Handel internetowy od alkowy

Trochę w tym "siedziałem" więc informacje są z pierwszej ręki.

 

Twój kolega ze szkolnej ławy ma nowego palmtopa, albo sąsiad opowiada o nowym telewizorze . Nie możesz być gorszy.  Zaczynasz rzecz jasna od Allegro, bo w Internecie najtaniej. Wylicytowałeś interesujący cię przedmiot i myślisz, że wystarczy teraz tylko wyciągnąć od rodziców pieniądze, odczekać kilka dni i cieszyć się nowym gadżetem. Niekoniecznie.

A jak to wygląda z drugiej strony? Wszystkie zamówienia od internautów gromadzone są w bazach i uzupełniane na bieżąco przez pracowników sklepu. Następnie dane te są przekazywane do osób odpowiedzialnych za wysyłkę. Na ich barkach spoczywa ogromna odpowiedzialność. To właśnie oni wypisują faktury i paragony na zamówiony przez was towar. Niestety maja pewną wadę: są  ludźmi, więc popełniają zatem błędy. Wystarczy, że przekręcą nazwisko klienta, albo źle wpiszą kod pocztowy na liście przewozowym i przesyłka nie dotrze na czas do adresata. Nie jest to trudne zwłaszcza kiedy wysyła się ponad sto paczek dziennie. 

Wypisane paragony, faktury oraz listy przewozowe wędrują do magazynu, gdzie są pakowane i przygotowywane do wysyłki. Kiedy pojawia się kurier wystarczy je zapakować i życzyć kierowcy „szerokiej drogi”. On wiezie je do głównego magazynu w danym województwie, gdzie następuje segregacja paczek ze względu na region kraju do których mają być przewiezione oraz rodzaj zapłaty jaką uiszcza klient (pobranie albo przelew).

I znowu się je pakuje i przesyła do magazynów leżących najbliżej kupujących. Tam po raz kolejny zmieniają pojazd i jadą do przyszłego właściciela. Jak widać dostarczenie towaru ze sklepu internetowego do klienta nie jest sprawą prostą i wymaga ścisłej współpracy handlowców z logistykami.

Co jednak kiedy firma ma dziesiątki oddziałów, a jej produkt menagerowie (po naszemu handlowcy) są w innym mieście? Nikomu nie jest do śmiechu. Wspomniani przeze mnie panowie są odpowiedzialni za wystawianie aukcji. Ich premie zależą od ilości sprzedanego towaru oraz wysokości marży jaką może narzucić firma. Jednym słowem musi kupić w hurtowni jak najwięcej towaru za jak najmniejszą cenę. Nic w tym dziwnego. Zdarza się jednak, że handlowcy sprzedają towar, który pojawił się dopiero w hurtowni, albo dopiero do niej płynie z dalekich Chin. I tu się pojawia problem.

Wróćmy jednak do naszej firmy. W trosce o swoją renomę nie może zwodzić klienta w nieskończoność nawet jeśli nie ma danego towaru na składzie. Wybiera więc mniejsze zło i ustami swego pracownika informuje kupującego o tym, że: „Pewna partia towaru została uszkodzona podczas transportu i w tej chwili nie jest możliwa realizacja zamówienia i prosi o wyrozumiałość oraz zachęca do kolejnych zakupów.” Może też zaproponować produkt o zbliżonych parametrach, co prawda droższy, ale i tak wielu się na to zgadza, zwłaszcza w gorącym okresie przedświątecznym.

Nawet jeżeli towar dotrze na czas to i tak przyjęcie go na stan magazynowy nie jest sprawą prostą. Kurierzy mają to do siebie, że lubią przyjeżdżać o podobnej godzinie. Wyobraźmy więc sobie następującą sytuację – trzech kurierów dobija się do drzwi. Każdemu z nich się spieszy, a pracują średnio dziesięć godzin dziennie więc z reguły są w nienajlepszym nastroju.  

Za przyjęcie towaru odpowiada zwykle kierownik magazynu, albo inna upoważniona osoba. To właśnie on musi w try miga sprawdzić, czy liczba i rodzaj towaru zgadza się z zamówieniem, w przypadku uszkodzenia sporządzić protokół szkody i szybko zaksięgować faktury zakupu.

A w między czasie dzwoni klient, że nie życzy sobie paragonu tylko fakturę na osobę, bo mu szwagier powiedział, że tak będzie lepiej. Nie będę przytaczał przekleństw jakie spadają na głowę takiego kupującego. Magazynierzy muszą znaleźć paczkę, otworzyć ją i wyjąć paragon. Pracownik odpowiedzialny za wysyłkę musi wypisać fakturę i wycofać paragon.

Taka specyfika pracy wymusza ciągłą koncentrację i podzielność uwagi. Ale jak wiadomo ludzie to nie roboty, miejcie więc dla pracowników sklepów internetowych choć odrobinę cierpliwości. Oni naprawdę ciężko pracują.