Jak wyglądałby świat bez nas?

 

Na różne sposoby mógłbym zatytułować ten artykuł, ale zupełnie nie mam pojęcia jaka nazwa będzie najlepsza, więc uznałem że najtrafniejszą będzie „Jak by wyglądał świat bez nas”. Ale nazwa nie jest całkiem właściwa, bo skąd możemy wiedzieć jak świat wyglądałby bez nas, kiedy jest jasne, że wcale by nie wyglądał, bo nie byłoby patrzącego. Mówię ogólnie o „życiu”, ponieważ pozostawanie przy samych ludziach na niewiele się zda, w końcu inne zwierzęta czują, mają emocje, nawet co nieco „myślą” logicznie, przywiązują się itd., czyli ogólnie rzecz biorąc nie przerastamy ich w sposób jakościowy, my po prostu w tych samych dziedzinach jesteśmy o parę stopni wyżej.

Zawsze było dla mnie zastanawiające jak to się dzieje, że gdy rano jednego dnia mam beznadziejny nastrój, to wieczorem może się on poprawić, często bez żadnego powodu, który byłbym wstanie podać. I świat wygląda dla mnie inaczej. Jesteśmy subiektywni i widzimy świat w ten sposób, prawda? Znamy to dobrze, że gdy dla jednego to samo miejsce przedstawia się w ten sposób, dla innego zupełnie inaczej, patrzymy wszyscy na to samo, ale nie do końca na ten sam sposób. Patrzymy także na to samo, ale zwracamy uwagę na inne detale. Znam ludzi którzy dostrzegają detale w filmach, dostrzegają pomyłki, na które w życiu bym nie wpadł sam, choć nie wydaje się, żeby byli oni o wiele bystrzejsi ode mnie. Zaznaczyłem tę kwestię w jednym z wcześniejszych tekstów pod tytułem „Problem relatywizmu”, ale nie do końca tutaj chodzi mi o to samo. Nasza świadomość, nasze Ja ma bez wątpienia wpływ na to, co widzimy, co wiemy i jak to oceniamy.

Jaką rolę odgrywa nasza świadomość, nasze Ja w postrzeganiu świata z perspektywy nauki? Einstein był wysoce niezadowolony z wyklucia się nowego działu fizyki, czyli mechaniki kwantowej, w której to określa się prawdopodobieństwa tego gdzie dana cząstka się znajduje. Einstein podsumował to następującym zwrotem: „Bóg nie gra w kości ze Wszechświatem” (na co również niezrównany, Woody Allen odpowiedział w jednym ze swych filmów „Nie, tylko w chowanego”). Wielki fizyk był wysoce zaniepokojony teorią kwantową, twierdził bowiem że „Księżyc nie znika z nieba, gdy przestajesz na niego patrzeć”.

Jeśli ktoś jeszcze pomyśli o świecie kwantowym na „zdrowy chłopski rozum” to niedaleko zajdzie. Jest taki eksperyment, który zwie się eksperymentem z dwiema szczelinami, a polega on na tym, że wystrzeliwany przez specjalne działko elektron przelatuje przez którąś – no właśnie przez którąś ze szczelin albo i przez obie. Jeżeli ustawia się detektory przy obu otworach, elektron przefruwa albo przez jeden albo przez drugi, ale jeśli nie ma detektorów… elektron przelatuje przez oba otwory. Nikt nie wie dlaczego tak jest – i dlaczego w małej tylko skali, a czemu my nie przechodzimy przez dwoje drzwi jednocześnie. Interpretuje się te wyniki w taki sposób, że sam akt obserwacji umiejscawia elektron w danym położeniu, gdy nie patrzymy, elektron może być w wielu miejscach. Innymi słowy obserwując jak gdyby wybieramy gdzie on jest.

Ktoś mógłby teraz zapytać po co ta dygresja. Otóż mówię o tym dlatego, że dziwaczne kwantowe efekty są powiązane z kwestią naszej świadomości. Nie zapominam oczywiście, że w interpretacji Everetta w każdym momencie swojego życia i przy podejmowaniu każdej decyzji przeskakujemy pomiędzy równoległymi wszechświatami. Ale i tutaj kwestia świadomości jest istotna, bo akt obserwacji wymusza to w której z alternatywnych rzeczywistości wylądujemy. Gdy myślimy o tym inaczej, czyli że akt obserwacji wpływa na to jak rzeczy się dzieją, to siłą rzeczy… nadajemy świadomości istotne znaczenie. Przyznać trzeba, że to nie intuicyjne myśleć, że nasze patrzenie ma istotny wpływ na przebieg zdarzeń, czyli, że to że patrzę jest jedną z przyczyn istnienia na niebie Księżyca. Ale tak jest na poziomie kwantowym a więc czemu miałoby tak nie być w makroskali?

Jestem ateistą i przeciwnikiem wszelkich pseudonaukowych zabobonów, jednak zaintrygował mnie wykład o świadomości fizyka Petera Russella, który to przedstawił wspaniały punkt widzenia w tej kwestii. Czemu myśleć, że umysł, psychika to świadomość? Czemu „duszę” mają tylko istoty żywe, zwierzęta? Czemu nie powiedzieć, że – co brzmi paradoksalnie ale w końcu godzi się z teorią ewolucji – rośliny są świadome – ale jakby mniej niż zwierzęta, komórki są świadome znowu o wiele mniej – ich zakres świadomości jest jednak większy niż „świadomość” atomu, a ten znowu jest bardziej świadomy od kwarka… Usuwamy tutaj kłopotliwy moment nagłego pojawienia się świadomości u jakiejś istoty. Meduza nie posiada układu nerwowego, ale na pewno każdy normalny człowiek miałby obawy przed wrzuceniem jej do ognia. Jakoś instynktownie czujemy, że ona może… coś czuć, więc że jest w pewnym stopniu świadoma, jakkolwiek rozumieć świadomość (bo różny definicje istnieją) każdy wie mniej więcej o co chodzi. Świadomość jest potrzebna, meduza aby przeżyć musi przecież coś odczuwać (!) ale czy kwarkowi jest potrzebna świadomość do czegoś? Czy kwark chce przetrwać? Nie wiemy tego ale najprawdopodobniej nie i nie ma co więcej spekulować na ten temat.

Widzimy więc, że świat reaguje na naszą obserwację, ale czy tylko naszą? Na pewno nie, zwierzęta należy włączyć, także rośliny, no dobrze, idźmy za Russellem i dojdźmy do najniższego znanego nam poziomu, czyli do kwarków, które równie obdarzamy jakąś, adekwatną do ich rozmiarów, świadomością. Czyli ogólnie rzecz biorąc wszystko jest świadome, może więc świadomość jest czymś immanentnym, niezbywalną właściwością materii. Może świadomość jest jeszcze ważniejsza niż materia? Patrzymy na świat i myślimy sobie jak wiele jest tej całej materii, a tymczasem zapominamy, jak mało jej jest naprawdę. Atomy i pusta przestrzeń – tylko to istnieje, ale atomy w tej przestrzeni to naprawdę rzadkość. Zwykła materia stanowi tylko 4% masy Wszechświata, a nawet jeśli dodamy ciemną materię (o której niewiele wiemy) to mamy około 25%, reszta to ciemna energia. Mało tego, wnętrze atomu to gdzieś w 99,9% pusta przestrzeń! Marcus Chown pisał, że całą ludzkość zmieścimy w obszarze rozmiaru kostki cukru, jeśli z naszych atomów usuniemy to puste miejsce. A postrzegamy materię jako coś stałego, jako podstawę, pewien fundament, patrzymy na kamień i nie widzimy pustej przestrzeni – ale to tylko nasze ewolucyjne przystosowanie, bo do niczego nam było widzenie atomów z których zbudowany jest tygrys szablastozębny – raczej lepiej widzieć samego tygrysa i jego zęby. Podobna sprawa ze słodyczami – nie ma w nich nic słodkiego, po prostu taki pyszny smak „wyewoluował” by nas zachęcać do ich spożywania, choćby z uwagi na korzyści energetyczne.

Co więc istnieje? Praktycznie rzecz biorąc sama pustka i śladowe, rzec by można infinitezymalne ilości materii bo, jeśli się pobawić w ekonomię ontologiczną, to materia jest „droższa” niż jej brak, ale tak niewielka jej ilość wystarczyła, żeby jej drobna część mogła rozmyślać nad tym, że jest jej tak bardzo mało.

Prawdopodobnie jedyną niepodważalną prawdą, jaką mogę znać o świecie jest to, że jestem świadomy, bo przecież odczuwam, zaraz zaraz, przecież to wszystko co odczuwam może być fałszywe. Ale odczuwam to. Możemy być ofiarami gigantycznej mistyfikacji, którą postrzegamy jako rzeczywistość, ale jednak postrzegamy coś. Może to paradoksalny wniosek, ale tego, że jesteś świadoma (to dla was kochane, za dużo pisania w rodzaju męskim) możesz być bardziej pewna, niż tego że napotkana na Twojej drodze skała rzeczywiście istnieje (nie kop jej). To doprawdy interesujące, że to naukowe rozważania, a nauka jest materialistyczna, doprowadzać może do wniosku, że to świadomość jest czymś fundamentalnym a materia - nieistotnym.

Trudno jest odpowiedzieć, jak by wyglądał świat bez nas. Jeśli świadomość byłaby właściwa tylko niektórym gatunkom zwierząt i wykopalibyśmy ich przedstawicieli z naszego Wszechświata to jak by wtedy to wszystko się działo? Brak obserwatora sprawiłby, że elektrony (i wszystko inne) mogłoby być w wielu miejscach jednocześnie? Wszystkie możliwe historie działaby się naraz, a piłka leżałaby na miejscu i jednocześnie latała we wszystkich kierunkach? Czy świat byłby superpozycją wszelkich możliwych stanów? Kto wie. Teza Russella jest bardzo pociągająca – wszystko jest w jakimś stopniu świadome ale nie wiem czy to nas daleko zaprowadzi. Chyba tylko do tego, że będziemy tego świadomi, a nadal będziemy się kurczowo trzymali naszej materii, choćby i była taką nicością.   

 

Na podstawie wykładu Petera Russella "Pierwszeństwo świadomości".