Istnienie nasze

Łatwo powiedzieć,trudniej pojąc,ze tu i teraz najważniejsze i nic ponadto...

 

Z piersi matek wyssali „Boga, honor i ojczyznę” i za te zwodnicze słowa ginęli. Monte Casino, Lenino, łagry i inne powojenne bratobójcze zmagania. Im , AK-owcom, „wyklętym żołnierzykom” salut, a tym co po wojnie dźwigali z ruin kraj, gromili szabrowników bez pomocy królowej Polski, ale likwidowali nierówność społeczną, analfabetyzm, żarówki wkręcali tam, gdzie diabeł mówił dobranoc. Dziś hańba i szyderstwo!

Jedni bohaterzy, męczennicy na cokołach stoją, drudzy zdrajcy, pachołki 
Moskwy opluwane. Judaszowskie słowa z piersi matek stały się ością niezgody, jedni chcą więcej Boga, drudzy honoru i władzy i wołają: „ojczyznę wolną racz dać pani!”. Od zawsze tak było i będzie dopóki władze nad duszami Kowalskich cnota wieczna z Jasnej Góry mieć będzie.

Polska zniewolona miłością bliźniego, wartościami katolickimi, bez reszty oddaje się zdeprawowanemu Watykanowi i zdemoralizowanemu biznesem wielkiemu bratu za oceanem. A co z Kowalskim? Gówno i bezimienne groby!

Poniektórzy bliscy ubolewają, że takie poglądy i doświadczenia mamy, ale nie dzwony kościelne i gruszki na wierzbie to uczyniły. Tworzymy własną ojczyznę, w myślach i uczynkach, w obronie jej murem stoimy! I co obca przemoc wzięła, szablą odbierzemy - nie śpiewamy. Nie skowyczymy pod krzyżem i manifestacjach ulicznych. Ojczyzna u nas nie brzmi dumnie. Kogo słucha, kogo wzbogaca, a kogo na śmietnik wyrzuca i pozbawia szans na godną starość - to wiemy aż do bólu. Mamy za duże emerytury by z głodu zdechnąć, a za małe by godnie żyć i chwalić tych, co nad nami. Kryterium prawdy - doświadczenia!

Pod figurą wiecznie cnotliwej współbraci gnoją, a mówią o wartościach, miłości bliźniego, a judasze i zboczeńcy rozgrzeszają Kowalskich. Spowiadamy się więc tylko przed sobą! To nasz dar natury. Łączy jak tantryczny seks, bez pokuty i strachu! Tam tylko Jezus i Maria Magdalena i Lucypera.

Wyobraźnia bezwstydnością sięga głębi - kiedy czekam na taką spowiedź z Tobą, moja miła! W pulsujących falach kwitniesz lotosem, płomieniem zniewalasz… Ty nie panna, a ja nie kawaler. Oboje z nieudanych związków, zwichrowanych życiorysów rodem. Los ofiarował nas sobie. Ty to ja, kreślimy na wspólnym niebie najdroższe nam wartości, a 
moralność katolicka - dla Kowalskich zastawiamy, to ich opium! Tworzymy swoją rację, a słowa z ambony i ględzenia władzy zwisają nam w okolicach, gdzie plecy kończą szlachetną nazwę. Kiedy się spowiadamy, iskrzy i czas mdleje i czuje się nieśmiertelność! Naszym spowiednikiem lasy, co wiecznie śpiewają, podróże dalekie, wspólne marzenia i sny -
Nie metryka, a hardość ducha, na przekór zadymkom i pielgrzymkom tam nas pędzi, tam uciekamy od prozy dnia. Sprzedawców paszportów do nieba, hodowców gruszek na wierzbie omijamy na kilometr. Skrzydła, wspólne loty - to nasz sposób na życie. A zwichrowana przeszłość, zloty i upadki osobiste? Zmieniliśmy o nich wspomnienia. Bywają jednak chwile smutku, samotności jak w każdym życiu!

Uśmiech twój, niebo w oczach - zatrzymuje złowieszcze działanie czasu i rozkłada skrzydła do lotu. Kto wędruje we dwoje, żyje dwa razy dłużej. Za minione podróże, za ogród marzeń, za zielone listki nadziei, dziękuje Ci moja jedyna i niepowtarzalna podróżniczko! I proszę o jeszcze. Mój świat i pieśni srebrny zdrój i wszystek czar przeżytych lat. To Ty i tylko Ty!