Góry szczyt

fa01f48ec7a3779369bd29bd2ccf7df7.jpg


“A gdy zdobędziesz górę już
Zachłyśnij się radością swą
Nim zaczniesz zazdrościć
Temu co
Zaczyna marsz i przed sobą
Niezdobyty ma szczyt”

Piotr Wysocki

Nasza chatynka nocą wyglądała tak:

1af7617c0a6fd5341d1c2d62ab7e8ea2.jpg

No co? Czyż przecudnej nie jest urody? “Cakiem cakowicie drzewniana”. Taa... Takiej mi na starość trzeba.

Położona na uboczu, na dzikiej dziczy skraju. Wokół drzewa i szemrzący strumień pełen pstrągów. Takich “prawdziwnych” a nie hodowlanych. I... I, rzecz zachwycająca! Komórki nie mają tu zasięgu! A to wielkie jest błogosławieństwo:-) Jak bym był młodszy, rzekłbym, że: “Tu mi jest dobrze. Tu się rozmnożę.” Ale teraz poprzestanę na tym pierwszym wyznaniu...

Przyjechaliśmy do chatynki w piątek wieczorem. Po rozlicznych “ochach” i “achach”, koleżanka-małżonka zajęła miejsce jej przeznaczone, czyli kuchnię. (Gdyby to przeczytała dostałbym ścierą po łbie.) A my, chłopy, orły, sokoły tj. Szur, Kuba i ja zasiedliśmy do map studiowania, coby białogłowy naszej, jedynej jutro we mgle nie zgubić...

No ale, jak to w życiu bywa, co się polepszy to się popieprzy...

c23c1862ccfdc9fcc34ceb4d37839208.jpgMój kręgosłup wyraźnie szlag nagły trafił. Usiadłem sobie a i owszem. Ale wstać już nie mogłem. To znaczy wstałem i... I lewa noga moja osobista nagle i niespodziewanie mi się “ugła”. Coś wbiło mi mizerykordię w krzyż i zobaczyłem blask wszystkich galaktyk. Gdym oprzytomniał zdałem sobie sprawę, że nie jest dobrze. Przede mną rozkosze swe objawiła nieprzespana noc. No skąd ja to znam?


O piątej rano, w sobotę, zmięty i sterany, obudziłem towarzystwo, uczyniłem kawunię przepyszną i już wiedziałem, że muszę się przyćpać. Jak ja tego ścierwa nienawidzę! Ale przecież nie mogłem powiedzieć, że nie idę. No nie mogłem...

Na parkingu byliśmy o siódmej. Startujemy!

Było bardzo zimno i wiał wiatr. To, że było zimno to dobrze. To, że wiał wiatr to albo źle albo też dobrze. Trochę inaczej niż w Tatrach. Tam jak wieje zimny wiatr to zawsze jest dobrze a jak ciepły, to zawsze jest niedobrze. Ale tu, w szkockich górach, te zasady nie obowiązują. Pokręcona kraina...

e4850688b12bdc459665c56c038edd96.jpgSzło mi się cholernie ciężko. Nie mogłem “wejść w rytm”. Właściwie to nie szedłem tylko człapałem. Wiedziałem, że wszyscy wiedzą, że... 


Nikt niczego nie powiedział. Nie musiał...

Powiedziałem chłopakom  by szli sobie własnym rytmem. I niech poczekają na mnie dopiero na przełęczy, powyżej jeziorka. Ruszyli z kopyta a ja przypomniałem sobie siebie sprzed... Ilu to już lat?

Ech...

Im wyżej tym wietrzniej. Tak, że przed przełęczą trudno było utrzymać się na nogach. To już nie był wiatr tylko regularna wichura. Ale...

Ale w górach nie zawsze jest tak, że im wyżej tym wietrzniej. Bywa, że wieje w dolinach. Wiatr przemyka przez przełęcze lecz im bliżej szczytu, tym spokojniej. Tak bywa. Co nie znaczy, że tak będzie...

Było nadal bardzo zimno i dmuchało iście arktycznym powietrzem. To dobrze.

6b3e72ed0c24766d3ec6af4bde7d7e78.jpgChmury przewalające się nad naszymi głowami były jasnoszare i bardzo często świeciło słońce. Niebo nie było nimi spowite. To znaczy bywało. Ale zdecydowanie rzadziej niż częściej.


W pewnym momencie, przy jakiejś  operacji plecakowej, wichura poniosła ze sobą naszą czołówkę. Zwyczajnie wydmuchnęła ją z niedomkniętej kieszonki. I, przy okazji, prasnęła żoneczkę o glebę. Kamienistą... Ale ona twarda jest. Znaczy się żona...

Zakosy jakimi prowadzi szlak ponad przełęczą stały się dla mnie, by tak rzec, doznaniem ambiwalentnym. Z jednej strony było coraz jaśniej, błękitniej i piękniej. Ach! Ale, z drugiej, ból stawał się nie do wytrzymania. I, o ile zmysł wzroku mojego doznawał rozkoszy, o tyle inne, udręki. Zaczęła się prawdziwa walka...

cd6934b6806992f8bf647a7e230d80a4.jpgGdy wokół było już tylko morze kamieni co oznaczało, że już niedaleko, że jeszcze “tylko” kilkanaście minut, może godzina... Musiałem usiąść. Problem polegał na tym, czy uda mi sie wstać...


Przy pierwszej próbie poległem. Dosłownie... Takoż przy drugiej i trzeciej. Tak przy okazji obijając solidnie dupsko...

Nie było rady. Znów siegnąłem po prochy. Mają one taką francowatą właściwość, że wprawdzie boli tylko tak, że można wytrzymać ale poważnie kręci się po nich we łbie... I świat zaczyna wirować. Nienawidzę tego serdecznie!

Do góry. Powolutku, nieśpiesznie i... I, nie do końca świadomie.

a06bd8abc915d5613e71257a80f250cd.jpgWypłaszczenie! To był “widomy znak”, że jesteśmy prawie u celu. W międzyczasie bowiem weszliśmy w chmurę i widoczność stała się mocno ograniczona. Z naciskiem na mocno. Dziwne. Ale nie pamiętam kiedy weszlismy w tuman. Nie kojarzę też chwili, od której wiatr stał się zdecydowanie słabszy...


Podszedł do mnie syn. Powiedział: “Tato. Nie musimy wchodzić na sam szczyt, do ruin obserwatorim. Praktycznie już zdobyliśmy Bena”.

Spiorunowałem go dzikim wzrokiem i w sposób bardzo nieodpowiedzialny i całkowicie niepedagogiczny pokazałem mu znany gest. No ten z użyciem jednego palca...

Stojący obok nas Szczur zdębiał... A po chwili wszyscy ryknęlismy śmiechem. Takim najszczerszym. Wariackim...

1f948b85133b5650a75d872ded7908c1.jpgDziwne. Nie miałem siły by mówić a miałem by ryczeć ze śmiechu... Niepojęte. Się posmarkałem... I... I zacząłem racjonalnie myśleć. Nie-po-ję-te!


Dotarło do mnie, że tak naprawdę niewiele widać. A tak bym chciał by Ben okazał się łaskawy. I... I chyba jednak pojawiła się między nami nić sympatii...

Zrobiło się jaśniej. Wiatr był znośny a w sercu zagościła radość...

A, po chwili, ujrzałem błękit nieba i widok, który był dla mnie niezasłużoną nagrodą. Tak. Dla takich chwil warto żyć!

76297629134b81666b125bb81d19c96d.jpg

                                                    (Pamiętacie? To na tym zboczu, miesiąc temu, poległem...)


Wyłączyłem się. Byłem tylko ja i Ben. Tak długo marzyłem by być kiedyś tu gdzie teraz byłem. Czytałem, “obczajałem” mapy. Śniłem.


Ponad półtora roku temu znalazłem się w sytuacji, w której zdałem sobie sprawę, że sny pozostaną snami a marzenia marzeniami. I wszystkie dochtory mi mówiły, że no tego, wie pan, czeka pana wózek a i no, tego może pan nie czuć kiedy pan siusia i nie tylko... Wie pan w pana przypadku to jedynie operacja. Z tym, że wie pan, po niej może pan już nie chodzić... Nigdy...

574b8a076c48559da3b5331f14759726.jpgByć może...

Ale póki co chodzę i czuję. No, po prawdzie, czasem  ze zdecydowanym naciskiem na, czuję...

A dopóki chodzę i nie używam pampersów to, żadne pieprzone kalectwo mnie nie powstrzyma. I nie będzie mi mówiło jak żyć.

Bo nie!

Zejście było koszmarem. Kuba ze Szczurem czekali na mnie na dole dwie i pół godziny...  Schodziłem pięć, zamiast dwóch i pół, do trzech. Nieważne. Nieważne, że każdy krok to... Nieważne.

A w chatynce lampka czerwonego wina i słowa Kuby, których nie zapomnę:

- Jestem z ciebie bardzo dumny tato. Nie wierzyłem, że wejdziesz...

I tak jakoś dziwnie i mnie, i jemu lekko spociły się oczy...

A później spokojny, głęboki sen.

Tyle, że ja znowu śniłem...

Tak to widocznie u wariatów bywa:-)