Jak psycholodzy poradzili sobie z traumą 9/11

Z pomocą przyszli psycholodzy behawioryści. Oto jak...

 

11 września 2001 roku zburzono dwie wieże World Trade Center. Sytuacja ta odbiła się traumą na całym narodzie amerykańskim i sporej części cywilizowanego świata. Najbardziej jednak ucierpiały rodziny osób, które zginęły w tym zamachu. Ucierpieli przeważnie emocjonalnie.

Postanowiono coś z tym zrobić. Naturalnym wydawała się pomoc psychologiczna i tą zastosowano. Przez pół roku ludzie mieli obowiązek pojawiać się u psychologów i opowiadać im o swoich przeżyciach. Psycholog jak zwykle miał za zadanie wytłumaczyć 2 rzeczy:

1. To co czujesz jest naturalne

2. To minie

Wszyscy byliby szczęśliwi, gdyby nie fakt, że taka terapia w ogóle, ale to w ogóle nie działała. Problem był poważny i zainwestowano w niego ogromne pieniądze, ale skuteczność tego projektu weszła na tyle do powszechnej debaty, iż postanowiono zrewidować to, co się uważa na ten temat. Za bardzo nie wiedziano co zrobić, gdyż dekady poważnej psychologii zawodziły.

Z pomocą przyszli psycholodzy behawioryści. Zaproponowali, aby pacjenci po prostu usiedli przed komputerem i opisali to co czują w tej sprawie. Gdy tak zrobiono - okazało się, że ten typ radzenia sobie z traumą jest wyjątkowo skuteczny. Za bardzo nie wiemy dlaczego, ale wielu specjalistów powtarza, iż to zapewne dlatego, że dyscyplina pisania wymusza na nas uporządkowanie własnych myśli, a w konsekwencji emocji.

Metoda ta jest na tyle skuteczna, że spowodowała wykwit w USA tzw. "self authoring programs" w których ludzie płacą specjalistom za przeprowadzenie ich przez proces, w którym również piszą o swoich problemach, a także o tym jak realnie widzą siebie za kilka lat i co mogliby zrobić z tym wyobrażeniem. Metody te okazały się bardzo skuteczne.

W ogólnym skrócie proponuję raz na jakiś czas usiąść przed komputerem i odpowiedzieć w nich na te oto kilka pytań:

 

1. Kim jesteś w swoich najśmielszych marzeniach?

2. Co jest Twoim największym problemem, a co największym osiągnięciem?

3. Jak powinieneś odreagować swoje emocje?

4. Jeśli całkowicie byś zniknął, to gdzie byś był?

5. Kiedy byłeś najszczęśliwszy, kiedy byłeś najmniej szczęśliwy, kiedy będziesz najszczęśliwszy, kiedy będziesz najmniej szczęśliwy?

6. Dlaczego czujesz to, co czujesz?

 

Problemem jest to, że wielu uważa, że w ogóle nie ma problemów. W książce "Wyznania Socjopatki" Pani M.E. Thomas ("Confessions of a Sociopath") autorka przedstawia bardzo ciekawą teorię pewnego środowiska naukowego. Otóż okazuje się, że nie do końca udowodniono, iż np. psychoza, socjopatia, autyzm, a nawet homoseksualizm są dziedziczne. Okazuje się bowiem, że 5% osób spoza tego kręgu ma jakiś gen, a wśród tego kręgu częstotliwość wynosi jakieś 10% - tak jest w przypadku każdego z tych dowodów - i do niedawna nie wiadomo było co z tym zrobić.

Zauważono około kilkunastu, dwudziestu-kilku genów, które są genami ryzyka - możemy uznać, że bez ryzyka nie ma zysku i tak się tu dzieje. Jeśli wystąpi w życiu człowieka jakiś czynnik wyzwalający - człowiek na przykład zaczyna chorować na psychozę. Jeśli nie - tacy ludzie radzą sobie w życiu o wiele lepiej. Stąd natura utrzymuje te geny w populacji.

Co ciekawe problemem psychopatów jest to, że mają emocje, analizują je, odreagowują, ale nie są w stanie ich odczuwać - nie pojawiają się żadne "sensacje" jako wrażenia odczuwalne - stąd jeśli ktoś tak choremu wysyła sygnały emocjonalne - taka osoba nie jet w stanie ich odczuć i kontakt jest bardzo utrudniony. Socjopaci zaś (F50.2) mają emocje, odreagowują je, a nawet odczuwają tak, że są w stanie to odczuwanie wyciszać i nagłaśniać. Niestety nie są w stanie ich analizować - innymi słowy nie są w stanie zrozumieć dlaczego czują to, co czują.

Stąd można założyć, że wiele negatywnych zjawisk w życiu człowieka może wyzwolić mechanizm chorobowy, a przynajmniej część z tych genów ryzyka ma większość z nas. Warto więc prowadzić swego rodzaju "higienę umysłu" i nawet jeśli ktoś nie chce odpowiadać na pytania tutaj przedstawione, to warto w reakcji na duży stres po prostu usiąść i spędzić kilka popołudni pisząc dla samego siebie o tym, jak czujemy się z naszymi problemami.