Internetowe hieny cmentarne

Pora skończyć ze skandalami i przeprogramować systemy sterujące automatycznym zamieszczaniem reklam w internecie

Pora skończyć ze skandalami i przeprogramować systemy sterujące automatycznym zamieszczaniem reklam w internecie

 

Od kilku dni media ekscytują się kradzieżami dokonanymi przez naszych sąsiadów, którzy nie oparli się palecznej lepkości. Obrzydliwość ich czynu polega głównie na tym, że zawłaszczenia dokonano w pośmiertnym a lepkim otoczeniu krajobrazu po katastrofie.

Po zagarnięciu kilku tysięcy złotych z konta (poprzez kartę) naszego nieżyjącego rodaka, przez świat przetoczyła się fala niechętnego Rosjanom pomruku, bowiem zaginęły kolejne karty, tym razem naszej rodaczki. Już internauci niemal apelowali o pospolite ruszenie, które miałoby nacierać na wschód, kiedy to okazało się, że "zaginione" karty są w polskich oficjalnych rękach (a raczej w sejfach).


bdd17e911599bf96a46b0d54cfca8e33.jpg

 

10 czerwca, poniżej kolorowej reklamy certyfikatów, portal dziennik.pl kontynuuje krucjatę (zapewne kierując się słusznym oburzeniem) - tym razem pytając: "Gdzie jest portfel i zegarek Szczygły?". Paszport i klucze są, ale nie ma cennego chronometru i pugilaresu. Czyżby padły łupem szabrowników - pyta redaktor.

 

9d59be202c7f7893ba65c8a75aaaab44.jpg

Nim czytelnik dobrze ochłonął z kolejnego oburzenia zaserwowanego przez polskie internetowe medium, tuż poniżej, pod wizerunkiem św.p. Aleksandra Szczygły, mamy trzy reklamy (jakże na czasie - po rosyjsku 'czasy' to... zegarek). Oto Google reklamują cacuszka firmy Certina oraz "markowe zegarki najtaniej" i "zegarki - porównaj ceny".

Gdyby w artykule poruszono sprawę kradzieży trumny, to zapewne Google miałyby trzy interesujące oferty w rodzaju - "solidne ostatnie meble firmy Coffin", "markowe trumny najtaniej" oraz "trumny - porównaj ceny".

Zasadniczo, to właśnie trumny byłyby bardziej odpowiednim towarem do reklamowania pośród księgi kondolencyjnej, nekrologów i podobizn osób już nieżyjących. Także gromnice i inny, drobniejszy asortyment żałobny. Należy mieć nadzieję, że osoby (nie)odpowiedzialne za ten sektor reklamy dopracują nie do końca (sic!) przemyślane szczegóły.

 

47d73f81db436b3b7341ba67fe758ec3.jpg

U dołu artykułu widać zachętę do przeczytania kolejnego artykułu - "Rosjanie brali co popadło". W innych notkach nazywano ich hienami cmentarnymi (i słusznie), jednak zarabianie na reklamach pośród trupów, czyż to nie jest także nowa forma cmentarnego uhienowienia przestrzeni internetowej? Czymże różnią się ci Rosjanie od Polaków czuwających nad reklamami? I jedni, i drudzy zarabiają na nieszczęściu zabitych pielgrzymów! I jedni, i drudzy czynią to w sposób niegodny i cyniczny. Po prostu - ludzi pomnażających w ten sposób swe dobra materialne można nazwać hienami cmentarnymi, niezależnie od miejsca zarobkowania...

A przecież nie kto inny, jak właśnie media, wielokrotnie omawiały niecne przyszpitalne praktyki - na terenach szpitali funkcjonowały firmy pogrzebowe, które nie tylko reklamowały swoje usługi tuż przy łóżkach ciężko chorych, ale również bardzo sprawnie negocjowały rabaty z rodzinami właśnie zmarłych. Czy to nie hipokryzja - krytykować owe praktyki, ale nie zauważać problemu niewłaściwych reklam u siebie?

Ale to jeszcze nie wszystko - kiedy najedziemy kursorem na frazę "(kiedy w Moskwie identyfikowałem) ciało", to otwiera się reklama zdrowego odżywiania i ukazuje się (i owszem) ciało, jednak w całkowicie innym znaczeniu (jak tylko śmierć od życia może się różnić). I jedno ciało (jakże żywotne i ponętne) zakrywa inne ciało (już nieżywe, choć pamiętane).

Media codziennie podają przykłady wpadek wykonanych przez naszych polityków, zwłaszcza teraz, podczas kampanii wyborczej (ukraszając nam posępne chwile kompromitacjami światowych sław). Czy opisane przykłady sposobu reklamowania to nie wpadki? Raczej nie - to nie są wpadki, bowiem to jest jeden wielki SKANDAL!