Gdańsk wedlug Chwina

„…walka z ludźmi o władzę daje tak silne złudzenie intensywności życia, że nie mamy czasu na rozpacz”

 

6a5714c13f38f9532b59d2681da52b5d.jpg

Stefan Chwin – Panna Ferbelin, Wydawn. TYTUŁ Gdańsk 2016

O autorze: 

Stefan Chwin to polski powieściopisarz, krytyk literacki, eseista, historyk literatury, grafik związany z Gdańskiem, doktor habilitowany, profesor nadzwyczajny Uniwersytetu Gdańskiego na Wydziale Filologicznym. Laureat nagrody im. Andreasa Gryphiusa - jednego z najważniejszych niemieckich wyróżnień literackich.

O książce:

Gdańsk w tej książce Chwina to Danzig na początku XX wieku. Autor nie napisał jednak powieści historycznej. To raczej autorska wizja tego miasta i jego mieszkańców.

Tutaj fakty autentyczne mieszają się z faktami bliskimi prawdy a czasem bardzo dalekimi. Jednak, aby nas przekonać do swojej wizji podaje szczegóły topografii miasta – mieszając nazwy polskie i niemieckie.

Prowadzi nas ulicami obok kwiaciarni pani Helstein, kawiarni Mayersa, opisuje wnętrza domów gdzie mieszkają ludzie o różnym statusie materialnym.

Tytułowa panna Ferbelin ma na imię Maria i jest nauczycielką w prywatnych domach, tutaj uczy syna prokuratora Hammelsa komendanta miasta.

To czas kryzysu ale daje się jej załatwić rządowe zlecenie dla ojca stolarza na wykonanie szubienic.

I tu pojawia się motyw śmierci przewijający się przez całą książkę.

Kobieta umiera zaraz po narodzeniu dziecka. Ojciec i syn są w nieustannej traumie po tym wydarzeniu.

Co nie przeszkadza, aby tatuś kazał chłopcu zastrzelić rannego psa. Okrutna to scena.

„…wszystko zostanie pożarte przez śmierć. Śmierć pożre wszystko, całą Ziemię i kosmos.”

Motyw śmierci łączy się też z innym bohaterem Kurtem Niemandem, który wprawdzie jest traserem w stoczni ale po pracy staje się Nauczycielem z Neustadt głoszącym na wzgórzu, że Bóg nie potrzebuje pośredników a robotnicy powinni walczyć o większe płace. Chodzi po wodzie, wskrzesza zmarłych, uzdrawia chorych. Przez swych uczniów nazywany jest Mistrzem.

Zostaje zatrzymany przez władze i biczowany w piwnicach policyjnych.

Kłania się „Mistrz i Małgorzata” choć tu jest Mistrz i Maria.

A, że to Gdańsk i stocznia to Chwin nie odmówił sobie opisania strajku nawiązującego do wydarzeń z lat 1970 i 1980. Tyle, że w książce robotnicy mają tylko jedno żądanie: pięciogodzinny dzień pracy co dla mnie jest kpiną z dwudziestu jeden postulatów z 1980 roku. A nazwę „Solidarność” autor przerobił na „Braterstwo”.

Mamy w książce także wątek miłosny a nawet sensacyjny, bo miłość nie tylko wszystko wybaczy ale posunie się o wiele dalej, aby uwolnić ukochanego z łap oprawców.

Nie obyło się bez aktualnego wątku ataków terrorystycznych i walki o władzę.

Czyli dla każdego coś niemiłego.

Jednak, mimo wielu celnych przemyśleń jak:

 „Brakuje nam bliskich więzi, szczerości i harmonii”,

„…każdy człowiek jest własnością tych, którzy sprawują władzę…, bo w każdym państwie każdy może zostać w dowolnej chwili wyciągnięty nocą z własnego łóżka przez chłopców na posyłki i wywieziony w nieznane miejsce”

książkę czyta się opornie, także dlatego, że dialogi nie są oddzielone od narracji i opisów. Według mnie zabrakło redaktora, który ośmieliłby się przeredagować tekst.

W internecie przeczytałam, że autor powiela tu wątki ze swoich poprzednich książek. I to nie jest zaleta.

Polecam tylko wytrwałym czytelnikom.