Jezus zmienił moje życie!

"Chodź wielu ludzi mówi dziś, Gdzie jest twój Bóg czy pomógł Ci? Co On Ci może w zamian dać? Może na próżno tracisz czas?"

"Chodź wielu ludzi mówi dziś, Gdzie jest twój Bóg czy pomógł Ci? Co On Ci może w zamian dać? Może na próżno tracisz czas?"

 

Urodzona w 'normalnej' z pozoru rodzinie katolickiej. Mama często czytała mi biblie dla dzieci, co tydzień chodziłam do kościoła. Jednak z biegiem czasu, jak dorastałam, rzeczy dotyczące Boga przestały mnie interesować. Nie obchodziło mnie czy taki Ktoś istnieje, a jeśli tak, to jest starym dziadkiem siedzącym na chmurze, czekającym na mój upadek, żeby mnie jeszcze rozdeptać...

Sytuacja w domu nie była jakaś rewelacyjna. Rodzice często się kłócili i tak wychodziło, że winą obarczali mnie lub moje rodzeństwo. Mama często mi powtarzała, że to przeze mnie dzieją się złe rzeczy w domu. Wzrastałam w bardzo niskim poczuciu własnej wartości, w różne sposoby próbowałam zwrócić na siebie uwagę rodziców żeby zobaczyli, że coś jest nie tak. Próbowałam zachorować, żeby mnie ktoś dostrzegł. Kładłam się na zimnej ziemi, chciałam zasnąć i już się nie obudzić. Moje relacje z mamą były tragiczne. Całymi dniami krzyczałyśmy, kłóciłyśmy się. Czasami dochodziło do szarpania. Nie potrafiłam nawet jej lubić. Marzyłam o tym aby jak najszybciej uciec z domu.
Moje życie było nie było szare. Miałam przyjaciół, marzenia i ogólnie zdawało się, że wszystko jest w porządku, ale czegoś było brak. I wtedy jeszcze nie wiedziałam czego. Wolałam chodzić do lasu, gdzieś na łąki niż być w domu. Poza domem, poza granicami czułam się wolna i szczęśliwa.

Zawsze żyłam blisko mojej rodziny, ponieważ mieszkali w tym samym domu. Z czasem zaprzyjaźniłam się z moją kuzynką K., która jest protestantką. Miałyśmy długie rozmowy. Mama chętnie wysyłała mnie do niej, bo wracałam trochę odmieniona, ale wcześniej zabroniła jej mówić mi o Bogu, lub o ich kościele. Opowiadała mi więc jakie niesamowite rzeczy robi w jej życiu Bóg, co jej daje, jak o nią dba. Było to coś nowego, realnego, co zaczęło mnie fascynować. Zaczęłam patrzeć na sprawy duchowe z całkiem innej perspektywy. Zazdrościłam jej jednak, że zna Boga, i On ją zna, że ma z Nim prawdziwy kontakt. Przysłuchiwałam się jak modlili się w większym gronie. To było niesamowite, takie prawdziwe. Bóg chciał ich słuchać, ale co więcej odpowiadał im, czynił niesamowite rzeczy. Też tego chciałam. Jednak za każdym razem, kiedy chciałam poznać bliżej Boga, sytuacja w domu pogarszała się, były większe kłótnie itd.

Od małego rodzice zabierali mnie do bioenergoterapeuty, który leczył za pomocą wahadełka, co było skuteczne. Po kilku wizytach mogłam być zdrowa. Mama rozmawiała z miejscowym księdzem, ale ten powiedział, że jeżeli człowiek jest wierzący – chodzi do kościoła, to nic złego w tym nie ma. Czasem napadała mnie ogromna wściekłość i nie potrafiłam tego zahamować. Nie raz sama sobie chciałam zrobić krzywdę, ale na szczęście nie miałam tyle odwagi.
Ale moje pragnienie Boga, takiego prawdziwego Boga było coraz większe... Starałam modlić się własnymi słowami (kiepsko mi szło) Podczas modlitwy Bóg pokazywał mi jaki jest. Z każdym dniem rozumiałam bardziej Jego wielkość, co się mu podoba, a czym się brzydzi. Lecz ciężko było mi zrozumieć, że można kogoś kochać tak po prostu. W domu oznaki jakiejkolwiek miłości dostawałam za wykonanie jakiejś pracy. Tata nigdy mnie nie przytulił, nic miłego nie powiedział. Nie wiedziałam jak się zachowuje dobry ojciec. Od małego musiałam się nim opiekować, kiedy nie był w stanie sam się sobą zająć po jakiejś imprezie.

Po jakimś czasie trafiłam na YouTube na chrześcijański koncert, gdzie pastor krzyczał z radości, że Bóg go zbawił, że jest wielki! Wyłączyłam to z uczuciem wstrętu, myśląc że jest na tym świecie jeszcze sporo świrów. Chodziłam dalej na msze, podczas których czytałam w ławce Pismo Święte. Ksiądz mi mówił, że chodząc co tydzień do kościoła, uczestnicząc w komunii będę miała zagwarantowane życie wieczne. W Biblii tego nie widziałam („Bo jeśli ustami swoimi wyznasz, że Jezus jest Panem i uwierzysz w sercu swoim, że Bóg wzbudził go z martwych, zbawiony będziesz” Rzym.10,9). Szukałam Boga w tamtym miejscu, lecz to co oferował mi Kościół Katolicki było dla mnie niewystarczalne.
Chciałam chodzić na nabożeństwa do kuzynki, ale spotkałam się z ogromnym sprzeciwem od strony rodziny. Zaczęłam dostawać coraz więcej zakazów na spotykanie się z kuzynką. Nie mogłam wychodzić z pokoju i z nią rozmawiać. Moją ucieczką był Bóg, mówiłam mu wszystko co czuje i w mgnieniu oka czułam, że jest blisko i mnie pociesza. Modliłam się sama i Bóg mnie zmieniał, zobaczyłam, że bez Niego jestem nikim, że nie potrafię żyć bez Jezusa. Moje życie było całkiem zależne od Niego. Pewnego wieczoru znów natknęłam się na ten sam koncert. Po obejrzeniu go do końca zaczęłam płakać, na kolanach modliłam się o ratunek, wiedząc jak wiele nabroiłam grzesząc przeciwko Bogu. Rodziców nie było w domu więc, korzystając z okazji poszłam do kuzynki. była u niej przyjaciółka, razem zaczęłyśmy się prosić Boga o miłość do mojej mamy. Pierwszy raz czułam tak blisko Boga. Chciałam iść za Jezusem, być jak On. To był moment zwrotny w moim życiu. Zapragnęłam przyjąć chrzest, o czym nigdy wcześniej nie myślałam. Byłam wtedy na początku trzeciej klasy gimnazjum. Mój stosunek do rodziców zmienił się. Zaczęłam ich szanować i im pomagać. Wszystkie moje marzenia, wartości się zmieniły. I ta dręcząca ciągła pustka nareszcie się wypełniła!
Chodziłam na chór gospel i tam poznałam dziewczynę z mojego liceum, która była nawrócona, i z którą bardzo szybko się zaprzyjaźniłam. To był prezent od Boga, bo długo Go prosiłam o przyjaciela, a dał mi taką cudowną osobę. Chciałam przychodzić na nabożeństwa do kościoła baptystów, ale mama zamykała mnie w domu, całkowicie się nie zgadzając. Wiele osób prosiło Boga o zmianę tej sytuacji i po dwóch latach pokazał swą wielkość - mogę wychodzić i spotykać się z wierzącymi. Gdy skończyłam osiemnaście lat, przyjęłam chrzest!

Ostatnie lata są najpiękniejszym okresem w moim życiu. Ciężkie chwile w domu bardzo wiele mnie nauczyły. Wiem, że Bóg mnie nigdy nie opuści. Pragnę mu codziennie dziękować za to, że mnie wyciągnął z tego świata, mimo że Go nawet nie szukałam, nie prosiłam. Sam przyszedł i mnie uratował. , nauczył żyć na nowo. Czasem jest ciężko, ludzie patrzą na mnie jak na wariatkę, ale i tak każdy kiedyś stanie przed Bogiem i zda sprawę ze swojego życia, a tylko przez krew Jezusa mogę żyć, bo ON UMARŁ ABYM JA MOGŁA ŻYĆ!