Hekatomba 44

Gen. Władysław Anders: „Stolica pomimo bezprzykładnego w historii bohaterstwa z góry skazana jest na zagładę. Wywołanie powstania uważamy za ciężką zbrodnię(...)

 

Powstanie warszawskie ciągle budzi emocje. Nie byłoby ich tak wiele,
gdyby nie lansowana przez wieki całe idea Gloria victis, czyli
celebracja wszelkiej maści klęsk i porażek. Nie ma chyba nigdzie indziej
tak napompowanego ego z faktu, że przegrało się wojnę, bitwę, byt. Ten
polski patos strasznie mnie razi.



Nie mam zamiaru opisywać dlaczego Powstanie nie miało sensu i było po
prostu nieetyczne. To wie chyba każdy średnio inteligentny człowiek.
Nikt przecież przy zdrowych zmysłach nie wysłałby słabo a wręcz w ogóle
nieuzbrojonych warszawiaków na rzeź. Nikt tez nie odmawia im heroizmu i
bohaterskiej postawy powstańcom. Powstańcom, a nie dowódcom, którzy za
wywołanie Powstania powinni odpowiedzieć. Tak też uważał nestor
narodowej prawicy, zmarły niedawno prof. Wiesław Chrzanowski, dziwi więc
fakt, że prawica jakoś bez większej refleksji przechodzi w celebrę
śmierci. To chyba oznaka, że prawica propaguje cywilizację śmierci.



To była po prostu zbrodnia. Bo jak nazwać fakt, że na Woli ginie
codziennie 30 tysięcy warszawiaków? Jak nazwać dowódców, którzy z pełną
świadomością posyłali na śmierć nie tylko żołnierzy, ale cywili i dzieci
na pewną śmierć? Żeby najlepiej zobrazować mizerne szanse Powstańców
wystarczy przyjrzeć się ich uzbrojeniu- Całe uzbrojenie powstańców w
dniu wybuchu powstania składało się z 7 ckm, 60 lkm, 1000 kb, 300 pm,
1700 pistoletów i 25 tys. granatów i 15 piatów. Prawie połowę broni
strzeleckiej, jaką powstańcy posiadali, stanowiły pistolety, które jako
broń krótka – osobista, w warunkach walk miejskich o umocnione gmachy,
forty, barykady, nie miała znaczenia w natarciu pododdziałów. To nie
Powstanie, to szaleństwo!



Bo na tym właśnie polega polityka i to od samego jej zarania. Faceci,
zwani mężami stanu, ustalają wojenne gierki z użyciem całej masy
zindoktrynowanej całej masy zwykłych ludzi, zwanych mięsem armatnim.
Wiadomo, każdy smarkacz szuka wzorca, autorytetu, zwłaszcza gdy w domu
go nie znalazł. I zauroczy go pan w mundurze, który z wyniosłym hasłem
BÓG HONOR OJCZYZNA omamił go do reszty. I taki dzieciak umiera, myśląc,
że przydał się jakoś, przysłużył sprawie.



Kiedy myślę o Powstaniu warszawskim ogarnia mnie mega wkurzenie. Kto o
zdrowych zmysłach może szczycić się liczbą 200 tys. ofiar? Całą masą
umarłych marzeń, nadziei, pragnień? Czy zwolenników tego bezsensownego
Powstania nie rusza widok zburzonej Warszawy? Czesi mają coś, co zawsze
mi imponowało- praktyczne podejście do wszystkiego. Im Powstanie się nie
opłacało. Dziś turyści wybierają Pragę, nie Warszawę. Bo co tu
zwiedzać? Zamek Królewski odbudowany za Gierka? Czy PKiN? Nie ma magii
przedwojennej Warszawy. Nie ma i nie będzie. Chyba, że ktoś lubi
zwiedzać Powązki, czyli najbardziej warszawskie z miejsc stolicy.



A przecież można było inaczej. Taki Miron Białoszewski,
który nie wyszedł z piwnicy, a potem stworzył wielkie działa i teatr.
To zostało. Bez patosu i wielkich patriotycznych uniesień. Jego
„Pamiętnik z Powstania warszawskiego” jest tego kwintesencją. Nie ma
sensu wynosić pod niebiosa dowódców Powstania z Tadeuszem Komorowskim na
czele. Powstanie miało innych bohaterów. To żołnierze, którzy z gołymi
rękoma szli bić się w tej bezsensowniej walce, to sanitariuszki, które
pracowały ponad swoje siły, to w końcu ludność cywilna, która życia
znała poprzez pryzmat kanałów, piwnic i ruin swojego miasta. To im i
tylko im należy się hołd. Nikomu więcej. Ale ktoś za ich cierpienia
odpowiada. Są już wpisani do narodowego panteonu. Jakie to polskie...