Jak walczyć z wuwuzelami?

Od kiedy znamy wuwuzele? I cóż to jest? Internetowy słownik http://www.sjp.pl/wuwuzele po raz pierwszy notuje to słowo niemal rok temu

Od kiedy znamy wuwuzele? I cóż to jest? Internetowy słownik http://www.sjp.pl/wuwuzele po raz pierwszy notuje to słowo niemal rok temu

 

cd54b827fcd564365df6433e9e213b58.jpg

Pierwszy wpis tamże – „to rodzaj jakiejś trąbki używanej w RPA przez kibiców”.

Dopiero po rozpoczęciu Mundialu 2010 w RPA, zaroiło się tam od  komentarzy. Okazuje się, że wuwuzele są obecne na boiskach od końca lat dziewięćdziesiątych, masowo zaś zaczęto wytwarzać prawie 10 lat temu w państwie, które jest gospodarzem obecnego mundialu. 

Zakrzywione wuwuzele są wszędzie i wydają przeraźliwe dźwięki (jedna osiąga natężenie ok. 129-132 dB). Trudno podczas rywalizacji utrzymać komunikację pomiędzy piłkarzami. Jest to podobno najgłośniejszy instrument używany przez fanów piłki nożnej i może doprowadzić do… trwałej utraty słuchu. Komitet organizacyjny obecnego mundialu nie zdecydował się zakazywać dmuchania w wuwuzele. Jeśli od wielu lat znali ten koszmarny problem i nie wprowadzili zakazu jego stosowania podczas meczów, to, istotnie, obecna pora nie jest właściwa do walki z wuwuzelą, której nazwa (w języku zulu: "robić hałas”) kojarzy się raczej z... Wenezuelą, niż z Afryką.

Niektórzy nie znoszą wuwuzeli, ale np. Helweci – jak podają media – „W przeciwieństwie do innych ekip, nie uciekają od dźwięku znienawidzonych już powszechnie wuwuzeli”.

Media także poinformowały, że Szwedzi rozgryźli wuwuzele. Nie zębami, ale techniką (a właściwie technikiem) - technik pracujący w skandynawskim radiu odkrył, że trąbki te emitują dźwięk o częstotliwości 233 Hz. Wystarczy (podobno) zablokować tę częstotliwość (i jej krotności) i nastanie wreszcie… cisza.

Jeśli jest to takie proste, to dlaczego sygnały wysyłane ze stadionów nie są tam modyfikowane? Łatwiej jest tam, niejako centralnie zwalczać (jednak zapewne słowo to powala i ideologicznie nie mogą tam zwalczać sygnału w sposób zbyt... scentralizowany), ale w razie kłopotów, to przecież każda telewizja na swoim podwórku może filtrować dźwięki wuwuzeli.

Internetowe sklepy proponują głośne instrumenty i reklamują: „nowa wuwuzela prosto z RPA”, „prosto z Mundialu”, „prawdziwe trąbki z mistrzostw”, „duże trąbki kibica”; ceny od kilku do dwudziestu paru złotych, ale oryginalne (firmy „Vuvuzela”) kosztują ok. 20 dolarów (a luksusowe nawet 10 razy więcej).

Co mogą uczynić polscy komentatorzy, a właściwie nasze techniczne ekipy, jeśli rzeczywiście chcą ulżyć naszym uszom? Otóż na stadionie nasi sprawozdawcy powinni poświęcić się i siedzieć (a właściwie pracować) w przeszklonej kabinie, której ściany tłumiłyby potworny jazgot najsłynniejszych dzisiaj instrumentów. Ich bohaterstwo nie musiałoby być aż tak wielkie, bowiem kabina mogłaby być klimatyzowana jak szoferka nowoczesnej ciężarówki. Jednak teraz pewnie jest zbyt późno, aby coś sensownego przedsięwziąć – może następnym razem? Drzwi (lub okno) byłyby uchylone w stopniu umożliwiającym właściwe dawkowanie emocji stadionowych kibiców muzycznie utalentowanych (nie tylko trąbki, ale i bębny). 

Dziwne, że nie wymyślono mikrofonów (albo zapomniano o nich?), które przekazywałyby dźwięki głównie z najbliższej odległości – także nie byłoby słychać kociej muzyki. A w ostateczności pozostaje relacjonowanie zmagań ze studia w Polsce, w ciszy i skupieniu, ale ten sposób jest pozbawiony sportowego klimatu i zacięcia…

PS  Organizatorzy rozpoczynającego się 21 czerwca 2010 londyńskiego turnieju tenisowego wystraszyli się jednak zgiełku owych wuwuzeli i na korty Wimbledonu nie będzie można wnieść owych trąbek.