Jak określić tego, który jest wieczny...

Koncepcja Boga, którą uznaje większość wierzących jest według mnie nielogiczna.Czemu...?

 

  bd86404396aefa23723df178bb838250.jpg

 Koncepcja Boga, którą uznaje większość wierzących  jest według mnie nielogiczna.

  Dlaczego?

  Musiałoby być to bóstwo, swego rodzaju siła, w której dostrzega się tak naprawdę osobę. Bóg jest pewnym władcą, a jego stworzenie ma charakter monarchiczny.

  Nielogiczne dla mnie jest upatrywanie Boga w osobie. Jeżeli człowiek rodzi się wolny i posiada wolną wolę, to idea służenia i bezgranicznego oddania się woli takiego stwórcy to absurd. Absurd uważam podwójny, gdyż to sam Bóg tą wolną wolą człowieka obdarza, a potem wymaga. Natomiast za sprzeciw grozi kara. Sama groźba wypędzenia z raju i zastosowanie odpowiedzialności zbiorowej w postaci skutków grzechu pierworodnego wydaje się być już nie tyle niesprawiedliwa, co irracjonalna.

  Oddawanie czci osobie ,idealnemu władcy, to po prostu przerzucanie na niego roli surowego rodzica, który każe ale jednocześnie kocha swoje dziadki. Wynikać może to z potrzeby bezpieczeństwa, a taką zapewniają jako pierwsi rodzice w życiu każdego z nas. Potem powinno zagwarantować ją państwo i społeczeństwo, ale zwykłym śmiertelnikom u władzy raczej ciężko zaufać.

ce7b0b7082db9b38ccea0d73a748d2a0.jpg

  Zatem wyobrażenie Boga jest związane z instytucją władzy, zarówno politycznej, jak i o charakterze psychologicznego oddziaływania na innych. W osobowym Bogu kryje się zatem super-rodzic i idealny system prawny. Można by pokusić się o stwierdzenie, iż kryją się tu ludzkie pragnienia utopi, której mimo podejmowanych prób, jak dotąd nie udało się urzeczywistnić.

  Nie wykluczam natomiast istnienia bytów zaawansowanych, takich, których "boskość" ukształtowała ewolucja, lub sami do niej doszli na zasadzie pewnych praktyk . W takim przypadku z pewnością byty te można by było nazwać osobą. Jednak nie nazywałabym ich Bogiem…

  To co nim nazwiemy nie musi mieć formy osobowej, ale może wytyczać pewne zasady i prawa.

  Daleko nie szukać…

  Z punktu widzenia zwierzęcia, takim czymś jest natura, tak zwana „Matka Ziemia”. Nawet człowiek niegdyś upatrywał Boga w zjawiskach naturalnych.

  Jednak ja dopuszczam też istnienie czegoś z czego się ukształtowała świadomość i z czym na przykład można się łączyć, choćby w dążeniu do swej boskości.

  To mi się kojarzy z czymś takim ,co w sumie trudno określić. Idealny chaos, czy jakoś tak, ale chaos nie w pojęci bałaganu, degrengolady, tylko jakieś miejsce gdzie skupiona jest cała wiedza, wiedza wszystkiego i o wszystkim, o tym co znane i nieznane, gdyż to leży ponad wszelkim czasem. To nie jest świadomość w naszym pojęciu świadomości, bo u nas łączy się ona z inteligencją. To raczej logiczny twór. Idealnie logiczny system, coś jak program komputerowy. Idealny „twardy dysk”.

  Może cała wszechrzecz jest skupiona, lub łączy się z tym idealnie logicznym tworem. On stanowi jakby jej filar, na min opiera się wszystko. Mimo to owy twór, nie jest czymś takim jak maszyna, to raczej istota…  Istota ponieważ, jest ona jakby "morzem" czystej świadomości, której cząstkę ma wszystko inne.

  ...i to "morze" jest w zasadzie taką głębią bez dna, bo właśnie tam jest skupione wszystko, cała wiedza i odpowiedź na każde pytanie.57c61f3250dc6557e7e9bdb2f7d6610d.gif

  W serii opowiadań Hajimego Kanzaki pt. „Sleyers” Świat spoczywał na powierzchni Źródła Wszechrzeczy, z którego wyłaniały
się filary światów podobnych do naszego, jak i takich które mieściły się w zupełnie innych wymiarach.  Owo Źródło było właśnie takim super „twardym dyskiem”, a człowiek i inne istoty odczytywały z niego informacje dzięki „narzędziom” odpowiadającym naszej Księdze Przemian, czy Tarotowi.

  To co prawda jest wymyślona historia…

 Jednak w buddyzmie jest pojęcie wszechogarniającej i nigdy niestworzonej ponadczasowej „Prawdy”.

  Właśnie o coś takiego mi mniej więcej chodzi.

  Nie jest to zatem Bóg osobowy, nie jest to osoba, ale myślę że można nazwać to właśnie istotą.

  Buddysta dąży do pełnego oświecenia, gdy to osiągnie staje się wolny ,osiąga przebudzenie. Wtedy ogarnia tę ponadczasową „Prawdę”. Można powiedzieć, że on teraz jest Prawdą, jak również to, że stał się tylko jej częścią bo ona już była od zawsze. W każdym razie stanowią już jedno.

dd0c2b5321ca1db9f78440b5b7a5475e.gif

  Filozofia buddyzmu ma parę ciekawych koncepcji, ale mam wiele zastrzeżeń do tej jedności z Prawdą, a właściwie nie do niej, co do rozumienia jej.

  Spotkałam się z takim twierdzeniem, iż owa jedność to wspólna świadomość wszelkich czujących istot, które nie są niezależne, tylko są częścią tego samego tworu.

  Nie bardzo podoba mi się wizja bycia we wspólnej świadomości, bo dla mnie to jakby utrata własnego "ego" i bycie tylko częścią czegoś. Ja stawiam na indywidualizm. Dlatego raczej skłaniam się myśleć, że jednostka może się z tym po prostu łączyć.

  To jest jakby ta pierwotna siła dzięki której u istot żywych obudziła się świadomość. Tym samym podzieliła się ona, a że wkraczają tu jeszcze inne czynniki takie jak organizm biologiczny, czy może przede wszystkim indywidualny dla każdego moment narodzin, to powoduje to ,że każdy z nas jest inny, indywidualny, oryginalny.

  Dlatego uważam, że lepiej postawić na indywidualizm…, że dzięki tzw. "dojściu do pełni" możemy w sobie odnaleźć boga. Może cząstka tego jest w każdym z nas, gdyż mamy predyspozycje do tego by być istotami wyższymi, ponieważ możemy doskonalić umysł, a on dzięki tej cząstce może być potężny, ponieważ ta cząstka jest częścią takiej nieskończonej potęgi właśnie. Jednak cały czas zachowamy też siebie, swoje "ja", bo to tak naprawdę dać może tylko nową jakość, coś co nie jest tylko "czystą świadomością", „programem” , ale też posiada inteligencję…