Jezus Chrystus : Bog, czy nie Bog ?

Nie istnieje definicja Boga. Bog nie poddaje sie definiowaniu. Ostatecznie jego pojmowanie jest wylacznie Twoja ( i moja ) proba zrozumienia absolutu.

 

        Wystarczy przejrzec leksykony i slowniki by uswiadomic sobie jek wiele jest definicji Boga. Te proby i ich rezultaty sa zalezne od tego kto, kiedy i z jakiej pozycji ich dokonuje. A wiec jak rozumie i postrzega Boga przez pryzmat wyznawanawanego ( swiadomie lub nie ) swiatopogladu. Tak zwana "obiektywna definicja Boga" nie istnieje i  istniec nie moze. Pojmowanie Boga ze swej istoty  jest ostatecznie indywidualne. To zawsze jest Twoj Bog. I inaczej Go pojmujesz niz kazdy inny wierzacy w tego samego Boga. To wlasnie proby kodyfikowania i unifikowania Boga stoja u podstaw wszelkich Religii.  Religie, koscioly,denominacje, doktryny to ludzkie proby "uporzadkowania" wierzen z jednej strony i podporzadkowania wiernych, z drugiej. To zawsze grupa lepiej wiedzacych i blizszych Bogu ( kaplani) i mniej wiedzacych, ktorych nalezy prowadzic-wierni. Co z tego wynikalo i wynika wiemy i teraz nie bede sie tym zajmowac.

Moj Bog.

     ... to wiedza, madrosc, dobro i piekno. To tworca i stworca swiatow, czasow, kosmosow. Bardziej Go czuje niz rozumiem. Wiem, ze jest i wiem, ze bardzo go potrzebuje. Wiem tez, ze kazde stworzenie jest dzielem Jego mysli i decyzji, jest Jego. W jakims sensie jest emanacja Jego woli i charakteru. Tak, moj Bog ma wole, charakter i osobowosc. Nie jest jedynie swiadomoscia i w tym sensie jest Osoba a nie Bytem. Moj Bog jest ponad czasem, przestrzenia, energia i materia.Jest ich Tworca.

      Moj Bog daje mi sie poznawac i odkrywac. Jestem Jego. Ale jestem tez Nim w takim sensie, ze i we mnie On sie przejawia. Moj Bog "smieje sie ze smiejacymi i placze z placzacymi". Jest, zawsze byl i zawsze bedzie. Ja tez bylem, jestem i bede. Z Nim i w Nim.

      Moj Bog jest radoscia i smutkiem, nadzieja i brakiem nadziei, jest bolem i ukojeniem. Jest spelnieniem i niespelnieniem, jest cieplem i chlodem, jest oceanem ale jest tez pustynia.

      Moj Bog nigdy niczego nie narzuca. To do mnie nalezy wybor. Moj Bog nie lamie osobowosci, nie kaze klekac i zginac karku. Kazda istota (i kazdy czlowiek ) jest dla Niego wazna i godna szacunku.

      Moj Bog jest   zazdrosny. Jest zazdrosny o Swoje stworzenie. Boza zazdrosc jest uczuciem pieknym, jest dowodem milosci i nie ma nic, ale to nic wspolnego z tak samo nazywana ludzka cecha charakteru.

      Moj Bog jest moim Bogiem na wieki.

       Taki jest moj Bog. A wielu innych bogow ? Tak niewatpliwie sa. Ale nie sa moimi bogami.

Jezus Chrystus. Bog czy nie Bog?

       Nie bede sie tu zajmowal sporami o "historycznosc" Chrestosa. Powiem tylko, ze jego istnienie jest daleko bardziej udokumentowane niz istnienie wielu innych postaci, np. Homera. Jego istnienie dla mnie nie stanowi zadnego problemu. Czasem sie tylko troche dziwie, ze jest takim problemem dla wielu...

      Ci, ktorzy uznaja historycznosc Chrystusa dziela sie zasadniczo na dwa obozy. Chrzescijanie - aktualnie ok. miliarda ludzi na Ziemi, uznaja, ze Jezus Chrystus jest Bogiem. Ale, ze jest tez jednoczesnie Synem  Boga. Inni widza w Nim nauczyciela, czasem nauczyciela i proroka.

      Stary Testament wielokrotnie , na rozny sposob mowi o Chrystusie. Mowi o Nim w czasie terazniejszym, ( jest, towarzyszy etc.) jak i w czasie przyszlym ( nadejdzie, urodzi sie, etc). Ciekawe, ze np. Izajasz mowi o Nim w czasie terazniejszym jednoczesnie odnoszac sie do przyszlosci, ( jest nam dany). W kazdym razie bardzo wiele razy i na wiele sposobow Swieta Ksiega Zydow przepowiada, lub jak kto woli zapowiada przyjscie na swiat Boga wcielonego. Zydzi przez wiele wiekow zyli ta nadzieja. Niktorzy zyja nia nadal.

     Ponad dwa tysiace lat temu wydarzylo sie cos bardzo dziwnego. Na dalekiej prowincji owczesnego swiata, w biednej rodzinie zydowskiej urodzil sie czlowiek, ktory zmienil bieg historii. Niewatpliwie Jezus Chrystus jest jedyna postacia historyczna, ktora za zycia uznana  za Boga sprawila, ze do dzis jest za Boga uznawana. Wszyscy inni "bogowie", np. Aleksander Wielki, liczni cesarze rzymscy, krolowie i kacykowie, przestawali byc bogami stosunkowo niedlugo po smierci. Wiecej. Setki, tysiace, miliony ludzi uznaly Go za Boga juz, kiedy na Ziemi Go nie bylo.

    A ci, ktorzy w Niego uwierzyli potrafili Mu byc wierni az do smierci, czesto smierci straszliwej. Zreszta do dzis misjonarze roznych wyznan chrzescijanskich daja sie zabijac ( Afryka, Azja) w imie Jezusa.

    Albo mamy do czynienia ze zbiorowym, trwajacym dwa tysiace lat szalenstwem. Czyli uznamy, ze na przestrzeni wiekow miliardy ludzi zwariowalo a setki tysiecy,( z tego szalenstwa prawdopodobnie ) dalo sie pozabijac, albo uznamy, ze jest to zjawisko niezwykle i w dziejach swiata nieznane. Nie wierze w zbiorowy, trwajacy dwadziescia wiekow obled.

    Kim wiec ten czlowiek byl? Co sprawilo, ze mial tak niezwykla sile oddzialywania? Sile, ktora dzial do dzis. Jakzesz mozna porownywac jego moc sprawcza do niewatpliwego wplywu na swiat Guttenberga czy Einsteina. To sa zupenie inne porzadki i inne poziomy. On, Jezus Chrystus przewartosciowal sposob widzenia i rozumienia swiata na obszarze calej zachodniej cywilizacji, wyznaczyl cel i sposob zycia miliardow ludzi na przestrzeni wiekow, zmienil bieg historii. Nawet czas mierzymy obecnie na okres przed i po Chrystusie. Kim wiec byl?

    Jak wiemy z ewangelii ( warto tez poczytac apokryfy! ) Jezus nigdy sam nie nazwal siebie Bogiem. Ale tez nigdy nie zaprzeczyl gdy boskosc Mu sugerowano. W takich sytuacjach uciekal sie do formuly "... ty powiedziales". Raz tylko, o ile pamietam uzyl zdania :" Ja jestem " . To bardzo wyjatkowa w tradycji judajskiej fraza, gdyz wg. Hebrajczykow jest to wprost jedno z imion Boga.Jak wiemy Zydom nie wolno bylo wymieniac imienia Boga- Jahwe wiec zastepowali je innymi imionami badz okresleniami, np. Adonay, Pan, Jestem ktory Jestem i wieloma innymi. Wydaje sie, ze Jezus, w ktoryms momencie zycia uswiadomil sobie swoj zwiazek z Bogiem, jego charakter i cel. Nie, nie byl samoswiadomy w niemowlectwie. To stalo sie pozniej. Niewiele o tym wiemy i sa najrozniejsze spekulacje odnosnie zycia Chrystusa zanim zaczal nauczac. Najpopularniejsza jest prawdopodobnie ta, ze wybral sie w podroz do Indii by tam pobierac nauki. Jakie , po co i od kogo? Nie wiemy. Wiemy jednak, ze nie mogl uczyc sie w Indiach Tory a znal ja bardzo dobrze juz jako kilkunastolatek. Nie mogl tez w Indiach zrozumiec, przyjac i pojac, ze jest "jednym" z hebrajskim Bogiem Jahwe." Ja i ojciec jedno jestesmy". To bardzo znane slowa Chrystusa. Zakladam, ze wiedzial co mowi. Slowa te wskazuja na inne slowa - tym razem slowa Jahwe " To jest moj syn, w ktorym mam upodobanie". Osobiscie mam pewne watpliwosci, czy slowa te padly. Nie chce podwazac prawdziwosci biblijnych zapisow. Uwazam jednak, ze czesc zdan i sformulowan biblijnych nie ma charaktru doslownego lecz symboliczne, ale to zupelnie inny temat...

    Wiemy tez, ze glownym rodzajem dzialalnosci Chrystusa bylo nauczanie. Musimy obiektywnie stwierdzic, ze sila tego nauczania byla zupenie niezwykla. Syn ciesli, czlowiek ( o ile wiemy ) niewyksztalcony nauczal nie tylko "prosty lud". Czesto zapominamy, ze toczyl spory o charakterze teologicznym z najbardziej wyksztalconymi przedstawicielami owczesnego spoleczenstwa hebrajskiego. Z rabinami. Skad wiec mial te wiedze? Przeciez nie od ojca-poboznego, prostego Zyda ani od matki-hebrajskiej kobiety, ktorej nie wolno bylo przekazywac wiedzy, nawet jesliby ja miala. I skad mial te wiedze jako kilkunastolatek? Czym zasluzyl sobie na niezwykly szacunek. Tylko ludzie o wielkim autorytecie nazywani byli przez Hebrajczykow "Rabbi" i "Rabuni". Mozemy byc pewni, ze zaden plebejczyk nie mogl, w tamtej kulturze zostac tak nazwany. A jednak Chrystusa tak nazywano!

    Kolejna, zupenie niecodzienna cecha tego Hebrajczyka byl jego osobisty, emocjonalny zwiazek z Ojcem. Cytowane juz " Ja i Ojciec jedno jestesmy" , " Nie moja lecz Twoja wola niech sie stanie" , " Boze moj, Boze czemus mnie opuscil" i dziesiatki innych wypowiedzi swiadczacych o swiadomosci tego zwiazku a takze o podleglosci wobec Boga Ojca.

   Chrystus wiedzial tez, ze jego misja jest wypelnienie starotestamentowych przepisow, nakazow, zakazow - byl Hebrajczykiem. A jednoczesnie z ich wypelniem -  ich odrzucenie i "udostepnienie" ludziom mozliwosci bezposredniego kontaktu z Jahwe. Juz nie sa do tego potrzebni kaplani, ofiary, stroje, swieta i obrzedy. Tylko On. Od teraz juz  " Nikt ( w inny sposob, inaczej ) nie przychodzi do Ojca jak TYLKO przeze mnie " Stal sie  JEDYNYM posrednikiem miedzy Bogiem a ludzmi. Symbolicznie "Zaslona Swiatyni ( do miejsca najswietszego ) zostaje rozdarta ". Ale, jak sadze najwiekszym cudem jest fakt, ze ci ludzie,  czesto ortodoksyjni Hebrajczycy Mu uwierzyli a potem, jak wiemy uwierzyli takze poganie. Dla mnie jest to najbardziej zdumiewajace wydarzenie jakie znam. Zycie, smierc i zmartwychwstanie Chrystusa albo jest wielkim misterium i objawieniem PRAWDY, albo jest najwieksza mistyfikacja w dziejach swiata. I nie ma tu, jak sadze innego wyboru.

   .

   W chwili agonii Chrystus zadaje Bogu pytanie: "(...) czemus mnie opuscil ? "  A wiec uwaza, slusznie, czy nie slusznie, ze zostal przez Boga opuszczony, zostawiony. Ale skoro " (...) Ja i Ojciec jedno jestesmy " - czy mozna postawic takie pytanie ? Z pozoru swiadczyc moze ono, ze jednak Syn i Ojciec nie sa jednoscia. Z pozoru... Dlugo zastanawialem sie nad tym fragmentem Pisma, szukalem i znajdowalem wiele odpowiedzi. Zadna jednak mnie nie satysfakcjonowala. A jest tak prosta i lezy tak blisko. Na wyciagniecie reki. A czy Ty sam sobie nie zadajesz pytan? Jakze czesto. Tak czesto, ze nawet sobie tego nie uswiadamiasz...

  I jeszcze dwa ciekawe cytaty z biblii :  "(...) Dana  Mu jest moc (...)"  Skoro jest Mu dana to znaczy, ze jej nie mial. A wiec Ktos musial Mu ja dac. I drugi fragment "(...) ale o tym dniu nikt nie wie, ani Syn (...) tylko Ojciec " Tak wiec Chrystus o czyms nie wie.

 Jak widzimy z powyzszego Chrystus nie mial kiedys  mocy ( mocy sadzenia swiata ) i zostala ona Mu dana a takze nie dysponuje atrybutem wszechwiedzy gdyz " o tym dniu " ( dniu skonczenia  swiata- nie wazne czy tego swiata ) nie wie.

  Na zakonczenie tych rozwazan przedstawie ciekawy problem. Bardzo zastanawiajace jest pierwsze zdanie Pierwszej Ksiegi Mojzeszowej. Znamy je pod postacia: " Na poczatku stworzyl Bog niebo i ziemie". Nie jest to jednak postac prawdziwa. Czy nie jest zastanawiajace, ze w oryginale slowo Bog jest uzyte w liczbie mnogiej!  Tak, nie "Bog" tylko " Bogowie " , ale juz czasownik "stworzyl" jest w liczbie pojedynczej. Oczywiscie takiego zdania nie mozna poprawnie przetlumaczyc na j. polski gdyz mialoby nast. postac : " Na poczatku stworzyl BOGOWIE niebo i ziemie ". I tak "niepoprawnie" jest   w oryginale. Sprawdz.

Czy Jezus Chrystus jest Bogiem ?