Gosposia księdza

Sztuki kochania,jak tabliczki mnożenia należny się uczyć...

 

Pensja i dochody z kursów dla dorosłych pozwoliły  kupić  rower Dwukołowy przyjaciel z fabryki bydgoskiej budził podziw ,na tle sfatygowanych niemieckich, mienił się znakomicie na wiejskich dróżkach, dziewuchy łypały ponętnie na moje rajdy i prosiły się na ramę. Wylądować z taką jedną,w  przydrożnym rowie było gadką na całą parafię

Zamiast wozić dziewuchy na ramie, organizuj gromadzki wyścig pokoju.-radził Sekretarz  podstawowej komórki partyjnej, klepnął po ramieniu, i powiedział: "jesteś dobrym kandydatem do partii. Słowa te puściłem  między uszami.,cieszyłem się odzyskaną wolnością, uzupełniałem przerwane studia zaocznie ,jeździłem na ryby obok plebanii. Wtedy Magda,urodziwa gosposia księdza otwierała okno i pozdrawiała, przykładając palce do ust, w rozpiętej białej sukience cyce jak dzwony kościelne kołysały , zapraszały na  roraty , gumka w majtach prężyła się, fiut stawał na baczność , z gosposią katechety swawolić nie uchodzeni ,co ludzie powiedzą? I pedałowałem za wzgórze, tam mistyczne , zadumane jezioro było. Otoczone sosnowym lasem sprawiało wrażenie oazy spokoju i ciszy. Siedziałem z wędką  na pochylonym konarze, a ptaki wodne w szuwarach kokosiły się majowym szczęściem. Dzięcioł w pobliżu walił dziobem w sosnę, a kukułka zaczęła wyliczać moje lata wtedy spławik drgnął, zanurkował ostro raz i drugi i zatańczył obertasa na cztery fajerki. ,a za plecami poczułem gorący oddech , ciepłe dłonie zakryły oczy. A kuku - wyszeptała i zaczęła całować aż wędka wypadła z rąk, ryba pociągnęła ją w głębiny. Na pewno był to szczupak albo  okoń.

Magda jak lwica rzuciła się na mnie ,  zdarła  majtki i dosiadła mnie , cwałowała, galopowała aż  ziemia zadrżała i zabrakło tchu. Zipałem na piaszczystym brzegu niby ryba złowiona na haczyk, a ona całując tu i tam, mówiła takim matczynym, cieplnym głosem:" za każdym razem będzie dłużej , tak bywa u niedopieszczonych facetów".

Znała się na tych sztuczkach., starsza o dziesięć  lat , dawała   rozkosz  wszechwładnie .,ucieleśniała miłości z więziennych marzeń ,odsapnąć nie dawała, znów dosiadała .Szumiały sosny i skowronek piosenkę dzwonił. I nie widziałem, czy to  jawa,czy sen , czy tylko Magda jęczy,czy kukułka kuka i dzięciol wali w drzewo.

Spazmatyczny  szept , nie spiesz się,bądź długo we mnie,proszę,podniecał  i. zachęcał do kolejnych działań., pachniała  więziennymi marzeniami  wszystkich cipek  świata. W nabrzmiałych jej górnych i  dolnych wargach  spełniały się one  wielokrotnie aż do zachodu słońca. Stopy jej drżały na moich pośladkach i wystukiwały jeszcze, jeszcze... Oddawała się bez reszty. Oblewała falami rozkoszy i wciągała w swoje głębiny. 

. Nigdy w życiu nie było potem tyle razy. Rowerem wracałem do szkoły wiele razy bez ryb. ,a z torbą cytrusów,czekoladą wedlowska i winem mszalnym ze spirytusową nalewką. Tylko takie pije ,gdy -jednoczy  z Bogiem owieczki-wyjaśniała Magda

A gdzie ryby -pytała woźna. W jeziorze -odpowiadałem .Wszyscy teraz biorą tylko one nie chcą, takie to czasy nastały. To miejsce zmienić i dać lepszą przynętę-radziła. Pomyślę – powiedziałem,ale  dalej zanurzaniem robaka w jeziorku Magdy ,po lekcjach pedałowałem  polnymi ścieżkami,w omówionym miejscu uczyła sztuki kochania . Za każdym razem inaczej, mówiła: "jesteś mój ,mój"A  ksiądz Jan,zapytałem , uprawia tylko francuszczyznę-odpowiedziała.i  za to,daje dolary.,a to nie mydło, niech sobie  liże- mówiła.  Modli się  i podli za pieniądze. nie tylko on.,a my robimy to za darmo,społecznie,za bóg zapłać grzeszymy.

Pewnego razu sekretarz do szkoły przyszedł,i bez ogródek oznajmił” ryby łowisz w jeziorku między nogami Magdy ,a nasz ksiądz patriota, wspiera PZPR, nie zabieraj mu jej , wkrótce pojedzie na studia teologiczne do Akademii Papieskiej .. Zajmij się lepiej wyścigiem kolarskim,a partia to doceni. Umowa stoi-zapytał?Stoi -odpowiedziałem,no to stawiaj wino mszalne ,co przywiozłeś od kochanicy. Popijając wypaplał,ze donos  zrobił ormowiec,podglądał mnie na zlecenie służby bezpieczeństwa . Następca, Jana przywiózł gosposię brzydszą od ropuchy,a Magdę do pegeeru wypędził. Od tego czasu z nad jeziora wracałem z obfitymi połowami,a wozna paplała na całą wieś,ze ryby  zaczęły brać, bo za jej radą zmieniłem miejsce połowu i  przynętę  też..Po latach wspominam to z przymrużeniem oka ,a  sztuki kochania,jak tabliczki mnożenia należy się uczyć,miałem dobrą nauczycielkę.