Inteligencja (IQ) już nie jest w cenie?

Wydaje się że najważniejszym miernikiem doboru pracowników kadry kierowniczej polityków powinna być ich inteligencja najlepiej o ilorazie IQ równy co najmniej 148 w skali Cattella

Wydaje się że najważniejszym miernikiem doboru pracowników kadry kierowniczej polityków powinna być ich inteligencja najlepiej o ilorazie IQ równy co najmniej 148 w skali Cattella

 

Chociaż od lat znane są sposoby określania ilorazu inteligencji, na przykład osiągane wyniki nauczania w szkołach, studiach, kursach, czy chociażby testy Mensy, to jakoś nikt nie bierze ich pod uwagę przy wyborze (doborze) pracowników, kadry kierowniczej, ani tym bardziej przy wyborze naszych przedstawicieli do władz wybieralnych. A wyniki testu Mensy na inteligencję, mogłyby być doskonałą wskazówką przy wyborach naszych przedstawicieli do władz.

274d80d1311d9451ef54460a00738e15.jpg

Na pewno test Mensy jest o wiele wiarygodniejszym sprawdzianem ilorazu naszej inteligencji, niż wyniki w szkole czy na studiach, ponieważ nie sprawdza on wiedzy, tylko umiejętność rozpoznawania logicznych struktur (błyskawicznego myślenia i rozwiązywania problemów). Tak się jakoś dziwnie składa, że pracowite "kujony" uzyskują lepsze wyniki w nauce, niż leniwe bystrzaki.

 

Jeszcze za "komuny" utarła się prawidłowość, że najlepszymi szefami, pracownikami są ci ze średnimi ocenami za naukę. Że kujony raczej nie błyszczą inteligencją, ani nie potrafią błyskawicznie wybrać najlepszego rozwiązania danego problemu. W sytuacji, gdy czas jest miarą sukcesu, inteligentne bystrzaki nie mają sobie równych. Określeniem czy dany delikwent ma umiejętność błyskawicznego, logicznego myślenia zajmują się m.in. testy Mensy.

 

Dlaczego testy Mensy, są tak słabo wykorzystywane w doborze kadry, pracowników, czy nawet polityków nie wiadomo. Wiadomo tylko, że w Polsce w ogóle nie testuje się zdolności młodych ludzi w szkołach, np.: w dziedzinie sportu, zdolności manualnych, muzyki, piosenkarstwa, pisarstwa, czy nawet nauk ścisłych. Gdyby takie testy, były za moich szkolnych czasów, nie zmarnowałbym swoich zdolności szybkiego biegania, pływania, pisarskich, czy matematycznych.

 

W Polsce powinna wejść w życie sejmowa ustawa zabraniająca kandydowania do władz wybieralnych, osobom o ilorazie inteligencji mniejszym niż 148. Być może wtedy nasi przedstawiciele nie popełnialiby tyle błędów w stanowieniu prawa, sejmowych ustaw, określających obowiązki obywateli i obowiązki państwa. A gdyby jeszcze spółkami skarbu państwa zarządzali prezesi o ilorazie inteligencji wyższym niż 148, Polska rozwijałaby się dynamicznie, a dochód rósł lawinowo.