Jakiej komuni pragnie Bóg

Zechciejcie zrozumieć te słowa: „Miłosierdzia chcę, a nie ofiary", bo one są kluczem do Nieba. Wasz Nauczyciel Jezus.

 

9459bb232975b1d623262757990bc6c3.jpg

Jezus:

Wielu ludzi (tak — napisz Anno: wielu ludzi) zaraz po przyjęciu Mnie do swego serca zapomina o Mojej Obecności. Wielu przyjmuje Mnie mechanicznie, rutynowo. Ich serca, zaledwie zapalone Bożą iskrą Miłości, zaraz gasną. Podobnie jest z iskrą, która zaiskrzy, mogąc rozpalić duże ognisko, ale przy mocnym podmuchu wiatru, przy niesprzyjających warunkach atmosferycznych, może zgasnąć, nie podtrzymywana, nie podsycana ręką ludzką.

We wszystko trzeba włożyć serce. Jeśli serce nie odpowie na SERCE, nie może zaistnieć więź między człowiekiem a Bogiem. Jeśli ludzkie serce na Moje przyjście nie zabije mocniej, Ja doznaję cierpienia. Bardzo cierpię — to jest Moje cierpienie z przed dwóch tysięcy lat, ciągle to samo i tak samo powtarzające się. Konam z braku miłości człowieka do Mnie. Moja potężna Miłość, kiedy spotyka się z obojętnością człowieka, za każdym razem kona! Lepiej by było, gdyby Mnie wcale nie zapraszali do zimnego domu swoich serc.

Ja wiem, że człowiek żyjący na ziemi ma ciało, oczy — Ja o tym wiem, bo Ja stworzyłem człowieka. Dałem człowiekowi serce czyste, a mało jest serc czystych: nie rozproszonych, wyciszonych, trwających w radosnym oczekiwaniu na Moje przyjście. Do takich serc biegnę z radością i one są Mi wynagrodzeniem za serca oziębłe, z których zaraz odchodzę, bo metraż ich domu tak bardzo się kurczy, że dla Mnie nie pozostaje już miejsca.

Jest to ból nie do zniesienia — można go porównać z bólem ojca, który oddał swoim dzieciom cały swój dom wraz z majątkiem, a te dzieci wyznaczają mu miejsce w ciasnej komórce! Tak bardzo są pochłonięte i zachwycone odziedziczonym po ojcu majątkiem, że to bogactwo przysłania im osobę tego, któremu zawdzięczają całą swoją egzystencję. Tym dzieciom po prostu brakuje czasu na okazanie ojcu serca i na rozmowy z nim. Pojmujesz, Anno? Dajesz swojej przyjaciółce piękny prezent, a ona jest tak dalece zachwycona prezentem, że zapomina o twojej obecności, bo nie może oderwać swych oczu od podarunku... Wychodzisz więc z jej domu, ale ona tego nawet nie zauważyła. Wiesz, co to znaczy być nie zauważonym, prawda?

Anna: Tak, wiem.

Jezus: Ten przykład jest prozaiczny i nieporównywalny z agonią Mego Serca, które jest tak bardzo udręczone przez dusze oziębłe i letnie. Przyjmują Mnie z przyzwyczajenia. Połkną Mnie jak kawałek słodkiego opłatka — i to wszystko... Wypowiadają samymi wargami słowa za kapłanem i niecierpliwie rozglądają się, kiedy będzie można opuścić kościół. Zaraz po wyjściu z kościoła rozpuszczają język, który zadaje Mi katusze, bo nie służy uwielbieniu Mnie, ale często jest powodem grzechu. Jest to ból nie do opisania i nie do zrozumienia przez wasze serca. Dlatego liczenie w kościołach przyjętych Komunii świętych nie ma nic wspólnego z autentycznym przyjęciem Mnie — Jezusa Chrystusa — pod dachy waszych domów. Mało jest takich domów, w których jestem nie gościem, a gospodarzem.

Pisz, Anno, o Mojej goryczy; napisz, że wolałbym, aby dusze nie przyjmowały Mnie tylko na język, ale do swoich serc. Jeśli wy, ludzie, jesteście tak bardzo wyczuleni na okazywaną wam gościnność, na zachowanie poprawnych kontaktów międzyludzkich w rodzinach, w miejscach pracy, szkołach, na ulicach, to Ja, Bóg, muszę o tym ludzkości przypominać, bo wielu ludzi nie potrafi nawet uszanować kościoła — domu Ojca Mego. Dbajcie zatem bardziej o czystość serc, niż o swój wygląd zewnętrzny i o to tylko, by ludziom się podobać.

Zwykle przed przyjęciem Komunii świętej wzywałam Matkę Bożą na pomoc, aby objęła swymi ramionami Pana Jezusa w moim sercu. Po tym Orędziu nie byłam pewna, czy dostatecznie jestem przygotowana, poczułam się zupełnie niegodna Pana Jezusa... Moje myśli, których jeszcze nie jestem w stanie do końca ujarzmić, to walka, by dostatecznie skupić się na OFIERZE Pana Jezusa na ołtarzu. Klękając, oddałam całe swe serce Maryi: „...nie jestem godzien..." Odpowiedziała mi: „Już jesteś godna, dzięki ŁASCE Mego Syna".

W liturgii Mszy świętej jest przewidziana cisza po Komunii, czas na przebywanie sam na sam z Chrystusem.

Uważam, że dobrze jest nie „połykać" zbyt szybko Pana Jezusa.

Zasmakuj tajemnicy Jego Obecności, proś: „Przeniknij mnie, Moja Miłości. Niech Twoja Miłość przeniknie mnie całego, abym stał się solą ziemi. Przeniknij, Panie, wszystkie szczeliny i zakamarki mojej duszy, które jeszcze zamykają się przed Tobą i nie mogą wydać owocu; przeniknij to wszystko i zburz we mnie oschłość serca mego, moją obojętność na Ciebie; przemień moją nędzną miłość potęgą Twojej Miłości. Proszę, daj mi Twoją Miłość, abym Cię już nie ranił, a radość Ci przyniósł..."

Wierzcie mi, że to nasze sam na sam z Chrystusem bardziej podoba się Panu, a duszy naszej większą przynosi korzyść, niż gdy po „połknięciu" Pana Jezusa głośno śpiewamy, rozglądając się po ludziach. Taka nie wyciszona dusza nigdy nie zazna radości bycia z Jezusem.

„Miłosierdzia chcę, a nie ofiary".

Jezus: Jestem Bogiem—Miłością. Ty wiesz, że Ja nie karzę człowieka, bo czyż Miłość może zadawać cierpienie? Mówiłem do ciebie już na ten temat w pierwszej i drugiej książce.

Gdyby ludzie zechcieli pojąć, jak wielką potęgą miłości jestem, jak wiele zawdzięczają Mi każdego dnia, bo z miłości zostali stworzeni i dzięki Mojej miłości żyją na ziemi!

Każdego dnia odnajduję zagubionych. Obmywam ich poranienia, leczę miłością, którą Moje stworzenia odrzucają i gardzą, zaprzedając się w niewolę swoich bożków, których nazywają „miłością", choć one z Miłością nic wspólnego nie mają.

Ludzkość powinna pokutować dniem i nocą, wynagradzając Memu Ojcu za wszystkie zniewagi. Zapamiętajcie, Moje dzieci: Bóg jest Miłością. Daje to co najlepsze, jednak człowiek sam dokonuje wyboru wedle fałszywej wolności, przez co sam skazuje siebie na potępienie. Jednakże, dopóki biją wasze serca na ziemi, dopóki nie przekroczycie progu krainy niebieskiej, zawsze możecie odwrócić karę — odwracając się od zła, czynionego myślą, mową, uczynkiem i zaniedbaniem. Dalsze etapy nawrócenia to pokuta i wynagradzanie (zadośćczynienie) ludziom za popełnione przez was zło. To bardzo ważne, by zdążyć wynagrodzić i naprawić zło — wtedy droga do nieba jest otwarta.

Bóg Miłości nigdy nie odrzuci marnotrawnego syna, który powraca do domu Ojca. Jak kończy się ta przypowieść, wiecie już z opisu Ewangelii. Wielka uczta i radość będzie dla tego, kto czyni dobro, spełniając dobre uczynki.

Obojętny syn to nikt inny jak Piłat i jemu podobni, umywający ręce, by mieć „święty spokój" (używam tu waszego określenia). Za tzw. „święty spokój" na ziemi trzeba będzie drogo zapłacić na Sądzie.

Anno, często używasz Moich słów: „Miłosierdzia chcę, a nie ofiary", a słowa te są najważniejsze dla duszy, która pragnie zbawienia. Proste słowa, używane w praktyce, na co dzień, prowadzą do Królestwa Niebieskiego. Niemiłe mi są ofiary, składane czasem kosztem wielkich wyrzeczeń, jeśli w sercu składających je jest złość, obmowa i egoizm; jeśli to wszystko wylewa się jak kubeł pomyj na brata, bliźniego, sąsiada.

Zechciejcie zrozumieć te słowa: „Miłosierdzia chcę, a nie ofiary", bo one są kluczem do Nieba. Wasz Nauczyciel Jezus.

Jeszcze o uzależnieniach

Jezus: Wszelkiego rodzaju uzależnienia są niczym innym, jak egoizmem człowieka, egoizmem, który staje się nieszczęściem dla egoisty i członków jego rodziny, społeczeństwa.

Uzależnienie to nie tylko nałóg alkoholowy czy narkotykowy. Uzależnienie to zejście na poziom samych instynktów, a więc unicestwienie życia duchowego. Telewizja i nałogowe oglądanie filmów, internet, papierosy, objadanie się (nawet kosztem własnego zdrowia), wulgarność języka, ordynarność w zachowaniu, eksponowanie własnego ciała, sprzedawanie własnego ciała i czerpanie z tego korzyści materialnych, zbyt wielka dbałość o swoje ciało (dogadzanie mu), zbyt wielkie przykładanie wagi do własnego wyglądu i do stroju (mówię tu o waszej szalonej modzie, która nie zawsze służy Bogu i samemu człowiekowi), poświęcanie zbyt wiele czasu na urozmaicanie do przesady posiłków, zbyt wielka troska i ciągłe pucowanie, czyszczenie przez kobiety mieszkań, a przez mężczyzn samochodów, zbyt przesadne diety—cud, układane przez pseudo—uzdrowicieli tylko po to, by zarobić na tym pieniądze, gromadzenie pieniędzy i zbyt wielkie bogacenie się kosztem innych ludzi, hazard i gry na pieniądze, lenistwo duchowe i fizyczne. Ogólnie, podsumowując: wielki egoizm jednostki, który nie pozwala jej zatroszczyć się o drugiego człowieka. Stąd też biorą się wojny na świecie.

Mówię to po to, byście zastanowili się wszyscy, którzy Mnie ranicie tym, że przez swój egoizm zamknęliście serca, zamknęliście drzwi waszych domów dla potrzebujących braci, dogadzając własnym żądzom. W ten sposób zamknęliście drzwi Mnie, Bogu. Ranicie Mnie swoim egoizmem tak dalece, że cierpię razem z waszymi krewnymi, braćmi, siostrami, cierpię w ich sercach.

Z całym tym bagażem przystępujecie do konfesjonału, ale ilu z was wzbudza w sercu żal z powodu tego strasznego egoizmu, własnej wygody, w której żyjecie kosztem innych?

Przychodzę do waszych serc Ja — Jezus ukoronowany cierniem — a nie dajecie Mi zaznać radości, bo tak dalece wasze serca skamieniały, że we własnych rodzinach, w sąsiedztwie nie czynicie dobrych uczynków na co dzień. Owszem, składacie ofiary pieniężne na Kościół, na cele charytatywne, by poczuć się dobrze (podkreśl Anno). Dajecie z tego co wam zbywa, a nie chcecie dojrzeć własnego brata, który cierpi obok za ścianą, bo należałoby mu poświęcić czas, a na to już was nie stać. Umywacie ręce, by mieć „święty spokój".

Mówię do żyjących przez lata w straszliwym egoizmie, z którego nigdy się nie spowiadali: pamiętajcie, że Piłat też umył ręce pod wpływem egoizmu, żeby mieć „święty spokój". A przecież Ja Ogień przyszedłem rzucić na ziemię! Ewangelia w wielu miejscach mówi o tym, w jaki sposób będziecie sądzeni na Sądzie Ostatecznym wy, którzy nie daliście Mi swojego serca i czasu, abym w was i przez was mógł działać na rzecz tych, którzy są w potrzebie. Pamiętajcie, że wasz „święty spokój" na Sądzie Bożym zamieni się w wieczny niepokój. Pójdziecie tam, gdzie książę ciemności, zbuntowany egoista, chciał służyć nie Bogu, ale sobie. Taki los spotka egoistów, przez których cierpią miliony ludzi na kuli ziemskiej. To mówi wam Sędzia Najwyższy, Bóg Ojciec.

Anna: Czy palenie papierosów jest grzechem?

Jezus: Tak, bo niszczy dobro, które Bóg dał człowiekowi, tj. zdrowie.

Anna:

A telewizja, filmy, reportaże, programy rozrywkowe — jak rozumieć je w świetle tego, co zostało powiedziane o egoizmie?

Jezus: Często oglądacie, podglądacie cudze życie, wzruszacie się do łez, a wasz brat, siostra płaczą za ścianą. Nie trzeba wiele: szklanka herbaty, gotowość pomocy. To jest dobre wykorzystywanie czasu. Bierzcie przykład z Ewangelii, rozważając np. nawiedzenie świętej Elżbiety przez Maryję.

Jeśli na co dzień nie żyjesz Ewangelią, to czym żyjesz...?

Dałem wam przykład swoim życiem na ziemi. Rozważajcie wszystkie tajemnice Różańca, życie Mojej Matki. Podobnie należy żyć na co dzień — według tego, co poznajecie w tajemnicach Różańca.

Popadacie w różne frustracje, szukacie pomocy u psychiatrów, a źródłem waszych niepokojów i rozczarowań jest [postawienie w centrum życia] własnego „ja". To nie daje szczęścia —złudne odetchnięcie na krótką chwilę, a następnie powrót do przykrej rzeczywistości. Prowadźcie życie według wzoru, który zostawiła Maryja, a nie według wzoru, który wam świat daje.

Różaniec odmawiany tylko wargami nie wnosi radości w wasze życie i nie jest umocnieniem na zmaganie się z trudami życia.

sekretarką Jezusa była Anna Argasińska

 

Źródło: Jezus