Jak się zachować?

Irytujący pasażer podróżujący autobusem komunikacji miejskiej w dzień powszedni

 

faa356ca426e2b9994ff42630fd37e47.jpg

Któregoś pięknego dnia usiadłam w autobusie na jednym z niewielu wolnych miejsc obok pana w wieku tak na oko ok. 50-tki. Pan wyraźnie miał ochotę pogadać i zaczął mówić - uznałam, że do mnie. Mówić, to delikatnie powiedziane - narzekaniom nie było końca. Po pierwsze: "nie będzie kierowcy okazywał biletu (taki wymóg istnieje w regulaminie przewoźnika), bo on płaci za bilet miesięczny, a wiele jeździ na gapę i nikt ich nie kontroluje". Po drugie: "jaki to monitoring w autobusie (informacja o tym jest wywieszona w pojazdach) skoro z reguły z tyłu siadają grupy rozwydrzonej młodzieży i nikt im nie zwraca uwagi". Po trzecie: "do lekarzy straszne kolejki".

Pan ten miał wiele racji, ale sposób przekazu był moim zdaniem prowokujący też do narzekania. Ja nie lubię narzekać, bo niczego to nie zmienia - co wcale nie znaczy, że akceptuję określony stan rzeczy. Z kolei jeżeli ktoś do mnie się zwraca, to przez szacunek do drugiego człowieka - słucham go. Wysłuchałam i odpowiedziałam grzecznie, ale stanowczo w w formie: "może też pan jeździć na gapę, ale kara wynosi tyle, co bilet miesięczny", "może pan zmienić przewoźnika", a na koniec wypaliłam "skoro panu wszystko przeszkadza, to najlepiej wyjechać z tego kraju - może w innym będzie panu lepiej". Miałam jeszcze innym wybór: siedzieć cicho albo wtórować panu w narzekaniu.

O dziwo - pan się wyciszył, tzn. zakończył swoje wywody w formie j.w. Dla mnie i reszty pasażerów to szczęśliwe zakończenie ;)