednik tego imienia, który piszemy Wiliam oraz czytamy zgodnie z polskimi zasadami językowymi, czyli [wiljam] (podobnie wilga), a nie [uyljam] (podobnie łyk).

   Przecież nie stosujemy par Jerzy Washington tudzież George Waszyngton, ale piszemy konsekwentnie w jednym z języków, czyli Jerzy Waszyngton lub George Washington. Wielki słownik ortograficzno-fleksyjny (2001) podziela ten pogląd podając inną parę - John Wycliffe i Jan Wiklif, jednak w przypadku słynnego poety popełnia omawiany błąd niekonsekwencji - William Shakespeare i... William Szekspir. Cóż stoi na przeszkodzie, aby o Szekspirze mawiać Wiliam? Wilam, Wilhelm, Wiliam, William to imiona znalezione w tym słowniku, które mają trzy jednakowe pierwsze litery, jednak nie wyjaśniono, w jaki sposób należy je wymawiać.

   Mikołaj Kopernik lub Nicolai Copernicus, ale nie Nicolai Kopernik oraz nie Mikołaj Copernicus. Józef Konrad Korzeniowski lub Joseph Conrad, ale nie Joseph Konrad oraz nie Józef Conrad. Karol Darwin [darwin] (jak w ang. van) lub Charles Darwin [daruyn] (jak w ang. win), ale nie Charles Darwin [darwin] oraz nie Karol Darwin [daruyn] (twórca teorii darwinizmu, nie zaś [daruynizmu]!).

   Wyrazy pochodzące od obcych nazwisk powinniśmy pisać i czytać według polskich zasad językowych czyniąc odstępstwa od oryginalnej pisowni – balzakowski, kalwinizm, sadyzm, cepelin, dizel, rentgen, dżul, kiur, mendelew

   Wysłano do RJP 26 lutego 2002.

 

   Pineska

   Zamiast pinezka proponuję zapis pineska. 

   Słownik wyrazów kłopotliwych (PWN 1994) zauważa, że częstym błędem jest pisanie omawianego słowa przez s, tak jak się je wymawia, gdyż winne temu jest brzmieniowe podobieństwo pinezki do rzeczowników o zakończeniu -ska (deska, gąska, groteska, kreska, laska, łaska, miska, odaliska, opaska, Polska, Tereska, treska). Autorzy twierdzą (a raczej tak sądzili w 1994), że wymowa [pinesek] jest dopuszczalna, ale na piśmie forma pinesek jest niepoprawna. Obecność litery z tłumaczą pochodzeniem od francuskiego rzeczownika punaise (pluskiewka), w którym Francuzi wymawiają [z]. Powołują się przy tym na związek polonez/polonaise.

   Słownik wyrazów obcych (Kopaliński, Świat Książki 2000) podaje dwie nazwy lekkiej sukni pojawiającej się w modzie francuskiej w XVIII i XIX wieku, również wywodzących się od francuskiego słowa polonaise - poloneza oraz... poloneska. Pochodzenie jest bardzo ważne, ale być może wygoda wymawiania przyswojonych wyrazów jest ważniejsza... Gdyby od „początku” była pineza (podobnie waliza), to zapewne mielibyśmy pinezka (podobnie walizka). Już przodkowie zadecydowali, że choć jest poloneza (łatwo wymówić [neza]), to jednak poloneska (trudności z wymową [nezka]). Łatwiejsze w wymowie są słowa pineska i pinezga, niż pinezka i pinesga. Także w tym miejscu wypada wspomnieć o wątpliwościach - Inez(a) oraz Inezka lub Inuzia, czy jednak Ines(a) oraz Ineska lub Inusia.

   Nie ma reguły, że jeśli przyswojone słowo posiada w oryginalnym języku charakterystyczną głoskę (tu [z]), to należy ją zachować w naszym języku, choć takie zalecenie (nie wymóg) można brać pod uwagę. Gdyby funkcjonowało słowo pineza, to zapewne zdrobnienie miałoby postać jedynie pinezka, a słowo pineska nie miałoby wzięcia. Francuski wyraz falaise [falez] oznacza stromy brzeg, urwisko (klif) i mamy polskie słowo faleza, zatem zdrobnienie to falezka, a nie faleska. Gdyby jednak przyjęto jako słowo podstawowe (niezdrobniałe) faleska...

   Walizka [valiska] pochodzi od francuskiego słowa valise [valiz]. Ponieważ powszechnie przyjęła się waliza, zatem nie było wątpliwości jak zdrobnić to słowo. Wyrazy kózka i łezka zwykle czytamy [-ska] i gdyby nie pochodziły od słów koza i łza, to zapewne pisalibyśmy je z literą s. Słowa francuska i Francuzka czytamy jednakowo [francuska]. Nieczęsto, ale zdarza się utrata dźwięczności: łebski - łepski; łeb - łebek - łepek - łepetyna. Także zachodzi zjawisko odwrotne - niektórzy rodacy słowa ofensywny oraz tensory wymawiają [ofenzywny] oraz [tenzory], a nawet tak piszą...

   Inny słownik języka polskiego (PWN 2000) wyjaśnia - pinezka, rzadziej pineska, zatem po 6 latach już dopuszczono tę formę. Wielki słownik ortograficzno-fleksyjny (2000) idzie dalej - obie formy uznaje za równoważne. 

   Wysłano do RJP 1 maja 2002.

 

   Biznesa, hostesa, stewardesa [stewardesa]

oraz biznesmen, host, steward [steward]

   Słownik wyrazów obcych (Kopaliński, 2000), który powinien być nazwany raczej Słownikiem wyrazów polskich obcego pochodzenia (choć istotnie można znaleźć w nim wyrazy obce) zawiera hasło biznesman czytane prawdopodobnie [biznesman]. Autor pewne zaimportowane słowa podał z wymową (np. przegub Cardana [kardana], czyli kardan), wiele wyrazów zamieścił jednak bez fonetycznej porady (także omawiane hasło), co sugeruje „polski sposób czytania”. Wszak byłoby dziwacznie czytać [biznesmæn], czyli pierwszą część wyrazu „po polsku”, zaś drugą część „po angielsku”. Skądinąd wiadomo, że jednak w naszym języku piszemy (i wymawiamy) biznesmen. Tamże jest również lapidarnie potraktowane hasło hostess [houstes] - zob. stewardessa (wszelako większość zna słowo hostessa). Zatem patrzymy - steward [stjuard] (rodzaj żeński stewardesa [stjuardessa]). Ciekawe, że panią pracującą w samolocie opisano w tym słowniku dwojako (–s/–ss na końcu wyrazu), natomiast wymowę podano z podwójnym s, a powinno być z pojedynczym...

   Wielki słownik ortograficzno-fleksyjny (2001) ma hasła biznesmen i biznesmenka oraz... bizneswoman. To ostatnie słowo jest pomieszanym dziwolągiem (pierwszą część wymawiamy „po polsku”, zaś drugą część... „po angielsku”). Tamże jest również hostessa oraz steward i stewardesa, przy czym nie podano wymowy (wszak mogą być wątpliwości) tych wyrazów. Jest to wada słowników języka polskiego, w których zwykle nie podaje się sposobu wymawiania słów polskawych, czyli bezkrytycznie sprowadzonych w nasze skromne progi z wielkiej globalnej wioski... Takie słowa dość łatwo zlokalizować - wymawia się je niezgodnie z polskimi zasadami językowymi, czyli inaczej piszemy, inaczej wymawiamy...

   Czasami spotykamy się z wymową [steward] i najczęściej [stiuardesa], zatem mamy do czynienia z zaskakującym brakiem konsekwencji - zawód męski wymawiamy według zasad naszego języka, zaś zawód kobiecy według zasad języka... angielskiego.

   Podobne niekonsekwencje obserwujemy w przykładach z języka francuskiego - jurorzy/jury. Pierwsze słowo wymawiamy po polsku, ale drugi wyraz po francusku.

   Inny słownik języka polskiego zawiera słowo biznesmen z zaznaczeniem, że rzadziej businessman [biznesmen] (ten słownik podaje sposoby wymowy słów polskawych) oraz biznesmenka. Ponadto ma bizneswoman i businesswoman czytane (w obu przypadkach) [biznesłumen]. Znajdujemy również wyraz hostessa, jednak bez męskiego odpowiednika. Tamże mamy słowo steward [stiuard] oraz stewardesa z zaznaczeniem, że rzadziej stewardessa, przy czym nie podano sposobu wymowy, zatem nie wiadomo, czy raczej czytać „z polska”, czy „z angielska”, czyli według sugestii dotyczącej odpowiednika męskiego...

   Słowniki zawierają angielskie słowa host oraz hostess oznaczające gospodarzy (pana i panią przyjmujących gości) oraz polskie wyrazy stewardesa i hostesa (o zakończeniu -s).

   Gazety pełne są ogłoszeń wabiących hostessy, natomiast panowie (hości?) nie są pożądani (i to raczej oni są autorami anonsów). Asymetria podobna do położnych - są panie położne, nie ma jednak panów (położni?).

   Skoro w języku angielskim panią nazwano stewardess [stjuedis] (w pisowni ss, w mowie s), to nie powinniśmy pisać stewardesa, a wymawiać [stjuardesa] lub [stjuardessa], bowiem w przypadku braku polskich odpowiedników, słowa obce mogą być wymawiane, i owszem, w nie naszym języku, ale nie powinniśmy oryginalnych wyrazów zmieniać (poza fleksyjnymi zakończeniami).

   Podobno angielskie określenie stewardess powstało z połączenia terminów steward i hostessa, zatem (skoro zaakceptowaliśmy polskie słowo stewardesa) powinniśmy przyzwyczaić się do polskiego wyrazu hostesa.

   W wydanym w Niemczech (1992) słowniku niemiecko-angielskim jest słowo Stewardeß (ang. stewardess, air-hostess). Język niemiecki jest także niekonsekwentny - każe pisać po niemiecku, ale wymawiać po angielsku... Przeglądając inne „niemieckie” słowa należy uczciwie przyznać, że Niemcy są mniej krytyczni od Polaków w przejmowaniu (a właściwie - w przepisywaniu) angielskich wyrazów. Na przykład komputer i kontener nasi zachodni przyjaciele piszą po angielsku (Computer, Container) jedynie zwiększając pierwszą literę (mają taki niezwykły zwyczaj pisania wszelakich rzeczowników), ale wymawiają te słowa także po angielsku, a to oznacza, że są to słowa jedynie niemieckawe, gdyż trudno je uznać za niemieckie...

   Zapewne Niemcy mają kompleksy - ongiś chcieli wprowadzić swą mowę w niemal całej Eurazji. Gdyby zajęli również Wielką Brytanię oraz USA, to wszystkie komputerowe wynalazki byłyby wdrażane w języku niemieckim (byłby Rechner, a nie Computer). Owszem, nie zachęcam ani do słowa liczydło, ani do Rechner, ale po polsku i po niemiecku najlepiej wyglądają komputer/Komputer, i to wymawiane według zasad obowiązujących w tych językach.

   Jednak szczęśliwie przepadła III Rzesza, w nowych Niemczech zwyciężyła demokracja i nowocześni niemieccy (także austriaccy) użytkownicy swego języka... ugrzęźli w przesadnej nadpoprawności (czy jak kto woli – hiperpoprawności). Uznając zasady równości, przesadzili „w drugą stronę” i kornie przyjęli wyższość języka angielskiego. Słusznie, aber meine Damen und Herren - zbyt wiele bezkrytycznego ściągania z cudzego wypracowania... My mamy słowo inżynier (polskie, bo pisane i wymawiane po polsku), a taki technicznie rozwinięty niemiecki naród ma Ingenieur (słowo ściągnięte z języka francuskiego wraz z nieniemiecką wymową). Pomimo zaniedbań ze strony polskich językoznawczych służb, w dziedzinie przejmowania obcych terminów, być może wyglądamy nieco lepiej niż Niemcy.

   Trzeba uczciwie przyznać, że na przestrzeni wieków i w ramach polsko-niemieckiej wymiany językowej, to my przejęliśmy od zachodnich sąsiadów więcej znaczeń, zatem mamy saldo ujemne... Spójrzmy na sympatyczne słowa - kartofel, majstersztyk i ratusz. Gdyby nasi przodkowie zastosowali dzisiejszą manierę prostego przepisywania słów, to mielibyśmy „po polsku” - kartoffel , meisterstück i rathaus. Niestety, dzisiaj mamy modę na bezkrytyczne i proste przepisywanie z języka angielskiego - grill, bypass, casting (i to z zachowaniem oryginalnej wymowy!). Nie tędy droga, Narodzie; nie o taki rozwój naszego języka idzie, szanowni Poloniści!

   W języku polskim nie ma zwyczaju pisać (i mówić) ss, także na końcu wyrazu - access/akces, address/adres, bass/bas, compass/kompas, cypress/cyprys, excess/eksces, mass/masa, mess/mesa, success/sukces (podano słowa angielskie, które częstokroć zostały zauroczone łaciną, oczywiście również z... podwójnym s).

   Choć istnieją angielskie słowa dress i stress, to jednak dresiarze byli nieco zestresowani podczas biegów przełajowych (nie crossowych, no ewentualnie krosowych).

   Można przyjąć lub odświeżyć archaicznie brzmiące określenia - baronesy, kontesy, metresy i princesy, choć obcojęzyczne wzory posiadają podwójne... s. Kto wie, czy młodzieżowe określenie laska (dziewczyna) nie wiąże się z angielskim odpowiednikiem lass (a przecież nie lasska!).

   Oryginalne niepolskie imiona mające podwójne s podczas wnikania do naszego języka mają tendencję do utraty jednego z nich - Kassandra/Kasandra, Melissa/Melisa, Messalina/Mesalina, Odysseus/Odyseusz, Vanessa/Wanesa...

   Wysłano do RJP 13 czerwca 2002.


   Kamping, nie kemping

   Po polsku proponuję kamping zamiast kemping. Również kampingować, kampingowo, kampingowy, kampingujący.

   Niby prosta sprawa dla Polaka nieskażonego światowym słownictwem, który nie zna zbyt dobrze treści słowników ortograficznych - w jaki sposób opisać ogrodzony teren, na którym turyści mogą mieszkać w namiotach, przyczepach samochodowych lub domkach? Przeciętne polskie dziecię nieznające języków obcych, osłuchane ze słowami typu taksówka i komputer, pisząc wypracowanie albo dyktando, napisze w sposób całkowicie oczywisty i dziecięco szczery w ten właśnie sposób. Nie napisze taxówka i computer.

   Jeśli opisze swe wakacje wspominając miłe chwile spędzone na owym ogrodzonym terenie, to napisze w swej dziecięcej naiwności kamping lub kemping. Uczeń starszy i bardziej światowy a podatny na wpływy obcych języków może napisze camping, choć będzie miał obawy (zwłaszcza w dyktandzie), czy polonistka nie uzna tej formy za zbyt nonszalancką. Będzie kalkulował - jeśli nauczycielka jest zauroczona wielkim światem a przy tym stosuje słownictwo typu grill oraz weekendowanie, to raczej napisze camping, jeśli hołduje tradycyjnej polszczyźnie stosując wyrazy ruszt oraz wypoczynek sobotnio-niedzielny, to nie będzie zastanawiał się nad problemem c/k, ale zaryzykuje obozowisko rozszerzając nieco obecne znaczenie tego słowa, zwłaszcza że camp to obóz...

   Poszukując wyrazów camping, kamping, kemping przejrzałem Inny słownik języka polskiego PWN (wyd. 2000, redakcja Mirosław Bańko). Pod hasłem kemping (zalecany przez większość polonistów) ujrzymy jedynie - zobacz camping. O zgrozo, słownik naszego języka kieruje nas od niby-polskiego do angielsko-polskiego wyrazu... Ktoś powie - zapewne autorzy słownika zamieścili wyrazy o dwoistej pisowni w kolejności alfabetycznej. Nic podobnego - słowo cafeteria jest odsyłane do wyrazu kafeteria, collage do kolaż, consulting do konsulting...

   Dziwne, ale tematycznie bliskie hasło - karawaning to turystyka polegająca na podróżowaniu samochodem z przyczepą kempingową nie podaje związku z angielskim oryginałem. Mimo że ów słownik uznał wyższość słowa camping, to jednak nie zastosował w definicji przymiotnika campingowa...

   W słowniku powstał mały bałagan - wyrazy continuum oraz curiosum odsyłane są do kontinuum i kuriozum, ale kazus i konsensus - do casus i consensus...

   Zaskoczono hasłem colt - amerykański rewolwer, często używany przez kowbojów na Dzikim Zachodzie. Dobrze, że nie cowboyów. Zaznaczono wprawdzie formę kolt, ale z uwagą rzadziej. Chyba przesadzono, gdyż forma kolt jest przyjaźniejsza naszemu językowi (pod. kowboj). Jeszcze większym zaskoczeniem jest hasło contra – zob. kontra. I pomału słownik, jak mniemałem, naszego (polskiego) języka, przeistacza się w słownik wyrazów obcych. Wielkie dzięki, że nie zamieszczono wyrazów - cabel, cacao (jest kakao oraz sympatyczne kakałko), cadet, cliff, club, computer, container.

   Jest klown/clown [klaun] oraz klaun (z uwagą rzadziej), a przecież jedynie ta ostatnia forma jest zgodna z zasadami naszego języka!

   Jest wyłącznie kompendium, ale nie ma nawet wzmianki o jeszcze nazbyt często stosowanym compendium. Słusznie (choć raczej nieumyślnie, skoro zamieszczono colt) opuszczono to słowo.

   Co na to Ortograficzny słownik języka polskiego (wyd. 2001, redakcja naukowa Andrzej Markowski, obecny przewodniczący RJP)? Porównując wymienione słowa z poprzedniego słownika, to generalnie słownik ten zamieszcza obie formy (pisane c/k) z odsyłaniem do postaci przyjaźniejszej naszemu językowi. Także stawia kemping przed camping. Jako równorzędne formy podaje curiozum/kuriozum, jednak nie informuje o tym fakcie przy tych hasłach, natomiast w przypadku cosinus/kosinus jest ten związek przezeń zaznaczony.

   Słownik zawiera nazwisko Casanova oraz utworzone od niego słowo casanowa (kobieciarz). Jest tutaj niekonsekwentny - część słowa zmieniono kierując się fonetyką, zaś inną część zostawiono w oryginalnej postaci. Należy to uznać za błąd, wszak podobnie ocenilibyśmy słowa carawaning/karavaning (ang. caravaning). Gwoli sprawiedliwości - zamieścił również wyraz kasanowa, jednak bez wzajemnych odwołań. Ma casting, który to wyraz wydaje się w naszym języku niereformowalny, podobnie jak leasing, zatem oba te słowa powinny być zastąpione znanymi polskimi wyrazami – nabór, przegląd, sesja, także dzierżawa.

   Wielki słownik ortograficzno-fleksyjny (wyd. 2001, redakcja Jerzy Podracki) w kwestii kemping/camping zajmuje identyczne stanowisko, co poprzednio cytowany słownik. Również preferuje wyrazy rozpoczynające się literą k niźli c. Także nie ustrzegł się od organizacyjnych błędów - jest camembert patrz kamamber oraz kamember patrz kamamber, natomiast przy wskazanym haśle nie ma wzmianki o pozostałych formach (omawiając nazwę tego francuskiego sera należy nadmienić, że Anglicy jego nazwę wymawiają [kae-], czyli podobnie do ichniego camping, a my o serze jednak [ka-]...).

   Są tam słowa, których zapewne już dawno nie powinno być w naszych słownikach – cadenza (kadencja), calendarium, colloquium.

   Również popełniono błąd typu Casanova/casanowa pomijając przy tym formę kasanowa.

   Przyjaźnie spolszczono znaczenia - camorra/kamora, cavatina/kawatyna, cross/kros.

   Wymieniono słowa, które nie są powszechnie znane, a brak sposobu ich wymawiania (dotyczy to dwóch ostatnich słowników) może prowadzić do nieporozumień - cabas, cache, cafuso, calec, capi, car, cardox, cargo, ceberek, ceik, center, cereus, ces, Chania, chassis, chedyw, cherub, chester, Chiba, chinook, chopinologiczny, choro, Chybie, chypre, cis, ciwun, clausius, clou, cobler, coleslaw, comber, company, contessa, cottage, crannogi, crepida, cucha, cynia, czacha, czinczila. Jak to wymawiać?

   Wszystkie te słowniki podają jedynie college (koszmarnie to wygląda w deklinacji), a przecież skoro mamy kolegialny, kolegiata i kolegium, to raczej powinno być koledż (słowa te pochodzą od łacińskiego słowa collegium). Miłe zaskoczenie przy słowie ksero (i kilku podobnych wyrazach) - żadnego nawiązania do xero. I bardzo dobrze - szkoda, że tej nieugiętości zabrakło słownikom przy eliminacji wyrazu camping.

   Jednakże i nad tymi trzema słownikami nagromadziły się chmury - mają wyłącznie hasło cumulus, a przecież nazwa ta ma identyczne pochodzenie, co kumulacja. Gdyby ustalono zasadę, że słowa pochodzące z jednego źródła powinny mieć jednolitą konstrukcję językową, to nie byłoby dysonansów w rodzaju – audytorium/audit, grylaż/grill, czy omawiane koledż/college tudzież kumulus/cumulus.

   Pewien słownik podaje w części angielsko-polskiej: camping – obozowanie, biwakowanie, mieszkanie pod namiotem (czynność), zaś camp-site – pole namiotowe, pole campingowe (obszar). Natomiast w części polsko-angielskiej zamieszcza kemping patrz camping, które to słowo (już jako polskie!?) jest przetłumaczone na campsite lub camping-site, a to oznacza, że w obu językach camping ma nieco inne znaczenia... Obok wyjaśniono, że domek campingowy to chalet, zaś przyczepa campingowa to caravan. Oba słowa kojarzyć się nam mogą z pojęciami niezupełnie wypoczynkowymi - trącają raczej obecnym bytem oraz przyszłym niebytem (zwłaszcza fizycznym) i z tego powodu na pewno nie wejdą do naszego słownictwa, przynajmniej w turystyce...

   Papierosy o marce nawiązującej jednoznacznie do wielbłąda nazywamy [kamele], choć Anglicy owe pierwsze dwie litery czytają podobnie jak w wyrazie camping. Identyczny sposób czytania mamy w angielskich słowach, w których początkowe ca- Anglosasi czytają [kae-] - cabaret, cabin, cactus, calculator, calendar, calorie, camera, Cameroon, camouflage, Canada, cancer, cannibal, canon, canyon, capitalism, capsule, captain, cascade, cataclysm, catacomb, catalogue, catapult, cataract, category, catholic... Wiele polskich i angielskich słów tutaj omawianych powstało na zrębach języków trzecich, ale to oznacza, że co najmniej w jednym z tych obu języków zaniedbano zasady bezwzględnego przestrzegania fonetyki w omawianym zakresie. Wszystkie polskie odpowiedniki wymienionych wyrazów pisane są (i czytane) ka-.

   Nazwy brytyjskich uniwersyteckich miast Oxford i Cambridge może nie powinny być spolszczone, jednak często spotykamy się z nazwą Oksford, a przecież Anglicy nie czytają tutaj [o], że przedostatniej litery nie skomentuję... Gdybyśmy dla porządku chcieli spolszczyć także nazwę drugiego miasta, to raczej Kambrydż... Przy okazji - oksford to również rodzaj obuwia albo tkaniny.

   W czterech cytowanych słownikach zamieszczono hasło campus (w krajach anglosaskich teren uczelni wraz z zabudowaniami) z dopuszczalną formą kampus. Okazuje się, że angielskie słowa camping, campus oraz campaign (fr. campagne) czytane są [kaem-] i wszystkie pochodzą od łacińskiego wyrazu campus (pole). Skoro dwa z nich (kampus i kampania) w naszym języku czytamy [kam-] (nie [kem-]), to jednak kamping.

   Indiański rolnik to po hiszpańsku campesino, zaś rodzaj południowoamerykańskiej sawanny to po portugalsku campos. Ponieważ nazwy te również pochodzą od łacińskiego słowa campus, przeto w naszym języku powinny mieć formę kampesyn i kampusz.

   Słownik wyrazów kłopotliwych (PWN 1998) wytyka kamping jako błąd i przypomina, że te same błędy grożą w wyrazach pochodnych: piszemy kempingowy lub campingowy, ale nie kampingowy. Tenże słownik ostrzega przed słowem pineska (jedyną uznawaną przezeń formą była pinezka), a jednak niedawno została zalegalizowana owa krytykowana postać...

   Gdyby uznać, że istnieje podobieństwo fonetyczne i pejzażowe pomiędzy wyrazami camping a kępa, to można byłoby zaproponować nowe słowo kęping. To oczywiście żart...

   Niektórzy radzą błędnie deklinującym wyraz cudzysłów, aby powoływali się na rów. Wahającym się przy słowie kamping proponuję Kampinos.

   Słowa można uznać za polskie, jeśli zawierają literę c, która jest wymawiana (wraz z otoczeniem) zgodnie z zasadami naszego języka. Wyrazy, które nie spełniają tego warunku nie mogą być uznane za polskie słowa. Jeśli nie możemy ustalić właściwego odpowiednika, to czasowo mogą być umieszczone w naszych słownikach, ale nie określajmy ich mianem polskie.

   Nie wyobrażam sobie, aby w elementarzu zamieszczono słownictwo zawierające literę c czytaną [k] albo w inny, niepolski sposób. Jest to najzwyklejsza profanacja naszego języka.

   Czyż nie koszmarnie wyglądają napisy - mapa campingów, postój taxówek, usługi xerograficzne, videofilmowanie oraz ogłoszenie można nadać telefonicznie, faxem i osobiście (z wielomiesięcznego anonsu jednej z trójmiejskich gazet)?

Jeśli RJP uzna powyższe racje i wyda odpowiedni komunikat, to istnieje szansa, że już te wakacje wielu Polaków spędzi na kampingu. Oczywiście, ze względu na zagranicznych turystów, zapewne przy takich obozowiskach pozostaną tablice z międzynarodowym słowem CAMPING.

Wysłano do RJP 10 lutego 2003.

 

   Marinesi, mafiozi, menadżer

   Z uchwały podjętej przez RJP wynika, że po wielu zmianach w naszym języku, należy nieco ochłonąć i przełknąć krytyczne opinie niektórych specjalistów oraz staranniej zaplanować kolejne zmiany. Nie wiadomo, kiedy skończy się okres ochronny nienaruszalności zasad języka polskiego...

   Zawodowcy raczej nie zaryzykują starcia z kolegami po fachu. Jedyna nadzieja w niezależnych amatorach. Spore podobieństwo do lat gospodarki planowej - plan rzeczą (jedyną wówczas) świętą był, a dopuszczano dyskusje wyłącznie w wersji... konstruktywnej. Ówcześni działacze polityczno-gospodarczy także zdawali się mówić, że w najbliższym dziesięcioleciu zasadniczych zmian nie będzie...

   Podczas tegorocznej wojny w Iraku karierę robiło niepolskie słowo marines. Było tak często stosowane, że należałoby zastanowić się nad jego włączeniem do naszego słownika. Obecnie nie spełnia wymogów, które stawiane są słowom polskim - najzwyczajniej w świecie nie jest ono wymawiane po polsku...

   Inny słownik języka polskiego (PWN 2000) wyjaśnia - Marines [marins] to żołnierze piechoty morskiej. Widok amerykańskich marines jest tutaj czymś zwyczajnym.

   Niektóre słowniki podają marines [marinz, mri:nz]. Wszystkie jednak są zgodne - rzekomo (to mój komentarz) polskie słowo marines nie czytamy po polsku (gwoli ścisłości - jeden z żołnierzy omawianej formacji to w języku angielskim - marine). I na tym można byłoby zakończyć rozważania, gdyby nie chęć umieszczenia tego słowa w naszym słowniku, albowiem warto.

   Skoro słowo to wymawiane jest po angielsku, to nie może być uznane za słowo polskie. Jeśli jednak autorzy słowników będą upierać się, aby zamieszczać w swych dziełach wyrazy o zbyt swobodnym związku pomiędzy pisownią a fonetyką, to powinny być one zaznaczone innym kolorem lub krojem pisma, a ponadto powinien być podany sposób wymawiania zamieszczonego słowa (np. w nawiasie kwadratowym).

   Wiele polskich słów w liczbie pojedynczej przypomina słowa angielskie w liczbie mnogiej. Słowniki angielskie podają, że końcowe s w wyrazach omawianych dalej, czytane powinno być jako [z], natomiast owe słowa po przyjęciu do naszego słownika, przyjęły zakończenia -s. Mamy zatem, od angielskiego hasła hippies [hipiz], polski termin hipis, jednak nie hipiz. Podobnie - bitels (także Bitels), jankes (także Jankes), Eskimos, dżins, skunks, pilers. Gdyby ktoś nie wiedział, co oznaczają te słowa, to nie wiedziałby jaką postać ma mianownik liczby mnogiej (np. pilersi czy pilersy). Pisownia s/z może sprawiać kłopot - wszak husaria, husarski, husarstwo, husarz, ale również huzar, huzarski; ang. hussar [huzar]; także Mazury to ang. Masuria (rzadziej Mazuria). Mauzer to broń skonstruowana przez niemieckich braci Mauserów.

   Ów nieodmienny (obecnie) wyraz marines, przez Polaków czytany po niepolsku, powinien być takoż pisany, ale czytany według zwyczajów naszego języka i (oczywiście) deklinowany. Nie marinez, marinezi oraz nie marineza/marinezka, ale marines, marinesi oraz marinesa/marineska (pani służąca w oddziałach marinesów; pod. hurysa/huryska).

   Zatem (cytaty z prasy wraz z nowymi propozycjami) nie - straciło życie siedmiu marines [marinz] (lub nieco inna wymowa, lecz także nie po polsku!), ale straciło życie siedmiu marinesów; nie ginie drugi żołnierz marines [marinz], ale ginie drugi marines [marines]; nie żołnierz amerykańskich marines [marinz], ale amerykański marines [marines] albo żołnierz amerykańskich marinesów; nie trzej żołnierze marines [marinz], ale trzej marinesi albo trzech marinesów; nie marines [marinz] kontra gwardziści, ale marinesi kontra gwardziści; nie walka z marines [marinz], ale walka z marinesami.

   Czyli w naszym języku marines [marines] (podobnie komandos) to żołnierz będący marinesem (podobnie komandosem). Żołnierze należący do formacji wojskowej to marinesi (podobnie komandosi).

   Przeszkodą w tworzeniu nowych słów jest wieloletnie przyzwyczajenie do znanych, choć dziwnych form - podczas ostatniego konfliktu w Iraku, wszyscy polscy dziennikarze mawiali [marins] oraz [merins] albo [marinz] oraz [merinz] lub podobnie, i zapewne sądzili, że mówią po polsku... Ale cóż mają sądzić, skoro autorzy polskich słowników utwierdzają ich w tym przekonaniu?

   Mała Encyklopedia A-Z (PWN 1995) nie zamieściła rozpatrywanego hasła. Ma jednak komandosi oraz marina (obraz przedstawiający widok morza, wybrzeża, portu lub bitwy morskiej).

   Ortograficzny słownik języka polskiego (wyd. 2001, redakcja naukowa Andrzej Markowski, obecny przewodniczący RJP) zawiera rzeczowniki komandos i komandoska oraz przymiotnik komandoski. Nie ma marina. Jest (niestety) - marines, tych marines, tym marines (nie podano wymowy, ale jestem przekonany, że podano by sposób angielski).

   Wyrazy marina i marinesi oraz mariner (marynarz, żeglarz, nawigator), również marynarz i marynarka pochodzą z jednego źródła - łacińskie mare to nasze morze. Mariner to także seria amerykańskich próbników kosmicznych. Zgodnie z zasadą podobieństwa słów o wspólnym pochodzeniu (skoro audytorium, zatem i audyt), dłuższym stażu (w naszych słownikach) słów marynarz i marynarka oraz przyjaźniejszej dla naszego języka ry (niż ri), rozpatrywane wyrazy powinny mieć raczej formy marynesi i maryna, jednak trudno liczyć na powszechne ich przyjęcie w tych postaciach... Przepadły.

   Także pomiędzy imionami Marina a Maryna powstała niemała przepaść. Jak zareagowałaby polska panna Marina, gdyby ktoś zwrócił się do niej Maryna? Ale gdyby cudzoziemiec do Maryny wyszeptał Marina, to byłaby raczej zachwycona. Stolica Albanii to Tirana, jednak trudno dzisiaj byłoby przekonać Polaków do przyjaźniejszej (naszemu językowi) nazwy... Tyrana, gdyż nie brzmiałoby to nazbyt przyjacielsko. Należy sądzić, że w wielu przypadkach właściwsze dy, ry oraz ty przegrały z di, ri oraz ti. I nic na to już nie poradzimy - nasi przodkowie zagapili się przytępiając naszą wrażliwość na te rozbieżności.

   Coraz częściej słyszymy o polskiej mafii, zatem jej działacze to... I tu pojawiają się kłopoty - kiedyś mawiano u nas wyłącznie o zagranicznych mafiozach pisząc jednak o... mafiosach.

   Inny słownik języka polskiego (PWN 2000) zamieszcza - Osiemnastu mafiosów aresztowano na Sycylii. Na tragicznej liście są nie tylko załatwiający porachunki mafioso... podając wymowę [mafiozo] oraz [mafiozi] podkreśla niepolskość owych wyrazów.

   Wspomniany już Ortograficzny słownik języka polskiego zauważa wprawdzie mafioso, o tym mafiosie a. o tym mafioso; ci mafiosi, ale (choć nie zaproponowano wymowy), niech zgadnę - autor miał na myśli niepolski sposób czytania zbieżny z Innym słownikiem, nieprawdaż?

   Niemcy marynarza określają jako Matrose. Podobnie Holendrzy. Gdybyśmy podczas przyjmowania tego znaczenia do naszego słownika byli bardziej wrażliwi na wymowę, to mielibyśmy polskie słowa matroz, matrozi a. matrozy, zaś panie - matrozki. No cóż, stało się - mamy matros , matrosi a. matrosy, zaś panie - matroski.

   Oczywiście mafioso [mafiozo, mafjozo] nie można uznać za słowo polskie, ponieważ w naszym języku samodzielne s czytamy [s], a nie [z].

   Natomiast, jeśli są poważne przesłanki do stawiania z w zakończeniu wyrazu, to jednak należy tak czynić. Skoro nietuzinkowy wykonawca utworów muzycznych to wirtuoz (z języka włoskiego virtuoso) oraz wirtuozi, wirtuozka, wirtuozowski (nie wirtuos, wirtuosi, wirtuoska, wirtuosowski), przeto - odwołując się do analogii - zorganizowany mafijny przestępca to mafioz (wł. mafioso), zatem również mafiozi, mafiozka, mafiozowski (nie mafios, mafiosi, mafioska, mafiosowski, choć formy te są możliwe do przyjęcia z uwagi na poprawny związek literowo-fonetyczny, to jednak odbiegałyby od wspomnianej analogii virtuoso/wirtuoz).

   Od kilkunastu lat nudzą nas przaśne (zaściankowe?) terminy - szefowie i (zwłaszcza) kierownicy jako osoby zarządzające firmami lub ich działami. Trzeba iść z duchem czasu i właściwym rozmachem. Wielki słownik ortograficzno-fleksyjny ma wprawdzie menadżer, ale woli menedżer, menedżerski, menedżerstwo, menedżeryzm. Tenże oraz cytowany już Ortograficzny słownik języka polskiego mają ponadto manager, ale także wolą menedżer. Niestety, oba słowniki nie podają sposobu wymawiania niepolskich słów. W przypadku nieopodal wydrukowanych nazw Manchester i manczester można mieć wątpliwości - nazwę miasta przeczytamy wprawdzie po angielsku, ale nazwę tkaniny? Zawiera typowo polskie cz, zatem [manczester], bo chyba nie [menczester], wszak nie byłoby logiczne czytanie jednego słowa (i to już w mianowniku!) częściowo po angielsku a częściowo po polsku... Oba słowniki mają jednak wyraz manageryzm, który nie wiadomo w jaki sposób przeczytać - może jednak w pomieszanych językach (częściowo po polsku, takoż po angielsku; pod. weekendowi designerzy - taki swoisty galimatias...).

   Inny słownik języka polskiego również zamieszcza manager, jednakże podaje dwojaką wymowę jednego wyrazu (!) - [menedżer, menadżer]...

   Ciekawe, ale Współczesny słownik polsko-angielski (Wyżyński, 2002) znaczenia menażer i menedżer tłumaczy jednakowo - manager [maenidże:].

   Co na to encyklopedia Wiem 2003 Onet? Jest - menedżer, menażer (ang. manager, fr. ménager ‘gospodarz’) oraz menedżer, menadżer (ang. manager). Jeden ze znanych polonistów twierdzi tamże - Menedżer i menadżer to słowa jednakowo poprawne. Menedżer jest jednak kilkakrotnie częstszy od menadżera. Wynika to prawdopodobnie stąd, że łatwiej zapamiętać słowo oparte na samogłoskach e–e–e niż na samogłoskach e–a–e.

   Przyznam, że słowo to znam od kilkunastu lat i w naturalny sposób wymawiam je wyłącznie jako menadżer, zatem nie kieruję się łatwiejszym układem samogłosek. Istnieje wiele trudnych słów obcego pochodzenia, ale nie zauważyłem związku z sugerowanym ułatwieniem.

   Jednak również wirtualna encyklopedia ma chwile słabości - mimo że słowniki zalecają formę menedżer, to Wiem ma hasło Fibak (słynny polski tenisista) - menadżer, wydawca, kolekcjoner dzieł sztuki, producent filmowy, zaś dalej, w opracowaniu o zapożyczeniach z języka angielskiego (wybrane przykłady) czytamy - komputer, standard, menadżer... Dlaczego nie menedżer? Skąd ta niekonsekwencja? Inny współautor?

   Ponieważ słowniki podają podobne hasło - menażer (osoba zajmująca się organizowaniem występów w branży muzycznej, aktorskiej i sportowej), przeto podobieństwo pochodzenia, znaczenia i fonetyki przeważa ku formie menadżer.

   Należy ograniczać nienaturalne sytuacje - słowa piszemy w języku obcym, czytamy według zasad niezupełnie obcych oraz niezupełnie naszych, zaś twory te określamy nazbyt śmiało polskimi wyrazami...

   Zatem wyliczmy słowa znane oraz nominowane do słownika języka polskiego:

- jeden pan marines (pod. jankes), mafioz (pod. wirtuoz) oraz menadżer (pod. menażer);

- dwaj panowie marinesi (pod. jankesi), mafiozi (pod. wirtuozi) oraz menadżerowie albo menadżerzy (pod. menażerowie albo menażerzy); ponadto (potocznie, czasami pogardliwie lub częściej żartobliwie o ludziach; również obecna lub nowa nazwa przedmiotu, zjawiska albo przedstawiciela flory lub fauny) - dwa marinesy (pod. jankesy), mafiozy (pod. wirtuozy) oraz menadżery (pod. menażery);

- pięciu panów marinesów (pod. jankesów), mafiozów (pod. wirtuozów) oraz menadżerów (pod. menażerów);

- jedna pani marinesa albo marineska (pod. jankeska), mafiozka (pod. wirtuozka) oraz menadżerka (pod. menażerka);

- dwie panie marinesy albo marineski (pod. jankeski), mafiozki (pod. wirtuozki) oraz menadżerki (pod. menażerki);

- pięć pań marines albo marinesek (pod. jankesek), mafiozek (pod. wirtuozek) oraz menadżerek (pod. menażerek).

   Inaczej przeczytamy wyraz Ocean w nazwie Atlantic Ocean, a inaczej w Ocean Atlantycki. Imiona i nazwiska angielskie - Julia Warsaw oraz Edward Warwick przeczytamy zupełnie inaczej, mimo identycznej lub podobnej pisowni, niż polskie - Julia Wars-Sawa oraz Edward Warwicki. Aby uznać dane słowo za angielskie lub polskie nie wystarczy je napisać; należy je przeczytać w jednym z tych języków. Imiona - Ocean (to również imię po drugiej stronie wymienionego akwenu), Julia oraz Edward uznamy za polskie, jeśli przeczytamy je zgodnie z zasadami naszego języka.

   Po rozważaniach, w poczet zbioru polskich słów proponuję przyjąć wyrazy marinesi, mafiozi, menadżer. 

   Wysłano do RJP 13 czerwca 2003.

 

   Toples(k)a, toplaska 

   Do słownika proponuję przyjąć słowa toples(k)a oraz toplaska

   Toples to sposób ubierania się, a może raczej interesująca umiejętność... nieubierania się. Można stroić się toplesowo, czyli niekompleksowo, niekompletnie albo niecałkowicie...

   Toples to także jednoczęściowy strój kąpielowy wymyślony dla pań (zapewne przez panów, ale gdyby nie ta niewieścia próżność...). Taki ubiór można uznać za strój toplesowy, czyli niekompleksowy, niekompletny albo niecałkowity... Można nosić jeden toples, kupić dwa toplesy, mieć pięć toplesów w szafie.

   Panowie plażują w toplesach nie zdając sobie z tego sprawy (ang. topless - bez szczytu, czyli bez biustonosza). Podobnie jest z prozą, którą posługują się wszyscy, ale nie wszyscy o tym wiedzą. W obu przypadkach to żadna rewelacja... Na plaży opalali się także toplesi, co nie było żadną sensacją, wszak zwykle mężczyźni paradują w toplesach. Wszyscy plażowi faceci to (żartobliwie) toplesi, ale nieliczne odważne (wyzwolone?) panie to toplesy albo topleski.

   Jeden toples leży na kocu, dwaj toplesi grają w brydża, zaś pięciu toplesów płynie w łodzi. Jedna toplesa (topleska) czyta gazetę, dwie toplesy (topleski) grają w piłkę, pięć toples (toplesek) buduje zamek z piasku.

   Nawiązując do angielskich słów top (szczyt) oraz lass (dziewczyna), na urodziwe i wysokie panie, można ukuć niezbyt wyszukane, ale dość sympatyczne określenie - toplaski. Takoż na młode piosenkarki (aktorki, modelki) zajmujące czołowe miejsca na listach wszelakich...

   Jedna toplaska ze swą piosenką od wielu tygodni zajmuje czołowe miejsce na liście przebojów, dwie toplaski były na imieninach, pięć toplasek studiuje dziennikarstwo.

   Od nazwy słynnego brytyjskiego zespołu muzycznego The Beatles powstały polskie słowa Bitelsi, bitelsowski, bitelsówy. Ponieważ jest jeden bitels, dwaj bitelsi, pięciu bitelsów, to można zaproponować również bitelski (fanki Bitelsów albo panie ubierające się na podobieństwo owych sław). Podobnie - (on) jankes, (oni) jankesi; (ona) jankeska, (one) jankeski. Przy okazji - jak te polskie słowa odeszły daleko (ale przyjaźnie!) od oryg. Yankee. Teraz, o zgrozo, w nieprzyjazny sposób dla naszego języka, przejmujemy angielskie słowa w pisowni i w wymowie.

   Małżonka doży to raczej dogaresa, a nie jak podają słowniki dogaressa.

   Osoby przesiedlone w latach 1939-1945 z krajów okupowanych do Rzeszy, które nie wróciły do ojczyzny to dipisi (ang. D.P. = displaced persons, czyli wysiedleńcy). W naszym języku zapewne przyjaźniejszą formą byłaby dypisi, zaś panie to dypisy.

   Gerylasi to hiszpańscy partyzanci (od słowa guerrillamała wojna; także zredukowano zdwojenia rr oraz ll, wszak mogło powstać słowo gerryllasi...). Ich towarzyszki broni to zapewne gerylaski.

   Inny słownik języka polskiego ma hasło girlaska - tancerka rewiowa (żartobliwie); także girlsa [gerlsa] (z języka angielskiego girl - dziewczyna). Jest to dziwoląg polsko-angielski (angielsko-polski?) albo polskoangielski (angielskopolski?), a nawet polskawoangielski (angielskawopolski?) o pisowni i znaczeniu podobnym do rozróżniania kolorów (zielono-niebieski a niebiesko-zielony, zielononiebieski a niebieskozielony, zielonkawoniebieski a niebieskawozielony), ponieważ ów słownik radzi czytać polskie słowo po... angielskawu/polskawu. Podobnie rzecz (hasło, nie niewiasty...) traktuje Słownik wyrazów obcych Kopalińskiego. A niby z jakiej racji nieistniejące angielskie słowo mamy czytać ni to po polsku ni to po angielsku!? Podobnie dziwacznym słowem jest stewardesa, które większość Polaków czyta niewłaściwie [stjuardesa] (ang. stewardess). Kto to pierwszy wymyślił? Kto upiera się trwać przy takich nijakich słowach? Polacy!?

   Odwrotnie: girlas - tancerz rewiowy ubierający się oraz/lub tańczący jak girlaski... Skoro toplesi, to także girlasi. W kabarecie po raz pierwszy wystąpili trzej girlasi (obecnie w rozrywce, polityce oraz w zawiłych wywodach dotyczących języka polskiego mogą udzielać się dosłownie wszyscy...).

   Jeśli absztyfikanci i fatyganci, to dlaczegóż by nie absztyfikantki i fatygantki? Kłopoty mamy z ustaleniem właściwych nazw dla płci odmiennej - myśliwy, wojskowy. Czyżby myśliwa, wojskowa, wszak księgowy/księgowa...

   Po wielkiej fali wywołanej przez emancypantki i sufrażystki, przyszła kolej na mniejszą falę - teraz emancypanci i sufrażyści wdzierają się do sfer zastrzeżonych dawniej wyłącznie dla pań...

   Fitnes to nowy sposób spędzania czasu - ćwiczenia fizyczne, dbanie o kondycję (ang. fitness). Zajęcia odbywają się w fitnesowym klubie albo w klubie fitnesowym lub w klubie fitnesu (wszak nie w fitness clubie, nie w fitnessclubie, nie w fitnes klubie, raczej nie w fitnesklubie). Także nie w discuss(ion) clubie, nie w discuss(ion)clubie, nie w dyskus(ja) klubie, raczej nie w dyskus(ja)klubie, ale w dyskusyjnym klubie albo w klubie dyskusyjnym lub w klubie dyskusji. Również nie z business planem, nie z businessplanem, nie z biznes planem, raczej nie z biznesplanem, ale z biznesowym planem albo z planem biznesowym lub z planem biznesu.

   Skoro toples jest strojem, to również fitnes można byłoby uznać za pewnego rodzaju strój przydatny w omawianych ćwiczeniach fizycznych. Ponadto można uznać, że fitnes(k)a (pani) oraz fitnes (pan) to osoby zajmujące się amatorsko lub zawodowo fitnesem.

   Gratisy to przedmioty rozdawane bezpłatnie, choć jednak ktoś za nie zapłacił... Gratis(k)a to dziewczyna przysłana na przyjęcie koledze przed jego wydaniem się za żonę w torcie albo w policyjnym stroju. W żargonie to stosunkowo elegancka nazwa na bliżej poznaną panią przy niewielkich kosztach własnych... W czasach równouprawnienia, także pan gratis może być przysłany koleżance przed jej zamążpójściem w torcie lub w (początkowo) kompletnym mundurze albo może być zapoznany równie blisko, choć zwykle jeszcze taniej.

   Gratisi to również pracownicy pozyskani przez pracodawcę, który nie poniósł żadnych nakładów na ich przygotowanie do wykonywania pracy.

   Skoro mamy znane słowa hip(p)isi oraz hip(p)iski (wypierane zdwojenie pp na rzecz p), wiarusi, herosi, lowelasi, to nic nie stoi na przeszkodzie uznać podobne słowa dotyczące pań - wiaruski, heroski, lowelaski. Jeśli metresy, to i metresi...

   Zapewne największą przeszkodą w tworzeniu nowych słów jest przyzwyczajenie do znanych i uznanych form oraz niechęć do ryzyka kreowania nowych słów - co ludzie (poloniści) powiedzą?

   Jeśli nieoficjalne stanowisko RJP brzmi To społeczeństwo tworzy język a nie językoznawcy, przeto nam (społeczeństwu) nie można odmówić prawa tworzenia słów. Oczywiście, przyszłość pokaże, czy się zadomowią...

   Zatem wyliczmy słowa znane oraz nominowane do słownika języka polskiego:

- jeden pan albinos, bitels, dypis, fitnes, gerylas, girlas, gratis, heros, hipis, jankes, komandos, lowelas, matros, metres, toples, wiarus (także obecna lub nowa nazwa przedmiotu, zjawiska albo przedstawiciela flory lub fauny);

- dwaj panowie albinosi, bitelsi, dypisi, fitnesi, gerylasi, girlasi, gratisi, herosi (herosowie), hipisi, jankesi, komandosi, lowelasi, matrosi, metresi, toplesi, wiarusi (potocznie, czasami pogardliwie lub częściej żartobliwie o ludziach; również obecna lub nowa nazwa przedmiotu, zjawiska albo przedstawiciela flory lub fauny - dwa albinosy, bitelsy, dypisy, fitnesy, gerylasy, girlasy, gratisy, herosy, hipisy, jankesy, komandosy, lowelasy, matrosy, metresy, toplesy, wiarusy);

- pięciu panów albinosów, bitelsów, dypisów, fitnesów, gerylasów, girlasów, gratisów, herosów, hipisów, jankesów, komandosów, lowelasów, matrosów, metresów, toplesów, wiarusów;

- jedna pani albinosa a. albinoska, bitelska, dypisa, fitnesa a. fitneska, gerylaska, girl(a)sa a. girlaska, gratisa a. gratiska, herosa a. heroska (heroina), hipiska, jankeska, komandoska, lowelaska, matroska, metresa, toplesa a. topleska, wiaruska;

- dwie panie albinosy a. albinoski, bitelski, dypisy, fitnesy a. fitneski, gerylaski, girl(a)sy a. girlaski, gratisy a. gratiski, herosy a. heroski (heroiny), hipiski, jankeski, komandoski, lowelaski, matroski, metresy, toplesy a. topleski, wiaruski;

- pięć pań albinos a. albinosek, bitelsek, dypis, fitnes a. fitnesek, gerylasek, girl(a)s a. girlasek, gratis a. gratisek, heros a. herosek (heroin), hipisek, jankesek, komandosek, lowelasek, matrosek, metres, toples a. toplesek, wiarusek.

Jedynie toplaska (również hurys(k)a oraz odaliska) nie ma męskiego odpowiednika - jedna toplaska (odaliska), dwie toplaski (odaliski), pięć toplasek (odalisek). 

   Akceptując nowe polskie słowa pochodzenia obcego należy także przystać na polski sposób czytania tych słów oraz zrezygnować ze zdwojeń literowych w przypadku ich fonetycznego nieinterpretowania, czyli niewymawiania. Zatem rozważane słowa obcego pochodzenia powinny zawierać jedną literę s.

   Sceptykom można przedstawić szereg słów polskich przyjętych z języków obcych, które w oryginałach mają zdwojenia, ale w naszym języku utraciły je. Litera S oznacza, że w języku polskim przyjęto formę z jedną literą s, natomiast słowo wzorcowe ma zdwojenie, czyli ss. Jeśli omawiane hasło ma ponadto inne zdwojenia, to także je opisano według tej konwencji.

   Oto wybrane wyrazy - aDreS, aGreSor, aSekuracja, aSeSor, aSonans, aSumpt, barkaS, baroneSa, baS, baSeT(h)orn, bizneS, buSola, cypryS, dreS, dySertacja, dyskuSja, dySonans, eksceS, ekspreS, emiSja, eSencja, fliSak, fugaS, galeaS, gauS, graSować, gryS, ingreS, kareSy, kaRoSeria, kaSandryczny, kaSeTa, kaSeTon, keSon, klaSa, klaSyka, koMaSacja, koMiS, kompaS, kompreS, kongreS, koNoSament, kuliSa, maSa, maSakra, meliSa, metreSa, miSja, neseSer, odySeja, paSaż, paSeizm, paSja, paSywny, plaTfuS, poSeSja, potaS, praSa, preceSja, preSja, proceSor, promeSa, receSja, regreS, repaSacja, repaSaże, repreSja, reSort, seSja, streS, sukceS, szaSer, szproSy, taRaS, waSerzuPa.

   Tendencja do redukowania jednej litery s widoczna jest także w słowach stosunkowo nowych, które wbrew pisowni oryginalnej tracą jedną literę s podczas przyjmowania do naszego słownika - bajpaS, KoloSeum, kroS, meSa, meSalina, także wyrazy proponowane onegdaj - bizneSa, hosteSa, stewardeSa (z polską wymową).

   Powyższe przykłady mogą przekonać do zredukowania zdwojeń ss w proponowanych wyrazach.

   Żartobliwie - skoro bezszczytowy strój zwiemy toples (ang. topless), to bezdenny plażowy strój (o wyłącznie dwuelementowym jednoczęściowym staniku) nazwiemy botomles (ang. bottomless), natomiast dziewczę tak przyodziane - botomles(k)a. Skoro dziewczynę ze szczytów można określić mianem toplaska (ang. toplass), to młodą niewiastę cokolwiek upadłą można byłoby ochrzcić terminem botomlaska (ang. bottomlass)... Ponieważ ang. bottom to także siedzenie, pośladki oraz... pupa, przeto wykreowane polskie słowo botomles mogłoby oznaczać (ponadto)... bezpupie. Zatem botomlesa byłaby panią o podpleczu delikatnej natury, natomiast botomlaska mogłaby być również panią o cokolwiek solidnym podwoziu, ale jeszcze z seksapilem. Tyle nawiązując do modnych telewizyjnych zabaw językiem polskim (i angielskim)... I byle nie pomylić lengwydż (ang. language) z tongem (ang. tongue), czyli języka z językiem...

   Wysłano do RJP 31 grudnia 2002.

   Standart

   Słowo standart proponuję uznać za wariant wyrazu standard.

   Od wielu lat mamy kłopoty ze słowem standard. Ostatnio jakby więcej, prawdopodobnie jest to związane z wchodzeniem Polski do Unii Europejskiej - nie ma dnia, żeby nie mówiono o standardach europejskich, tak w znaczeniu norm technicznych, jak i (zwłaszcza) norm prawnych. Wystarczy posłuchać przemówień prezydenta, premiera i ministrów oraz wypowiedzi profesorów wyższych uczelni tudzież dziennikarzy, aby dosłyszeć, że częstokroć mowa nie jest o standardach, ale o... standartach.

   Oczywiście, zwykle ostatnia głoska traci swą dźwięczność, zatem standard czytamy [standart]. Podobnie kot i kod czytamy [kot]. Jeśli ktoś nie zna pisowni dekolt/dekold, to w mowie nie ma to znaczenia, póki stosuje mianownik albo biernik liczby pojedynczej. Jednak odmieniając przez pozostałe przypadki, także w liczbie mnogiej, powinien zastosować bezdźwięczne: -tu, -towi, -tem; -ty, -tów, -tom, -tami, -tach. W miejscowniku liczby pojedynczej powinien zastosować -cie, wszak nie -dzie.

   Jeśli ktoś nie jest pewny pisowni standart/standard, to także ujawni się to podczas wypowiadania się w innych przypadkach, niż mianownik i biernik liczby pojedynczej. Jeśli powie standartu, standartowi, standartem, standarcie; standarty, standartów, standartom, standartami lub standartach, to naraża się na posądzenie, że nie zna obecnie obowiązujących form omawianego wyrazu. Podobnie przy innych, pochodnych słowach - standartowo, standartowy, standartowość.

   Okazuje się jednak, że więcej niż połowa Polaków mówi właśnie standarty (nie standardy)! I to osoby wykształcone, publiczne, w tym politycy i dziennikarze. Proszę posłuchać wystąpień, przemówień, oświadczeń, relacji...

Co ciekawe, większość z tych osób zna prawidłową pisownię rozpatrywanego słowa w naszym języku. Osoby te wiedzą, że owo słowo przywędrowało do nas z języka angielskiego i zapisałyby je zarówno po polsku jak i po angielsku - standard.

   Co równie ciekawe, większość Polaków nie ma wątpliwości, że inne słowa o podobnym zakończeniu, np. Ryszard, kloszard, żakard, napiszą i wymówią - Ryszarda, kloszarda, żakardu; Ryszardowi, kloszardowi, żakardowi; Ryszarda, kloszarda, żakard; Ryszardem, kloszardem, żakardem; Ryszardzie, kloszardzie, żakardzie; Ryszardowie, kloszardzi lub rzadziej kloszardy a. kloszardowie, żakardy; Ryszardów, kloszardów, żakardów; Ryszardom, kloszardom, żakardom; Ryszardów, kloszardów, żakardów; Ryszardami, kloszardami, żakardami; Ryszardach, kloszardach, żakardach. Powiedzą wprawdzie [ryszart], [kloszart] oraz [żakart], jednak nie powiedzą - [ryszarta], [kloszarta] oraz [żakartu] i tak dalej... Tym bardziej nie powiedzą [ryszarcie], [kloszarcie] i [żakarcie], ale [ryszardzie], [kloszardzie] i [żakardzie], a jednak tak właśnie rozprawiają o standardach mówiąc o... standartach! Jeśli już napiszą, to Ryszardowy, kloszardowy i żakardowy (i tak powiedzą), ale pisząc standardowy, przeważnie powiedzą [standartowy]...

   Ponieważ kilkadziesiąt lat narzucania społeczeństwu jedynie słusznej pisowni nie dało właściwego efektu, przeto należy zasugerować wyraz standart jako przyjaźniejszy naszemu językowi.

   W historii także można zauważyć szereg wieloletnich eksperymentów (i to bynajmniej nie językowych) na naszym narodzie. Po kilkudziesięciu latach testowania problemu równości człowieczych żołądków powróciliśmy do odwiecznego problemu wyzysku człowieka przez człowieka (obie te kwestie wydają się u nas być nierozwiązalne...).

   Z obcymi nazwami jest podobnie jak z cudzymi pomysłami na (r)ewolucję społeczną. Jeśli nawet chcemy je przyjąć na polski grunt, to niekiedy należy je przystosować do naszych polskich warunków, zmodyfikować, uprzyjaźnić.

   Angielską formę standard narzucono nam w sposób bezkrytyczny, jak zresztą wiele innych słów niefortunnie umieszczonych w naszym słowniku, nie bacząc na ich wyobcowanie (zapewne uczyniliśmy to sami, naszymi własnymi polskimi jęzorami). Są słowa, które nie są compatibilne (!) z naszym językiem i na nic ich sztuczne i siłowe utrzymywanie w naszych słownikach... Wiele z tych wyrazów nie powinno nawet przebrnąć przez wstępny casting! To niepojęty i bezkrytyczny brak zahamowań polskiego narodu wobec obcojęzycznego zalewu przy jednoczesnym i niemal całkowitym braku controllingu ze strony językowych elit tegoż narodu.

   Skoro poloniści uważają, że to naród polski kształtuje język, a w omawianym przypadku nawet inteligencja (dawniej zwana pracującą) w większości opowiada się (choć nieświadomie) za wyższością t nad d, przeto nie powinno być historycznego i histerycznego biadolenia nad rozlanym mlekiem (dobrze, że jeszcze nie milkiem). Nie do takich zmian nasz naród jest przyzwyczajony...

   W większości języków posiadających wyrazy pochodzące od angielskiego słowa standard, przyjęto wprawdzie pisownię zgodną z oryginałem (dwukrotnie zastosowano literę d), to jednak są języki, które dokonały zamiany drugiej litery d na literę t. Zatem tamtejsi językoznawcy (i... narody, jak chcą teoretycy) uznali, że przyjmą obce słowo, ale po uprzyjaźnieniu, czyli po przystosowaniu źródłowego słowa do wymagań własnego języka.

   Istnieją firmy, które posiadają w swej oficjalnej nazwie postać standart. Nie wiadomo, czy popełniono błąd, czy właściciel oraz instytucja rejestrująca nazwę świadomie odstąpili od słownikowych reguł...

   Przeglądając inne wyrazy oraz sięgając do ich korzeni, można zauważyć ciekawe odejście od litery d na rzecz litery t.

   Polskie słowo szpunt (zatyczka) pochodzi od niemieckiego wyrazu Spund, zaś muszkat - od starofrancuskiego muscade.

   W kilku językach widoczne są rozterki d/t - padre/pater, padrone/patronus.

   Amerykański apartament na płaskim dachu wieżowca to po angielsku penthouse, przy czym pent pochodzi od łacińskiego słowa appendix, zatem również d przeszło w t.

   Nasze słowo brokat pochodzi od Brokat (niem.). Anglicy przyjęli wyraz brocade, choć w innych językach przeważyło t - broccato (wł.) i brocart (franc.).

   Szafot także pochodzi od niemieckiego słowa Schafott, a ten z kolei od starofrancuskiego chafaud; po angielsku scaffold.

   Dawna jednostka masy i waluta kilku państw to funt, którego nazwa wywodzi się od niemieckiego słowa Pfun, a to z łacińskiego pondo.

   Nasz prowiant pochodzi również od niemieckiego Proviant, ale ten od średniowiecznego łacińskiego słowa provenda. Gdyby wywodził się wprost z łaciny, to mielibyśmy prowiand i zaprowiandować... W niektórych językach przyjęto proviand. Bodaj we wszystkich językach opartych na łacińskim alfabecie, słowa o tym znaczeniu zawierają literę v, ale wyjątkowo nie w naszym języku, jako że nie jest to... polska litera.

   Nie wiadomo, w jakiej postaci przyjmie się u nas albański grosz. Zagraniczne i polskie językowe zasoby oferują formy - quindarka oraz qindarka, ale także quintar oraz qintar... Można wprawdzie dyskutować, czy w naszym języku przeważy forma z d czy z t, ale jednego powinniśmy być pewni - nie może ona zawierać litery q, gdyż nie jest to litera naszego alfabetu...

   Stolica Hiszpanii, to oczywiście w polskich atlasach Madryt, choć gdybyśmy bezkrytycznie przyjęli oryginalną nazwę (tak przecież uczyniliśmy z wieloma nazwami państw i ich stolic), to mielibyśmy Madrid (hiszp.) albo Madryd (taki właśnie związek mamy pomiędzy łacińską i polską nazwą pierwiastka chemicznego Iridium/iryd).

   Stolicę Uzbekistanu możemy zapisać jako Taszkent albo Taszkient, jednak ostatnia litera nie podlega dyskusji. Anglosasi nazwę tego miasta zapisują wszelako... Tashkend.

   Przyjęto polskie słowo kamrat, na przekór innym podobnym wyrazom - Kamerad (niem.), comrade (ang.), camarade (franc.), camarada (hiszp.)...

   Polskie imię Zygmunt ma końcowe t, choć w innych językach - Siegmund i Sigismund (oba niemieckie) oraz Zsigmond (węgierskie). Podobnie Piotr, włoski Pietro i angielski Peter, choć hiszpański i portugalski Pedro.

   Ludmiła oraz Ludwika mają zdrobnienia Ludka i Lutka, zaś Lidia niekiedy Litka. Mamy także związek Jolanta/Jolanda.

   Znana na całym świecie waluta o nazwie dolar pochodzi od słowa talar. W Słowenii odpowiednikiem złotówki jest... tolar.

   Przeglądając słownik angielsko-niemiecki można spostrzec wiele par słów, które w obu językach brzmią podobnie i mają parami litery d/d albo t/t. Zauważono także szereg par d/t (litera d w słowie angielskim przechodzi w literę t w słowie niemieckim) - bed/Bett, blood/Blut, board/Brett, border/Borte, bread/Brot, broad/breit, brood/Brut, card/Karte, cold/kalt, dance/Tanz, daughter/Tochter, dead/tot, deed/Tat, deep/tief, depth/Tiefe, devil/Teufel, dew/Tau, door/Tür, flood/Flut, garden/Garten, gird/gürten, God/Gott, good/gut, hard/hart, loud/laut, mead/Met, midday/Mittag, naked/nackt, old/alt, red/rot, ride/reiten, rod/Rute, shoulder/Schulter, side/Seite, under/unter, ward/Wart, word/Wort, world/Welt.

   Można także zauważyć, że imiesłowy regularne w języku angielskim zakończone są literą d, podczas gdy w języku niemieckim - literą t. Czyżby przypadek?

   Nie znaleziono ani jednej pary słów, w której litera t (ale nie w zestawie th) słowa angielskiego przechodzi w literę d słowa niemieckiego, a to może sugerować, że w języku niemieckim słowo standard powinno mieć tendencję do zamiany drugiej litery d na literę t. I tak zapewne byłoby właściwiej w wielu innych językach. 

   Webster wyjaśnia, że angielskie słowo standard pochodzi z języka starofrancuskiego - estandart. Wiele języków (w tym również język polski) powinno sięgnąć do praźródeł i przyjąć formę standart.

   Jeśli po tej lekturze będziemy mieli kłopoty z ustaleniem właściwej pisowni, to zawsze możemy odwołać się do mniej kontrowersyjnego słownictwa - norma, poziom, stopień... 

   Wysłano do RJP 22 stycznia 2003. 

   Lwowi Leopardowi Kotowi-Lewinowi

   Zamiast formy panu Lwu stosujmy panu Lwowi.

    Lwu czy Lwowi? Słowniki ortograficzne zwykle nie rozstrzygają tej kwestii - pomijają imię Lew. Przewija się tam owo hasło w znaczeniu - gwiazdozbiór, znak zodiaku i osoba urodzona pod tym znakiem oraz (oczywiście!) królewski ssak, od którego wzięły się wszystkie pozazwierzęce znaczenia. Sarkastycznie można byłoby powiedzieć, że słowniki objaśniają wszystko w rozważanej sprawie pomijając najważniejszą - imię... Ortograficzny słownik języka polskiego (redakcja Andrzej Markowski) przeoczył ów problem, nie zamieszczając hasła w znaczeniu imienia, choć nieopodal ma imiona nawiązujące do rozpatrywanego kota - Leonard, Leopold, Leopoldyna, także Leon, Leonia a nawet... Leonek i Leoś, czyli imiona, z którymi (wszystkimi) mamy mniej problemów, niż z tym jednym (jedynym). Jednak profesor honor uratował w Nowym słowniku poprawnej polszczyzny - zamieścił proponowaną postać Lwowi, jednak większość dziennikarzy pisuje... Lwu.

   Wielki słownik ortograficzno-fleksyjny (redakcja Jerzy Podracki) ma wprawdzie imię Lew (Lwa, Lwu, Lwa, Lwem, Lwie; Lwowie, Lwów, Lwom, Lwów, Lwami, Lwach), ale - jak widać - celownik liczby pojedynczej rozczarowuje, bo nawiązuje do nazwy drapieżnika w tym przypadku (dobrze, że w mianowniku liczby mnogiej obie odmiany jednak różnią się…).

   Przy okazji - słownik ma wprawdzie wszystkie możliwe fleksyjne końcówki, ale ich uszeregowanie jest... alfabetyczne i to z pomieszaniem liczby pojedynczej z mnogą. Wielu użytkowników nabyło owo dzieło zachwalane jako posiadające wszystkie zakończenia, ale czy któryś z czytelników wpadłby na tak kuriozalny pomysł? I w najtrudniejszych rozstrzygnięciach (choćby biernik rodzaju męskiego liczby pojedynczej) słownik nie służy pomocą...

   Ponadto słowniki miewają wyraz lew w znaczeniu bułgarska jednostka monetarna, z nieco inną odmianą - lewa, lewowi, lewa (trzeba się jednak domyśleć), lewem, lewie; lewy, lewów, lewom, lewy, lewami, lewach. Może ktoś pamięta - za czasów książeczek walutowych bułgarska złotówka nazywała się lewa (jak wziątka w grze), zaś rumuńska - leja (teraz dwojako - lej/leja). Zapewne uroda (estetyka) wyrazu nie jest naukowym kryterium, ale proponowałbym wyłącznie formy - lewa oraz leja (nie lew oraz nie lej).

   Niektórzy językoznawcy są zdania, że celownik tytułowego imienia powinien brzmieć Lwu, a nie Lwowi. A jeśli nazwisko ma identyczną formę? Czyżby Lwu Leopardowi Kotu-Lewinowi? Jeśli niejaki Telesfor Pies-Niepies jest treserem niesfornej sfory oraz zagościł w programie telewizyjnym, to nie Telesforowi Piesowi-Niepiesowi przekazano smycze, lecz Telesforowi Psu-Niepsu?

   Celownik jest bodaj najrzadziej stosowanym przypadkiem. Pracujemy w biurze, idziemy do biura, piszemy na biurku. Ale jeśli biur(k)a nie należą do naszej codzienności, to celownik liczby pojedynczej bywa kłopotliwy. Jednak proszę uwierzyć Adamowi Biur(k)owi, bo przecież nie Adamowi Biur(k)u.

   Podobnie - Jerzy Centrum, Rok Cło, Robert Dobrychłop, Grzegorz Przebóg, Mirosław Sobiepan. Dajmy Jerzemu Centrumowi (nie Centrum), Rokowi Cłowi (nie Cłu), Robertowi Dobrychłopowi (nie Dobrychłopu), Grzegorzowi Przebogowi (nie Przebogu) oraz Mirosławowi Sobiepanowi (nie Sobiepanu).

   Można rozważać, czy ładniejszą dla rozmówcy jest forma orłu czy orłowi, ale jeśli miasto Orzeł, to jednak wyłącznie Orłowi; również raczej panu Zenonowi Orzełowi, niźli Orłowi. O zwierzaku można osłu a. osłowi, ale raczej posłowi Leonowi Napoleonowi Osiołowi, niźli Osłowi, chyba że chcemy złośliwie ocenić jego sejmowe pomysły - posłu Leonu Napoleonu Osłu, dodatkowo czyniąc aluzję do języka sąsiadów.

   Zwykle rzeczowniki pospolite rodzaju męskiego w celowniku mają formę o zakończeniu -owi (jeżowi, kozłowi, rakowi). Wyjątkami bywają zwykle jednosylabowe rzeczowniki - kot, lew, pies, pan, które w celowniku przyjmują formy - kotu, lwu, psu, panu. Jednak nazwisko oraz żołnierz najmłodszego rocznika przybierze postać Kotowi/kotowi. Prawdopodobnie wszystkie męskie imiona zakończone spółgłoskami oraz samogłoską o, w celowniku mają -owi. Wiele przemawia za tym, aby imiona (także naszych ulubionych zwierząt), nazwiska oraz pseudonimy miały takie zakończenie. Zatem - Jeżowi, Kotowi, Koziołowi, Panowi, Piesowi, Rakowi, oraz... Lwowi, wszak Grzegorzowi, Mirosławowi i Zenonowi. Również Gagarinowi i Puszkinowi (w języku rosyjskim - Gagarinu i Puszkinu). Dobra znajomość naszego języka może być przeszkodą i obrócić się przeciwko nam –- odmieniając nietuzinkowe nazwiska trudno zapomnieć o związkach ze słowami potocznymi. O paradoksie - cudzoziemiec niedoskonale władający naszym językiem może mieć mniejsze kłopoty z omawianym problemem deklinacji, ponieważ nie ma obszernej porównawczej bazy mogącej zakłócić właściwy tok rozumowania...

   Przy okazji - istnieją podobne a interesujące celowniki dotyczące nazw miejscowości: BłędówBłędowowi, ale też ku Błędowi, JanówJanowowi/Janowu, Kijów Kijowowi/Kijowu, Kraków Krakowowi/Krakowu, Kunów Kunowowi/Kunowu, Maków Makowowi/Makowu, Pruszków Pruszkowowi/Pruszkowu, PrzemkówPrzemkowowi/Przemkowu, Rostów - Rostowowi/Rostowu, Tomaszów Tomaszowowi/Tomaszowu, Turoszów Turoszowowi/Turoszowu oraz LwówLwowi, ale również ku Lwowu.

   Inne „lwie” miasto to Mohylew Mohylewowi, ale także ku Mohylewu. Mohylewskie ulice a mieszkańcy to Mohylewianki oraz Mohylewianie (od wielkich liter, bowiem stosowanie małych liter należy uznać za nierozsądną zasadę).

  Skoro lwach i Mohylewie...

   Złote Lwy przyznano elewowi Mohylewianinowi Karolowi Lwowi Karolewowi za film „Lwi pazur” zrealizowany we Lwowie, w wytwórni „Lewiatan” a opowiadający o przyjaźni trzech lwów - dwaj to znani osobnicy, lewicowi lewusi a lwi salonowi (Leon z lewicy a drugi, Napoleon, z centrolewu; obaj również elewi, ale Lwowianie, czyli Lwowiacy, dla wielu po prostu Lwowiaki), zaś trzeci to młody afrykański lew Leoncjusz (właściwie to jeszcze lwię, czyli lwiątko), odebrany lwicy i staremu lwisku we lwowskiej lwiarni, wygrany w karty (parę szczęśliwych lew) i okazyjnie (wraz z partią lewisów, tuzinem lewkonii, plastikowym odlewem modelu atomu mendelewu i mendlem mrówkolwów) przewieziony samochodem marki „Leon” na lwóweckich tablicach przez wylewną Lwówczankę Leontynę Leonową (ich znajomą z Lwówka Śląskiego) za bułgarskie lewy (a dokładniej - za kilkaset lewów albo, jak wolą inni, za kilkaset lew) ratalnie przelewane na jej lewe konto…

   Do omówienia pozostaje postać liczby mnogiej imienia Lew. Skoro Grzegorzowie, Kosmowie, Jerzowie, Mirosławowie, Zenonowie...

   Jeśli pewne słowo w liczbie pojedynczej jest rzeczownikiem pospolitym lub nazwą pisaną od wielkiej litery oraz jednocześnie imieniem męskim (może to być zwykły przypadek), to mamy różne formy liczby mnogiej. Na przykład: Bernardyn (imię w liczbie pojedynczej) - bernardyny (rasa psa), także bernardyni (zakonnicy), ale Bernardynowie (imię w liczbie mnogiej); Czech - Czechy, także Czesi, ale Czechowie; Daniel - daniele, ale Danielowie; Delfin - delfiny (ssaki) albo delfini (osoby), ale Delfinowie; Donat - donaty (pączki), ale Donatowie; Filip - filipy (zające), ale Filipowie; Fryderyk - fryderyki (nagrody), ale Fryderykowie; Hiacynt - hiacynty, ale Hiacyntowie; Jonatan - jonatany, ale Jonatanowie; Jordan - jordany (obrzędy), ale Jordanowie; Karp - karpie, ale Karpowie (dwojako karpia/Karpa); Lech - lechy (piwa), ale Lechowie; Leopard - leopardy, ale Leopardowie; Ludwik - ludwiki, ale Ludwikowie; Łazarz - łazarze, ale Łazarzowie; Mieszko - mieszki, ale Mieszkowie; Mikołaj - mikołaje, ale Mikołajowie; Napoleon - napoleony, ale Napoleonowie; Narcyz - narcyzy, ale Narcyzowie; Nestor - nestorzy, ale Nestorowie; Oskar - oskary (nagrody), ale Oskarowie; Przemysł - przemysły, ale Przemysłowie (dwojako przemysłu/Przemysła); Tycjan - tycjany (malowidła słynnego malarza), ale Tycjanowie; Walter - waltery (broń), ale Walterowie; Wiktor - wiktory (nagrody), ale Wiktorowie. Wprawdzie afrykańskie lwy, ale dwóch panów o imieniu Lew, to... Lwowie.

   Pewne rzeczowniki w liczbie mnogiej przyjmują (niekiedy przypadkowo) formę imion męskich - Arkady/arkady, ale Arkadowie, Cezary/cezary (nagrody), ale Cezarowie, Kanty/kanty, ale Kantowie.

   Imiona i nazwiska pochodzące od zdrobniałych imion, to Danielkowie, Filipkowie i zapewne Lwiątkowie.

   Nazwiska par małżeńskich (od nazwiska pana) przyjmą formy - (państwo) Biur(k)owie, Centrumowie, Cłowie, Dobrychłopowie, Jeżowie, Kotowie, Koziołowie, Orzełowie, Osiołowie, Panowie, Przebogowie, Piesowie-Niepiesowie, Rakowie, Sobiepanowie i… Lwowie.

   Z imionami pań jest mniej problemów. Jeśli nawet jednocześnie ich imiona są rzeczownikami (w tym nazwy geograficzne), to w liczbie mnogiej mają te same formy co owe rzeczowniki - Agi, Estery, Flory, Glorie, Gracje, Halki, Leny, Maliny, Nadzieje, Nimfy, Normy, Nory, Róże, Scholastyki. W ramach równouprawnienia (od imion pań), małżeństwa oraz potoczne określenia par, to - (państwo) Agowie, Esterowie, Lenowie, Malinowie, Nimfowie, Różowie, Scholastykowie...

   Jeśli nazwa nagrody pochodzi od drapieżnika, to mamy przykładowe formy - Platynowy Lew oraz Złote Lwy. Zatem - przyglądamy się Platynowemu Lwu (potocznie lwu) i Złotym Lwom (pot. lwom) oraz otrzymała Platynowego Lwa (pot. lwa) i Złote Lwy (pot. lwy). Mawiamy zdobył dwa kolejne noble (wszak nie dwóch kolejnych Noblów; od nazwiska szwedzkiego wynalazcy). Załóżmy, że nagrody Bystry Lew oraz Rezolutni Lwowie swe nazwy wywodzą od imienia albo nazwiska Lew. Wówczas - przyglądamy się Bystremu Lwowi (także Kotowi, Koziołowi, Piesowi; potocznie lwowi, również kotowi, koziołowi, piesowi) i Rezolutnym Lwom (także Kotom, Koziołom, Piesom; pot. lwom, również kotom, koziołom, piesom) oraz otrzymała Bystrego Lwa (także Kota, Kozioła, Piesa; pot. lwa, również kota, kozioła, piesa) i Rezolutnych Lwów (także Kotów, Koziołów, Piesów; pot. lwy, również koty, kozioły, piesy).

   W oczywisty sposób nasuwa się myśl, że taki pan o dwojgu imion Lew Leonard oraz o dwojgu nazwisk Kot-Lewin powinien mieć zarzuty stawiane przeciwko Lwowi Leonardowi Kotowi-Lewinowi... Wszak kłaniamy się (wprawdzie nie panowi, ale) panu profesorowi Zbigniewowi Lwowi-Starowiczowi!

   Skoro o drapieżnikach… Finansowi rekini założyli klub z lwem w herbie. Nowobogaccy i szarmanccy lwi salonowi towarzyszyli swym wybrankom, zwykle lwicom, kokotom i kocicom. Kotowie (koci) chcą założyć stowarzyszenie „Kotowie RP” albo „Koci Wojskowi”.

   Z rzeczowników - centrolew, chlew, elew, mendelew, nadlew (także przelew, wlew, wylew, zalew, zlew), Mohylew oraz mrówkolew, jedynie ostatni w celowniku przyjmuje zakończenie -lwu (z oczywistego powodu); pozostałe -lewowi. Podobne różnice mamy także w innych przypadkach.

   Skoro Lew (Leo) jest także jednym z tuzina znaków zwierzyńca niebieskiego (zodiaku), przeto przeanalizujmy jeszcze nazwy osób spod tego znaku - te ambitne Lwy, ale ci ambitni Lwi a. Lwowie (ten elew, niekiedy te elewy, ci elewi a. elewowie).

   W swym programie, 4 października 2003, prof. Jan Miodek jednoznacznie opowiedział się za formą Lwowi… To jednak zbyt mało, skoro nawet weterani dziennikarstwa nadal mawiają Lwu.

   Wysłano do RJP 13 grudnia 2003.

   Hominidzi, embrioni, kloni

   Proponuję przyjąć nowe wyrazy w męskoosobowych formach.

   Nie ulega wątpliwości, że skoro pewne stworzenia zaliczamy do kopalnych małp, choćby nawet człekokształtnych, to w liczbie mnogiej ich nazwy przyjmą postać typową dla zwierząt - gigantopitek/gigantopiteki (Gigantopithecus), oreopitek/oreopiteki (Oreopithecus), ramapitek/ramapiteki (Ramapithecus).

   Językowe kłopoty pojawiają się, kiedy omawiamy już nie zwierzęta, może jeszcze nie człowieka, ale praczłowieka i natrafiamy na problem typowo polski.

   Pitekantrop (rzadziej pitekantropus) – praczłowiek (Homo erectus, Pithecanthropus), kopalny gatunek człowieka ze środkowego plejstocenu, przypuszczalnie forma przejściowa pomiędzy australopitekiem i neandertalczykiem.

   Neandertalczyk albo człowiek neandertalski (Homo neanderthalensis) - kopalna forma człowieka, najczęściej uważany za ewolucyjnego następcę pitekantrop(us)a i poprzednika Homo sapiens.

   Ponieważ australopitek nie został uznany za człowieka, to w liczbie mnogiej przyjmie formę australopiteki, nie australopitecy. Natomiast neandertalczyk został uznany za naszego rozumnego przodka (pani/kobieta - neandertalka), przeto w liczbie mnogiej - neandertalczycy, jednak nie neandertalczyki.

   Skoro jednak forma przejściowa pomiędzy australopitekami a neandertalczykami ma w swej nazwie człowiek (Homo), przeto mianownikowa liczba mnoga powinna przyjąć postać - pitekantropi (także biskupi, chłopi, filantropi, maszopi) lub pitekantropusi (także kirysi, mnisi, negusi, ordynansi).

   Homo sovieticus - nazwa grupy ludzi naznaczonych ideą, to po polsku sowietykus (pani - sowietykuska), sowietykusi albo lekceważąco - sowietykusy.

   Jeśli czytamy - Kilka milionów lat temu żyło w Afryce wiele gatunków dwunogów, to w mianowniku liczby mnogiej - dwunogi (ale nie praludzie; pod. minogi, stawonogi) albo - dwunodzy (praludzie; pod. włóczędzy, koledzy). Oczywiście, słowa te są również przymiotnikami – Szybkie, dwunogie osobniki oraz powolni, dwunodzy osobnicy zamieszkują naszą planetę.

   Do hominidów uczeni zaliczają pewne małpy, ale również stworzenia mające cechy praludzi. Zatem o pierwszej grupie można mówić hominidy (człowiekowate), zaś o drugiej można rzec, że jednak hominidzi (człowiekowaci). I nie tyle, że może mieli dusze (bo to kłopot teologów), ale ci drudzy, jako osobnicy (nie osobniki!) rodzaju męskosobowego (nawet jeśli były tam niewiasty, wszak nie samice), językowo podlegają oryginalnym zwyczajom naszej mowy. Ludzie pierwotni to troglodyci (jaskiniowcy), wszak nie troglodyty (jaskiniowce). Panie to hominidki oraz troglodytki.

   Hybryd to mieszaniec. Jeśli mówimy o ludziach, to hybrydzi (mieszańcy), jeśli o pozostałych stworzeniach, to hybrydy (mieszańce). Skoro ludzie to mieszkańcy (np. blokowisk), to zapewne zwierzęta - mieszkańce (np. lasu)? Jaskiniowce to zwierzęce i roślinne pramieszkańce, zaś jaskiniowcy to ludzcy pramieszkańcy. Odważne ssaki to zwierzęce wojowniki, ale odważni ssacy to ludzcy wojownicy?

   Kolorowi patriotyczni bojownicy oddający życie za wolność swego indiańskiego narodu przeszli do historii. Kolorowe akwariowe bojowniki stały się ozdobą pięknego mieszkania.

   Handlowcy to osoby zajmujące się handlem, zaś handlowce to towarowe statki. Ciężarowcy to sportowcy podnoszący sztangi, zaś ciężarowce to statki przeznaczone do przewozu wyjątkowo wielkich i ciężkich urządzeń. Trampi to wędrowcy ciekawi świata, zaś trampy to statki towarowe odbywające nieregularne rejsy do różnych portów. Wielorybnicy to osoby poławiające największe morskie ssaki, zaś wielorybniki to statki służące do połowu tychże zwierząt.

   Omawiane problemy są charakterystyczne prawdopodobnie jedynie dla naszego języka. Cudzoziemcy biegle posługujący się swoimi językami nie pomogą nam w rozstrzygnięciu, a nawet… nie są w stanie ocenić rangi problemu.

Burboni (a. Burbonowie) - przedstawiciele dynastii, ale burbony - trunki;

koloni - drobni dzierżawcy, ale kolony - waluty Kostaryki i Salwadoru;

farmazoni - oszuści, ale farmazony - bezsensowne wypowiedzi;

karmazyni - szlachcice, ale karmazyny - ryby albo kury amerykańskie;

cyklopi - jednoocy olbrzymi, ale cyklopy - jednookie skorupiaki (oczliki);

katarzy (a. katarowie) - przeciwnicy feudalizmu, ale katary - nieżyty;

traperzy - myśliwi polujący na zwierzęta futerkowe, ale trapery - typ obuwia;

janczarzy (a. janczarowie) - turecka piechota, ale janczary - dzwonki;

iluminatorzy - ilustratorzy książek, ale iluminatory - niewielkie okna pojazdu;

laufrzy - osoby (gońcy), ale laufry - figury na szachownicy (gońce);

agitatorzy - głosiciele pewnych idei, ale agitatory - mieszalniki;

kortezi - (dawniej) reprezentanci narodu w państwach iberyjskich, ale Kortezy - parlamenty państw iberyjskich;

kirysi - inaczej kirasjerzy, ale kirysy - osłony zbroi oraz rybki akwariowe;

Sowieci - mieszkańcy ZSRR (potocznie Sowiety), ale sowiety - rady delegatów robotniczych, chłopskich i żołnierskich w Kraju Rad;

wiciowcy - członkowie „Wici” (1928–1948), ale wiciowce - pierwotniaki z pogranicza świata roślin i zwierząt, poruszające się zwykle za pomocą wici;

warzywnicy - ogrodnicy zajmujący się uprawą warzyw, ale warzywniki - miejsce uprawy warzyw;

apologetycy (a. apologeci) - obrońcy idei, ale apologetyki - listy obronne;

ślepcy - osoby niewidome (nieelegancko), ale ślepce - stepowe gryzonie.

   Różnice są nie tylko w mnogich mianownikach, ale również w biernikach.

Autochtoni to tubylcy, ale autochtony to masy skalne, które podczas ruchów górotwórczych nie uległy przemieszczeniu. Widziano dwóch/pięciu opalonych autochtonów oraz dwa szare autochtony (ale pięć szarych autochtonów).

Tubylcy to mieszkańcy ludzkich osiedli, ale tubylce to zwierzęta lub rośliny, czyli mieszkańce właściwe dla danych obszarów. Zaobserwowano czterech/stu indiańskich tubylców oraz cztery zielone tubylce (ale sto zielonych tubylców).

Do rzeki skoczyli dwaj szybcy pływacy oraz wpadły dwa czerwone pływaki. Opublikowano zdjęcia ukazujące trzech/siedmiu przystojnych pływaków oraz trzy korkowe pływaki (ale siedem korkowych pływaków).

Irokezi – pramieszkańcy Ameryki, ale irokezy - szczególne fryzury; bacznie obserwowano rączych Irokezów, jednak fryzjerzy modelowali modne irokezy;

bastardzi - potomkowie monarchów ze związków pozamałżeńskich, ale bastardy - mieszańce dwóch gatunków zwierząt lub roślin; zignorowano ubogich bastardów, jednak podziwiano cenne bastardy;

negusi - starożytni władcy Etiopii, ale negusy - napoje alkoholowe; przedstawiono wykształconych negusów, jednak wypito smakowite negusy;

delfini - następcy tronu francuskiego, ale delfiny - sympatyczne ssaki; w tańcu widziano wesołych delfinów, jednak w wodzie podziwiano zwinne delfiny.

   Wyrazy określające ludzi pełniących rozmaite funkcje oraz określające urządzenia, sprzęty, także programy komputerowe, zwykle mają w mianowniku liczby mnogiej dwie formy - agenci, agenty; agitatorzy, agitatory; archiwizatorzy, archiwizatory; edytorzy, edytory; informatorzy, informatory; klienci, klienty; komunikatorzy, komunikatory; konduktorzy, konduktory; korektorzy, korektory; mikserzy, miksery; moderatorzy, moderatory; operatorzy, operatory; organizatorzy, organizatory; piloci, piloty; pływacy, pływaki; przewodnicy, przewodniki; regulatorzy, regulatory; segregatorzy, segregatory; translatorzy, translatory.

   Na półkach leżą telewizyjne i radiowe piloty, obok stoją eleganccy piloci.

   Jest niewiele wyjątków (identyczne mnogie mianowniki rodzaju męskoosobowego i niemęskoosobowego).

   Obcy tłumacze mieli kłopoty z rodzajem męskoosobowym w naszym języku. Bateryjne elektroniczne tłumacze znacznie potaniały.

   Powojenni utrwalacze władzy ludowej nie tylko pisali raporty. Utrwalacze fotograficzne dostarczono wreszcie do branżowych sklepów.

   Na scenie wystąpili trzej polscy idole. W grobach spoczywały trzy gliniane idole (figurki).

   Niekiedy można mieć wątpliwości co do poprawności kontrowersyjnych form - Przywieziemy elektroniczny tłumacz, kawowy ekspres, kremowy robot, szybkoobrotowy mikser, telewizor kolorowy oraz zdalny pilot do niego.

   Osoby wymagające bezwzględnego posłuszeństwa to cyniczni autokraci, ale ozdobne samochodowe kraty albo nowoczesne, zdalnie sterowane urządzenia zapobiegające włamaniom to solidne autokraty (podobnie - autopiloty, autoalarmy, automaty, automobile, autoportrety).

   Rozróżnienie szyderstwa od neutralnej mowy bywa trudne. Różnica juhasi/juhasy, sołdaci/sołdaty bywa subtelna - a to przedstawiciel naszej Polonii, który dawno nie był w ojczyźnie, a to ktoś próbuje autentycznie mówić gwarą albo inny opowiada dowcipy nawiązując do gwary... Może nawet dojść do poważnego nieporozumienia, kiedy nieporadność albo gwarowość ktoś nazbyt wyczulony może odebrać jako szyderstwo... Polacy pochodzący z kresów oraz Rosjanie dodatkowo dorzucają koloryt znaczeniowy. Cudzoziemcy znający nasz język, formę Polaki stosują zwykle w szyderczym znaczeniu albo niechcący w infantylny sposób tworzą liczbę mnogą. Prawidłowa postać to Polacy. Gdyby rzeczownik człowiek nie miał formy ludzie w liczbie mnogiej, to należy przypuszczać, że zaistniałaby postać człowiecy (nie człowieki). Lekceważąco mawia się o nas Polaki, ale polaki to również (potocznie i bez złośliwości) lekcje naszego ojczystego języka.

   Bałwany - spienione fale albo postacie ze śniegu, ale bałwani - krytycznie oceniani przez nas ludzie… Skoro ludzi określamy mianem weterani, to na stare samochody (także na inne produkty ludzkiego rozumu) można mawiać weterany

   Wytwory marzeń i wynalazczości to androidy, cyborgi, roboty. Jeszcze raczej uznawane za bezmózgie automaty. Jeśli jednak, wraz z rozwojem techniki (a tak przedstawiane są już przez filmowców) przypiszemy im podobną nam inteligencję, to jednak inteligentni automaci - androidzi, cybordzy (a. cyborgowie), roboci

   Automaty zostały udoskonalone i wygrywały z wytrawnymi szachistami dając im szybkie maty. Ludzie pracujący jak monotonne automaty to monotonni automaci. Z okazji Dni Morza awanse otrzymali wybrzeżowi maci i bosmanmaci oraz bosmani. Skonfiskowano nowe aparaty radiowe. Nasi starzy zakładowi aparaci znowu mają nietuzinkowe pomysły. Ze służby odeszli najstarsi ordynansi. Telegraficznie przekazano ważne ordynanse.

   Patroni to opiekuni, zaś patrony to tekturki lub deseczki z wyciętymi deseniami, które podczas malowania przenosi się na ścianę. Niektóre domowe zwierzęta to sympatyczne opiekuny do dzieci.

   Jeśli niektóre formy w mnogim mianowniku mogą dziwić, to można zdanie przekonstruować stosując inny przypadek unikając ewentualnej krytyki - Także zwierzęta bywają sympatycznymi opiekunami do dzieci.

   Klauni to komicy cyrkowi. Ale zwierzęta w podobnych rolach albo lekceważąco o ludziach - Na scenę wyszły klauny, czyli komiki cyrkowe.

   Do redakcji nadsyłane są różne anonimy. Do urzędu przychodzą rozmaici anonimi. Przy okazji - Nie można zrozumieć tego anonimu, gdyż jest nieczytelnie napisany, ale - Nie można zrozumieć tego anonima, ponieważ niewyraźnie mówi.

   W Anglii istnieje funkcja królewski licznik łabędzi. Czyżby trzej królewscy licznicy łabędzi?

   Z wieloma formami jeszcze słowniki nie zgadzają się. A dokładniej - nie wiadomo, czy się zgadzają, ponieważ niezamieszczenie pewnej formy może być spowodowane ograniczeniem objętości słownika… Zwykle słowniki podają wyłącznie przykłady w zdaniach oczywistych i niekontrowersyjnych. Kiedy poszukujemy rzeczownika w konkretnej odmianie, to okazuje się, że słowniki posiadają akurat formy nas nieinteresujące - powszechnie znane...

   Bywa i tak, że słowniki akceptują formy uznawane przez nas za absurdalne, a bywa, że nie mają form uważanych przez nas za oczywiste. Nasza niewiedza jest spowodowana wielością istniejących polskich słów oraz subtelnością rozmaitych znaczeń. Nie jest możliwe, aby nie tylko przeciętny Polak, ale nawet znany polonista, znał wszystkie poprawne formy rzeczowników oraz ich deklinacje.

   Można wyróżnić szereg związków grup rzeczowników w zależności od znaczeń: ludzie - zwierzęta i rośliny oraz mityczne postacie, ludzie - przedmioty (firmy, urządzenia, programy), ludzie „oficjalnie” - ludzie „potocznie”.

Na pocztę napadli (ci) dwuręcy bandyci. W lokalu zepsuły się (te) jednorękie bandyty.

Krwiożercze rekiny to bardzo ciekawe morskie zwierzęta. Ponownie zjednoczyli się pazerni rekini wielkich koncernów.

Państwem od lat rządzili krwawi tyrani. Lwy to żarłoczne tyrany afrykańskiej puszczy.

Dookoła Ziemi krążą skonstruowane przez nas satelity. Nasi nowi satelici może przekonają nas do swych planów.

Różni suwereni panowali na tych terenach. Różne suwereny znajdowano na tych terenach.

Możni protektorzy zarekomendowali rewelacyjne protektory zwiększające bezpieczeństwo pracy.

Polscy myśliwcy walczący o Wielką Brytanię chwalili angielskie myśliwce.

Czołowi motorowcy obserwowali przepływające wielkie motorowce.

Koksownicy pracowali także w nocy. Zimą koksowniki bywały niezbędne.

Nowatorscy plastycy podziwiali nowo wytworzone plast(i, y)ki.

Nasi waleczni komandosi brali udział w brawurowej akcji odbicia zakładników. Polskie dzielne psie komandosy szkolone do specjalnych i niebezpiecznych zadań brały udział w ratowaniu zasypanych dzieci.

Mutanci to osobnicy zmienieni wskutek mutacji jednego lub większej liczby genów, zaś mutanty to podobnie zmutowane osobniki.

Dublerzy to aktorzy-zastępcy w niebezpiecznych scenach, ale czworonożne dublery to aktory-zastępce (dublery to również dodatkowe metalowe płyty wzmacniające statek, montowane podczas remontu).

Zbankrutowani właściciele fabryki to bankruci, ale zbankrutowane zakłady to bankruty.

Marabuty to afrykańskie ptaki, ale marabuci to muzułmańscy mnisi lub pustelnicy. Mnichy to urządzenia techniczne, zaś pustelniki to raki.

Nowe pieniądze wprowadzone do obiegu w Unii Europejskiej to eura (europy), zaś Europejczycy (Europi) to mieszkańcy starego kontynentu.

   Co ciekawe, polskojęzyczne męskoosobowe rzeczowniki często przechodzą w formę niemęskoosobową, zwykle w przypadkach lekceważenia - belfrowie lub belfrzy zmieniają się w postać… belfry.

   Dwaj leworęcy mańkuci zostali przyjęci do pracy. Mniej przychylnie - Dwa leworękie mańkuty zostały przyjęte do roboty (informacja o leworęczności jest zbędna, a nawet błędna, bowiem zawarto ją w znaczeniu mańkut).

   Skoro mamy znane słowa - herosy albo herosi lub herosowie, to nic nie stoi na przeszkodzie, aby uznać podobne słowa - atlasy albo atlasi lub atlasowie. Język wiele zniesie, to nasze przyzwyczajenia są największą przeszkodą w tworzeniu nowych słów. W mitologii greckiej, istoty o postaci konia, z torsem i głową człowieka, to centaury lub centaurzy (a. centaurowie).

   Bóstwa utożsamiane z greckimi satyrami to fauny. Leciwi i wątpliwi dżentelmeni to faunowie (może fauni?). A satyrowie (może satyry/satyrzy?) to greckie wesołe i lubieżne bóstwa.

   Do lekarza przychodzą pacjenci, do weterynarza zapewne pacjenty, co może budzić dezaprobatę, ale gdyby nazwać tak gatunek nowo odkrytych ryb, to nie mielibyśmy żadnych pretensji.

   Embrion to organizm ludzki lub zwierzęcy w bardzo wczesnej fazie rozwoju, na długo przed urodzeniem lub wykluciem się z jaja. Jednak organizmy ludzkie to embrioni, zaś zwierzęce to embriony. Nie istnieją roślinne embriony.

   Klon to organizm ludzki, zwierzęcy lub roślinny identyczny z organizmem, z którego komórek został sztucznie wyhodowany. Grupa ludzkich klonów to kloni i zapewne nietaktem byłoby pisać o ludziach, że zostali wyhodowani...

   Ciekawe i dość skomplikowane są deklinacje omawianych wyrazów w zależności od znaczeniowej grupy.

   Mianownik liczby pojedynczej (niezależnie od znaczenia) - klon i embrion. Mianownik liczby mnogiej, jeśli piszemy o klonach i embrionach jako o ludziach - kloni i embrioni są opisani w pracach naukowych (mogą być typowe wątpliwości - klonowie/embrionowie); o zwierzętach i roślinach - klony i embriony (te ostatnie jedynie zwierzęce) są opisane w pracach naukowych.

   Biernik liczby pojedynczej, jeśli piszemy o klonie i embrionie jako o człowieku i zwierzęciu - na odbitce widać wyraźnie zarysowanego jednego klona (embriona); o roślinie - na odbitce widać wyraźnie zarysowany jeden klon (embrion - gdyby istniał). Biernik liczby mnogiej, jeśli piszemy o klonach i embrionach jako o ludziach - na zdjęciach widać dokładnie wyraźnie oświetlonych dwóch klonów (embrionów); o zwierzętach i roślinach –- na zdjęciach widać dokładnie oświetlone dwa klony (embriony, ale nie roślinne).

   Dopełniacz liczby pojedynczej, jeśli piszemy o klonie i embrionie jako o człowieku i zwierzęciu - na slajdzie nie można dostrzec filigranowego klona (embriona); o roślinie - na slajdzie nie można dostrzec filigranowego klonu (identycznie w znaczeniu drzewa albo drewna; embrionu - gdyby… istniał). Dopełniacz liczby mnogiej (niezależnie od znaczenia) - klonów oraz embrionów.

   Wołacz liczby pojedynczej (niezależnie od znaczenia) - klonie (embrionie). Wołacz liczby mnogiej, jeśli piszemy o klonach i embrionach jako o ludziach - kloni (embrioni), kiedyż zdążymy was opisać?; o zwierzętach i roślinach - klony (embriony, ale nie roślinne), kiedyż zdążymy was opisać?

   Pozostałe przypadki w liczbach nie zależą od grupy znaczeniowej: celownik – klonowi/klonom, embrionowi/embrionom; narzędnik – klonem/klonami, embrionem/embrionami; miejscownik - klonie/klonach, embrionie/ embrionach.

   Nie trzeba wiedzieć, które ze znaczeń pojawiło się jako pierwsze. Aby po latach przyzwyczaić się do zaskakujących dzisiaj form, należy je stosować i utrwalać. Wystarczy, że opatrzyły się obie formy i nie mamy zastrzeżeń.

   Komediowe postacie to wielobarwni arlekini. Centkowane arlekiny miały swój dzień na psich wyścigach.

   Podczas hipicznych zawodów ponownie zwyciężyli wojskowi i karni czempioni otrzymując złote medale, a dosiadane przez nich wojskowe i kare czempiony zadowoliły się złotym owsem.

   Jeśli nie wiemy, co oznacza zasłyszane słowo, na przykład moran, to nie potrafimy ustalić poprawnej formy mnogiego mianownika i wołacza - morany albo morani, a może moranowie... Również są kłopoty z dopełniaczem (morana lub moranu) i biernikiem w obu liczbach (morana/moran; moran(ów)/morany).

   Jeśli małżonkowie mają oryginalne nazwiska to - państwo Hominidowie, Embrionowie, Klonowie, takoż - Klaunowie, Moranowie, Polakowie. A wszystko wiedzący to… alfi i omedzy

Wysłano do RJP 29 lutego 2004.

   Imaż, wizaż, balejaż

   Z wielkiego świata przychodzą do nas mody wszelakie, zwłaszcza w dziedzinie upiększania. I kolejne nowe polskie słowo - balejaż, oznaczające metodę farbowania włosów polegającą na pokrywaniu ich różnymi warstwami środka barwiącego, aby uzyskać odmienne odcienie tego samego koloru. Słowo pochodzące z języka francuskiego - balayage (zamiatanie). Wyrazy pokrewne (raczej frywolne) - wybalejażować (się), balejażowata.

   Wizażyst(k)a (fr. visagiste od visage ‘twarz’) to specjalist(k)a od wykonywania artystycznego makijażu. Zapewne wizaż to twarz po wykonaniu makijażu albo nawet ogół czynności wykonywanych podczas charakteryzacji buzi. Makijaż to nakładanie kosmetyków (fr. maquillage), w przenośni (dla Francuzów) również ‘fałszowanie’ albo ‘podrabianie’, co we właściwym świetle stawia obie połowy ludzkości - panie, które tworzą swe wizerunkowi iluzje oraz panowie, którzy z całkowitym zrozumieniem dają się oczarowywać owym imaginacjom. W ogłoszeniu czytamy - Policealne studium wizażu, stylizacji i charakteryzacji teatralnej, telewizyjnej i filmowej. Wizażystyka podobnie jak matematyka jest nauką logiczną. Jednak wizażu, nie visage’u. Można? Zatem konsekwentnie - imażu, nie image’u! Jeśli już musimy, to nowe słowa wprowadzajmy do naszego języka w poprawnie zredagowanej formie, skoro znudziło się nam już mało atrakcyjne (w przekonaniu wielu Polaków) słowo wizerunek, które jest pięknym (już!) polskim wyrazem, choć opartym na staroniemieckim Visierung.

   Inny słownik języka polskiego (PWN, Warszawa 2000) zawiera jedynie image czytane dwojako [imaż, imidż], jednak nie ma postaci najprzyjaźniejszej dla nas - imaż! Podaje także przykładowe zastosowanie – Przez cały czas pracował nad swoim politycznym image. Co ciekawe, nie nawiązano do znaczenia wizerunek, natomiast w haśle wizerunek nie napomknięto o image’u, zatem nie dostrzeżono ich powinowactwa, jednak w bezpośrednim sąsiedztwie zdefiniowano - wizażysta to osoba projektująca makijaże.

   Ortograficzny słownik języka polskiego (Wilga, Warszawa 2001) zawiera wprawdzie imaginista/imażynista, ale rozczarowuje hasłem image (odmienianym - tym image’em, te image’e, tych image’y; również nie podano wymowy!), a przecież tak niewiele brakowało, aby zamieścić dużo prostsze słowo imaż z jeszcze łatwiejszą deklinacją. Jest tamże wizażystka, zatem słowa ze wspólnej branży (fr. branche - gałąź, dziedzina) zostały potraktowane nierównoprawnie!

   Podobnie sprawę ujęto w Wielkim słowniku ortograficzno-fleksyjnym (Horyzont, Warszawa 2001), który ponadto ma hasło wizaż.

   Większość polskich słów przyjętych z języków obcych o zakończeniu jest pochodzenia francuskiego - abordaż/abordage (atak na okręt „burta w burtę”), aliaż/alliage (połączenie różnych pojęć, emocji), ambalaż/emballage (opakowanie, także jego koszty), apanaże/apanage (przywileje), arbitraż/arbitrage (postępowanie rozjemcze), awantaż/avantage (korzyść, przewaga), ażiotaż/agiotage (spekulacja), bagaż/bagage (przedmioty zabierane w podróż), balotaż/ballottage (wynik wyborów bez absolutnej większości), bandaż/bandage (opaska), baraż/barrage (rozstrzygająca runda rozgrywki sportowej), drenaż/drainage (odprowadzenie cieczy), ermitaż/ermitage (ogrodowy pawilon), ekwipaż/équipage (elegancki powóz a. ekwipunek), furaż/fourrage (pasza dla koni), garaż/garage (pomieszczenie dla pojazdów), grylaż/grillage (masa cukiernicza z prażonych orzechów laskowych lub migdałów, cukru i tłuszczu; także pieczenie, krata, siatka; niepodważalny związek ze słowem gryl, jednakowoż nie grill!), kabotaż/cabotage (żegluga przybrzeżna), kamuflaż/camouflage (maskowanie), kapotaż/capotage (wywrócenie się samolotu przez dziób podczas lądowania), kartonaż/cartonnage (wyrób lub oprawa kartonowa), kolaż/collage (kompozycja plastyczna), kolportaż/colportage (rozprowadzanie wydawnictw), kupaż/coupage (mieszanie różnych gatunków win), kuraż/courage (odwaga, śmiałość), maneż/manège (ujeżdżalnia koni), mariaż/mariage (związek małżeński), masaż/massage (zabieg leczniczy lub kosmetyczny), melanż/mélange (mieszanina), metrampaż/metteur en pages (pracownik formujący kolumny publikacji), metraż/métrage (długość obliczana w metrach), miraż/mirage (zjawisko optyczne), montaż/montage (łączenie elementów), negliż/négligé (niekompletny strój), oranż/orange (kolor pomarańczowy), pasaż/passage (przejście pomiędzy budynkami), pejzaż/paysage (krajobraz), persyflaż/persiflage (drwina), pilotaż/pilotage (umiejętności lotnika), prestiż/prestige (autorytet, uznanie), repasaż (a. repesaż)/repassage (dodatkowy wyścig zawodników), reportaż/reportage (gatunek prozy), rewanż/revanche (odwet a. dodatkowy mecz), sabotaż/sabotage (umyślne dezorganizowanie pracy, uszkadzanie maszyn), sakwojaż/sac de voyage (torba podróżna), sondaż/sondage (badanie opinii publicznej ), staż/stage (czas trwania pracy zawodowej), szantaż/chantage (wymuszanie groźbą), tatuaż/tatouage (napis lub rysunek na ciele), tonaż/tonnage (pojemność lub wyporność statku wyrażona w tonach), trejaż (a. treliaż)/treillage (ozdobna kratownica porośnięta pnączami), wernisaż/vernissage (uroczyste otwarcie wystawy sztuki plastycznej), wiraż/virage (zakręt), witraż/vitrage (kolorowe kawałki okiennego szkła), wojaż/voyage (podróż, raczej żartobliwie), woltaż/voltage (napięcie elektryczne wyrażane w woltach). Również słowo engagé (zaangażowany) zaowocowało polskim wyrazem angaż.

   Na podstawie zbioru wyrazów podobnych, należy uznać, że imaż jest najprzyjaźniejszym synonimem popularnego słowa wizerunek, które oznacza nie tylko obraz pewnej osoby (portret wykonany dowolną techniką), ale również wyobrażenie tej osoby wykreowane na podstawie jej działalności.

   Z języka francuskiego mamy także rzeczowniki rodzaju żeńskiego, np. plaża/plage (piaszczysty pas wybrzeża morskiego) oraz loża/loge (wydzielone miejsca na widowni), zaś z włoskiego - doża/doge (tytuł włoskich naczelników).

   Wracając do rzeczowników rodzaju męskiego - z języka holenderskiego mamy potaż/potasch (węglan potasu; dawniej potasz) oraz stelaże/stellage (stojaki); z greckiego – anyż/ánneson a. ánison (roślina zielna); z niemieckiego - blamaż/Blamage (kompromitacja), sztafaż/Staffage (elementy tła); z angielskiego - kliważ/cleavage (rozpad skały); z rosyjskiego - instruktaż (udzielanie instrukcji; coraz mniej słowników zamieszcza hasło instruktarz, czyli zbiór instrukcji).

   Choć niektóre z nich nie są pochodzenia francuskiego, to ich brzmienie jest aż tak sugestywnie francuskie, że jedynie sprawdzenie w słowniku wyrazów obcych wyjaśnia, że „nie jest tak jak nam się wydaje”; większość spolszczonych wyrazów bazuje na związku –ż z obcym (najczęściej francuskim) -ge.

   Nie znamy wielu z wymienionych rzeczowników, część z nich wypadła z obiegu albo jest stosowana w żartobliwym tonie. Jeśli nawet potrafimy napisać wszystkie z nich w mianowniku, to będziemy mieć kłopoty z dopełniaczem oraz biernikiem liczby pojedynczej - aby je ustalić, należy znać przynajmniej kategorię owych haseł. Jeśli wyraz oznacza zjawisko albo czynność, to wymienione rzeczowniki w dopełniaczu mają zakończenie -u, zaś biernik jest tożsamy z mianownikiem. Podobnie jest w przypadku tkanin, chemikaliów, środków spożywczych i budynków. Dla niewielkich przedmiotów (tu sakwojaż, stelaż) dopełniacz może przyjmować także alternatywne zakończenie -a (podobnie filtr, krawat).

   Jeśli ktoś uzna, że metrampaż to układanie tekstów w drukarni, wówczas konsekwentnie określi dopełniacz i biernik jako metrampażu/metrampaż. I popełni błąd, ponieważ owo rzadko stosowane (zmiana techniki wytwarzania druku) słowo oznacza... pracownika, który ręcznie lub maszynowo składa tekst w drukarni (składacz, zecer). Jeśli jednak skojarzy ów zawód z innymi (o najczęstszym zakończeniu -rz), to grozi innym blamażem - metramparz. Zatem poprawnie - Nie widziałem metrampaża (składacza a. zecera) oraz Spotkałem metrampaża (składacza a. zecera). Istnieją jednakowe formy (męskoosobowa oraz niemęskoosobowa) omawianego słowa - Ci dwaj solidni metrampaże (składacze a. zecerzy) są chlubą naszej firmy oraz Te dwa leniwe metrampaże (składacze a. zecery) są zakałą naszej firmy. Także w bierniku liczby mnogiej jest dwojako - Na hali widać dwóch pracowitych metrampaży (składaczy a. zecerów) oraz Na hali widać dwa leniwe metrampaże (składacze a. zecery).

   Pomyłki typu może/morze mogą zdarzać się u par - kolaż/kolarz oraz masaż/masarz, zaś sugestia, iż nazwa pomieszczenia powinna mieć raczej zakończenie jest na tyle silna, że może spowodować błędny zapis refektaż zamiast refektarz (jadalnia w klasztorze).

   Jeśli małżonkowie mają oryginalne nazwiska to - państwo Imażowie, Kurażowie, Metrampażowie, Wizażowie; Kolażowie oraz Kolarzowie.

   Stolica Burundii (zamiast nieodmiennej niepolskiej nazwy Burundi powinna zostać uznana odmienialna polska nazwa Burundia) to Bużumbura/ Bujumbura. Tamże językiem urzędowym jest francuski. Gdyby obowiązywał język angielski, to spolszczona nazwa brzmiałaby raczej Budżumbura.

   Wahanie pomiędzy owymi światowymi językami dało także polskie wyrazy: menadżer (a. menedżer) - organizator w dziedzinie ekonomii oraz menażer - w branży muzycznej, aktorskiej i sportowej (ang. manager, fr. ménager).

   W trzech bodaj najważniejszych europejskich językach istnieje imię Roger. Gdybyśmy chcieli utworzyć prawidłowo spolszczony odpowiednik, to kierując się fonetyką mielibyśmy Rodżer (z języka angielskiego), Rożer (z francuskiego) oraz Roger (z niemieckiego). Najwłaściwszym rozwiązaniem dla naszego języka jest wariant o jednakiej pisowni i wymowie - Roger [roger]. Polskie słowniki wprawdzie podają pisownię tego imienia, ale (jak zwykle i niestety!) wymowę pozostawiają domyślności użytkowników owych niedopracowanych poradników.

   Pewien polonista odpowiada na internetowych łamach - Tak więc prawo obywatelstwa ma image 'wizerunek' (słowo używane zwłaszcza w odniesieniu do osoby publicznej, np. polityka lub aktora). Także nie ma nic przeciwko image’owi.

   Panie profesorze - nie ma obywatelstwa i mieć nie będzie, chyba że uznamy prawo większości do wprowadzania wszelkich absurdów do Polski, także w dziedzinie naszego języka. Większość kieruje się modą, atrakcyjnością, szpanem. Jak w technice i w medycynie (wszelkie nowinki muszą mieć atesty stosownych władz) takoż i do naszego poczciwego języka nie można bezkrytycznie wprowadzać słów o nieskoordynowanej pisowni z fonetyką. Wielu prawników poddało się - skoro dokonano zaboru na małą kwotę, to wydarzenie uznajemy za społecznie nieszkodliwe; podobnie w dziedzinie naszego języka – przyszło, zagnieździło się w codziennym języku, także w poważnych wydawnictwach, trudno z tym walczyć, no to zaakceptujmy. Skoro zerowa tolerancja jest pojęciem u nas wyłącznie abstrakcyjnym, to i upadek notujemy nie tylko w zagadnieniach prawnych oraz moralnych… I żałosne jest zjawisko oddawania pola wszelkim nielogicznym obcym wpływom. I to bez choćby symbolicznego wystrzału! I za to odpowiadają poloniści - teoretycy na katedrach oraz praktycy wśród ław szkolnych. A poza szkołami największą rolę do spełnienia mają dziennikarze, i co? Żenada! (o, tutaj francuskie g przechodzi także w polskie ż).

   Jaką cenzurkę wystawiają sobie profesorowie odpowiedzialni za stan naszej mowy? Jeśli dopuszczają image [imidż, imydż, ymydż] do użytku wśród piśmiennego polskiego ludu, to tenże powinien poważnie zastanowić się nad obecnym imażem piewców kultury języka polskiego tudzież nad dalszym opłacaniem ich jałowego trudu. Może niech nauczają języków obcych, nie ojczystego… A kompletnym nieporozumieniem jest umieszczenie onego słowa w niepolskiej postaci w tekście dyktanda z języka polskiego - skandal!

   Prezydent RP w przemówieniu wygłoszonym pod Monte Cassino w 60. rocznicę bitwy, nawiązał do patriotyzmu. Poza aspektem historycznym, (pamięć o poległych), trudno dzisiaj sprecyzować dziedziny, w których to znaczące słowo mogłoby mieć jeszcze jakieś znaczenie, ale jeśli poloniści i dziennikarze mieliby zniżyć się ku mniej dystyngowanemu patriotyzmowi, to może zajęliby się poprawnym przyjmowaniem słów obcych do naszego słownictwa… To żadna sztuka buńczucznie pisać o zamierzchłym patriotyzmie; może pokusić się o symboliczne choć nawiązanie w swych artykułach do niemodnego już poszanowania swego (językowego) gniazda?

   Niektórzy poloniści są zdania, że nowe słowa zachowują przez pewien czas swą oryginalną pisownię, przechodząc w przyjazną polską postać. Zgoda, ale po wymienionych przykładach widać, że choć wielu słów większość Polaków nie zna, to jednak mają one od dawna spolszczoną formę. Pojęcie wizaż jest mniej znanym terminem niż imaż, jednak szybciej zostało spolszczone. Zatem - chcieć to móc, a próby rozsądnego wyjaśnienia przez szanowne gremia wyglądają raczej na (także ostatnio modne i słowo, i zjawisko)… mataczenie.

   Pewien rosyjski specjalista do spraw wizerunku nazywa się Koszmarow. Jednak ileż koszmarniej brzmiałoby określenie - specjalista do spraw image’u!

   Zatem kłopotliwie deklinowany wyraz image należy zamienić na imaż.

i jedynie tę formę należy uznać za równoznaczną słowu wizerunek umieszczając wyłącznie ją w słownikach języka polskiego.

   Język powinien dążyć do minimalizowania energii niezbędnej do jego funkcjonowania (a taka zasada jest zauważalna w przyrodzie, nauce i technice), zatem można jedynie wyrazić zdziwienie, że jeszcze ktokolwiek chce stosować słowo image (wraz ze skomplikowaną deklinacją) zamiast imaż. Gdyby nawet zbagatelizować apel - jesteś Polakiem i staraj się mówić po polsku, a jedynie skupić się na minimalizacji energii niezbędnej podczas pisania albo mówienia, to stosowanie złożonej deklinacji jest całkowicie nieracjonalne!

   Od nas, Polaków, zależy, jaki będziemy tworzyć obraz Polski, czy będziemy mówić o wizerunku Ojczyzny, czy o Jej imażu albo o image’u, co dzisiaj, 13 czerwca 2004 – w dniu pierwszych wyborów do poszerzonego Europarlamentu – ma znaczenie nie tylko symboliczne. 

   Wysłano do RJP 13 czerwca 2004.

 

    Dyktando z języka polskiego wyłącznie z polskimi wyrazami!

   Postuluję - w tekście dyktanda z języka polskiego mogą być zastosowane wyłącznie słowa przyjazne naszemu językowi.

   Dyktando jest ortograficznym ćwiczeniem (również sprawdzianem) polegającym na zapisywaniu dyktowanego tekstu. To słowo (oraz dyktafon, dyktat, dyktator, dyktować) wywodzi się z łaciny i zostało przyjaźnie spolszczone – dykt-, a mogło być gorzej - dikt- albo całkiem beznadziejnie dict-. Ten ostatni sposób jest zupełnie naturalnym rozwiązaniem w wielu innych językach - nie przynosi im ujmy, bo nie jest tam postrzegany jako dysonans, jest kompatybilny z tymi językami, a ładniej po polsku - jest im przyjazny.

   Wielu Polaków już pewnie nie pamięta swych szkolnych czasów, kiedy słowo dyktando wzbudzało niemały popłoch. Jednak za moich czasów (i starszych czytelników tego wywodu) dyktanda z języka polskiego były istotnie pracami z języka polskiego.

   Przez ostatnie kilkadziesiąt lat do słownictwa weszło wiele nowych słów. Część z nich otrzymała typowo polskie odpowiedniki, ale większość została przyjęta na polski językowy grunt na drodze fonetycznej albo pisanej. Niestety, wiele słów, rzekomo polskich, nie spełnia zasad naszego języka. Zasady to normy. W wielu dziedzinach normy są ustalane i raczej przestrzegane. W przeciwnym przypadku produkt nazywany jest bublem, zaś to ostatnie pojęcie można rozciągnąć z techniki na medycynę, prawo i językoznawstwo, jakkolwiek by to dziwnie nie brzmiało...

   Proszę zauważyć, że coraz więcej knotów popełnia się w technice, medycynie, prawie. Czyżbyśmy w dziedzinie języka polskiego mieli wyjątki? Jakie jest prawdopodobieństwo, że zewsząd otacza nas lichota spowodowana błędami techników, lekarzy i prawników, a nasz język dzielnie opiera się partactwu? Znikome! (Inna sprawa, że dawniej nie można było krytykować wszystkich i wszystkiego, zatem wiele fuszerek nie było ujawnianych).

   Kiedyś niewolnictwo było całkiem uznanym obyczajem. Wyzyskiwacze oraz ich rodziny może widzieli w tym coś niemoralnego, ale musiało dużo wody upłynąć, aby pogodzili się z prawdą - niewolnictwo nie mieści się w pojęciu moralności uczciwego człowieka (teraz wyzysk ponownie nie jest jednoznaczną kategorią...).

   Może kiedyś napisano do Rady Niewolników Amerykańskich, że traktowanie czarnych braci jest niezgodne z duchem obecnej cywilizacji, a ta rada odpisała, że i owszem, ci biedacy są istotnie zanadto wykorzystywani, ale nie przesadzajmy - takie są zwyczaje i będą one dominować, bowiem taki jest światowy trend, a ponadto - przez najbliższe dziesięć lat rada nie zamierza wprowadzać żadnych istotnych zmian w obecnym systemie. I nikogo nie zdziwiłoby, gdyby to uczone gremium ogłosiło pewnego dnia zbiór sympatycznych działań wobec Murzynów (powstałoby parę nowych katedr przy uniwersytetach, napisano by wiele prac doktorskich, wręczono by nagrody za propagowanie nowej myśli), zaś nazajutrz zorganizowałoby cykl wykładów na temat nowoczesne sposoby wyzysku niewolników a problem wolności obywatelskiej, a największy poklask (i propozycję przedłużenia owocnej pracy w radzie) otrzymaliby demokratyczni działacze posiadający poważne udziały w znanych firmach zatrudniających nieszczęsnych przybyszów z Afryki...

   A u nas pewne gremium uchwaliło (nieprzestrzeganą!) ustawę o języku polskim. Ile to kosztowało i jakie daje efekty? Prawdopodobnie chodziło o rzeczywistą poprawę stanu naszego języka, ale efekty może satysfakcjonują wyłącznie autorów ustawy, jak zresztą większość dobrych polskich pomysłów... Grono to oświadczyło, że nie zamierza dokonać istotnych zmian ortograficznych w naszym języku w najbliższym dziesięcioleciu.

   Nasz język polski jest coraz bardziej zarażony. I bodaj nikt tego faktu nie raczy zauważyć. I jak ze wspomnianym niewolnictwem – minie wiele lat, nim większość Polaków uzna, że coś jest nie tak. Miejmy nadzieję, że nie będzie zbyt późno...

   Stosowanie cudzoziemskich wyrazów i ich aprobata w naszym języku, zwłaszcza w ustawach i dyktandach, to zwykła profanacja. Póki co, ustawy jeszcze bronią się przed ekspansją obcych dziwactw, ale dyktanda...

   Od kilku lat obserwujemy wysyp dyktand, w których nie królują wyrazy polskie czy poprawnie spolszczone, ale całkowicie obce, których rozpowszechnianie i umacnianie jest sprzeczne z duchem owej wiekopomnej ustawy. Jeśli jeszcze ktoś miałby wątpliwości, czy można stosować takie słownictwo, to po przeczytaniu dyktand, opadają zarówno ręce jak też dotychczasowe psychologiczne bariery jeszcze hamujące wielu rodakom stosowanie tych nazw, także polskawych - ni to obcych, ni to polskich: nijakich.

   Czyż to nie farsa, kpiny, żarty? Ale kto dziś zwracałby uwagę na takie drobne przejawy braku logiki, kiedy otaczająca nas rzeczywistość ma i bez tego coraz mniej wspólnego z rozsądkiem – grabież Polski w każdym możliwym wydaniu, bajońskie dyrektorskie odprawy, partyjne roszady na złotodajnych stanowiskach, inicjały i zamazane facjaty oszustów, wszechobecna korupcja, bezrobocie, brak perspektyw dla młodzieży i zanikanie zjawisk dawniej znanych a określanych jako uczciwość i patriotyzm.

   Kogóż zatem ma obchodzić, że poloniści organizują ludowi rzekomo polskie igrzyska z juzingiem światowego słownictwa... Zdaje się, że nawet nie ma tam mowy wprost o dyktandzie z języka polskiego, przeto można spodziewać się, że w przyszłości będą odbywać się takie dyktanda ni to z naszego języka, ni to z angielskiego, chemii, matematyki i fizyki...

   Każdy Polak powinien znać możliwie wiele określeń tak polskich jak i obcych, wchodzących do dyscyplin, w których tworzenie polskich słów nie nadąża za światowym postępem.

   Współczesny człowiek, w tym Polak, powinien wiedzieć coraz więcej, czyli mieć szerokie horyzonty myślowe.

   Kierowca samochodu może być znawcą zasad rządzących lotem samolotu, ale powinien znać możliwie doskonale zasady ruchu drogowego.

   Chirurg plastyczny może być znawcą chorób tropikalnych, ale powinien znać możliwie doskonale tajniki niezbędne podczas wykonywania operacji upiększających.

   Specjalista od hodowli może być znawcą sposobów uprawiania roślin, ale powinien znać możliwie doskonale zwyczaje swoich zwierząt.

   Oni wszyscy mogą brać udział w otwartych dla wszystkich konkursach w dowolnych dyscyplinach. Jeśli jednak konkursy dotyczą wybranych dziedzin, to nie mogą wybiegać poza zadeklarowane obszary.

   Któż pierwszy zadecydował, że w dyktandzie z języka polskiego będą słowa całkowicie niepolskie? Kto pierwszy podyktował słowo, którego wymowa nie była zbieżna z pisownią? Że też ręka mu nie uschła? Wstydu nie miał?

   Od paru lat można zaobserwować pęd ludzi do wiedzy językowej i coraz większą chęć jej ukazania za coraz kosztowniejsze nagrody na organizowanych imprezach zwanych dyktandami. Są niemal tak popularne jak konkursy piękności - szkolne, gminne, powiatowe, wojewódzkie i ogólnopolskie...

   Ostatnie jednak teksty dyktand mogły wzbudzić zdziwienie i poważne zaniepokojenie - beaujolais, biedermeier, boogie-woogie, businessman, chargé d’affaires, cheeseburger, chianti, cocker-spaniel, college’u, collie, come back, de facto, dossier, drink-bar, ex aequo, explicite, fair play, fifty-fifty, findesieclowy, five o’clock, foyer, frutti di mare, garden party, heavymetal, idée fixe, jive’a, Kentucky, keyboardzista, Nietzscheański, offset, peugeot, quasi, randez-vous, rockandroll, savoir-vivre, scherzo, science fiction, scrabble’a, shimmy, soap opera, squash, Tennessee, thriller, tournée, vis-a-vis, Woody’ego. A co to niby jest, do kroćset?! Cóż to za niepolski bełkot?!

   Dla osłody można natknąć się na prawdziwe ozdoby polskiego dyktanda - białorzytka, chaszcze, chwaccy żeńcy, hycając, Kalifornia, kszyk, nurzyk, nużyca, ścichapęk, w okamgnieniu (co polskie to jednak ładniejsze).

   Oto przykłady wyrazów, które nie powinny znaleźć się w dyktandzie języka polskiego (poza już zacytowanymi).

   Polskie wyrazy nie powinny zawierać liter q, v oraz x, ponieważ są one zbędne - aby fonetycznie posługiwać się naszym językiem wystarczają nam litery alfabetu polskiego; również nie mogą zawierać liter charakterystycznych dla innych alfabetów, zatem nie - Alex, aquapark, developerzy, exodus, exposé, fax, klaxon, oxford, qui pro quo, quiz, varsavianiści, Vaduz, Violetta, xero.

   Słowa polskie nie powinny rozpoczynać się od litery y oraz nie powinny zawierać tej litery, jeśli nie jest czytana według naszych zasad, zatem nie - bypass, coyoty, myanmarski, yachting, yeti, yin-yang.

   Słowa polskie nie powinny zawierać nieczytanego (niemego) h, zatem nie - Bhutan, biathlon, ethyl, Ghana, ghetto, Gurkhowie, Khmer, Lesotho, leviathan, marathon, Nathan, pathos, rhen, rhytm, triathlon, zenith.

   Słowa polskie nie powinny zawierać c czytanego (samodzielnie albo wespół z innymi literami) niezgodnie z polskimi zasadami językowymi, zatem nie - champion, chinook, chopinologiczny, clou, controlling, lastrico, pedicure.

   Słowa polskie nie powinny zawierać innych liter czytanych niezgodnie z naszymi zasadami (w niezwykły dla nas sposób), zatem nie - bazooka, leasing, lynch, paparazzi, pizza, peeling, public relation, rendez-vous, Watergate.

   Słowa polskie nie powinny zawierać zdwojeń (dwóch kolejnych jednakowych liter), chyba że mają one być wyraźnie czytane, zatem nie - bizness, cukkinia, dollar, esesmann, Filippiny, flissak, futtryna, gazzetta, grill, Hollandia, hostessa, interwałł, karrosseria, kassetta, kommitteet, korvetta, Marokko, okkupant, passja, plattfuss, terrakotta, terrytorium, towott, tunnel.

   Jeśli wyrazy mają apostrof, to z pewnością nie są to polskie słowa, więc ich udział w dyktandzie jest wykluczony, zatem nie - image’u.

   Czyżbyśmy nie dostrzegali, że skoro poprawnie przystosowaliśmy słowa – college/koledż, Czejen/Cheyenne, drednot/dreadnought, drybling/dribbling, dywiz/divis, dżersej/jersey, dżokej/jockey, ekspres/express, humbak/humpback, kinkiet/quinquet, krokszyn/Kragstein, kwinkunks/quincunx, kworum/quorum, makijaż/maquillage, milenium/millennium, mokasyn/moccasin, niuans/ nuance, nuworysz/nouveau riche, pakamera/Packkammer, pryncypium/ principium, stelaż/Stellage, sylikon/silicon, szambelan/chambellan, szezlong/ chaise longue, szrapnel/shrapnell, szynszyla/chinchilla, trolejbus/trolleybus, Walezjusz/Valois, wodewil/vaudeville, żożoba/jojoba, to powinniśmy poradzić sobie z wieloma innymi nazwami?

   Należy unikać obco brzmiących nazwisk w oryginalnej pisowni, natomiast można wykorzystać owe słowa w wyrażeniach i terminach - nie wynalazek Guillotina, ale gilotyna, nie promienie Röntgena, ale zdjęcia rentgenowskie, nie zasady Newtona, ale teoria niutonowska, nie równanie Lagrange’a, ale lagrangian, nie życiorys Chopina, ale szopenowskie festiwale, nie silnik Diesla, ale dizel, nie przegub Cardana, ale kardan; garybaldczyk, ale nie garibaldczyk, choć Garibaldi.

   Znajmy i piszmy słowa Chopin i Petöfi, ale nie w tekście dyktanda z języka polskiego. Z odkrywcą promieni X są tylko kłopoty - nie dość, że jednoliterowa nazwa zjawiska nijak koresponduje z naszym alfabetem, ale są trudności ze znalezieniem tego niemieckiego nazwiska w słownikach i encyklopediach (szukać Röntgen, Rentgen, Roentgen?)...

   Jeśli chcemy sprawdzić, czy ktoś poprawnie deklinuje obce nazwiska, to podajmy proste słowo, którego istotą będzie zastosowanie apostrofu a nie sprawdzian z pisowni tego wyrazu (z reguły francuskiego) albo napiszmy to nazwisko w mianowniku na tablicy. Wszak mamy sprawdzić znajomość polskiej (a nie obcej) ortografii...

   Nazwy pierwiastków chemicznych, jednostek fizycznych, walut, wynalazków, zasad, idei mogą pochodzić od nazwisk pod warunkiem ich poprawnego spolszczenia - ajnsztajn/Einstein, boliwar/Bolivar, donkiszoteria/ Don Kichot, donżuaneria/Don Juan, dżul/Joule, galwanizacja/Galvani, gaus/Gauss, kelwin/Kelvin, kiur/Curie, kulomb/Coulomb, makswel/Maxwell, pasteryzacja/Pasteur, rentgen/Röntgen, wat/Watt, wolt/Volta, wolterianizm/ Voltaire (Wolter), zaś nazwiska o obcej pisowni (skądinąd sławne) nie powinny znaleźć się w dyktandzie. Ileż reguł zastosowano podczas ustalania polskiej nazwy samolotu meserszmit konstrukcji Niemca Messerschmitta...

   Znane nazwiska mogą być wymienione w sprawdzianie pod warunkiem podania ich prawidłowej polskiej wymowy ściśle związanej z pisownią - Arystoteles (nie Aristoteles), Demokryt (nie Demokritos), Galileusz (nie Galileo Galilei), Hipokrates (nie Hippokrates), Kartezjusz (nie Descartes), Linneusz (nie Linne), Makiawel (nie Machiavelli), Wiliam Szekspir [wiliam szekspir] (nie William Shakespeare [uyliam szekspir]).

   Imiona mogą występować jedynie w polskiej postaci – Agata/Agatha, Alicja/Alice, Elżbieta/Elisabeth, Estera/Esthera, Grzegorz/Gregor, Hubert/ Umberto, Ksawery/Xavier, Ludwik/Ludwig, Marcin/Martin, Maria/Mary, Mateusz/Matthias, Michał/Michael, Monika/Monique, Ryszard/Richard, Samanta/Samantha, Sancja/Santia, Stefania/Stephanie, Wiktor/Vittorio.

   Epatujmy się wielkimi uczonymi, pisarzami i politykami o obcych a trudnych dla nas imionach i nazwiskach, ale nie podczas dyktanda... Może to obchodzi wszystkich jak piszemy Margaret Thatcher, ale nie na dyktandzie. Jeszcze ktoś wpadnie na pomysł, że należy znać łacińskie powiedzenia, wzory fizyczne i matematyczne z literami greckimi, na przykład [sinus kwadrat alfa plus kosinus kwadrat alfa...] albo [całka w granicach od... do... po de iks]. Owszem, należy. Jednak w innym miejscu...

   Nazwy geograficzne mogą być podawane podczas dyktanda jedynie w postaci spolszczonej. Już wiele takich nazw jest uznanych - Andora/Andorra, Drezno/Dresden, Edynburg/Edinburgh, Florencja/Firenze, Hanower/ Hannover, Kilonia/Kiel, Kowno/Kaunas, Lipsk/Leipzig, Łaba/Elbe, Marsylia/ Marseille, Norymberga/Nürnberg, Pad/Po, Rejkiawik/Reykjavik, Ratyzbona/ Regensburg, Szafuza/Schaffhausen, Szlezwik-Holsztyn/Schleswig-Holstein, Sztokholm/ Stockholm, Tamiza/Thames, Tokio/Tokyo, Tuluza/Toulouse, Waszyngton/ Washington, Wersal/ Versailles, Wiedeń/Wien.

   Przykładami udanego spolszczenia geograficznych nazw są również - Kostaryka/Costa Rica, Portoryko/Puerto Rico, Watykan/Vaticano, natomiast jeszcze nie spolszczono nazwy amerykańskiego miasta Chicago, w którym mieszka więcej Polaków niż w Warszawie, choć mamy przymiotnik czikagowski, co zapewne nie podoba się większości estetów.

   Prawdopodobnie proces słowotwórczy nie zakończył się... Zatem do przedyskutowania - Bordeaux/Bordo, Burkina Faso/Burkinia, Canberra /Kanbera, Cardiff/Kardyf, Caracas/Karakas, Casablanca/Kasablanka, Houston/Hiuston, Quebec/Kebek, Sri Lanka/Lankia, Suazi/Suazja, Tallinn/Talin, Tuvalu/Tuwalia, Wellington/Welington.

   Jeśli można już pisać wademekum i wudu zamiast vademecum i voo-doo oraz należy pisać Boliwia zamiast Bolivia, to nazwy miast Vancouver i La Valletta można przyjaźnie spolszczyć - Wankuwer i Waleta.

   Jeśli nazwy geograficzne nie mają przyjaznych polskich odpowiedników, to nie mogą być umieszczone w dyktandzie, zatem nie - Asuncion, Bissau, Chile, Liechtenstein, Montevideo, Quito, Sierra Leone, Tuvalu, Vanuatu, Zimbabwe.

   Jeśli słowa występują w dwóch postaciach, to mogą być zastosowane obie formy, pod warunkiem ich czytania i pisania zgodnego z zasadami języka polskiego – trauler [trauler] albo trawler [trawler], ale nie trawler [trauler].

   Podczas dyktowania tekstu mogą być czytane jedynie nazwy o fonetyce zbieżnej z pisownią (według reguł naszego języka) - [dublin]/Dublin (nie [dablin]), [darwin]/Darwin (nie [daruyn]), podobnie atelier [ateljer] (nie [atelje]), bungalow [bungalof] (nie [bungalou]).

   Jeśli lektor przeczyta [kloszard] to piszemy kloszard (nie clochard), jeśli [klaun] to klaun (nie clown i nie klown), jeśli [kraul] to kraul (nie crawl), jeśli [bojkot] to bojkot (nie boycott), jeśli [kasanowa] (uwodziciel) to kasanowa (nie casanova, nie casanowa i nie kasanova). Czy to jest proste i jasne?

   Jeśli nazwa pewnego podgatunku niedźwiedzia nie została spolszczona, to nie może być zamieszczona w tekście dyktanda, zatem nie grizzly.

   Jeśli od dawna znamy poprawne polskie słowo acydofilne, to nie piszmy mleko acidofilne, a tak jest w reklamie, i co na to ustawa?

   Jeśli znamy słowa polskie o analogicznej konstrukcji, to należy konsekwentnie tworzyć nowe słowa - akwapark (bo akwatorium), audyt (bo audytorium), gryl (bo grylaż), kumulus (bo kumulacja).

   Marzmy o samochodach (także o francuskich), ale nie piszmy o nich w dyktandach. Jeszcze kilka lat, a car będzie kojarzony z pojazdem, nie z władcą...

   Słowa obce (najczęściej angielskie) można spolszczyć kilkoma metodami - na podobieństwo literowe (także z wyeliminowaniem niepolskich liter) oraz na podobieństwo fonetyczne (także z wyeliminowaniem głosek obcych naszym zwyczajom) - autsajder (nie outsider), bajpas (nie by-pass i nie bypas), cepelin (nie zeppelin i nie ceppelin), diler (nie dealer), futbol (nie football), gryl (nie gril i nie grill), jard (nie yard), kolaż (nie collage), komputer (nie computer i nie kompiuter), kontener (nie container i nie kontejner), laser, prefiks (nie prefix), radar, rekwiem (nie requiem), seksapil (nie sex appeal), strajk (nie strike), wideo (nie video). Jeśli jakieś słowo narusza estetyczne odczucia większości Polaków (np. autsajder), to pomijać je (także poza dyktandami), czyli bojkotować (nie boycottować). Taki los spotkał słowa korner/corner (od lat nie są stosowane).

   W szczególności, jeśli występuje angielskie w, to rozważyć polski sposób czytania [w] (oznaczane także [v]) - Halowin [halowin] (nie Halloween [helouin]), welingtonia [welingtońja] (nie wellingtonia [uelyngtońja]).

   Pewne słowa można spolszczyć dwojako, np. - stewardesa [stewardesa] lub stiuardesa [stjuardesa], ale nie stewardesa [stjuardesa] (ang. stewardess). O wyborze jednej z form powinny zadecydować względy estetyczne, choć nie zawsze bywa ten sposób obiektywny i jednoznaczny. Albo menu [menu] albo meni [meni] (jednak nie pisane i jednocześnie czytane według zasad języka francuskiego) albo całkiem zwyczajnie... lista (nazbyt skromnie?).

   Spolszczenia w duchu naszego języka przypadkowo rozszerzają liczbę homonimów - zamiast nowego clone (ang.) mamy klon, zatem istnieją co najmniej dwa znaczenia tego polskiego wyrazu. Podobnie może być z parą rock/rok. W naszym języku, samodzielnie napisane to słowo w liczbie mnogiej (lata) także nie jest jednoznaczne. Polish - gdyby nie pewien naród, to angielskie słowo miałoby o jedno znaczenie mniej... Konkretne znaczenie homonimu jest ustalane w kontekście całego zdania.

   Należy uprościć zasady pisowni nazw geograficznych (makro- i mikro-; Plac Kaszubski jak Morze Bałtyckie) oraz nazw mieszkańców (miejscowości i innych obiektów geograficznych; Rzymianka jako obywatelka dawnego imperium rzymskiego oraz jako mieszkanka współczesnej stolicy Italii) ustalając, że piszemy je od dużych (niektórzy sądzą, że od wielkich) liter.

   Jeśli uczestnicy dyktanda napiszą riksza a. ryksza lub reżim a. reżym, to można uznać obie formy za prawidłowe, niezależnie od form zalecanych przez wytypowane słowniki. W takich sytuacjach lektor powinien wymawiać pośrednie [i/y], aby nie sugerować pisowni. Sposób pisania obu form można byłoby przeanalizować i potraktować jako... referendum i dyktando miałoby nową rolę do spełnienia - badanie opinii publicznej w kwestii językowej.

   Jeśli autorzy słowników uważają, że wybrane obce słowa, nie mając dobrych polskich odpowiedników, jednak powinny znaleźć się w ich wydawnictwach, to zobowiązani byliby do zamieszczenia sposobu wymowy takich wyrazów. Może powinny być wyróżnione inną czcionką, co oznaczałoby, że można je stosować, ale jednak nie w starannych i urzędowych polskich tekstach (zastrzeżenie nie dotyczy nazwisk z oczywistych powodów).

   Jeśli Czytelnik podziela moje poglądy dotyczące stosunku do języka polskiego, to łatwo zadecyduje, które z poniższych słów można uznać za polskie słowo i umieścić w tekście dyktanda - recycling [recycling], recycling [recykling], recycling [risajkling], recykling [recykling], a może resajkling (ponowne wykorzystanie odpadów)? Skoro jest akcja/reakcja, to może cykl/recykl albo zwyczajnie zysk/odzysk, ale to zbyt proste i przaśne, prawda?

   Jeśli jakiekolwiek obce słowo przeczytamy w sposób charakterystyczny dla języka obcego, to nie można go uznać za słowo polskie i nie może być w takiej formie zastosowane podczas pisania dyktanda.

   Słowa niespełniające językowych norm polskich nie powinny być stosowane w języku urzędowym, oficjalnym i uroczystym. Nie powinny być umieszczane w tekstach dyktand z języka polskiego.

   W języku polskim obowiązuje zasada dość ścisłego powiązania mowy z pismem. Skoro profesorowie mają kłopoty z doborem słów kwalifikujących się do zamieszczenia w tekście dyktanda, to proszę pomału i starannie podyktować je dzieciom z początkowych klas szkoły podstawowej - jeśli przebrną przez próbę wahając się w „miejscach typowo polskich” (z dokładnością do popełnienia polskiego błędu ortograficznego - ą/om, ó/u, ch/h, rz/ż, en/ę, ge/gie, ke/kie itp.), to ustali się wyrazy przydatne do naszych celów. Byłoby pożądane, aby owi wybrani mali uczestnicy więcej czasu poświęcali lekturom niż reklamom. W przeciwnym przypadku będą podobni do językoznawców - nie odróżnią słów polskich od obcych...

   Czy nie wydaje się Państwu, że upadające słownictwo polskie przypomina takież damy - dawniej rodziny wstydziły się córek określonego autoramentu. Dzisiaj są z nich dumne, zwłaszcza w specyficznej kinematografii, w której również organizowane są konkursy. Panie otrzymują nagrody, udzielane są wywiady, coraz mniej mężczyzn je potępia, coraz więcej kobiet im zazdrości i myśli o takiej karierze, a niemal wszyscy nazywają to aktorstwem, choć istnieje na to stare, dobre, polskie, soczyste określenie, które zapożyczono z języków zachodnich, a tamże oznacza wszelkie krzywizny, i techniczne, i moralne...

   A jak nazywa się nakłanianie Polaków do stosowania niepolskiego słownictwa, sankcjonowanie takiego stanu oraz czerpanie określonych korzyści?

   Z faktami podobno nie dyskutuje się – czy RJP nie obraziłaby się, gdyby zaproponować rozwinięcie tego skrótowca jako Rada Języka Polskawego?

   Ile kosztuje wykształcenie humanisty, który napisze uwagi prosimy nadsyłać faxem? Jakie szkody wyrządza on naszemu społeczeństwu i jakie mu grożą sankcje?

   Jeśli autorzy tekstów dyktand posiądą wiedzę, że Amerykanie, Włosi, Francuzi, czy Niemcy w swych narodowych sprawdzianach wymieniają polskie imiona, nazwiska, marki samochodów tudzież nazwy geograficzne i kulinarne w naszej oryginalnej pisowni, to wycofam moje propozycje niniejszym pismem zgłoszone.

   Pewien słownik podaje leprechaun – irlandzki krasnoludek. Jakże to jest sympatyczne, ale mam pytanie - czy irlandzcy czytelnicy znajdą w podobnym słowniku hasło krasnoludek – polski leprechaun? I tu powstaje problem wzajemnej nazewniczej symetrii w dwóch wybranych językach, na przykład naszego języka i...

   Wiele z powyższych uwag może wydawać się nazbyt kontrowersyjnymi opiniami. Proszę zauważyć, że omawiam zagadnienie dyktanda z języka polskiego. Oczywiście, poza dyktandami, obce imiona i nazwiska oraz niespolszczone nazwy geograficzne (a takich jest większość), marki towarowe i wiele innych obco brzmiących terminów i wyrażeń są i będą stosowane.

   Także wolę nazwisko Chopin niż Szopen oraz nie jestem entuzjastą nazw - dżez, feldmarszałek, folksdojcz, Hoszimin, ale w dyktandzie z języka polskiego mogą znaleźć się wyłącznie polskie słowa, także i te.

   Przydałby się fakon (wyjątkowo z języka hiszpańskiego...), czyli nóż używany do wycinania drogi w gąszczu zdrowego lasu dziewiczego...

   Niniejsze pismo proszę nie traktować jako faux-pas (uchybienie formom towarzyskim), ale jako głos w dyskusji chroniącej nasze wspólne dobro. 

   Wysłano do RJP 14 lutego 2003.


   Last minute of język polski?

   Proponuję stosować gęstsze sito podczas przyjmowania obcych słów (wprost lub po spolszczeniu) do naszego słownika.   

Nie da się ukryć – mamy koszmarnie trudny (zwłaszcza dla cudzoziemców) język, który nigdy nie będzie językiem światowym.

   Jako Polacy musimy prowadzić rozważną politykę językową - z jednej strony winniśmy być otwarci na nowe określenia napływające z krajów przodujących w rozwoju cywilizacji, z drugiej jednak strony - bronić zasad typowych dla naszej polskiej mowy.

   Zasady te są dość proste i powinny być wykładane od przedszkola po uczelnię, zwłaszcza na studiach dziennikarskich. Wszak to dziennikarze używający bezkrytycznie obcych słów zaśmiecają nasz język, a to własnoustnie, a to nadając wywiady z językowymi modnisiami (od castingów, performingu po developerstwo). Tysiące najbardziej oddanych polonistów nie naprawią szkód wyrządzanych przez media, czy jak kto woli - środki masowego przekazu.

   Polskie słowa nie powinny zawierać liter spoza naszego alfabetu (nie video, express, breloque, ale wideo, ekspres, brelok). Polskie słowa powinny być pisane zgodnie z zasadami polskiej fonetyki (nie speaker, strike, millennium, computer, Hannover ale spiker, strajk, milenium, komputer, Hanower). Za polskie już słowa można uznać obce słowa spełniające powyższe reguły (radar, modem, plan, system) także i dlatego, że nie potrafiliśmy wymyślić nic bardziej polskiego a gustowniejszego zarazem. Szczęśliwym zbiegiem okoliczności wiele słów można przyswoić na podstawie obu zasad.

   Za polskie słowa uznaje się także nazwy (przy spełnieniu powyższych wymogów) wyrobów wylansowanych przez producentów, przy czym znaczeniowy zakres określeń rozciągany jest na wszystkie podobne produkty (elektroluks, rower, adidas).

   Niektóre słowa niezupełnie są zgodne z polskimi zasadami językowymi, ale niejako warunkowo można uznać je za polskie (sinus, plastik, Tirana, marina i Marina).

   Kłopot jest także z obcymi a sławnymi nazwiskami - przyrząd Guillotina, ale gilotyna, promienie Röntgena, ale zdjęcia rentgenowskie, zasady Newtona, ale o ciężarze stu niutonów, silnik Diesla, ale dizel, przegub Cardana, ale kardan, odkrycia Marii Skłodowskiej-Curie i Piotra Curie, ale pierwiastek kiur.

   Nie mamy jednak pomysłu na zastąpienie niektórych głosek, zatem jesteśmy zmuszeni do stosowania wielu powszechnie znanych słów, choć w oryginalnej postaci nie można ich przyjąć w poczet polskiego słownictwa (weekend, William, walkman, Chile, Chicago, Quebec).

   Jeśli uznać, że polskim słowem jest Londyn (nie London wymawiany ‘landen’), to nazwę niedalekiego mu Dublina można uznać za polską jedynie w przypadku wymawiania ‘dublin’ (nie ‘dablin’). Podobnie jest ze słowem menu.

   Niektórym słowom udało się wejść do naszego języka i równie sprawnie wyjść z użycia. Piłkarskie podanie z kornera lub pułapka na ofsajdzie wyszły z mody, choć rzuty z autu przetrwały do dziś.

   Można byłoby uznać za słowa polskie, ostatnio modne - kasting, diler czy bajpas (wyłącznie w takiej pisowni), gdyby nie fakt, że już istnieją polskie odpowiedniki.

   Czyż nikogo nie razi groteskowa mieszanka bezkrytycznie przyjętych obcych słów wśród typowo polskich liter – kamienica stojąca vis-à-vis dwóch dębów, designerzy nowych osiedli, leasingową firmą, weekendowych podróży, carską dealerkę (sprzedawczynię samochodów)?

   Z nową ustawą (o języku polskim) w garści urzędnicy poczęli nękać pomniejszych handlowców, a TELEEXPRESS jeszcze nie zmienił nazwy na TELEEKSPRES...

   Wysłano do RJP 11 listopada 2000.

   Homonim czasownikowy różnoczasowy 

   Słowo będące czasownikiem, które posiada rozmaite znaczenia w zależności od użytego czasu proponuję określić jako

homonim czasownikowy różnoczasowy.

 

Kowale kuli podkowy aż iskry leciały. - liczba mnoga czas przeszły

Na oderwanej krze kuli się przestraszona foka. - liczba pojedyncza czas teraźniejszy

***

Żołnierze myli się w górskim potoku. - liczba mnoga czas przeszły   

Podobno saper myli się tylko jeden raz. - liczba pojedyncza czas teraźniejszy    

***

Jak to w zwyczaju - goście jedli, pili i tańczyli. - liczba mnoga czas przeszły  

Konduktor pili pasażerów pociągu do zajmowania miejsc. - liczba pojedyncza czas teraźniejszy   

***

Policjanci skuli nietrzeźwego pirata drogowego. - liczba mnoga czas przeszły

W taką zimną noc, to i każdy pies skuli się w swej budzie. - liczba pojedyncza czas przyszły

***

Przestępcy niezwłocznie zmyli się z miejsca zbrodni. - liczba mnoga czas przeszły

I niechaj cię nie zmyli ten dobroduszny ton! - liczba pojedyncza czas przyszły

***

Harcerze smacznie spali po wyczerpującej wycieczce. - liczba mnoga czas przeszły

Piroman zapewne ponownie spali kolejne stogi siana. - liczba pojedyncza czas przyszły

***

Polacy sporo wydali na zakupy nowych samochodów. - liczba mnoga czas przeszły

Rząd wydali niepożądanych obywateli obcych państw. - liczba pojedyncza czas przyszły

***

Sąsiedzi oddali do naprawy swój nowy telewizor. - liczba mnoga czas przeszły

Prawdopodobnie sąd oddali pozew przeciwko Kowalskim. - liczba pojedyncza czas przyszły

   Ciekawostka - jeżeli bezokoliczniki w pierwszych zdaniach oznaczyć przez x + ć,

to bezokoliczniki w drugich zdaniach mają postać x + li + ć

   Wysłano do RJP 3 września 1999. 


   Język urzędowy

 Poważne instytucje i media powinny stosować staranny język urzędowy. 

   W „Gazecie Morskiej” z 2 kwietnia 1999 ukazała się krytyka użycia w piśmie oficjalnym (spółdzielni mieszkaniowej) terminu wyrzuceni na bruk, które to uraziło lokatorów domu w Gdańsku. Krytykę poparła także Telefoniczna Poradnia Językowa przy Uniwersytecie Gdańskim - słowa urzędowe winny być dobierane staranniej, a nie w sposób nazbyt przyziemny (dosłownie! - brukowy)...

   Na początku maja 1999 prasa zamieściła uzasadnienie wyroku w sprawie skandalicznego zakłócenia mszy w gdyńskim kościele przez dwóch trunkowych „dżentelmenów” - wszechobecne chamstwo obecne w naszym życiu zaczyna już wkraczać do miejsc uświęconych, a wszystko przez przeklętą gorzałę.

   Można zrozumieć emocje wśród składu sędziowskiego, ale kto to widział rzucać klątwę na narodowy napój! Wszak to sąd (władza i instytucja) – gdzie powaga urzędu państwowego?! Zresztą – ton podobny do lat pięćdziesiątych, choć oczywiście – ranga cokolwiek niższa.

   Ciekawe, czy sądowy oficjalny komunikat (w masowym, gazetowym nakładzie) o chamstwie i gorzale wzbudził wśród Czytelników (w tym dziennikarzy i językoznawców) podobny niesmak, jak w przypadku „spółdzielczego bruku” (zasięg osiedla)? Z jakich wzorów mają korzystać urzędnicy, skoro język palestry pozostawia tak wiele do życzenia? A może to nazbyt swobodna interpretacja gorzkich słów sędziego dokonana przez dziennikarza?

   18 maja 1999 w serwisie informacyjnym programu „Kawa czy Herbata” podano, że na Bliskim Wschodzie, w wyniku artyleryjskiego ostrzału, zginęło dwóch wieśniaków. I tu mam szereg wątpliwości:

  • czy mowa byłaby o dwóch mieszczanach (mieszczuchach) gdyby byli to mieszkańcy miasta?
  • gdyby okazało się, że jednak nie byli to mieszkańcy wsi, czy następnego dnia skorygowano by tę informację - przepraszamy, ale poprzednia informacja była nieprawdziwa, bowiem zginęło dwóch mieszczan, a nie – jak podaliśmy wczoraj – dwóch wieśniaków?
  • czy terminu wieśniacy użyto by także, kiedy podobne zdarzenie miałoby miejsce w Polsce, Szwajcarii lub USA?
  • czy autor serwisu pochodzi ze wsi?

   Wysłano do RJP 31 grudnia 1999.


   Infantylizm językowy

   Bywa, że określenie – nawet zupełnie poprawne – zastosowane w dokumencie wyższej rangi, nie przystaje do przekazywanej treści, zmniejszając powagę urzędu (prawodawcy). Określenia użyte w mowie potocznej, prywatnym liście, a nawet w gazecie mogą uchodzić za zupełnie właściwe i byłoby wielce niesprawiedliwe wytknąć im infantylne brzmienie. Zastosowane w przepisach administracyjnych (zwłaszcza w Konstytucji) lub rozprawach naukowych, jak również w oficjalnych komunikatach rządowych i poważnych wiadomościach prasowych, telewizyjnych czy radiowych, a także w instrukcjach technicznych tudzież umowach handlowych, mogą już razić swą językową infantylnością. 

   Termin spełniający powyższe rozważania proponuję określić jako infantylizm językowy.

   Poniżej pozwalam sobie załączyć szereg przykładów infantylnych sformułowań zauważonych w Konstytucji RP 1997

Art.15.1. Ustrój  terytorialny  Rzeczypospolitej  Polskiej  zapewnia decentralizację  władzy publicznej.

Przejaw pychy; raczej -  ma sprzyjać decentralizacji... ewentualnie sprzyja decentralizacji...(zapewnieniami zajmował się także poprzedni ustrój przez niemal całe półwiecze...)

***

Art.16.1. Ogół mieszkańców jednostek zasadniczego podziału terytorialnego...

Można ogół mieszkańców, ogół ludzi, ogół posłów, ale prościej mieszkańcy, ludzie, posłowie..., zatem krócej -  Mieszkańcy jednostek zasadniczego podziału terytorialnego...

***

Art.22. Ograniczenie wolności działalności  gospodarczej jest dopuszczalne tylko w drodze ustawy i tylko ze względu na ważny interes publiczny.

Poważniej -  jedynie w drodze ustawy i wyłącznie ze...

***

Art.32.2. Nikt nie może być dyskryminowany w życiu politycznym, społecznym lub gospodarczym z jakiejkolwiek przyczyny.

Niezręczność: na podstawie tego przepisu Stalin i Hitler mogliby udzielać się (w Polsce) w wymienionych trzech życiach, nawet jeśli mieliby kłopoty z innych powodów (z jakiejkolwiek przyczyny). Może wykreślić to zdanie, wszak już ustalono w art.32.1, że  wszyscy są wobec prawa równi; albo zmienić je na - Nikt nie może być dyskryminowany w jakikolwiek sposób, chyba że sąd orzeknie inaczej.

***

Art.33.1. Kobieta i mężczyzna w Rzeczypospolitej Polskiej mają  równe prawa w życiu rodzinnym, politycznym, społecznym i gospodarczym.

Może zrezygnować z wyliczania owych kilku „żyć” – wszak jeszcze ktoś wymyśli kolejne; zatem bardziej uniwersalnie i krócej - Kobieta i mężczyzna w Rzeczypospolitej Polskiej mają równe prawa.

***

Art.34.2. Obywatel polski nie może utracić obywatelstwa polskiego, chyba że sam się go zrzeknie.

Podwójny nietakt - sam (zrób to sam = uczyń to osobiście) oraz się go zrzeknie (szyk przestawny); może jednak - Obywatelstwo polskie można utracić jedynie w przypadku dobrowolnego zrzeczenia się go.

***

Art.36. Podczas pobytu za granicą obywatel polski ma prawo do opieki  ze strony Rzeczypospolitej Polskiej.

Można pominąć słowa  Podczas pobytu  jako oczywistość (poza Polską obywatel polski nie może nic innego czynić, jak wyłącznie „pobywać”); można także domyślać się, że nie za granicą miasta, powiatu, czy województwa;. zatem krócej i uroczyściej -  Rzeczpospolita Polska zapewnia opiekę obywatelom polskim także poza Jej granicami. albo mniej zobowiązująco - Obywatel polski ma prawo do opieki ze strony Rzeczypospolitej Polskiej także poza Jej granicami...

***

Art.46. Przepadek rzeczy może nastąpić tylko w przypadkach określonych w ustawie i tylko na podstawie prawomocnego orzeczenia sądu.

Słowo tylko (dotyczy wielu artykułów) nie jest określeniem nazbyt prawniczym, raczej - jedynie w ... i wyłącznie na ...; krócej - Przepadek rzeczy może nastąpić wyłącznie w przypadkach określonych w ustawie na podstawie prawomocnego orzeczenia sądu.

***

Art.53.2. [...] Wolność religii obejmuje także posiadanie świątyń i innych miejsc kultu w zależności od potrzeb ludzi wierzących oraz prawo osób do korzystania z pomocy religijnej tam, gdzie się znajdują.

Opisowa forma bardziej przydaje się w literaturze: Tam, gdzie rosną drzewa = las,  albo  tam, gdzie wytapia się stal = huta,  czy wreszcie  tam, gdzie wicher chodzi spać; poprawniej -  w miejscu ich przebywania.

***

Art.71.2. Matka przed i po urodzeniu dziecka ma prawo do szczególnej pomocy władz publicznych, której zakres określa ustawa.

Matką jest się po urodzeniu dziecka (pomijając ewentualny poprzedni niezerowy stan dzietności), zatem powinno być  Kobieta  (chyba że – medycyna tego nie wyklucza – mężczyzna zostanie matką, zatem użyte określenie jest istotnie prawidłowe...).

***

Art.91.2. Umowa międzynarodowa ratyfikowana za uprzednią zgodą wyrażoną w ustawie ma pierwszeństwo przed ustawą, jeżeli ustawy tej nie da się pogodzić z umową.

W tak dyplomatycznym artykule poprawniej -  ... jeżeli ustawy tej nie można. pogodzić z umową.

***

Art.124. Do Senatu stosuje się odpowiednio przepisy art.110, art.112, art.113 i art.120.

Stosuje się do Polski, do narodu, do Rady Miasta, do ucznia, czy stosuje się wobec Polski, wobec narodu, wobec Rady Miasta, wobec ucznia... Wprawdzie przepisy stosuje się do ruchu drogowego, takoż do wypieku ciast, ale  przepisy stosuje się wobec ludzi i instytucji  lub  w stosunku do ludzi i instytucji mają zastosowanie przepisy...

***

Art.125.3. Jeżeli w referendum ogólnokrajowym wzięło udział więcej niż połowa uprawnionych do głosowania, wynik referendum jest wiążący.

Raczej -  wzięła, jako że -  Wynik referendum jest wiążący, jeżeli udział w nim wzięła więcej niż połowa uprawnionych do głosowania.

 

Art.127.3. Na Prezydenta Rzeczypospolitej może być wybrany...(podobnie art. 127.4 i art.127.6).

Wędkarz może wybrać robaka na haka, dziewczyna może wybrać sobie fajnego chłopaka na męża, ale  Prezydentem Rzeczypospolitej może być wybrany... albo  Na  urząd Prezydenta może być wybrany...

***

Art.131.2. Marszałek Sejmu tymczasowo, do czasu wyboru nowego Prezydenta Rzeczypospolitej...

Wybiera się wprawdzie nowy model samochodu, ale wybiera się jednak nie nowego, lecz  kolejnego Prezydenta...

***

Art.190.3. [...]. Termin ten nie może przekroczyć osiemnastu miesięcy, gdy chodzi o ustawę, a gdy chodzi o inny akt normatywny dwunastu miesięcy.

Zręczniej -  nie powinien,  a ponadto nazbyt infantylne to podwójne  „gdy-chodzenie”; raczej - W przypadku ustawy, termin ten nie powinien przekroczyć osiemnastu miesięcy, zaś w przypadku innego aktu normatywnego – dwunastu miesięcy.

***

Art.227.3. Prezes Narodowego Banku Polskiego jest powoływany przez Sejm na wniosek Prezydenta Rzeczypospolitej na 6 lat.

Na 6 lat można iść do mamra, zaś w tak wytwornym towarzystwie, prezesa powołuje się  na sześcioletnią kadencję...

***

Art.228.7. [...] Wybory do organów samorządu terytorialnego są możliwe tylko tam, gdzie nie został wprowadzony stan nadzwyczajny.

Klasyczny infantylizm językowy (tam, gdzie); raczej - można przeprowadzić na obszarach, na których nie został wprowadzony stan nadzwyczajny. 

  Wysłano do RJP 29 lutego 2000.

 

   Miejsce się w tekstach urzędowych

   W zdaniach oznajmujących tekstów oficjalnych, występowanie zaimka zwrotnego się przed słowem z nim związanym, proponuję uznać za usterkę.

   Wielu polonistów uważa, że wyraz się może występować zarówno przed czasownikiem, jak i po nim.

   W języku potocznym (mówionym, szybkim) niekiedy mamy problemy z postawieniem się w miejscu, które zaplanowaliśmy, ale w ferworze dyskusji może to nie razić naszych słuchaczy, jak i nas samych. Podobnie w tekstach o treści żartobliwej, przekornych felietonach, tudzież poezji.

   W zdaniach pytających się przed czasownikiem często bywa pożądane.

   Regułą jest także niestawianie się na początku zdania – Się uczysz., Się nie wychylaj!, Się znajdujesz?

   Jednak w zdaniach oznajmujących - pisma urzędowe, podręczniki, rozprawy naukowe, instrukcje, normy techniczne, obwieszczenia, przepisy, definicje, objaśnienia encyklopedyczne itp. stawianie się przed czasownikiem jest (wg mnie) usterką.

   Dalsze uwagi dotyczą takich właśnie zdań.

   Przeglądając szereg poważnych oficjalnych wydawnictw można zaryzykować pogląd, że w prawidłowo zredagowanym tekście, zaimek się powinien znajdować się wyłącznie po czasowniku. Kolejność odwrotna w oficjalnym języku powinna być uznana za usterkę.

   Zasada ta dotyczy nie tylko czasowników, ale i innych części mowy (składać się, składa się, składaj się, składając się, składający się,  składanie się).

   Nawet w tekście Konstytucji 1997 (dostrzeżono tam także wiele innych błędów) zaimek się umieszczono po czasowniku, mimo że zdanie rozpoczęto w sposób charakterystyczny dla pytania (art. 37.1) - Kto znajduje się pod władzą Rzeczypospolitej Polskiej, korzysta z wolności i praw zapewnionych w Konstytucji.

   Tamże, wśród kilkudziesięciu zdań zawierających się, jedynie kilka ma odwrotną kolejność.

Art. 116.2 - [...] Jeżeli Sejm nie może się zebrać na posiedzenie, o stanie wojny postanawia Prezydent Rzeczypospolitej.

   Ponieważ się dotyczy zebrać, a nie może, przeto należałoby zmienić kolejność na zebrać się.

Art. 53.2 - [...] Wolność religii obejmuje także posiadanie świątyń i innych miejsc kultu w zależności od potrzeb ludzi wierzących oraz prawo osób do korzystania z pomocy religijnej tam, gdzie się znajdują.

   Tutaj mamy trudniejszy przypadek - tam, gdzie się znajdują jest infantylizmem językowym niegodnym poważnego aktu prawnego, zatem przestawienie zaimka niewiele zmieni. Należałoby przeredagować koniec zdania (przykładowo) - do korzystania z pomocy religijnej w miejscu ich przebywania. W tym oraz w wielu innych przypadkach dyskusja na temat kolejności występowania zaimka zwrotnego się jest bezprzedmiotowa, jako że poprawniej byłoby zrezygnować z niego na rzecz zupełnie innej konstrukcji zdania.

   Interesującym przykładem jest także art. 91.2 - Umowa międzynarodowa ratyfikowana za uprzednią zgodą wyrażoną w ustawie ma pierwszeństwo przed ustawą, jeżeli ustawy tej nie da się pogodzić z umową.

   Gdyby uznać, że się dotyczy da, byłby to poprawny fragment (z punktu widzenia omawianego problemu). Jednak się dotyczy pogodzić. Mamy tu większą usterkę – w tak uroczystym tekście da(ć) się jest infantylizmem językowym. Poprawniej byłoby (przykładowo) - jeżeli ustawy tej nie można pogodzić z umową.

   Ciekawe, ale w tekście przedostatniej konstytucji (ostatniej w PRL) jest kilkanaście zdań zawierających omawiany zaimek zwrotny i WE WSZYSTKICH zdaniach występuje on po czasowniku. To nie może być przypadek. Jednak wielu polonistów uważa, że nie ma reguły, którą próbuję właśnie ustalić.

  1. W języku urzędowym (oficjalnym) każde zdanie zawierające zaimek zwrotny się przed związanym z nim słowem można przeredagować uzyskując proponowaną kolejność lub rezygnując z tego zaimka.

   2. Nie istnieje zdanie zawierające zaimek się umieszczone przed słowem z nim związanym, którego nie można byłoby zmienić w omawiany sposób otrzymując zdanie poprawniejsze.

   3. W oficjalnych tekstach zaimek się postawiony w krytykowany sposób deprecjonuje ów tekst.

  Wysłano do RJP 22 października 2001.

 


   Będę przeglądać moje archiwalia i uzupełniać powyższy zbiór o kolejne propozycje.

   Opublikowano 3 maja 2020

   Uaktualniono 26 maja 2020