Incepcja

Z cyklu "Schabowy z recyclingu"

 

Obudziła  się jak zwykle o świcie. Nie otworzyła jednak oczu. Zamknięte powieki dawały jej czas. Czas, by poukładać sobie w głowie.

Wszystko jest bardzo dobrze. - powtarzała w myślach.

Dzieci są zdrowe, odpukać. Mąż niedługo skończy studia. Pies już nie kopie dołów w ogródku. A praca? Pracę mam naprawdę fajną.

Jej rozmyślania przerwał przeraźliwy dźwięk budzika. Jak co dzień, budziła się na długo przed czasem...  Spakowała dobre myśli do pudełeczka i zamknęła na klucz. W ciągu dnia nie miała na nie czasu. Dzieci do szkoły, sama do pracy i cały dzień na wysokich obrotach... czyżby?

Z radia biegły wprost do wnętrza..., głęboko, w ciemne zakamarki umysłu, słowa:

...Nadszedł już czas, najwyższy czas...

Już CZAS! - szeptała podświadomość. Jej szept był kompletnie bezgłośny, jednak incepcja postępowała...

Po powrocie do domu, jej głowę zaprzątały niesamowicie ważne sprawy: gotowanie, sprzątanie, prasowanie, lekcje dzieci... Dopiero przy wieczornym czytaniu pudełeczko się znów otwierało...

Kładła się długo po północy. Mało spała. Sen nie był potrzebny. Potrzebne były myśli... jak najwięcej myśli...

...Nadszedł już czas, najwyższy czas...

Obudziła  się o świcie. Nie otworzyła oczu. Zamknięte powieki dawały jej czas...

Wszystko jest dobrze... - powtarzała w myślach.

Dzieci są. Mąż niedługo skończy. Pies już nie kopie..Praca..., pracę mam naprawdę.

Jej rozmyślania przerwał dźwięk budzika. Jak co dzień, obudziła się przed czasem. Spakowała myśli do pudełeczka i zamknęła. W ciągu dnia nie miała czasu. Dzieci do szkoły, sama do pracy i cały dzień... czyżby?

..Nadszedł już czas, najwyższy ...

Obudziła  się. Nie otworzyła. Zamknięte. Czas...

Wszystko... - powtarzała.

Jej rozmyślania przerwał dźwięk. Jak co dzień, obudziła się. Spakowała myśli. W ciągu dnia...

..Nadszedł już czas ...

Dzieci do szkoły...

Po drodze, mijając budowę zobaczyła sznur, który służył budowlańcom do wciągania wiader z tynkiem.

sama do pracy... czyżby?

...

 

 

Nie miała pojęcia, jakim cudem znalazła się na budowie. Stała właśnie przed rudą stertą cegieł. Jej wzrok hipnotycznie podążał za sznurem, który kołysał się na zimnym wietrze.

- Huśtawka- pomyślała. - Już nie pamiętam, kiedy ostatni raz się huśtałam...

Opamiętała się przez krótką chwilę i w panice, lecz z nadzieją zaglądnęła do pudełeczka. Pusto. Pusto i ciemno. Tak ciemno.

Szybko je zamknęła. Bała się ciemności. Od zawsze się chyba bała, a może tylko tak jej się wydawało. Nie przypuszczała jednak, że można chcieć uciec w inną ciemność, by tylko uwolnić się od wewnętrznego mroku. Mroku i pustki.

Złapała za sznur bez zastanowienia i zadrżała. Coś w środku przeraźliwie łomotało.To serce. To małe pudełeczko, niby puste i ciemne, a łopotało skrzydłami aniołów jak oszalałe. W środku tętniła jedna myśl, tak jasna, jak Droga Mleczna na czarnym niebie. Popłynęła żyłami do każdej komórki jej ciała, a z oczu wycisnęła łzy.

- Chcę żyć.- pomyślała i upadła na kolana.

...

Obudziła  się jak zwykle o świcie. Otwarte pudełeczko nadal zachwycało blaskiem, a na jego dnie tętniło życie.

Odprowadzając dzieci do szkoły ucałowała je mocniej niż zwykle.

- Będzie dobrze - pomyślała i uśmiechnęła się sama do siebie.

Sznur na budowie huśtał się jak zwykle. Jednak już nie hipnotyzował. Zachwycał ją natomiast każdy promień słońca, każdy powiew wiatru, każda kałuża.

Z pracy wybiegła jak na skrzydłach. W podskokach wbiegła do szkoły...

- Dzieci nie ma. Mąż je zabrał...

W domu nie było śladu po dzieciach i mężu. Telefon nie odpowiadał. Czekała do nocy.

W końcu zmusiła się by pójść do łóżka, ale nie mogła zasnąć.

...

Tego dnia nie obudził jej świt. Nie obudził jej przeraźliwy dźwięk budzika. Na nocnej szafce stało puste pudełko... po tabletkach na sen.

Mąż z dziećmi wrócił wieczorem. U babci na wsi nie było zasięgu. Mówił jej przecież, że jadą... zapomniała...

Nadzieja umarła dnia następnego...