Homoseksualizm i granice tolerancji

Uważam to za pewien rodzaj upodobania i stylu życia, który jest nie szkodliwy, gdy nie ma wpływu na innych ludzi, ale są pewne granice, kiedy naruszana jest wolność innych.

 

Dlaczego nie obawiam się homoseksualistów

 

Wyobraźmy sobie początki płciowego rozmnażania się zwierząt. Zwierzęta dobierały sobie partnerów zupełnie przypadkowo, według własnego widzimisię.

98977b892949626765ca220dd7ced364.jpgCo więcej, samce próbowały kopulować z innymi samcami, a samice z samicami, ponieważ żadne z nich nie umiało poznać się na dzielących je różnicach. Mało tego, zwierzęta spółkowały ze skałami, drzewami, grzybami, przedstawicielami innych gatunków - z czym się dało. W podobny sposób rozmnażają się rośliny: ich pyłki lub zarodniki roznosi wiatr; większość pada byle gdzie, ale drobna część trafia we właściwe miejsce rośliny żeńskiej, co wystarcza do zapłodnienia.

Ten system nie jest szczególnie wydajny, mimo to działa.

Z biegiem czasu pojawiły się geny, które spowodowały, że ich właściciele stali się trochę bardziej wybredni, jeśli idzie o wybór partnerów- przestali się interesować kamieniami, drzewami i zwierzętami obcych gatunków - a tym samym geny zwiększyły nieco szansę swojej replikacji. Ewolucja zaczęła, więc faworyzować zwierzęta, które wnikliwiej oceniały swoich partnerów.

 Dzięki temu wzrosła szansa rozmnażania się osobników lepiej rozróżniających płcie i dopierających płodnych partnerów. Dlatego nie martwmy się gejami. Kiedy przy braku dawnej presji i prześladowań przestaną zadawać się z kobietami i zaczną zajmować sami sobą to ich geny wymrą same razem z nimi. Jak w każdej mutacji, która zmniejsza lub przekreśla szanse spłodzenia potomstwa.

Dlatego moim zdaniem z ewolucyjnego punktu widzenia, wolność dla gejów jest w tym punkcie korzystna.

 

Są pewne granice

Wszystko jest dla ludzi dobre do pewnych granic.  Używki, czy różne rozrywki itp. Ludzie z różnymi upodobaniami erotycznymi, choćby homoseksualiści mogą być jednocześnie wybitnymi naukowcami, czy zwykłymi ludźmi prowadzącymi normalne życie nie szkodząc nikomu. Nikt nie powinien pod pretekstem jakichś urojeń religii, czy swojego widzimisie, się do takiego życia owym ludziom wtrącać, tym bardziej, gdy takie osoby nie robią nikomu krzywdy i podejmują ze sobą współżycie za obopólną zgodą. Wtedy, nawet i pozwolenie na taki związek partnerski powinno być, jak go sobie nazwą to bez znaczenia. Sedno sprowadza się do tego samego.

Jednak na tym przyzwolenie powinno się kończyć. Ponieważ w naczelnej zasadzie liberalnego podejścia do życia jest sformułowanie, które jasno mówi, że :  Wolność kończyć się powinna jedynie tam gdzie zaczyna naruszenie jej u innych.

Tutaj dochodzimy do osób trzecich, czyli dzieci. W tym momencie nie chodzi już tylko o prywatne sprawy dwojga ludzi, lecz mamy do czynienia z dobrem osoby trzeciej, czyli dziecka. Dziecko, jako osoba, która dopiero kształtuje swój obraz świata, w tym i seksualność, powinno być tą granicą, która stawia ograniczenie parom homoseksualnym. Mówiąc ściślej.

Nie interesują mnie związki partnerskie osób tej samej płci i nie jestem ich przeciwnikiem, bo to ich prywatna sprawa. Natomiast sprzeciwiam się adopcji dzieci przez pary tej samej płaci, bo tutaj kończy się prywatność, a zaczyna ingerencja w życie innej nie w pełni świadomej osoby.

Żeby była jasność. Z tego samego powodu sprzeciwiam się również, zapisywaniu młodych niczemu nieświadomych osób do związków wyznaniowych i religijnej indoktrynacji, ale to osobny temat.

Nigdy osobiście nie sądziłem, że homoseksualizm jest naturalnie normalny, ale uważałem i uważam to za pewien rodzaj upodobania i stylu życia, który jest nie szkodliwy, gdy nie ma wpływu na innych ludzi.

Czyjaś religia z resztą też jest do zaakceptowania, pod warunkiem, że nie wtyka nosa w prywatne życie osób nią niezainteresowanych.

To samo mamy z dzieckiem. Związek osób tej samej płci jest ich prywatną sprawą, czy rozrywką, ale nie jest normalny. Dlatego przyzwolenia na adopcję dzieci być nie może. Dziecko wyrastające w określonym środowisku odbiera pewne bodźce i na ich podstawie kształtuje się charakter oraz całe postrzeganie świata. Rolę dostarczenia innych bodźców spełnia matka i inną ojciec, dlatego rodzina pozbawiona męskiego, lub żeńskiego czynnika nigdy nie zapewni pełni potrzebnej do właściwie zbilansowanego wzrostu młodego człowieka, a nawet może mu zaszkodzić. Więc skoro może zaszkodzić i ta szkoda odbija się często już na całe życie, to na taką ingerencję, w życie osoby trzeciej, czyli dziecka z powodu czyjejś dewiacyjno-erotycznej zachcianki zgody być nie może.

Wszystko ma swoje granice.