Jasełka, czyli nie grzeszyć inteligencją.

Czy to musi tak wyglądać?

 

aba565477d6ce4ca9bd6e1d8fee9660f.jpg

Jasełka, czyli nie grzeszyć inteligencją.

 

Scenka jak scenka. Grupa osób jedzie autobusem. Jednej pani śmierdzi, inna dyktuje mężowi listę zakupów tak głośno, że wszyscy już wiedzą, że mają być te zielone grapefruity, bo czerwone są za drogie, jakiś facet kiwa się nad babcią w chustce, a nie wiadomo, czy rzygnie, czy zaśnie, jakieś dziecko wrzeszczy, komuś w słuchawkach robi „unc, unc”, a tu zbliża się ten wieczór, wigilia, Bóg się rodzi, moc truchleje itd. Tak to widzę. Pomysł mógłby być… Ale nie. W rękach nawiedzonej pani katechetki jasełka stają się chłamem nie do zniesienia i gdyby tylko uczniowie mogli, włożyliby w znanym geście dwa palce do gardła. Ale nie mogą, wiec tylko ci z tyłu rechoczą po cichu.

Na auli zgrzebna dekoracja z szarego papieru, jakieś drzewa, czy droga...Zaczyna się od muzyki AC/DC, słucha jej panienka w spódniczce ledwo zakrywającej świątynię macierzyństwa. Takie wyobrażenie pani katechetki na temat szatana. Groza.Potem następna scenka-mąż ma pretensje do żony, że jest w ciąży, a narrator z nieba wygłasza nieziemski tekst:

 -„ A co by było, gdyby Matka Boska powiedziała Bogu „Nie”? Przecież była dziewicą…”

Aż się rozejrzałam ze swojego miejsca dookoła we trwodze. No, co by było? Potem ten mąż, w następnej scence w autobusie będzie rozmawiał z żoną i ją przeprosi i znów komentarz narratora

- „A gdyby Matka Boska… Była przecież młoda, też mogła chcieć realizować swoje życie…”

Aż się uniosłam na krześle, by wyjść. Z trudem się opanowałam.  Następnie dwie dziewczyny rozmawiają o ciąży koleżanki. Domyślamy się, że tej, która słuchała AC/DC. Teraz ją obgadują. a ona w autobusie  odbiera komórkę. Chłopak pociesza ją i zapewnia, że jakoś dadzą sobie radę. Ona kończy rozmowę krótkim:

-” Już za późno…” I zza kadru:- „ A co by było, gdyby Matka Boska?...

- Jezu… - wyrwało mi się na tyle głośno, że wszyscy spojrzeli na mnie.

Zrobiłam minę przejętej dziewicy. Przecież jestem belfrem, jak ta pani katechetka… A co by było, gdyby Matka Boska? Śniadanie podeszło mi wysoko, jednak wysiedziałam. Potem ten autobus- metafora polskiego społeczeństwa, wpada w zaspę i wszyscy robią sobie wigilię w pojeździe, bo pomoc będzie dopiero za parę godzin. Jakaś kobieta wyjmuje obrus, jakaś ciastka, jedna mówi  :

-” A ja mam z sobą rybę”.

Już wiem, jaki tekst będzie kultowy w przyszłym roku. Na pewno… Rechot poszedł po tyłach… Pani katechetka skarciła ich wzrokiem p.t. „A gdyby Maryja?”

             Tak, jestem belfrem, tak, chodzę na Pasterkę, tak, lubię święta, tak, poważam wartości chrześcijańskie. Ale, na miłość Boską! Litości… Czy inteligencja to grzech?