Ile wody będzie z tego śniegu?

Śniegu coraz więcej i...

 

   969db2cd914889320d77466eff3a721c.jpg 

       Płatek śniegu - Wikipedia

 

       Powierzchnia całego Trójmiasta to (wg Wikipedii) 417 km kw. Załóżmy, że w aglomeracji zalega śnieg o średniej grubości 30 cm. Mamy więc objętość śniegu 0,1251 km, który po stopieniu (zakładając, że woda zajmuje 5 razy mniejszą objętość niż śnieg) zamieni się w 0,0250 km sześc. wody, czyli w 25 mln metrów sześc. i to jest 25 mld litrów wody, czyli 60 litrów z każdego trójmiejskiego metra kwadratowego! Tę ostatnią liczbę (kopę) można otrzymać szybciej - 30 cm śniegu na metrze kw. to 300 litrów śniegu, czyli 60 litrów wody. Kopa pewnie tu się pojawia całkiem zasadnie, wszak mamy kopny śnieg i sytuacja jest na tyle dramatyczna, że jeśli osoba odpowiedzialna za kataklizm okaże się nieodpowiedzialnym urzędnikiem, to może zaliczyć...
    Gdybyśmy chcieli wywieźć ów śnieg (jeszcze przed stopieniem), to przeliczając na kontenery 20-stopowe o objętości 33 m sześc. i uwzględniając dwukrotne zagęszczenie śniegu, to byłoby do zebrania prawie dwa miliony takich pojemników. Takie obliczenia w zasadzie nie mają sensu, bowiem nie ma możliwości wywozu w krótkim czasie tej ilości śniegu. Gdyby policzyć samo paliwo spalone do wywozu białego puchu, to byłoby to koszmarne obciążenie dla budżetu naszych trzech nadmorskich miast, zatrucie środowiska spalinami oraz zakorkowanie szlaków komunikacyjnych. A przecież w podobnej sytuacji są chyba wszystkie polskie miasta, zatem walka ze śniegiem polegająca na całkowitym jego wywiezieniu nad morze, do dolin i na nisko położone nieużytki byłaby zabójcza dla chwiejącego się budżetu Państwa.
    Znacznie prościej, taniej i logiczniej jest skupić się na zwiększeniu drożności studzienek drogowych i ich kanalizacji oraz wszystkich strumyków, potoków i rowów melioracyjnych, jak również rozbicie wszelkich zatorów lodowych na rzekach. Przed spodziewanym stopnieniem śniegu należy przejrzeć wszystkie krytyczne miejsca, które przecież znają specjaliści od spraw katastrof naturalnych, w tym pogodowych - za to mają etaty i pensje. Jeśli są nieprzewidywalne ulewy, to trudno ich obwiniać, ale zalegający od tygodni śnieg nie można uznać za niespodziankę, jeśli ruszy on grawitacyjnie wraz z roztopami. Jeśli Gdynia zostanie zalana w najniżej położonych dzielnicach z powodu zatkania ulicznych studzienek, to wina będzie po stronie opiekunów tych drenażowych systemów.
    "Fakt" (11 lutego 2010, w artykule "Będzie powódź"; autor nomen omen p. Osuch) przestrzega mieszkańców Trójmiasta przed zbliżającym się kataklizmem. Aglomerację ma zalać 6 mld litrów pochodzących ze zleżałego śniegu, co jest wartością czterokrotnie mniejszą od uprzednio obliczonej; być może przyjęto mniejszą grubość kołdry śnieżnej, mniejszą wydajność wody ze śniegu i mniejszą powierzchnię obsypaną śniegiem, którą uznajemy za groźną dla powodziowego stanu (część pośniegowej wody spłynie wprost i bezszkodowo do Zatoki Gdańskiej). Chochlik zapewne spowodował, że napisano "6 mln litrów wody będzie ze śniegu w Trójmieście!". Oczywiście, powinno być tysiąc razy więcej, czyli aż 6 mld, choć spoglądając na pierwszy akapit - aż 25 mld litrów (i to jest poprawniejsze obliczenie), a to jest jednak całkiem sporo!
    Natomiast eFakt.pl (3 lutego 2010, w artykule "W Polsce leży już miliard wywrotek śniegu") podaje, że ilość śniegu zalegającego całą Polskę (przy powierzchni ok. 312 tys. km kw.), to ponad 93 mld metrów sześciennych śniegu, czyli niemal 20 mld m sześc. wody (i te obliczenia są proporcjonalne do danych z pierwszego akapitu), więc do uprzątnięcia lodowego puchu należałoby uruchomić miliard kursów wywrotek (licząc 20 ton na sztukę, choć przy puszystości towaru może być z tym kłopot). Dowiadujemy się tam, również, że Wisła rocznie odprowadza do Bałtyku 33 km sześc. wody, czyli o 65% więcej, niż zawiera omawiana śnieżna powłoka.
    Trochę dziwne i niefortunne są rozważania w tej notce - "A ile w tym śniegu jest wody?", bowiem przypomina to problem zawartości cukru w cukrze w słynnym polskim filmie. Odpowiedziano - "W świeżo spadłym śniegu jest 10 procent wody. Kiedy mamy okres wiosenny, gdy słońce już przygrzewa i jeszcze spadnie deszcz, może być i 50 procent". Zapewne chodzi o to, że z metrowej pokrywy śniegu świeżego otrzymamy tylko stumilimetrowy słup wody, zaś w drugim przypadku aż 500 mm. Przecież w śniegu - nie licząc zanieczyszczeń - jest... 100% wody.
    Pamiętam, że w latach 60. wywrotki marki "Star" uwijały się po Gdyni wyrzucając nadmiar śniegu do zatoki. Tak czy owak - media nas nastraszyły i należy przygotować się na powodzie po, zwłaszcza gwałtownym, ociepleniu.